RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Na tropie rasistowskiego Sherlocka Holmesa

Felieton Wojciecha Wybranowskiego (fot. arch.PAP/Wit Dziki)
Felieton Wojciecha Wybranowskiego (fot. arch.PAP/Wit Dziki)

„W Pustyni i Puszczy” Henryka Sienkiewicza jest ponoć rasistowskie, „Oliver Twist” Charlesa Dickensa – antysemicki, a „Trzy małe świnki” Jamesa Marshalla – obrażają muzułmanów. Na celowniku lewicy znalazło się szereg dzieł literatury i filmu. Walec poprawnej politycznie inżynierii społecznej musi cenzorsko przetoczyć się przez kanon literatury i filmu dla dzieci i młodzieży – w innym przypadku lewicy nie uda się zbudować współczesnej wersji homo sovieticusa.

Afera Amber Gold. Nie znam, nie słyszałem, nie pamiętam…

Kulisy afery Amber Gold, o której w ostatnim tygodniu przypomniała TVP filmem Sylwestra Latkowskiego „Taśmy Amber Gold” pokazały jak bardzo – w...

zobacz więcej

„Pomagając mojemu 4-letniemu synowi w nauce czytania, wypożyczyłam z naszej biblioteki audiobook "Piotrusia Pana" J.M. Barriego. (…) A jednak, gdy mniej więcej w połowie książki plemię Tygrysiej Lili zostało określone słowem, które uważamy za rasistowską obelgę, nie wiedziałam jak zareagować. Nie wiedziałam co zrobić. (…)” - bulwersowała się dziennikarka Katie Lewis na łamach „Washington Post” (29.10.2018) i zaniepokojona rozważała czy warto w ogóle jeszcze dzieciom czytać klasykę literatury skoro część z dzieł może zawierać sformułowania dziś uznane za niepoprawne politycznie.

Brzmi znajomo? A jak! Otóż przed kilkoma dniami znany dotąd głównie z aktywności w mediach społecznościowych poseł Lewicy Maciej Gdula ogłosił, że jego jedenastoletnia córka „przebrnęła” przez lekturę „W Pustyni i w Puszczy” Henryka Sienkiewicza, w związku z czym on sam jest głęboko oburzony, bo „Nie ma chyba w polskiej literaturze drugiej podobnej perły łączącej w takim natężeniu rasizm, kolonializm i patriarchat” zaś „Kanon lektur w podstawówce nadaje się do kosza”. Po czym poszedł jeszcze dalej i w publikacji dla neomarksistowskiej „Krytyki Politycznej” ogłosił, że bohaterowie Sienkiewicza: Staś Tarkowski i Nelli Rawlison to „mali rasiści”. Doszukiwać się w świetnej książce przygodowej dla młodzieży, książce uczącej odwagi, szlachetnych postaw, troski o kobietę i słabszych od siebie, uczącej tolerancji i wzajemnego szacunku – rasizmu – to duża rzecz. Ale nihil novi, nie tylko na pustyni i nie tylko w puszczy radykalna lewica jest w stanie doszukać się swoich ulubionych demonów „rasizmu”.

Kiedy historyk boi się babci

Procesy sądowe mogą okazać się jedyną skuteczną metodą w walce o prawdę historyczną z autorami publikacji, w których – mocno naciągając fakty i...

zobacz więcej

Ten paskudny Alcybiades


Zostawmy jednak Gdulę z jego antysienkiewiczowskimi obsesjami albowiem to nie pierwszy raz, gdy to właśnie i bynajmniej– nie przypadkiem- właśnie piszącego ku pokrzepieniu serc i szerzącego patriotyczne postawy Sienkiewicza lewica wzięła sobie na cel. W zasadzie od szeregu lat lewica – nie tylko w Polsce – próbuje zwalczać lektury z kanonu polskiej klasyki adresowane do dzieci i młodzieży, szczególnie te, które promują propaństwowe, pronarodowe postawy, patriotyzm, poświęcenie, budują wizerunek mężczyzny i kobiety, relacje międzyludzkie, wizje rodziny i społeczeństwa bliższe konserwatywnym wzorcom niż ideałom dzisiejszej lewackiej międzynarodówki. W Polsce ta ofensywna kampania pierwszy raz z dużą siłą wybuchła kilka lat temu na łamach – jakżeby inaczej – lewicowej „Gazety Wyborczej” , gdzie pewien profesor żalił się, że dzieci za dużo czytają, że lista lektur jest przeładowana, że nie wiele z tego co czytają mogą zrozumieć, a w ogóle to po co Sienkiewicz czy Kraszewski. No i oczywiście przy okazji Sienkiewicza oberwało się tez i „Krzyżakom”.

