RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Amant do likwidacji

Igo Sym został nazistowskim kolaborantem (fot. NAC)
Igo Sym został nazistowskim kolaborantem (fot. NAC)

Pukanie do drzwi. „– Czy pana dyrektora Syma możemy prosić? W tej chwili ukazał się Sym. – Czy pan Igo Sym? – Tak. Czym mogę panom służyć?”. Zamiast odpowiedzi pada strzał. Prosto w serce. Tak ginie jeden z najsłynniejszych polskich aktorów dwudziestolecia międzywojennego Igo Sym. Nie jest to napad rabunkowy, a dokładnie zaplanowany zamach na niemieckiego kolaboranta przeprowadzony przez wywiad Związku Walki Zbrojnej. Od tej głośnej, wzbudzającej kontrowersje nie tylko wtedy akcji mija waśnie 80 lat. Czym filmowy amant zasłużył na taki los?

Akcja Bürkl. Jak kat Pawiaka w kałuży krwi skończył

Gestapo przyciągało degeneratów jak mało która organizacja w historii. Jednym z najokrutniejszych członków niemieckiej tajnej policji w okupowanej...

zobacz więcej

Przenieśmy się najpierw do Innsbrucku, jest 3 lipca 1896 roku. Julianna Anna z Seppich, żona pracownika lasów państwowych Austro-Węgier Antoniego Syma, urodziła syna, któremu nadano imiona Karol Antoni Juliusz, choć na zawsze przylgnęło do niego imię Igo, które było jego pseudonimem artystycznym. To trzeci syn polsko-austriackiej pary. Wcześniej doczekali się Ernesta oraz Freda. Wszyscy zapisali w historii.

Alfred Antoni Aleksander, czyli starszy od Igona o dwa lata Fred był żołnierzem I Brygady Legionów Polskich, co świadczy o jego patriotycznym wychowaniu. W 1918 roku bronił Lwowa, walczył również podczas wojny polsko-ukraińskiej i wojny polsko-sowieckiej. Najbardziej interesowała go muzyka, został kompozytorem, a podczas służby w wojsku był kapelmistrzem orkiestry.

Zaliczył nawet epizod jako aktor, ale talentu ani serca do tej branży jak młodszy brat nie miał. Uczestniczył w kampanii wrześniowej, za co dostał się do niemieckiej niewoli. Został zwolniony z oflagu w marcu 1941 roku dzięki interwencji Igona, który powoływał się na ich austriackie korzenie. Po wojnie nie widział dla siebie miejsca w PRL. Zamieszkał w Austrii, gdzie zajął się komponowaniem muzyki poważnej.

Tajna służba w AK


Ernest Aleksander, starszy od Igona o trzy lata, podczas I wojny światowej dosłużył się stopnia starszego kanoniera. Jego pasją była nauka, szczególnie chemia oraz nauki weterynaryjne, ale zrobił też doktorat z filozofii. W 1937 roku miał już tytuł profesorski. Pracę biochemika podczas okupacji łączył z głęboko zakonspirowaną działalnością w Armii Krajowej. Zajmował się nielegalną produkcją materiałów wybuchowych, zapalających, paliw, a także toksyn bakteryjnych. Został awansowany na stopień podporucznika czasu wojny.

Brał udział w tajnym nauczaniu na Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Od 8 sierpnia 1944 roku uczestniczył w Powstaniu Warszawskim w Zgrupowaniu „Krybar” posługując się pseudonimem dr Tulski. Po upadku powstania został wywieziony z ludnością cywilną do obozu Durchgangslager 122 w Pruszkowie. W czasie wywózki wyskoczył z pociągu i od 5 września 1944 roku jako Antoni Tulski ukrywał się w Grodzisku Mazowieckim u kierownika Rzeźni Miejskiej, a od grudnia w rodzinie swej żony w Iłży.

Próbował zabić Hitlera, został więźniem komunistów. Kim był Franciszek Niepokólczycki?

