RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Spór o Ingebrigtsena - miał łapać za koszulkę i rękę. Protest Polaków pozostał bez echa

Jakob Ingebrigtsen (P) i Marcin Lewandowski (L) na mecie biegu na 1500 m (fot. PAP/A.Warżawa)
Jakob Ingebrigtsen (P) i Marcin Lewandowski (L) na mecie biegu na 1500 m (fot. PAP/A.Warżawa)

Wielkie zamieszanie podczas HME w Toruniu wywołała kwestia braku dyskwalifikacji w biegu na 1500 m Jakoba Ingebrigtsena. Komisja odwoławcza przyjęła argumenty Norwegów, że nie doszło do przekroczenia toru przez tego zawodnika, pojawiły się jednak inne wątpliwości. Polacy wskazywali, że Norweg łapał za rękę i koszulkę Michała Rozmysa, jednak nie wpłynęło to na decyzję sędziów.

HME: kolejny medal dla Polski. „Srebrna” Justyna Święty-Ersetic!

Po srebrnych medalach Michała Haratyka i Marcina Lewandowskiego, srebro halowych mistrzostw Europy w Toruniu wywalczyła też Justyna Święty-Ersetic....

zobacz więcej

Norweg Ingebrigtsen wygrał w piątek finał biegu na 1500 m w ramach halowych mistrzostw Europy w Toruniu. Kilka minut po finiszu okazało się jednak, że został zdyskwalifikowany za przekroczenie toru. Decyzja została oprotestowana przez Norwegów i po północy – już w sobotę – zmieniona. Potem kontrprotest złożyli Polacy. Przełożono poranną dekorację, ale ostatecznie odrzucono argumenty polskiej reprezentacji. Drugi na mecie biegu był Marcin Lewandowski, który uważa, że Norwega potraktowano inaczej niż innych zawodników, naginając reguły.

– Złożyliśmy protest nie w sprawie przekroczenia toru przez Norwega, ale ws. łapania przez niego za rękę i koszulkę Michała Rozmysa. Niestety został on przez sędziów odrzucony – powiedział wiceprezes PZLA Tomasz Majewski.

Dyrektor sportowy PZLA Krzysztof Kęcki podkreślił, że sędziowie ze zrozumieniem odnosili się do argumentów Polaków, przeanalizowali wskazane przez polską ekipę dowody i nagrania wideo. – Niestety nie zmienili decyzji, chociaż mieli wszystkie powody do tego – stwierdził Kęcki.

Co poszło nie tak?


Do sprawy odniósł się wybitny polski 800-metrowiec Adam Kszczot. – Zasady tutaj nie do końca grają rolę. Ocena – szczególnie Jury of Appeal – jest bardzo, bardzo dziwna na tych mistrzostwach. Moja opinia jest taka, że skoro sędziowie międzynarodowi jasno definiują zdarzenie jako podlegające dyskwalifikacji, do tego jednogłośnie, a jury of appeal mówi inaczej, to coś poszło fatalnie nie tak – ocenił Kszczot, który w niedzielę powalczy o kolejny tytuł halowego mistrza Europy na 800 m.

Słowa Kszczota znajdują odzwierciedlenie w przynajmniej kilku decyzjach na tych mistrzostwach. Sędziowie międzynarodowi, bardzo doświadczeni, kogoś dyskwalifikują za złamanie przepisów, a ta decyzja jest potem uchylana przez komisję odwoławczą.

– Zasadniczo jestem i tak bardzo szczęśliwy z tego sukcesu. Jestem zadowolony z rozegrania biegu. Drugie miejsce smakowało jednak lepiej po przekroczeniu mety niż później, gdy zobaczyłem na powtórkach relację w telewizji. Norweg był lepszy, ale złamał przepisy. Zasady powinny dotyczyć wszystkich, a nie tylko niektórych. Tym jestem wkurzony – wskazał w rozmowie z PAP Lewandowski.

CZYTAJ TAKŻE: Mistrzostwa Lekkoatletyczne HME w pandemii. „Organizacja na najwyższym poziomie”

źródło:

Zobacz więcej