Później podobne okolicznościowe próby ocenzurowania kanonu polskiej literatury dziecięcej i młodzieżowej wybuchały okolicznościowo na różnych mediach i portalach- co akurat nie dziwi, bo przecież zawsze znajdą się osobnicy, którzy w „Pustyni i w Puszczy” będą doszukiwać się wypaczania ideologii powstania Mahdiego, w „Winnetou” Karola Maya - promocji „supremacji białych”, a dajmy na to w „ Przygodach Tomka na Czarnym Lądzie” Alfreda Szklarskiego - „rasistowskich stereotypów”. Nota bene bohater cyklu Szklarskiego- młody Polak Tomasz Wilmowski jest pod wieloma względami bohaterem literackim podobnym do sienkiewiczowskiego Stasia Tarkowskiego, więc tylko czekać aż lewica i cykl jego przygód weźmie na cel. Skoro lewactwo na Zachodzie za rasistowskie mogło uznać część opowiadań o detektywie Sherlocku Holmesie to można już wszystko.

W zasadzie można by się z tego śmiać, tak jak kpinami przyjęto opublikowane kilka lat wcześniej na portalu „Na Temat” wywody anonimowej nauczycielki domagającej się usunięcia z listy lektur „Sposobu na Alcybiadesa” Edmunda Niziurskiego. Rzeczona polonistka wyznała wówczas, że ona książkę przeczytała i niewiele zrozumiała, więc dzieci jej zdaniem też tego co czytają nie zrozumieją. Na szczęście dzieci bywają mądrzejsze od swoich nauczycieli i dla wielu z milusińskich klasyka literatury dziecięcej i młodzieżowej to po prostu fajne, przygodowe opowieści pełne nieco niedzisiejszych superbohaterów. A dla olbrzymiej większości czytelników – ponadto dobre źródło poznawcze realiów historycznych, społecznych i obyczajowych w jakich tworzyli autorzy.

Wybranowski: Kali i jego dziczyzna

Walczący „o prawa kobiet” pobili dziennikarkę. Pewnie mieli do tego prawo, bo żeńskie gwiazdy liberalnych mediów sprawę przemocy wobec koleżanki z...

zobacz więcej

Z długopisami w „walce o równość”


Tyle tylko, że sprowadzając wszystko do kpin i śmiechu za chwilę może doprowadzić do sytuacji, w której będzie to śmiech przez łzy.

Ideolodzy i aktywiści współczesnej lewicy, bojownicy poprawności politycznej i wyznawcy cisgenderowych teorii doskonale zdają sobie sprawę, że jeżeli walec inżynierii społecznej nie przetoczy się przez klasyczną literaturę dziecięca i młodzieżową, nie doprowadzi do zastąpienia konserwatywnych, patriotycznych , wzorców odwagi, niezależności, patriotyzmu, dumy narodowej, poczucia tożsamości, wpajanych w tych dziełach (i tym samym dzieciom „od poduszki”) bliskimi lewicy wzorcami opartymi na multikulturowej papce, intelektualnym, marazmie, uniformizacji i podporządkowaniu interesom „kolektywu” - to niewiele wyjdzie z planów budowy nowego „homo sovieticusa”.

To nic nowego, przerabiali to już onegdaj nasi rodzice, gdy postkomunistyczna lewica klasykę literatury dziecięcej zastępowała w szkołach dedykowanymi dzieciom i młodzieży „dziełami” powielającymi bolszewicką propagandę w rodzaju „Timur i jego drużyna”, „Czuk i Hek” czy „Kordzik”. Z tą różnicą, że komunistyczna lewica robiła to w miarę zręcznie umieszczając propagandowe lektury między klasyką podczas gdy lewica współczesna, ta zachodnia, próbuje robić to metodą na rympał.

Ot, weźmy choćby na przykład akcję zainspirowaną przez Jacqueline Woodson and Daniela José Older’a w specjalnym apelu – jak pisał „The Guardian” (16.11.2016) – blisko czterystu pisarzy i ilustratorów książek dla dzieci zobowiązało się, że swoich dziełach będą szerzyć zasady poprawności politycznej. Akcja miała charakter stricte polityczny – przy okazji ogłaszania odezwy stwierdzono, że „wybór Donalda Trumpa na prezydenta w zeszłym tygodniu jest wyraźnym przejawem bigoterii zakorzenionej w tym kraju” .

Pamiętający czasy peerelowskich apeli literatów i poetów mogą mieć poczucie deja vu czytając puentę zawartą we wspomnianym apelu amerykańskich pisarzy- tu cytat za „Guardianem”- „Z pędzlami i długopisami w ręku, my, niżej podpisani, będziemy nadal dążyć do celów równości, sprawiedliwości i pokoju”.