Dzięki jego raportom kraje Zachodu były na bieżąco informowane o sytuacji w powojennej Polsce. Za swoją działalność w podziemiu antykomunistycznym...

zobacz więcej

Po wojnie Ernest kontynuował pracę naukową, będąc już od lat 30. uważany w Europie za wybitnego eksperta w dziedzinie esteraz i lipaz. Jego karierę przerwała przedwczesna śmierć w wypadku samochodowym w Warszawie w 1950 roku. Starości dożył zatem jedynie Fred, który zmarł w Innsbrucku w 1973 roku.

Najwcześniej z braci odszedł Igo, ale nie można też nie wspomnieć o ich kuzynie Antonim Symie, który przed wojną latał po Europie jako pilot PLL Lot. Służył podczas kampanii wrześniowej i został ewakuowany do Rumunii, a następnie udał się do Wielkiej Brytanii, gdzie dołączył do Polskich Sił Powietrznych. Jako pilot służył w 304 Dywizjonie bombowym RAF. Zginął w nocy z 6 na 7 maja 1941 roku podczas nalotu na francuski Hawr, gdy jego maszyna Vickers Wellington z sześcioosobową załogą została zestrzelona przez myśliwiec bądź artylerię przeciwlotniczą.

Kolaboracja


Losy wszystkich braci Symów oraz ich kuzyna były niezwykle dramatyczne, ale wydaje się, że w największym stopniu jednak Syma. Trudo go bronić, skoro podjął się kolaboracji z Niemcami. Kara ze strony podziemia spotkała go na jego własne życzenie. Czy słuszna? Głosy wątpiące pojawiły się już podczas okupacji.

Podobnie jak bracia, Igo również służył w wojsku podczas I wojny światowej, doszedł do stopnia porucznika. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości pozostał przy ojczyźnie ojca. Do 1921 roku służył w piechocie, następnie pracował jako urzędnik w banku. W tym czasie był już żonaty z Heleną Ritą Zdzisławą Fałatówną, córką wybitnego malarza Juliana Fałata.

Małżeństwo nie było udane. Wprawdzie parze urodził się syn Julian Piotr, ale w 1920 roku, trzy lata po ślubie, doszło do rozwodu. Chłopiec zmarł w 1929 roku na zapalenie opon mózgowych. Dwa lata później była żona Syma, już wówczas żona adwokata Mariana Niemczewskiego, popełniła samobójstwo.
Hanka Ordonówna została aresztowana przez Gestapo po spotkaniu z Symem (fot. NAC)
Hanka Ordonówna została aresztowana przez Gestapo po spotkaniu z Symem (fot. NAC)

Odwaga i poświęcenie. Jak wyklęci pobili komunistów

Gdy myślimy o żołnierzach wyklętych, pojawiają się obrazy rotmistrza Witolda Pileckiego czy Danuty Siedzikówny. Widzimy samotną walkę, w zasadzie...

zobacz więcej

Aktorzy często wybierają tę profesję, by mieć rekompensatę za trudne doświadczenia w życiu czy też ucieczkę od nich. Nie wiemy z całą pewnością, czy tak było w przypadku Igona Syma czy też postanowił po prostu wykorzystać swoją filmową urodę. Faktem jest natomiast, że pracując w banku równolegle studiował w Instytucie Filmowym, prywatnej szkole aktorstwa Wiktora Biegańskiego i w 1925 roku zadebiutował w kryminale „Wampiry Warszawy. Tajemnica taksówki nr 1051”. Zatrudnił go Biegański i obsadził w roli adwokata Tadeusza Wyzewicza.

U boku Marleny Dietrich


W Polsce rynek filmowy był niewielki i Igo pojechał szukać sławy do Austrii, ale Wiednia nie podbił. Niemiec również, gdzie mieszkał na przełomie lat 20. i 30. Zagrał w wielu filmach, partnerował między innymi Lilian Harvey i Marlenie Dietrich, ale wielką gwiazdą nie został. Został natomiast przypuszczalnie jednym z kochanków Dietrich.

