RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Odwaga i poświęcenie. Jak wyklęci pobili komunistów

Żołnierze Henryka Lewczuka „Młota” (pierwszy z lewej) kontynuowali walkę przeciwko sowieckim okupantom (fot. IPN)
Żołnierze Henryka Lewczuka „Młota” (pierwszy z lewej) kontynuowali walkę przeciwko sowieckim okupantom (fot. IPN)

Gdy myślimy o żołnierzach wyklętych, pojawiają się obrazy rotmistrza Witolda Pileckiego czy Danuty Siedzikówny. Widzimy samotną walkę, w zasadzie beznadziejną, czy też mord sądowy. Ale to nie była reguła. Powstańcy antykomunistyczni, których święto obchodzimy 1 marca, zapisywali wspaniałe karty, jeżeli chodzi o prowadzenie walk zaczepnych na szeroką skalę. Taką było zdobycie Hrubieszowa ponad rok po zakończeniu II wojny światowej. Bitwa jest też dowodem, jak ciężki krzyż nieśli niezłomni, którzy stanęli ramię w ramię z odziałem UPA.

„Rycerze słusznej sprawy”. Niezłomni „Orlika” zadali komunistom bolesną porażkę

Koryłówka, Surkonty, Kotki – żołnierze powstania antykomunistycznego stoczyli kilka bitew ze służbami zainstalowanych rozkazem Kremla władz Polski...

zobacz więcej

Żołnierze wyklęci, jakkolwiek zdający sobie sprawę z beznadziejnego położenia, nierzadko kontynuowali walkę i to z powodzeniem. Nie brakowało brawurowych akcji zakończonych sukcesem. Zaliczyć trzeba do nich choćby rozbicie więzienia w Puławach w kwietniu 1945 roku przez oddział mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika” czy więzienia w Kielcach przez oddziały kpt. Antoniego Hedy „Szarego” i por. Stefana Bembińskiego „Harnasia”.

Poakowscy partyzanci potrafili rozbić przeważające siły wroga w otwartym polu jak miało to miejsce w Lesie Stockim, gdzie niespełna dwustu żołnierzy „Orlika” pokonało około 700 funkcjonariuszy NKWD, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej.

Powstanie antykomunistyczne


Jednym z mniej znanych epizodów powstania antykomunistycznego był atak na Hrubieszów w nocy z 27 na 28 maja 1946, dokonany przez żołnierzy Ruchu Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość” (WiN) oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Celem było zniszczenie posterunku MO, siedziby Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) i Polskiej Partii Robotniczej (PPR), budynku Komisji Przesiedleńczej dla Ukraińców w Hrubieszowie oraz uwolnienie więźniów politycznych z lokalnego więzienia.

Atak przeprowadziło około 400 żołnierzy. Liczba ta robi wrażenie – ponad rok od zakończenia działań wojennych mieć pod bronią tylu ludzi, których trzeba nakarmić i wyposażyć, oznacza nie tylko determinację wyklętych, ale również poważne wsparcie lokalnej ludności, co pokazuje nastroje panujące w zniewalanej Polsce.

Faktycznie, wielu nie godziło się z sowiecką okupacją; pozostawali w konspiracji po wojnie lub wstępowali do oddziałów leśnych ludzi, żeby spróbować wydrzeć okupantom wolną Polskę. Funkcjonariusze NKWD oraz polskich przybudówek nie tylko prowadzili przeciw nim działania na szeroka skalę, ale również zohydzali ich w oczach społeczeństwa i brutalnie prześladowali, łącznie z pozasądowymi egzekucjami oraz mordami sądowymi.