Aż łza się w oku kręci…

Lewą marsz, lewa, lewa, lewa…!

No i stało się to, co musiało się stać. Platforma przestała udawać partię chadecką, pozbyła się – istniejącej głównie medialnie - konserwatywnej...

zobacz więcej

Atak poprawnie politycznych Hunów


Kilka miesięcy temu popularne wśród miłośników fantasy pismo „Fatastyka” korzyło się przed środowiskami LGBT i polską lewicą, albowiem odważyło się opublikować opowiadanie jednego z najlepszych polskich pisarzy Jacka Komudy, w którym negatywnym bohaterem był homoseksualista o imieniu Dalian. Gazeta obiecała poprawę, zobowiązała się nie publikować dzieł, które nie będą szły w parze z lewacką poprawnością polityczna i na dowód swoich intencji wydała cały numer „tęczowego pisma”.

Miesiąc przed tymi wydarzeniami, w lipcu ubiegłego roku jeden z aktywistów brytyjskich Zielonych- Ian Driver na ścianie budynku muzeum Charlesa Dickensa w hrabstwie Kent nasprejował wielki napis „rasista”. Później – jak pisało „The Article” wandal przekonywał, że Dickens miał być „ludobójczym rasistą, który zasługuje na pręgierz”.

Zdarzenie nie stało się podstawą do dyskusji o kulturze zagrożonej inwazją politycznie poprawnych Hunów, ale… debaty o rzekomym rasizmie wielkiego pisarza i o tym, czy jego dzieł nie należałoby, delikatnie mówiąc zniknąć.

„Podobnie jak wielu wybitnych autorów epoki wiktoriańskiej, w swojej twórczości wyrażał zarówno poglądy rasistowskie, jak i ksenofobiczne” - przekonywał Alex Finins na łamach brytyjskiego portalu Inews.Co. Podobnie pisał „The Telegraph” sugerując, że choć Dickens był geniuszem to jednak jego dzieła są rasistowskie.

Słychać pokoleń drwiący śmiech

Wśród dziesiątków tysięcy działaczy Podziemia Niepodległościowego skazanych na śmierć lub wieloletnie więzienia w latach 1945-56 sporą grupę...

zobacz więcej

Lewica ma na punkcie Dickensa fobię od lat, można powiedzieć, że jeszcze od przedwojnia – po tym jak wyliczono, że w jego „Oliwerze Twiście” jedna z postaci „Fagin” została 257 razy przedstawiona słowem „Żyd” . Prawda jest natomiast taka, że Dickens rasistą nie był, jak pisał o nim Daniel Johnson w „The Article” - „aktywnie prowadził kampanię przeciwko „przeklętemu i obrzydliwemu systemowi”, kosztem własnej sprzedaży książek.”.

Dickensa na razie nie udało się lewicy “ zniknąć” z kanonu klasyki światowej literatury, choć począwszy od 1942 roku w wielu wydaniach jego dzieł wprowadzono pewną cenzurę.

Lewacka cenzura uderzyła zaś właśnie z całą mocą w autora popularnych książek dla dzieci Dr. Seussa (autora m.in “Horton słyszy Ktosia” czy “Kot Prot”) a część z wydań jego książek została wstrzymana ze względu na powstałe przed laty ilustracje, które uznano za rasistowskie. Z listy lektór szkolnych jednej ze szkół w amerykanskim stanie Missisipi zniknięto "Zabić drozda" Harper Lee z błahego powodu – w ksiażce pada określenie “nigger”.

Wcześniej w 2016 roku z listy lektur szkolnych w stanie Wirginia zdjęto “Przygody Hucka” Marka Twaina jako rzekomo powielającą rasistowskie schematy, a w stanie Indiana pod podobnym pretekstem - “Chłopca z latawcem” Khaleda Hosseiniego.

Dmuchany balonik posła Budki

Jesteśmy gotowi do każdej rozmowy, by zakończyć rządy nieudaczników – oświadczył szef Platformy Obywatelskiej Borys Budka. Polityk oświadczył, że...

zobacz więcej

Książki przez lewicę wyklęte


Czy to tylko jednostkowe przypadki dotykające pojedynczych lektur i pojedyńczych szkół w odległych stanach Ameryki? Bynajmniej.