W latach 30. zdecydował się na powrót do Warszawy. Zdał egzamin aktorski, ale stałe zatrudnienie znalazł tylko w warszawskich teatrach rewiowych „Banda” i „Hollywood”. Gdy już pojawiał się na wielkim ekranie, najczęściej były to role drugoplanowe. Skąd taki regres u niedawnego przecież amanta? Miał pecha, przegrywał z kinem dźwiękowym.

W kinie niemym nikomu nie przeszkadzała jego niewłaściwa wymowa litery „r”, ale w kinie dźwiękowym to raziło i nie dało się ukryć. Co nie pasowało publice w kinach, jak najbardziej odpowiadało publiczności kabaretów, szczególnie kobietom, wrażliwym na urodę Syma. Igo zdobył więc sławę, choć nie o takiej zapewne marzył. Mimo to, w przedwojennym życiu kulturalno-rozrywkowym był znaną postacią, dziś powiedzielibyśmy, że celebrytą.

Sym nie miał już wielkich ambicji artystycznych. Zajął się tym, co mu najlepiej wychodziło – karierą estradową, celował w lżejszych gatunkach. Jego numerem popisowym było śpiewanie recitali z jednoczesnym akompaniamentem na pile. Z czasem jednak sztuka zaczęła schodzić na drugi plan, a pierwszy zaczęła przejmować polityka i coraz wyraźniejsze widmo wojny.

Popiół, diament, partyzantka i likwidacja rabusia komunisty

Rabusie robią mieszkanie. Mają pecha natrafić żołnierza, wywiązuje się strzelanina, ginie bandyta. W normalnych okolicznościach bohater byłby, no...

zobacz więcej

Negatywnie o Hitlerze


Amant widział z bliska, jak Adolf Hitler dochodził do władzy i w rozmowach negatywnie wypowiadał się o atmosferze panującej w III Rzeszy. Nie przeszkodziło mu to jednak w 1937 roku zagrać w niemieckim filmie „Serenade” Willego Forsta, w którym wcielił się w rolę skrzypka Ferdinanda Lohnera.

Po niemieckiej agresji pozostał w Warszawie i pomagał w jej obronie. Służył w Straży Obywatelskiej – kopał rowy przeciwlotnicze, wydobywał rannych spod gruzów. Mimo takiej postawy, gdy rozpoczęła się okupacja, podpisał volkslistę. Pracował w magistracie jako tłumacz oraz w wojskowej komendanturze rejestrującej pojazdy.

Niemcy doskonale wiedzieli, kto przeszedł na ich stronę i postanowili to wykorzystać. Sym sam się do nich zresztą zgłosił. Zaproponował odbudowę środowiska teatralnego w stolicy i został wyznaczony na dyrektora „Theater der Stadt Warschau”, przed okupacją Teatru Polskiego. Miał też zarządzać kinem „Helgoland”, przed wojną było to słynne „Palladium” mieszczące się przy ulicy Złotej 7/9, teraz obiekt „nur für Deutsche”. Dostał też koncesję na prowadzenie „Teatru Komedia” mieszczącego się przy ulicy Kredytowej 14. Okupanci nie zamierzali pozwalać na to, żeby sztuka stała się kagankiem polskości. Miała służyć wyłącznie odmóżdżeniu Polaków, tak by łatwiej można było ich sobie podporządkować i zrobić z nich niewolników.



W 1940 roku Sym otrzymał polecenie zwerbowania polskich aktorów do filmu „Heimkehr”, którego realizację nakazał osobiście Joseph Goebbels. Był to ohydny, antypolski obraz propagandowy w reżyserii Gustava Ucicky'ego. Fabuła: spokojni i kochający pokój Niemcy są prześladowani przez krwiożerczych Polaków, którzy chcą ich wymordować, ale dzielny Wehrmacht ich ratuje i wyzwala miasto spod podłej okupacji. Po wojnie oskarżono o kolaborację pięcioro polskich aktorów grających w tym filmie, a jeszcze w trakcie okupacji podziemie w odezwie skazało czterech aktorów Teatru Polskiego na infamię.

Uratował setki żydowskich dzieci. Po latach zrobiły mu niezwykłą niespodziankę [WIDEO]

Nazywany „brytyjskim Schindlerem” sir Nicholas Winton uratował 669 żydowskich dzieci z terenów okupowanej Czechosłowacji. Następnie przez pięć...

zobacz więcej

Szantaż i groźby


Wśród nich był Bogusław Samborski, skazany po wojnie zaocznie na dożywocie. On prawdopodobnie zdecydował się na przyjęcie roli burmistrza, żeby ochronić swoją żonę, z pochodzenia Żydówkę. Fuchy podjął się także między innymi Józef Kondrat, stryj Marka Kondrata. Kilku aktorów odmówiło jednak Symowi, między innymi Roman Dereń, Franciszek Dominiak i Jerzy Pichelski, choć volksdeutsch posuwał się do szantaży i gróźb. Miał nawet straszyć wysłaniem do obozów koncentracyjnych, na szczęście dla odważnych aktorów, nie ponieśli oni z tego tytułu żadnych represji ze strony Niemców.

Działalność Syma nie uszła uwadze ruchu oporu. Podejrzewano, że już w okresie międzywojennym został agentem Abwehry, kandydatem był bowiem idealnym, znał języki, spotykał się z wieloma ludźmi. Każdy wywiad ceni takich szpiegów. 12 kwietnia 1940 roku Związek Walki Zbrojnej zdobył dowód, że Sym faktycznie był współpracownikiem nazistowskich służb.

Śledztwo prowadził Roman Niewiarowicz, reżyser zatrudniony za zgodą podziemia w „Teatrze Komedia” i jednocześnie oficer wywiadu ofensywnego WW-72 (Wywiad Wschód) działający pod pseudonimem Łada. Obserwował on Syma z rozkazu Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, czyli słynnej „dwójki”, zajmującej się wywiadem. Zlecenie otrzymał jeszcze w 1939 roku w konsulacie polskim w Budapeszcie, w czasie ewakuacji polskich władz.

Podziemie miało aż nadto powodów, by zlikwidować Syma. „Heimkehr” to jedno. Kolaboracja drugie. Nie ma pewności, czy wiedział, że Gestapo aresztuje ukrywającą się Hankę Ordonównę po aranżowanym spotkaniu z nim. Przed wojną byli partnerami scenicznymi, ale Sym nie wstawił się za nią, gdy trafiła na Pawiak. Mógł to zrobić, wstawił się przecież za swoim bratem Fredem, gdy ten przebywał w niemieckiej niewoli.

Wyrok śmierci


Kolaborantem zajął się Sąd Specjalny ZWZ, działający z upoważnienia władz polskich na uchodźctwie. Sąd miał prawo wydawać wyroki śmierci, takie zapadały w sprawach o zdradę kraju, szpiegostwo, denuncjację oraz krzywdzenie ludności polskiej. Prokurator Tadeusz Dyzmański oskarżył aktora o współpracę z okupantem. 5 marca 1941 roku zapadł wyrok, od którego nie było odwołania.

Sensacje, skandale i absurdy. O czym pisały przedwojenne „tabloidy”?

Skandale z udziałem gwiazd, szczegółowe opisy zbrodni, sensacje i krzykliwe nagłówki. Przedwojenne bulwarówki niewiele różniły się od współczesnych...

zobacz więcej

Sym miał zostać zlikwidowany przez specjalny oddział kontrwywiadu ZWZ, działający pod wymownym kryptonimem „Zakład Oczyszczania Miasta” (ZOM). Szefem komórki był Niewiarowicz. Rozkaz wykonania wyroku otrzymali ppor. Bohdan Rogoliński „Szary”, ppor. Roman Rozmiłowski „Zawada” i kpr. Wiktor Klimaszewski „Mały”. Trzeba było działać szybko, bo „Łada” ustalił, że 8 marca cel miał wyjechać do Wiednia, być może na stałe.

Niewiarowicz zasugerował, by otruć Syma, mogłoby to zapobiec represjom, które groziły ze strony Niemców. Góra nakazała jednak zastrzelenie kolaboranta. Chodziło o to, by nie było wątpliwości, co do powodów śmierci. Miało to też wywołać wstrząs w społeczeństwie i pokazać innym chętnym do współpracy z okupantem, co grozi im ze strony ruchu oporu.

7 marca 1941 roku „Szary”, który dowodził oddziałem, „Zawada” i „Mały” poszli do mieszkania Syma mieszczącego się na czwartym piętrze kamienicy przy ulicy Mazowieckiej 10. „Szary” został na parterze, jego podwładni poszli na górę. Tak akcję opisał „Zawada” w rozmowie z dziennikarzem gazety „Demokrata” podczas Powstania Warszawskiego:

Strzał w serce


„O godzinie 7.10 zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła służąca. »Czy pana dyrektora Syma możemy prosić?«. W tej chwili ukazał się Sym. »Czy pan Igo Sym?«. »Tak. Czym mogę panom służyć?«. W tej chwili wystrzeliłem, mierząc z visa prosto w serce. Strzał był celny. Szpicel upadł na twarz bez jęku. Ze schodów zbiegliśmy pędem. Później spokojnie rozeszliśmy się do domów”. Cztery dni po opublikowaniu rozmowy „Zawada” został ciężko ranny na posterunku obserwacyjnym w gmachu PAST-y przy ulicy Zielnej 37/39 i zmarł w wyniku odniesionych ran 3 września 1944 roku.

Nieco inną wersję przedstawiła sąsiadka Symów Aniela Lawińska, żona aktora i reżysera Ludwika Lawińskiego. Wskazała, że w chwili zamachu w mieszkaniu znajdowali się oprócz aktora również jego matka Julianna oraz brat Fred i jego żona. Poprzedniego dnia Igo odebrał bowiem Freda z dworca po zwolnieniu go z oflagu. Lawińska przekonywała, że to właśnie żona Freda otworzyła drzwi, a nie służąca. Mogło być tak, że gdy jeden z zamachowców oznajmiał wyrok, zaczynając od formuły: „W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej…”, drugi przerwał mu i rzucił zaspanemu Symowi: „Masz, łotrze, za Polskę!”.
Po śmierci Syma Niemcy wzmogli terror (fot. NAC)
Po śmierci Syma Niemcy wzmogli terror (fot. NAC)

Komandosi w spódnicy. Wojenna epopeja oddziału „Dysk”

„Zośka”, „Parasol”, „Kiliński”, „Radosław” – o tych oddziałach Armii Krajowej dzielnie walczących w Powstaniu Warszawskim słyszał w zasadzie każdy....

zobacz więcej

Sym zginął kilka dni po premierze filmu „Żona i nie żona” w reżyserii Emila Chaberskiego, nakręconego jeszcze w 1939 roku. Spoczął na Powązkach 12 marca, pięć dni po zamachu. O jego znaczeniu dla Niemców świadczy fakt, że został pochowany z niemieckimi honorami. Nazistowska machina w sprawie kolaboranta działa jednak już od dawna. Kilkanaście minut po zabójstwie na miejsce przyjechali gestapowcy i zaczęli przeszukiwać pomieszczenia.

Kilka godzin później „szczekaczki”, czyli megafony na ulicach zaczęły ogłaszać komunikat specjalny: rozporządzenie gubernatora Warszawy Ludwiga Fischera. Ustalono godzinę policyjną dla Polaków pomiędzy godziną 20 a 5 rano do odwołania. Zakazano również występów w polskich lokalach rozrywkowych i projekcji w kinach. Trwało to miesiąc. Później podobnie Niemcy zareagowali wyłącznie po klęsce Wehrmachtu pod Stalingradem oraz po zamachu na Franza Kutscherę, co też dowodzi znaczenia Syma dla okupanta.

Ofiara represji


Zgodnie z przewidywaniami Niewiarowicza rozpoczęły się represje. Sam „Łada” padł ich ofiarą. 1 maja 1943 roku został aresztowany i osadzony na Pawiaku, następnie trafił do więzienia we Lwowie. Został skazany na karę śmierci, ale wyrok potem zmieniono i został skierowany do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, który zdołał przeżyć.

Niemcy wzmogli terror wobec ludności cywilnej, szczególnie upatrzyli sobie środowisko artystyczne. Aresztowano około 100 mężczyzn i 18 kobiet. Do Auschwitz trafili między innymi wybitni aktorzy Stefan Jaracz, Leon Schiller, Zbigniew Sawan, Janusz Warnecki, Elżbieta Barszczewska i Zofia Małynicz, im udało się przeżyć. Mniej szczęścia miało 21 osób rozstrzelanych w marcu 1941 roku w Palmirach, w odpowiedzi na zamach na Syma.

Gestapo podejrzewało, że odpowiedzialne za zabicie kolaboranta jest małżeństwo aktorów Dobiesław Damięcki i Irena Górska, ktoś zakapował bowiem specjalnej grupie dochodzeniowej „Mordkommision Igo Sym”, że Damięcki w barze aktorów w podziemiach „Teatru Polskiego” miał niewybredny sposób wyjaśnić, co Polacy myślą o obnoszącym się ze swoją pozycją Symie. Miał też powiedzieć do Syma wprost: „Będziesz tu jeszcze, łajdaku, wisiał na latarni”. Na mieście pojawiły się plakaty z listami gończymi za Damięckim i Górską. Za informację o nich wyznaczono nagrodę w wysokości 3 tysięcy złotych. Choć nie stali za zamachem, musieli się potem ukrywać do końca wojny.

Słychać pokoleń drwiący śmiech

Wśród dziesiątków tysięcy działaczy Podziemia Niepodległościowego skazanych na śmierć lub wieloletnie więzienia w latach 1945-56 sporą grupę...

zobacz więcej

Likwidacja Igona Syma wywołała konsternacje wśród polskich władz. Przewodniczący Komitetu Politycznego Rady Ministrów gen. Kazimierz Sosnkowski uważał ją za niefortunną. 21 marca 1941 roku napisał z Londynu list do gen. Stefana Roweckiego „Grota” z żądaniem wyjaśnień, czy podziemie ma coś wspólnego z akcją.

Wzmożony terror


Sosnkowski pouczył również, że wyroki śmierci wydane przez sądy kapturowe ZWZ-AK podlegają zatwierdzeniu przez Delegata Rządu na Kraj. Zasugerował także, by na przyszłość rozważyć, czy nie zaniechać tego typu aktów terroru. Taka uwaga miała oczywiście związek ze wzmożeniem terroru ze strony Niemców.

Trudno nie zgodzić się z opinią późniejszego Naczelnego Wodza. Czy faktycznie życie jednego Igona Syma, jego dotychczasowe dokonania w służbie Niemców, były warte śmierci ponad 20 osób i tragedii dziesiątków innych? 80 lat po jego egzekucji nie można tego jednoznacznie przesądzić. Światło mogą rzucić słowa aktorki Marii Malickiej, charakteryzujące kolaboranta.

„Sym to był sfrustrowany człowiek. Przed wojną próbował w kilku filmach, w teatrze, ale jakoś mu nie szło. Tyle tylko, że był to naprawdę ładny chłopak. Miał serię niepowodzeń, a był niesłychanie ambitny. I gdy Niemcy zaproponowali mu dyrekcję wielkiego teatru, przewróciło mu się w głowie. Ale do obozu chyba nie wysyłał” – scharakteryzowała go w 1986 roku Malicka.

Kim zatem był Igo Sym? Nazistowskim neofitą? Niekoniecznie. Raczej karierowiczem, oportunistą, niespełnionym aktorem, który podpisał cyrograf i musiał funkcjonować w zbrodniczym systemie – czasem jako pasywny pionek, ale czasem również jako aktywna figura. Będąc pomocnikiem okupanta bez wątpienia zasługiwał na karę. Jaką? To kwestia dyskusyjna.

źródło:
Zobacz więcej