„Stutthof to była igraszka”. Cień Pileckiego cudem nie podzielił jego losu

Kampania wrześniowa, konspiracja, nazistowski obóz koncentracyjny, cudowne ocalenie, aresztowanie przez komunistyczną bezpiekę, brutalne śledztwo,...

zobacz więcej

Po latach doczekali się miana żołnierzy wyklętych, ale wówczas komunistyczna władza ogłosiła ich „bandytami”. Nie da się ukryć, że sporadycznie w powojennym chaosie dochodziło do nieuzasadnionych zbrodni, ale były to pojedyncze, niechlubne incydenty. Niestety, nie do wszystkich docierała przestroga kpt. Gracjana Fróga „Szczerbca”, dowódcy 3 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej: „Pamiętajcie, chłopcy, między partyzantem a bandytą jest jeden krok”. Nie wszyscy mieli tyle samodyscypliny.

Mity i zafałszowania


Jeżeli chodzi o bitwy powstania antykomunistycznego, wokół niewielu narosło przez lata tyle mitów i zafałszowań, co w przypadku ataku na Hrubieszów. Ma to przede wszystkim związek z Ukraińską Powstańczą Armią.

Faktycznie musiało wymagać ogromnego poświęcenia od Polaków, ale również od Ukraińców, by po latach walk i masakr walczyć wspólnie ramię w ramię. Wielu żołnierzy wyklętych straciło bliskich w masakrach urządzanych przez UPA podczas Rzezi Wołyńskiej, ale i niejeden Ukrainiec stracił bliskich w odwetowych akcjach Polaków.

Jak doszło do współpracy zwaśnionych stron? W myśli zasady wróg mojego wroga jest moim przyjaciele. Wspólny wróg to sowieci oraz ich przybudówki. 21 maja 1945 roku we wsi Ruda Różaniecka na Podkarpaciu przy pośrednictwie katolickich księży i prawosławnych duchownych, przedstawiciele zamojskiej Armii Krajowej oraz UPA podpisali porozumienie, kończące w tym rejonie walki między polskimi i ukraińskimi oddziałami niepodległościowymi. Trwały one około dwóch lat i kosztowały życie tysięcy osób, głównie wśród ludności cywilnej.

W ramach porozumienia wprowadzono rozgraniczenia strefy wzajemnych wpływów, ustalono sposoby utrzymywania kontaktów, hasła, a także zasady poruszania się po obszarze kontrolowanym przez drugą stronę w wypadku pościgu przez NKWD lub ubeków.
Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” stawiało opór do 1952 roku (fot. IPN)
Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” stawiało opór do 1952 roku (fot. IPN)

Wyklęte. Amazonki powstania antykomunistycznego

Akcja bojowa, wsypa, aresztowanie, tortury podczas przesłuchania, wyrok śmierci, egzekucja, pochowanie w anonimowym grobie – taki los spotkał wielu...

zobacz więcej

Wymiana informacji


Uzgodniono również wymianę informacji wywiadowczych, a przede wszystkim wspólną walkę z agentami komunistycznymi oraz pospolitymi bandytami, bo i tych nie brakowało. Pierwszą wspólną akcję bojową przeprowadzono 6 kwietnia 1946 roku, gdy wspólnymi siłami zdobyto stację kolejową w Werbkowicach, leżących na zachód od Hrubieszowa.

Już po udanym ataku na Hrubieszów porozumienie zostało rozszerzone na Chełmszczyznę i Podlasie, czyli na wszystkie mieszane etnicznie obszary Okręgu Lublin AK-WiN. Warto przy tym podkreślić, że obie strony zasadniczo przestrzegały warunków porozumienia.

19 maja 1946 roku doszło do jednego ze spotkań sojuszników w folwarku Miętkie, w którym wziął udział między innymi por. Wacław Dąbrowski „Azja”, komendant hrubieszowskiego obwodu WiN. Tematem spotkania był atak na Hrubieszów. Przedstawiono na nim dane wywiadowcze o siłach NKWD i ich polskich współpracowników oraz plany miasta. Po spotkaniu Ukraińcy przekazali propozycję wspólnej akcji płk Myrosławowi Onyszkewyczowi „Orestowi”, dowódcy oddziałów UPA w Polsce. „Orest” skontaktował się z Krajowym Prowydnikiem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Jarosławem Staruchem „Stiahem”, który zaakceptował plan WiN-u, choć wiadomo, że bez większego entuzjazmu. Należy dodać, że na rękach Onyszkewycza była krew niewinnych ludzi. To on stał za masakrą miejscowości Tarnoszyn, dokonaną w nocy z 17 na 18 marca 1944 roku, w której zginęło kilkudziesięciu cywilów.

Co czekało – jak ustalono – po około 200 strilców UPA i mniej więcej tylu samo Polaków? Hrubieszów był typowym prowincjonalnym miasteczkiem wschodniej Polski z drewnianą zabudową, tylko kilka budynków w centrum było murowanych. Miały tam siedziby Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, Powiatowa Komenda MO, jednostka NKWD licząca koło 150 ludzi, Komitet Powiatowy Polskiej Partii Robotniczej, Komenda Miasta oraz siedziba Komisji Przesiedleńczej. Po drugiej stronie rzeki Huczwy były również koszary 5 pułku piechoty Ludowego Wojska Polskiego i komenda 32 odcinka Wojsk Ochrony Pogranicza.

Mordercy w togach. Za śmierć rtm. Pileckiego nie odpowiedział nikt

Oświęcim to była igraszka – powiedział podczas ostatniego widzenia z żoną Marią rtm. Witold Pilecki. Były więzień niemieckiego obozu wiedział już,...

zobacz więcej

Wojskowych nie brakowało, należało zatem uderzyć z zaskoczenia po dokładnym rozeznaniu. 26 maja zebrały się cztery lubelskie sotnie st. sierż. Eugeniusza Jaszczuka „Dudy”, Semena Prystupa „Dawyda”, Wasyla Jarmoła „Jara” i por. Wasyla Krala „Czausa” oraz bojówki Służby Bezpieczeństwa OUN. Ukraińcami dowodził Jewhen Sztendera „Prirwa”.

Strilcy przemaszerowali do lasu pomiędzy wsiami Trzeszczany i Podhorce, gdzie spotkali się z Polakami. Oddział WiN składał się z partyzantów Kazimierza Witrylaka „Hela”, Stefana Kwaśniewskiego „Wiktora”, Czesława Hajduka „Ślepego”, Mariana Horbowskiego „Kota”, „Kalifa” oraz chełmskiego oddziału Henryka Lewczuka „Młota”.

Podczas odprawy ustalono, że NKWD zaatakuje 120 upowców wzmocnionych 2 „torpedami”, czyli najpewniej poniemieckimi nebelwerferami wystrzeliwanymi z prostych wyrzutni. Kolejnych 30 Ukraińców stanowiło rezerwę, zaś 15 członków SB OUN miało ostrzeliwać sowietów ze skrzydła.

Ograniczone zaufanie


Na polską bezpiekę miało uderzyć 25 żołnierzy WiN wspartych jedną ukraińską „torpedą”, którymi miał dowodzić „Młot”. Kolejna grupa miała rozbroić MO. Komisją Przesiedleńczą mieli zająć się Ukraińcy, zaś łączona grupa Jana Trusia „Gaika” miała likwidować ubeków w prywatnych mieszkaniach. Polsko-ukraiński oddział świadczył o ograniczonym zaufaniu sojuszników, czemu trudno się zresztą dziwić. Dwóch Ukraińców było w zasadzie zakładnikami za czterech winowców będących przewodnikami UPA.

Dalej, pododdział plut. Witolda Poteruchy „Szczerbatego” został wyznaczony do ataku na budynek PPR, skąd miano zabrać dokumenty komunistów. Pomniejsze oddziały blokowały drogi ucieczki i odcinały komunikację do miasta. Wszystko zaplanowane w szczegółach.

Historyk: Wyklęci nie mogli żyć w świecie ześwinionym, zeszmaconym, zsowietyzowanym

– Żołnierze Wyklęci doskonale zdawali sobie sprawę, że wejście sowietów do Polski to druga okupacja, że to zabiło ich sześć lat walki o wolną...

zobacz więcej

Oczywiście co innego plany, a co innego rzeczywistość. 25 maja agenci NKWD „Korzeń” i „Samostijny” donieśli, że w lesie Terebin, około godzinę drogi od Hrubieszowa, pojawiło się około 120 upowców. Dowódca 98 pułku 64 Dywizji NKWD płk Miedwiediew wysłał nazajutrz do miasta ponad stu żołnierzy, którzy 28 maja mieli rozpocząć „oczyszczanie” terenu. Wprawdzie nie wszyscy dotarli do miasta, to jednak oddziały sowietów były liczniejsze niż ustalił wywiad WiN.

27 maja około północy oddziały powstańcze zajęły swoje pozycje. Atak rozpoczął się około godz. 1.30 z małym opóźnieniem, gdyż Ukraińcy mieli kłopoty z odpaleniem „torped”. Gdy to się udało rozpoczęto ostrzał z broni maszynowej. Trwała zacięta walka z enkawudzistami. Po półtorej godzinie sotnie rozpoczęły odwrót.

Po ostrzelaniu koszar NKWD przystąpiono do ataku na PUBP, w którego kierunku poleciały dwie „torpedy”, jedna z nich trafiła w gabinet dowódcy urzędu. Ostrzeliwano gmach bez obaw, że ucierpią więźniowie, gdyż ich cele znajdowały się w piwnicach.

Fatalna pomyłka


Budynek bezpieki otaczał mur z zasiekami z drutu kolczastego. Polacy sforsowali go przy użyciu kocy i płaszczy. Udało się wedrzeć do środka. Niestety, doszło do tragicznej pomyłki – w zamieszaniu zastrzelono młodą dziewczynę, okazało się, że nie była to żadna funkcjonariuszka, tyko czekająca na przesłuchanie sanitariuszka „Floresa”, siostra jednego z winowców.

W gmachu bezpieki sam Roman Kaszewski „Zdybek” zlikwidował czterech funkcjonariuszy UB, pozostali rozpierzchli się i ukryli w okolicy. Można było więc przystąpić do uwalniania więźniów – piętnastu Polaków i pięciu Ukraińców. Poszło bardzo sprawnie, gdyż klucznik Władysław Wasilczuk był człowiekiem WiN w UB.
Budynek PUBP nie oparł się atakowi powstańców (fot. IPN)
Budynek PUBP nie oparł się atakowi powstańców (fot. IPN)

„Żołnierze Wyklęci zostawili nam testament umiłowania ojczyzny”

Ofiara ich życia nie była dziesięciną. Oddawali wszystko, co mieli w imię miłości Boga i ojczyzny – tak o Żołnierzach Niezłomnych powiedział bp...

zobacz więcej

Zacięte walki toczyły się również o komendę MO. Milicjanci na parterze od razu zaczęli się ostrzeliwać i wsparli ich koledzy z góry. Gdy winowcy wdarli się do środka, przeciwnicy zaczęli ich obrzucać granatami, zmuszając do odwrotu. Kolejna próba przebiegała podobnie. Trzeci atak odbył się już z pomocą Ukraińców, ale milicjanci, którym zaczęło brakować granatów, ponownie go odparli i przystąpili do kontrataku – jak twierdził w jedynej dostępnej relacji komendant MO Stanisław Rząd. Komenda pozostała niezdobyta.

Nie powiodły się również ataki Ukraińców z SB UPA na Komisję Przesiedleńczą, oba zostały odparte. W tym przypadku chybione okazały się ustalenia polskiego wywiadu. Teoretycznie obrońcy mieli mieć wyłącznie pistolety, tymczasem posiadali również broń maszynową. Udało się natomiast opanować i zniszczyć pocztę.

Odwrót i pościg


W końcu zarządzono odwrót. Polacy wycofali się na zachód, w kierunku Sławęcina. Wszystko było dobrze przygotowane – na łąkach czekały furmanki, dzięki czemu pościg nie odkrył śladów powstańców. Ukraińcy obrali kierunek na południe, ponownie w kierunku lasu terebińskiego, ale za nimi już ruszył pościg NKWD i doszło do drobnych utarczek, choć sowieci byli za słabi na rozbicie oddziału.

Jak pamiętamy, po drugiej stronie Huczwy stacjonowali żołnierze 5 pułku piechoty LWP. W jednostce ogłoszono alarm, ale brak łączności oraz wiedzy co do celów partyzantów sprawiły, że ograniczono się do obrony koszar. Dopiero po godzinie zdecydowano się wysłać pluton w liczbie 25 elewów pod dowództwem ppor. Mariana Fleminga w kierunku miasta. W oddziale znalazł się por. Wojciech Jaruzelski, pomocnik szefa sztabu pułku do rozpoznania, późniejszy prezydent.

Historycy zwracają uwagę, że patrol dość lękliwie zbliżał się do miejsca, gdzie toczyła się bitwa. Wybuchy granatów, wystrzały z broni maszynowej, łuna pochodząca od płonącego budynku urzędu bezpieki sprawiły, że nie zdecydowano się na większą akcję zaczepną.

Prof. Panfil: Młodym łatwo jest odnaleźć pokrewieństwo duchowe z Żołnierzami Wyklętymi

– Młodzież odruchowo ceni cechy, cnoty, którymi charakteryzowali się żołnierze podziemia antykomunistycznego. Wierność, lojalność, zdolność do...

zobacz więcej

Atak na Hrubieszów należy zaliczyć do udanych. Po pierwsze, straty po stronie powstańców były niewielkie. W mieście zginęło dwóch Ukraińców, zaś trzech poniosło śmierć podczas odwrotu, kolejnych trzech zostało rannych. Jedyną ofiarą po stronie WiN-u była nieszczęsna „Floresa”. Oficjalnie, NKWD straciło dziewięciu ludzi, WOP – pięciu, zaś PPR i UB – po dwóch.

Przejęto dokumenty


Jeżeli chodzi o wyznaczone cele, udało się niemal wszystkie zrealizować. Przejęto dokumenty UB i PPR oraz zdemolować budynki UB, PPR i starostwa. Nie była to bezmyślna demolka, miało to ogromne znaczenie, gdyż częściowo udało się ograniczyć zasięg represji w regionie. Nie udało się natomiast zdobyć dokumentów Komisji Przesiedleńczej, co było głównym celem upowców.

Akcja okazała się natomiast sukcesem propagandowym podziemia. Zasiała panikę po stronie „umacniaczy władzy ludowej” w Hrubieszowie. Plotka, że była jedynie rozpoznaniem przed głównym uderzeniem sprawiła, że komuniści ograniczyli wyjazdy w teren, okopywali i ogradzali drutem kolczastym budynki MO. Zawieszono pracę w nocy w komendzie MO i milicjanci spędzali noce w okopach. W Tomaszowie Lubelskim stacjonujący tam batalion NKWD w ogóle zawiesił działalność i szykował się do obrony miasta.

Atak był jednym z ostatnich większych starć powstania antykomunistycznego. Powstańcy zapisali się w historii, za co niektórzy zapłacili później najwyższą cenę. Taki los spotkał choćby Romana Kaszewskiego „Zdybka”, który pozostał w konspiracji. Zginął w wyniku prowokacji w październiku 1947 roku. Wolnej Polski dożył natomiast Henryk Lewczuk „Młot”, w 2001 roku został wybrany na posła IV kadencji, startując z listy Ligi Polskich Rodzin.

Żołnierze wyklęci byli w zasadzie skazani na porażkę. Zdradzeni przez Zachód, opluwani i prześladowani przez komunistyczną władzę, ale to nie powstrzymywało ich przed walką o realizację marzenia – marzenia o wolnej Polsce. Dowiedli tego choćby podczas ataku na Hrubieszów.


Pisząc artykuł korzystałem między innymi z materiałów IPN.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej