RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Mordowali, rabowali i truli. Grupa siedlecka ściga się o „małą koronę” i niskie wyroki

Znaczne sumy znalezione przy bossach przekonały gangsterów, że zarabiali najmniej, a grożą im dłuższe odsiadki (fot. CBŚP)
Znaczne sumy znalezione przy bossach przekonały gangsterów, że zarabiali najmniej, a grożą im dłuższe odsiadki (fot. CBŚP)

Nietypowy wyścig odbywa się na zapleczu śledztwa mazowieckich „pezetów” Prokuratury Krajowej w sprawie tzw. gangu siedleckiego. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że coraz więcej członków tej ekipy próbuje negocjować warunki, na jakie by przystali, gdyby zostali „sześćdziesiątkami” i pogrążyli kompanów. Przerwanie mafijnej omerty nie dotyczy li tylko gangsterskich dołów, ale także ludzi liczących się w „organizacji”.

Założyli agencję nieruchomości, żeby zorganizować sieć agencji towarzyskich

Siedleccy gangsterzy założyli agencję nieruchomości, aby pod jej przykrywką wynajmować lokale prostytutkom. Kobiety płaciły od 200 do 300 zł za...

zobacz więcej

Portal tvp.info ujawnił w styczniu br., jak to jeden z bossów gangu siedleckiego Artur Ch. ps. Bazyl vel Gruby, przed ubiegłoroczną Wigilią wybrał się na zakupy do stołecznej Galerii Mokotów. Miał przy sobie ok. 100 tys. zł. Boss i jego adiutant Paweł P. nie zdążyli zrobić zakupów, ponieważ gangsterów zauważył policjant CBŚP, który wybrał się do Galerii z dzieckiem. Funkcjonariusz dał znać kolegom, że widzi dwóch „ważnych figurantów”, a potem w dogodnym momencie gangsterzy zostali zdjęci. A Święta spędzili w gronie innych towarzyszy niedoli jednego z aresztów na Mazowszu.

Wieści o tym jak się powodzi domniemanemu hersztowi siedleckiego półświatka, szybko się rozeszły po okolicach. Zwłaszcza tych rejonów, nad którymi „Gruby” miał sprawować kontrolę. Z informacji portalu tvp.info wynika, że część członków bandy najwyraźniej zazdrościła swojemu pryncypałowi, bo przez adwokatów próbowali pójść na układ z prokuraturą. Ich decyzja może mieć związek z redystrybucją dóbr osiągniętych przez gang. Oficjalnie prokurator mazowieckich „pezetów” odmówił jakichkolwiek komentarzy „na tym etapie śledztwa”.

Nasz informator potwierdził, że liczba osób chcących skorzystać z dobrodziejstwach art. 60 KK (o nadzwyczajnym załagodzeniu kary) i zostanie tzw. małym świadkiem koronnym, znacznie wzrosła, w ostatnich tygodniach. Możliwe, że pozostający na wolności członkowie gangu przeczuwają, że zbliża się kolejna fala zatrzymań. Tym bardziej, że do ujęcia są liczni dilerzy i pół-hurtownicy, którzy kupowali od „siedleckich” dopalacze. A także skorumpowani funkcjonariusze m. in policji oraz służby celnej.

Gangsterzy wpadli podczas zakupów świątecznych. Mieli przy sobie w sumie 150 tys. zł

Siedleccy gangsterzy założyli agencję nieruchomości, aby pod jej przykrywką wynajmować lokale prostytutkom. Kobiety płaciły od 200 do 300 zł za...

zobacz więcej

Kopalnia dowodów


Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że największy prezent jaki otrzymali śledczy to dane z szyfrowanych komunikatorów EncroChat, wykorzystywanych m.in. przez członków gangu siedleckiego. Jeszcze w pierwszej połowie 2020 r. system ten uchodził za bezpieczny i był jednym z ulubionych narzędzi przestępców na całym świecie. Oficjalnie skorzystało z niego ok. 60-70 tys. osób. System oferował specjalne szyfrowanie, a także m.in. samo kasujące się wiadomości czy możliwość zdalnego wyczyszczenia telefonu.

Jednak to „bezpieczeństwo” kosztowało: ok 5,5 tys. zł za aparat i ok. 1000 zł miesięcznie abonamentu. Przestępcy czuli się dzięki EncroChat tak pewnie, że w rozmowach czy wymianie informacji używali nazw oraz ilości oferowanego towaru.

W lipcu 2020 r. francuskie oraz holenderskie służby poinformowały, że udało im się złamać zabezpieczenia systemu i od wiosny rejestrowały wszystkie rozmowy przestępców korzystających z EncroChat. Nagrano także dziesiątki polskich użytkowników EncroChat, w tym „grupę siedlecką” . – Dysponujemy setkami godzin rozmów, tysiącami wiadomości itp. To ogromny materiał dowodowy, dzięki któremu jeszcze przez kilka lat będziemy mieli pracę. Przestępcy nie wiedzieli, że choć kasowano konwersacje w komunikatorach, to zapisy zostawały w chmurze systemu – mówi tvp.info jeden ze śledczych.
„Gruby” zrobił świąteczny prezent policjantom z CBŚP i śledczym mazowieckich „pezetów” (fot. CBŚP)
„Gruby” zrobił świąteczny prezent policjantom z CBŚP i śledczym mazowieckich „pezetów” (fot. CBŚP)

Gangster z „Ożarowa” podejrzany o zlecenie zamordowania starszego małżeństwa

Ożarowski gangster miał zlecić dwóm recydywistom brutalne zamordowanie starszego małżeństwa, które zorientowało się, że przejmuje on należące do...

zobacz więcej

W bandzie „Rzeźników”


Ciekawą kwestią jest także przeszłość, kolejnego z siedleckich watażków – Mirosława G. ps. Grochal. Został on ujęty niedługo po „Grubym” w swoim domu. Podczas przeszukań funkcjonariusze skrytkę, w której znajdowały się paczki nowiutkich banknotów o nominalne 200 euro. W sumie 200 tys. euro. A to zapewne nie jest jedyna skrytka, wykorzystywana przez „Grochala”.

Podczas samej akcji zatrzymania część funkcjonariuszy podziwiała drewniany domek na posesji. Okazało się, że to gołębnik., którego pozazdrościłby gospodarzowi sam śp. Henryk N. ps. Dziada, boss gangu ząbkowsko-praskiego, który kochał gołębie całym sercem.

Zdaniem naszych rozmówców „Grochal” osiągnął wysoką pozycję w mazowieckim półświatku za sprawą działalności w gangu braci Leszka i Piotra S. nazywanych „Rzeźnikami z Podlasia”. Banda ta zamordowała na pewno pięć osób, a o drugie tyle jest podejrzewana. Na początku lat 90. bandyci ci skupili wokół siebie młodych, gotowych na wszystko przestępców. Gang wymuszał haracze, a opornym podpalano domy lub firmy. Potem przestępcy zaczęli napadać na domy biznesmenów.

Podczas jednego z takich skoków, w nocy z 15 na 16 września 1997 r., bandyci zamordowali dwóch synów właścicieli ubojni w Feliksinie koło Garwolina.

W lipcu 1998 r. w bandzie doszło do dintojry w lesie przy trasie Iganie-Żelków. Dwóch mężczyzn posądzono o „nadmierną gadatliwość”. Najpierw na spotkanie zwabiono 26-letniego Jacka P. Ten wsiadł do poloneza trucka, zabierając ze sobą dziewczynę, 18-letnią Dominikę W. wraz z jej szczeniakiem. Niedługo potem na miejsce dowieziono Sylwestra W. Przez kilkadziesiąt minut cała trójka była torturowana pod pretekstem przesłuchania. Herszt bandy zaczął od rozprucia nożem szczeniaka. Gdy umilkł skowyt pieska, chwycił za pistolet i strzałem w głowy zabił obu „gadatliwych” i dziewczynę, która miała pecha znaleźć się w samochodzie z ukochanym.

Ciała zamordowanych znaleziono następnego dnia w porzuconym aucie. „Grochal” odsiedział kilkuletni wyrok za współudział w porwaniu i katowaniu ofiar. W więzieniu poznał wielu bossów i watażków półświatka centralnej i wschodniej Polski.
„Grochal” zaczynał w bandzie „Rzeźników z Podlasia”, a później wspiął się na szczyty lokalnego półświatka (fot. CBŚP)
„Grochal” zaczynał w bandzie „Rzeźników z Podlasia”, a później wspiął się na szczyty lokalnego półświatka (fot. CBŚP)

Sprzedawali dopalacze, które zabiły co najmniej dziewięć osób

12 osób zostało oskarżonych o handel dopalaczami, po zażyciu których w Łodzi i Bełchatowie zmarło w 2018 r. dziewięć osób. Z ustaleń śledczych z...

zobacz więcej

Trutka na szczury, aby lepiej „trzepało”


Jeśli chodzi o dopalacze, którymi handlował gang siedlecki, to były one wyjątkowo niebezpieczne. Już same bazowe chemikalia to syntetyczne kannabinoidy, które zdaniem ekspertów, mogą być nawet tysiąc razy silniejsze niż naturalna marihuana. Bardzo często towar pochodzący od jednego producenta, różni się składem chemicznym w różnych partiach. Zatrucie tego rodzaju dopalaczami może doprowadzić do ostrego zespołu wieńcowego, udaru mózgu i śmierci. Tym bardziej, że dla „podkręcenia” dopalaczy, dodaje się do nich np. tramadol czy kofeinę.

Siedleccy gangsterzy oferowali m.in. tzw. fakehash, w skład, którego wchodziły syntetyczne kannabinoidy oraz węza pszczela, dzięki której dopalacz miał konsystencję zbliżoną do haszyszu. Substancje psychoaktywny kupowali przez internet. Potem mieszali je i dawali testerowi do sprawdzenia jakości. Testerem nie mógł być każdy. Przestępcy wybierali przede wszystkim narkomanów, ćpających co najmniej od kilku lat. – Kiedy okazało się, że jedna z partii „trzepie za słabo” i brzydko wygląda, gangsterzy wpadli na szatański pomysł. Do dopalacza dodali trutkę na szczury. Dzięki niej towar miał ładniejszy kolor-różowy i był znacznie mocniejszy. To cud, że nikt nie umarł po tym świństwie – opowiada jeden ze śledczych.

Dopalacze sprzedawane przez „siedleckich” były dosyć tanie. Gram, w zależności od rodzaju towaru, kosztował od 8 do 10 zł. Dlatego stać było na niego nawet nastolatków. A dilerzy z miast, które były opanowane przez gang, nie narzekali na brak klientów.

Obecnie zarzuty usłyszało ponad 40 osób związanych z gangiem siedleckim. Wielu zatrzymanych zdecydowało się na współpracę z organami ścigania i składają obecnie obszerne wyjaśnienia. A to oznacza kolejne zatrzymania i nowe zarzuty dla już ujętych gangsterów.

źródło:
Zobacz więcej