W styczniu tego roku, lewicujący, popularny na Zachodzie portal Red Tricycle ( blisko 400 tys. użytkowników na Facebooku) dedykowany rodzicom i rodzinom opublikował artykuł Ayron Jackson-Cannady ostrzegający przed kupowaniem i czytaniem dzieciom książek wchodzących w skład kanonu światowej lliteratury jako - „powielających głównie rasitowskie stereotypy”. Na liście znalazły się m.in. wspomniany przeze mnie już wcześniej „Piotruś Pan”, ale też: „Charlie i Fabryka czekolady” Roalda Dahla , „Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett ( bo bohaterka spodziewała, się że służąca będzie czarnoskóra), „Doktor Dolittle Hugh Loftinga ( bo w jednej z książek lekarz wybiela skórę afrykańskiego księcia), a także „Sherlock Holmes” Arthura Conan Doyle’a ( bo w jednym z opowiadań – jak pisze Jackson-Cannady- detektyw „ściga byłego niewolnika, a następnie mówi mu, że śmierdzi, gdy go już dogoni) oraz „Domek na prerii” Laury Wilder. Zarówno przygody dr Dolittle jak i „Domek na prerii” były kwestionowane przez lewicę już wczesniej i niekiedy cenzurowane ( czytaj -kastrowane z treści) przez wydawców.

Zabrzmi to może cokolwiek zabawnie, ale na liście książek ocenzurowanych przez lewicowe autorytety w Ameryce Pólnocnej i Europie Zachodniej znalazły się też książeczki dla bardzo małych dzieci, wydania obrazkowe i … komiksy.

Długi cień Donalda

Dwudziestoletniej kobiecie wybaczymy nadmierną emocjonalność, uczuciową chwiejność i niestabilność poglądów. Ba, niekiedy bywa to nawet czarujące....

zobacz więcej

Serwis internetowy Biblioteki Publicznej w Edmonton w kanadyjskiej prowincji Alberta, cyklicznie publikuje cyklicznie aktualizowaną listę takich „wyklętych” książek, kóre w różnych miastachi róznych krajach budziły zastrzeżenia polityków, rodziców, organizacji społecznych ze względu na ich treści i które nie koniecznie są zalecone do udostępniania dzieciom w szkolnych bibliotekach czy publicznej lektury podczas zajęć lekcyjnych.

Są już na niej m.in. „Trzy małe świnki” Jamesa Marshala, którą, jak piszą autorzy listy część” środowisk w Wielkiej Brytanii uznało za mogącą obrażąć społeczność muzułmańską i „Gdybym prowadził ZOO” Dr Seussa zakwestionowana w Vancouver w 2014 roku jako „powielającą rasistowskie stereotypy”, dalej „Historia Barbara, małego słonia” Jean de Brunhoffa ( jako promująca kolonializm) oraz „Historia Małego Czarnego Sambo” Helen Bannermann ( oczywiście uznana za rasitowską). Na liście jest też komiks „Przygody Tin Tina w Ameryce” - i tu oczywiście argumentacja jest klasyczna czyli „rasistowskie stereotypy”. Oczywiście na publikowanej przez bibliotekę w Edmonton są też ksiązki „wyklęte” za nadmierną przemoc, seksualizację czy promocję LGBT jednak w tych zbiorze uderza rosnąca liczba popularnycyh publikacji, które, jak wskazywano, powinny być „zniknięte” ze względu na rzekomy rasizm czy ksenofobie.

Podsumowując – pismo „Insider” w maju 2019 roku piórem Lary Walsh na liście książek, które „nie przeszły próby czasu” i powimnny zostac ocenzurowane wskazało także książkę Astrid Lindgren „Pippi na morzach południowych”. Ta popularna książeczka została już wcześniej ocenzurowana w Szwecji.

Wybranowski: Demokraci z Mysiej

Niecałe 31 lat od rozwiązania Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, w środowiskach lewicowo-liberalnych, niestety także i w...

zobacz więcej

Jeszcze nie palą…


Przed dwoma laty niedowierzanie i oburzenie wywołała decyzja chińskich władz o ocenzurowaniu lub usunięciu z księgarń i szkolnych bibliotek tych książek, w których znalazły się – zdaniem tychże władz – zbyt silne odwołania do Boga i religii. I tak ocenzurowano m.in. „Dziewczynkę z zapałkami” Hansa Christiana Andersena, „Przypadki Robinsona Crusoe” Daniela Defoe czy „Hrabiego Monte Christo” Aleksandra Dumasa.

Ci sami postępowcy oburzeni – i słusznie – chińską cenzurą dziś uciekają się do quasi komunistycznych metod i pomysłów cenzurowania literatury. Jeszcze co prawda nie wymazują Boga z kart dzieł literackich, ale zgodnie ze starym powiedzeniem „daj diabłu palec, a wezmie całą rękę” po przyzwoleniu na cenzurze książek ( i filmów) w imię domniemanej walki z rasizmem i ksenofobią przyjdzie kolej na następny krok. Bo nienażarty ten lewicowy diabeł okrutnie…

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej