SERWIS

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020

Zakochaj się w Lizbonie

Stolica ta oczaruje nawet najbardziej wybrednych podróżników (fot. Agnieszka Wasztyl)
Stolica ta oczaruje nawet najbardziej wybrednych podróżników (fot. Agnieszka Wasztyl)

Piękna, ale nie cukierkowa. Elegancka, choć miejscami nadgryziona zębem czasu. Różnorodna, klimatyczna, tętniąca życiem, a zarazem nostalgiczna. Po prostu prawdziwa. Od wieków była dla Portugalczyków oknem na świat. To stąd wielcy żeglarze wypływali na podbój nieznanych lądów, a w XIX wieku powstała tu typowa dla Portugalii muzyka fado. Położona na krańcu Europy Lizbona oczaruje nawet najbardziej wybrednych podróżników. Jej urokowi mało kto potrafi się oprzeć, a wielu zakochuje się od pierwszego spojrzenia. Tak też było z nami.

Dominikana. Kawałek raju na drugim krańcu świata.

Bialutki piasek, kokosowe palmy i turkusowe wody Morza Karaibskiego. Takie widoki ma na co dzień Olga Szewczyk, Polka mieszkająca w Dominikanie. 5...

zobacz więcej

Pięknie podświetlone, ciasne uliczki Alfamy dość wysoko pną się w górę. Nad okolicą góruje średniowieczny zamek św. Jerzego, który już z daleka przykuwa uwagę. Alfama jest najstarszą dzielnicą Lizbony i jedną z najbardziej urzekających. Błądzimy w labiryncie urokliwych uliczek próbując znaleźć mieszkanie naszego gospodarza. Trudno jest się w nich połapać - zwłaszcza po zmroku.

Z klimatycznych mini sklepików, kawiarni i barów dobiega muzyka. Uśmiechnięci sprzedawcy próbują namówić nas na spróbowanie likieru z wiśni. Wielu miejscowych go popija. To ginjinha – 19-procentowa nalewka. Jest pyszna i bardzo, bardzo słodka. Spragnionym słodkości sprzedawcy proponują wiśniówkę w czekoladowych kieliszkach. Kosztuje jedno euro.

W końcu docieramy na miejsce. Nie mogliśmy trafić lepiej! Nasz apartament znajduje się nad jedną z restauracji, w której codziennie odbywają się koncerty fado. I to na świeżym powietrzu. Miejscowi w skupieniu słuchają brzmienia gitar i czarującego głosu śpiewaczki. Pięknie nas wita Lizbona. Nie możemy doczekać się poranka.

Podróż dookoła świata w czasie pandemii

Zamiast odkładać pieniądze na własne mieszkanie ona wybrała podróże. Marta Niedziela, prowadząca na YouTubie kanał Blondyna w drodze, przez ostatni...

zobacz więcej

Kawiarnia w tramwaju


W zamyśleniu spacerujemy wąskimi uliczkami Alfamy. To dość rozległa dzielnica i zwiedzanie jej wymaga kondycji. Budząca się Lizbona wygląda równie pięknie jak nocą. Czerwone dachówki budynków i kolorowe murale na kamienicach oblane są blaskiem porannego, choć mocno już świecącego słońca.

Za panowania Maurów to właśnie w Alfamie znajdowało się centrum miasta. Chrześcijanom udało się odbić Lizbonę w XII wieku.

Przeszłość z teraźniejszością


Alfama jest jedyną dzielnicą, która przetrwała ogromne trzęsienie ziemi w 1755 roku. Miało ono aż 9 stopni w skali Richtera i było jednym z najtragiczniejszych w historii świata. Aż trudno uwierzyć, że Alfama przetrwała. W XIX wieku dzielnicę zamieszkiwali głównie rybacy. Do dziś można poczuć tu ducha dawnej Lizbony. I to tu przeszłość miesza się z teraźniejszością.

Uliczki brukowane są drobną kostką i miejscami bywają wyślizgane. Jedną z perełek dzielnicy jest romańska katedra Se (Najświętszej Maryi Panny) z dwiema dzwonnicami. Z zewnątrz wygląda jak forteca. Ta średniowieczna świątynia została wybudowana w miejscu dawnego meczetu i jest najstarszym kościołem w Lizbonie. Jej budowa rozpoczęła się w XII wieku i trwała 150 lat. W środku znajdują się piękne witraże, figura św. Antoniego z Padwy, trzy gotyckie grobowce i skarbiec z relikwiami.

Na kawę do tramwaju

Kierujemy się w stronę zamku św. Jerzego. Mijamy słynny zabytkowy tramwaj 28. Jeździ on na trasie, która łączy najpopularniejsze dzielnice miasta. Przejażdżka tym tramwajem jest dla wielu turystów obowiązkową atrakcją. Tramwaj przejeżdża przez wiele stromych i ciasnych uliczek, klimatyczne place i blisko wielu zabytków. Muszę przyznać, że widok starych żółtych tramwajów wywołuje uśmiech na naszych twarzach. Rezygnujemy jednak z przejażdżki. Chcemy pieszo poznawać miasto i jego zakamarki.

Do tramwaju wchodzimy jednak na kawę. Ta urokliwa kawiarnia (Café 28) znajduje się w dawnym wagonie nieopodal zamku. W środku można usiąść, spróbować pysznego ciasta i zobaczyć fotografie z zabytkowymi tramwajami. Delektowanie się pyszną kawą w takim miejscu to czysta przyjemność!

„Podróże dają mi radość życia”

Często wstaje o wschodzie słońca, żeby zrobić jak najlepsze zdjęcia. Niestraszne są jej długie przesiadki, kapryśna pogoda i przejście 30 km...

zobacz więcej

Rycerz Martim Moniz i Maurowie


Już w pełni obudzeni wspinamy się na wzgórze do zamku św. Jerzego (Castelo de São Jorge). Pierwsza warownia w tym miejscu powstała jeszcze za panowania Cesarstwa Rzymskiego ok. I wieku p.n.e. - choć według archeologów, jeszcze wcześniej byli tu Celtowie, Fenicjanie i Grecy. W X wieku nowy zamek wybudowali Maurowie. Dwa wieki później warownię odbili chrześcijanie. Legenda głosi, że rycerz Martim Moniz zablokował własnym ciałem zamknięcie bramy zamkowej. Zginął, ale dzięki niemu chrześcijanie zdołali dostać się do zamku i go zdobyć. Od tego czasu zamieszkali w nim portugalscy władcy. A obecną nazwę nadał mu w XIV wieku król Jan I. Zamek bardzo ucierpiał podczas trzęsienia ziemi w XVIII wieku. Odbudowano go w 1947 r. z rozkazu dyktatora Antonia Salazara. Dziś można zobaczyć tu pomnik pierwszego króla Portugalii – Alfonsa I, zabytkowe armaty i rzeźby.

Największą frajdę daje jednak spacer spacer wzdłuż murów i podziwianie niezwykłej panoramy miasta. Schodzimy wąskimi uliczkami i kupujemy butelkę wina. Docieramy na jeden z licznych punktów widokowych i podziwiamy widoki. Lizbona nas zachwyca. Gwar na ulicach, przyjaźnie nastawieni mieszkańcy i niezwykła atmosfera sprawia, że chcemy zatracić się w tym mieście bez pamięci. Delektujemy się winem i celebrujemy tę chwilę. Próbujemy zapamiętać każdy szczegół.

Nasyceni pięknym widokiem ruszamy dalej gubiąc się w uliczkach i celowo nie wyciągamy mapy. Docieramy do dzielnicy Baixa (Dolnego Miasta). To bardzo elegancka i nowoczesna część Lizbony. Tu bije serce miasta. Przechodzimy przez plac Praça da Figueira. Pośrodku dumnie stoi wykonany z brązu pomnik króla Jana I. Tuż obok znajduje się otoczony kamienicami urokliwy Plac Piotra (Praça de D. Pedro IV), potocznie nazywanego Placem Rossio. To jedno z ulubionych miejsc spotkań Lizbończyków. Znajdują się tu dwie okazałe barokowe fontanny i pomnik portugalskiego króla, cesarza Brazylii Piotra IV. U podstawy statuy znajdują się cztery rzeźby, które symbolizują Sprawiedliwość, Mądrość, Siłę i Umiar.

Samarkanda – niezwykły klejnot Wschodu

Ozdobione kolorowymi mozaikami budynki zapierają dech w piersiach. Błękitne kopuły meczetów i strzeliste minarety bajecznie prezentują się w...

zobacz więcej

Chrystus z Lizbony


Po chwili docieramy do słynnej Windy św. Justyny (Elevador de Santa Justa). Żeliwna konstrukcja pochodzi z 1902 r. i ma 45 metrów wysokości. Zaprojektował ją Raoul Mesnier du Ponsard, uczeń samego Gustawa Eiffla. Budowla ułatwiała mieszkańcom przemieszczanie się między dzielnicami. Na samym początku windę napędzały silniki parowe, ale od 1907 r. zastąpiły je silniki elektryczne. Budowla ma dwie windy, a każda może zmieścić 25 osób.

Kiszki grają nam marsza, więc postanawiamy zrobić sobie przerwę i spróbować portugalskich specjałów na jednej z najpopularniejszych uliczek Lizbony – Rua Augusta. To mój ulubiony deptak w mieście. Markowe sklepy, sklepiki rękodziełem i restauracje kuszą cenami, a co jakiś czas można natknąć się na ulicznych grajków. Siadamy na zewnątrz pod parasolkami, by na chwilę odpocząć od palącego słońca. Zamawiamy sardynki – ryby, z których słynie Portugalia. Są tak pyszne, że powstrzymuje się przed zamówieniem kolejnych porcji. Podobno najpopularniejszym daniem jest bacalhau, czyli dorsz suszony i solony, ale prym na stołach wiodą sardynki. Miejscowi i turyści się nimi zajadają. Młody kelner poleca nam także... pizzę. Typowo portugalskie danie – śmieję się w duchu. Ale okazuje się, że chłopak miał rację. To najlepsza pizza, jaką jedliśmy w życiu - choć Włosi na pewno by się obrazili.

Najedzeni idziemy deptakiem w stronę Placu Handlowego (Praça do Comércio). Rua Augusta ma niewiele ponad pół kilometra długości i łączy Plac Rossio z Placem Handlowym. Przechodzimy pod okazałym łukiem Arco da Rua Augusta, który ozdobiono rzeźbami różnych postaci historycznych, w tym m. in. żeglarza Vasco da Gamy. Na samej górze umieszczono 7. metrową figurę symbolizującą Chwałę i dwie mniejsze, które uosabiają Męstwo i Umysł. Łuk warto zobaczyć zarówno od strony placu, jak i Rua Augusta.

Na środku Praça do Comércio znajduje się czternastometrowy pomnik króla Józefa I na koniu depczącego węże. Władca spogląda w stronę rzeki Tag. Sam plac jest monumentalny. Otaczają go żółte kamienice pochodzące z XVIII wieku. To tu 1 lutego 1908 roku został zamordowany król Carlos I. Dwa lata później obalono monarchię.

Przechodzimy przez plac na brzeg Tagu. Rzeka jest szeroka i sprawia wrażenie groźnej. Wzdłuż rzeki spacerują rodziny z dziećmi, a grupki roześmianej młodzieży moczą nogi w chłodnej wodzie. W oddali po drugiej stronie rzeki widać pomnik Chrystusa Króla. Ten monumentalny posąg był wzorowany na słynnej figurze Chrystusa Zbawiciela z Rio de Janeiro. Lizboński Chrystus ma 28 metrów i stoi na 80.metrowym cokole. Pomysłodawcą był ówczesny portugalski premier Antonio Salazar.

Miasto, które nigdy nie zasypia [GALERIA]

Jest jednym z największych i najbardziej zielonych miast Europy. I niesłusznie pozostaje w cieniu Barcelony. Tętniący życiem Madryt może zauroczyć...

zobacz więcej

Ekskluzywna Lizbona i najstarsza księgarnia świata


Strome podejścia w Lizbonie bywały kłopotliwe dla mieszkańców, dlatego władze miasta wymyśliły windy. Oprócz słynnej windy świętej Justyny w mieście jest jeszcze kilka, które oprócz tego, że pomagają Lizbończykom dostać się na się bez wysiłku do innych dzielnic, to są także atrakcją turystyczną. Jedną z najbardziej obleganych, a zarazem najchętniej fotografowanych jest winda Bica, którą uruchomiono w 1892 r. Na początku była napędzana wodą, potem parą wodną, a dopiero od 1914 r. elektrycznością. Winda łączy dwie dzielnice Lizbony: Cais do Sodre i Bairro Alto. Mozolnie wspinamy się w górę. Co kilka minut mijają nas wypełnione turystami wagoniki windy. Uliczka jest cicha i bardzo klimatyczna. Nieśmiało zerkamy w okna skromnych mieszkań, na małych patio beztrosko biegają dzieci. Jest tu spokojnie i sennie. Nie wszystkie budynki są odnowione, ale nawet te należące do biedniejszych rodzin mają swój klimat i urok.  Między budynkami rozwieszone jest pranie - podobnie jak we Włoszech.

Spacerujemy bez celu i planu. Na małych krzesełkach przed kamienicami siedzą starsi ludzie, na małym skwerze mężczyźni grają w karty. Czas płynie wolniej. Lizbona pokazuje nam swoje różne oblicza. Docieramy do ekskluzywnej dzielnicy Chiado. Drogie sklepy, butiki, antykwariaty i księgarnie. Tu właśnie można zobaczyć najstarszą na świecie księgarnię Livraria Bertrand z 1747 r. Jest tu też jedna z najstarszych kawiarenek Café A Brasileira. To tu w przeszłości spotykali się artyści, pisarze i intelektualiści. Na Placu Largo Chiado stoi pomnik. To poeta Antonio Ribeiro, nazwyany „Chiado”, gdyż w tej dzielnicy spędził wiele lat. Warto zajrzeć do kościoła Najświętszego Sakramentu i pięknego barokowego kościoła św. Rocha. Był on siedzibą dla Jezuitów przez ponad 200 lat.

Lizbonę bardzo dobrze zwiedza się pieszo. Odległości między najważniejszymi dzielnicami nie są duże, a spacer dostarcza wielu wrażeń i przyjemności. Przechodzimy ponownie przez dzielnicę Baixa. Idziemy wzdłuż Alei Wolności (Avenida da Liberdade). To chyba najbardziej kosmopolityczna i ekskluzywna ulica miasta. Została zaprojektowana na wzór paryskich bulwarów. Już z daleka w oczy rzucają się sklepowe witryny luksusowych marek, drogie hotele i piękne kamienice. Spacer jest przyjemny, bo na alei posadzono dużo drzew, które dają odpocząć od upału. Chodniki ozdobione są mozaikami. Można zobaczyć tu wiele pomników, rzeźb, a także popiersie Fryderyka Chopina. Na końcu ulicy znajduje się rondo (plac) Praça Marquês de Pombal. Na środku stoi monumentalny, ponad trzydziestometrowy pomnik markiza. Pombal, a właściwie Sebastião José de Carvalho e Melo był premierem Portugalii i doradcą króla Józefa I. To on nadzorował odbudowę Lizbony po ogromnym trzęsieniu ziemi w XVIII wieku. Z ronda już rzut beretem do parku Edwarda VII, który ma aż 26 hektarów. Można tu zobaczyć m.in. ogród szklarniowy i pomnik upamiętniający rewolucję z 25 kwietnia z 1974 r.

Boże Narodzenie na świecie

Szopka w każdym domu, św. Mikołaj na słoniu czy wróżby w Wigilię – obchody świąt Bożego Narodzenia, choć są oparte na tej samej tradycji, to różnią...

zobacz więcej

Portugalskie saudade


Wczesnym wieczorem dochodzimy do Alfamy, ale zupełnie z innej strony. Słońce zachodzi, a małe kawiarnie i restauracje znów zapełniają się ludźmi. Podziwiamy panoramę miasta z naszego ulubionego punktu widokowego Miradouro Santa Luzia i ze znajdującego się niedaleko Miradouro das Portas do Sol. Schodzimy na dół, w planach mamy koncert fado. Mijamy jeszcze dawny kościół Santa Engracia, który budowano prawie 300 lat. Obecnie w tym pięknym, monumentalnym białym budynku znajduje się Panteon Narodowy. W środku znajdują się grobowce ważnych portugalskich polityków, artystów, a także piłkarzy. Jest tu pochowany słynny piłkarz Eusébio da Silva Ferreira. Symboliczny nagrobek ma tu m. in. książę Henryk Żeglarz.

Zasiadamy na zewnątrz z lampką wina i wsłuchujemy się w piękny głos śpiewaczki. To właśnie w Alfamie w XIX wieku narodziła się muzyka fado. Fado oznacza los lub przeznaczenie.  To melancholijna pieśń przy akompaniamencie dwóch gitar. Wokaliści śpiewają m.in. o miłości, tęsknocie za dawnymi czasami i tym, co się utraciło. Ta nostalgia nazywana jest „saudade”. To mieszanka różnych emocji: od tęsknoty, smutku, radości na myśl szczęśliwych wspomnień, które jednak potem wywołują ból, bo są już przeszłością.

Najsłynniejszą śpiewaczką była Amália da Piedade Rodrigues, którą już za życia okrzyknięto „królową fado”. Po jej śmierci portugalski rząd ogłosił trzydniową żałobę narodową.

W Lizbonie kluby fado są bardzo popularne. Występy zaczynają się o 20.00 i kończą najczęściej o północy. My co wieczór mieliśmy taki koncert. I choć nie znamy portugalskiego, to śpiew wokalistów i emocje, które im towarzyszyły wywoływały u nas gęsią skórkę.

„Autostop pozwala poznać samego siebie"

Student zarządzania, piłkarz, a przede wszystkim podróżnik. Mateusz Kowalewicz choć ma dopiero 25 lat, to już doskonale wie, czego chce od życia. ...

zobacz więcej

Z Belem na podbój świata


Zapach z małych piekarni u cukierni jest tak intensywny, że nie walczymy już pokusą i kupujemy pyszne Pastéis de Nata - babeczki budyniowe zapiekane w cieście francuskim. To typowy przysmak Portugalii. Po raz pierwszy upieczono je Klasztorze Hieronimów w dzielnicy Belem, która dziś jest naszym celem.

Belem kojarzy się głównie z odkrywcami i żeglarzami. To stąd na podbój świata wyruszył m.in. Vasco da Gama. Wrażenie robi ponad pięćdziesięciometrowy betonowy Pomnik Odkrywców (Padrão dos Descobrimentos) w kształcie okrętu. Został odsłonięty w pięćsetną rocznicę śmierci Henryka Żeglarza w 1960 r. Na pomniku po jego obu stronach wyrzeźbiono ważne postacie z epoki wielkich odkryć geograficznych. Są to m. in. Ferdynand Magellan, Vasco da Gama, Diogo Cão, Pedro Álvares Cabral, Pêro Escobar, Bartolomeu Dias i Henryk Żeglarz. Wszyscy spoglądają w stronę rzeki Tag.

Przed pomnikiem wzrok przykuwa ogromna marmurowa mozaika. To mapa świata. Ma 50 metrów średnicy. Trudno jest jednak całą objąć wzrokiem, bo jest otoczona przez tłumy turystów. Mapa jest darem Republiki Południowej Afryki dla Portugalii.

Olé Sewilla!

Zapach świeżo mielonej kawy unosi się w przytulnych kawiarenkach. Uśmiechnięty kelner serwuje popularne tapas i nalewa do kieliszków pomarańczowe...

zobacz więcej

Nad brzegiem Tagu stoi jedna z architektonicznych pereł Lizbony – wieża Belem. Została zbudowana w XVI wieku z marmuru, wapienia, drewna i cegły. Drewniany most, który łączy wieżę z lądem jest wypełniony turystami. W przeszłości wieża broniła dostępu do Królestwa Portugalii, była też symbolem potęgi państwa i punktem orientacyjnym dla wracających do kraju żeglarzy.

Zachwyceni przechodzimy obok przepięknego Klasztoru Hieronimitów (Mosteiro dos Jerónimos), który został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W 2007 r. został ogłoszony jednym z siedmiu cudów Portugalii. Klasztor zbudowano w XVI wieku w stylu manuelińskim (nazwanym na cześć króla Manuela I Szczęśliwego). To połączenie gotyku, renesansu i elementów orientalnych. Wrażenie robią misternie rzeźbione arkady, które otaczają dziedziniec. Można na nie patrzeć godzinami! Natomiast w refektarzu ściany zdobią kolorowe kafelki „azulejos”, z których słynie Portugalia. W skład klasztoru wchodzi kościół Najświętszej Marii Panny z sześcioma kolumnami. W środku znajduje się grób Vasco da Gamy, groby króla Manuela I, królowej Marii Aragońskiej, króla Jana III i królowej Katarzyny Habsburg. W klasztorze spoczywa także wybitny poeta Fernando Pessoa.

W Belem warto zobaczyć także Muzeum Powozów i ogród botaniczny Ajuda. My jednak odpuszczamy sobie te atrakcje i wracamy pieszo w stronę Alfamy. Nie możemy doczekać się kolejnego zachodu słońca nad Tagiem, który będziemy podziwiać z lampką pysznego portugalskiego wina z naszego ulubionego punktu widokowego.

Lizbona skradła nasze serca i dusze. A muzyka fado codziennie kołysała nas do snu… Fado oznacza przeznaczenie… naszym okazała się Lizbona. I już nie możemy doczekać się powrotu. Portugalczycy tęsknią za tym, co utracone. My tęsknimy za Lizboną.

źródło:
Zobacz więcej