RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

W Armenii bunt generałów. Iskandery zatopią Paszyniana?

Nikol Paszynian nigdy nie był ulubieńcem elit (fot. Stepan Poghosyan/Photolure via REUTERS)
Nikol Paszynian nigdy nie był ulubieńcem elit (fot. Stepan Poghosyan/Photolure via REUTERS)

Kolejna odsłona kryzysu politycznego w Armenii wywołanego klęską w jesiennej wojnie z Azerbejdżanem. Wciąż trwa szukanie winnych porażki. Tym razem Nikol Paszynian wspomniał o nieskuteczności rosyjskiej broni – co wywołało ostrą reakcję dowództwa jego własnej armii.

Wojskowi z Turcji będą monitorować rozejm w Górskim Karabachu

Turcja wysłała 35 wojskowych do Azerbejdżanu, gdzie wraz z Rosjanami mają współtworzyć ośrodek monitorowania przestrzegania rozejmu w Górskim...

zobacz więcej

Nikol Paszynian od początku rządów nie był ulubieńcem starych armeńskich elit, w tym tych wojskowych, w dużej mierze zdominowanych od wielu lat przez tzw. klan karabaski. Także Rosja – wstrząśnięta faktem, że Paszynian przejął władzę bez jej wiedzy i akceptacji, na fali ulicznych protestów – nigdy nie zaufała obecnemu premierowi. Nic dziwnego, że klęska w 44-dniowej wojnie z Azerbejdżanem na jesieni ub.r. wpędziła Paszyniana w potężne kłopoty.

Tak zwana Druga Wojna Karabaska między Armenią i Azerbejdżanem zaczęła się 27 września 2020 roku, a zakończyła 9 listopada 2020. Armenia straciła na rzecz Azerbejdżanu jedną trzecią Górskiego Karabachu, jak też wszystkie terytoria okupowane przylegające do enklawy. W efekcie więc cała reszta Górskiego Karabachu, kontrolowana przez Armenię, jest dziś otoczona przez Azerów. Na granicy stacjonuje jednak ok. 2000 Rosjan. „Mirotworcy” pilnują też tzw. korytarza laczyńskiego, jedynej drogi łączącej enklawę z Armenią. Przyszłość Karabachu i jego ormiańskiej populacji pozostaje niejasna. Baku odmawia rozmów na temat jakiegokolwiek specjalnego statusu dla tego obszaru, twierdząc, że Ormianie urodzeni w enklawie karabaskiej i ich potomkowie muszą się rozbroić i ubiegać o paszport Azerbejdżanu jako członkowie mniejszości. Tymczasem ormiańskie władze Górskiego Karabachu ogłosiły rosyjski drugim oficjalnym językiem. Stepanakert liczy zapewne na to, że taki ruch skłoni Rosję do utrzymania swoich wojsk w regionie na stałe.

Rosja pogłębi współpracę z Armenią? Delegacja rosyjskiego rządu w Erywaniu

– Armenia liczy na pogłębienie współpracy z Rosją w sferze bezpieczeństwa – powiedział premier Armenii podczas spotkania z ministrem obrony Rosji....

zobacz więcej

Kronika „puczu”


Wojna skończyła się w listopadzie, a Armenia wciąż z jej powodu jest pogrążona w chaosie. Wciąż też trwa festiwal wzajemnych oskarżeń o przyczynienie się do porażki. Tym razem zaczęło się od tego, że były prezydent Serż Sarkisjan (odsunięty w 2018 w wyniku demonstracji, które wyniosły do władzy Paszyniana) otwarcie skrytykował sposób prowadzenia wojny. Przede wszystkim oskarżył Paszyniana o niewykorzystanie rosyjskich systemów pocisków balistycznych Iskander, pozyskanych przez Armenię jeszcze w 2016. W wywiadzie dla mediów Paszynian odpowiedział, że takie pociski odpalano w kierunku azerbejdżańskich celów, ale okazały się one nieużyteczne, albo nie eksplodując, albo mając „tylko nieco około 10 proc. skuteczności”. No i ruszyła lawina… Najpierw 1. zastępca szefa sztabu generalnego armii Armenii gen. Tiran Chaczatarjan zapytany przez dziennikarzy o wypowiedź premiera, zareagował najpierw szyderczym śmiechem, po czym stwierdził, że słowa Paszyniana o „10-procentowej skuteczności” Iskandera to nonsens. Reakcja szefa rządu była natychmiastowa. Podpisał dymisję generała, którą potwierdził prezydent Armen Sarkisjan 24 lutego. Otwarta konfrontacja premiera z dowództwem wojskowym stała się faktem.

Sztab Generalny wydał 25 lutego oświadczenie, w którym nazwał Paszyniana niekompetentnym, a jego dalsze rządy zagrożeniem dla przyszłości Armenii. Generałowie zażądali ustąpienia premiera: „Przetrwaliśmy próby zdyskredytowania wojska, ale już dość”. Pod listem otwartym podpisało się 40 wysokich oficerów z Ministerstwa Obrony i Sztabu Generalnego: 20 generałów (w tym dowódcy pięciu korpusów armijnych) oraz 20 pułkowników. Paszynian w odpowiedzi oskarżył dowództwo armii o próbę puczu, wezwał swych zwolenników do wyjścia na ulice Erywania i podpisał dymisję szefa sztabu generalnego, generała Onika Gaspariana. Występując w telewizji Paszynian ostrzegł wojskowych: „Nie można pozwolić wojsku unikać odpowiedzialności. My sami nie możemy nie zadać im pewnych pytań, aby dowiedzieć się prawdy o wojnie… Niektórzy armeńscy generałowie nie lubią odpowiadać na pytania społeczeństwa dotyczące niektórych wydarzeń tej wojny. Nie znaczy to, że coś musi się koniecznie wydarzyć na podstawie odpowiedzi, ale te odpowiedzi muszą zostać udzielone”. Jeszcze tego samego dnia Paszynian wziął udział w niedużej demonstracji swych zwolenników. Tymczasem liczniejsi zwolennicy opozycji, którzy poparli generałów, w odpowiedzi zaczęli blokować ulice stolicy, podczas gdy wojskowe myśliwce Su-30MS krążyły nad Erywaniem – co było wyraźnym pokazem siły wojskowych. Prezydent Sarkisjan, który wcześniej posłusznie zaaprobował dymisję generała Chaczatarjana, tym razem odmówił kontrasygnaty dymisji generała Gaspariana. Dwaj byli prezydenci, Robert Koczarjan i Serż Sarkisjan – obaj zagorzali przeciwnicy Paszyniana, bohaterowie Pierwszej Wojny Karabaskiej – wydali oświadczenia wzywające Ormian do poparcia armii przeciwko premierowi.

Premier Armenii oskarżył armię o próbę puczu

Premier Armenii oskarżył armię o próbę puczu. Nikoł Paszynian wezwał swoich zwolenników do wyjścia na ulice po tym, gdy – jak twierdzi – wojskowi...

zobacz więcej

Polityczny klincz


26 lutego prezydent podjął próby mediacji, udając się do siedziby Sztabu Generalnego na rozmowę z gen. Gasparianem. Najwyższy rangą wojskowy ogłosił bowiem, że nie ruszy się ze swej kwatery i jeśli ktoś chce z nim rozmawiać, to niech przyjdzie do niego. Z kolei minister obrony, emerytowany generał Wagarszak Harutiunian, zajął postawę wyczekującą. Paszynian nie zamierza ustępować. Po pierwsze, zwrócił się do średniej stopniem kadry oficerskiej armii i zwykłych żołnierzy, aby nie dali się wciągnąć w „polityczne gierki” generałów. Po drugie, może wciąż liczyć na policję i inny formacje MSW, jak też służbę bezpieczeństwa. Po trzecie, kontroluje parlament, zaś opozycja jest rozdrobniona.

Partia Paszyniana o nazwie Mój Krok ma niemal dwie trzecie miejsc w parlamencie (od 2018 roku). Dymisja rządu lub jego siłowe obalenie oznaczałoby przedterminowe wybory, w których obecnemu premierowi na pewno nie udałoby się powtórzyć sukcesu z 2018 r. W parlamencie zasiadają jeszcze tylko dwie partie, obie opozycyjne. Ugrupowanie pod nazwą Kwitnąca Armenia reprezentuje interesy starych elit, odsuniętych od władzy przez Paszyniana. Na czele tej „oligarchicznej” partii stoi Gagik Carukjan. Z kolei partia Jasna Armenia zwalcza zarówno rząd, jak i stary establishment. Jej lider Edmond Marukjan po ostatniej przegranej wojnie zmienił pozycje z liberalnych prozachodnich na prorosyjskie. Te dwie partie połączyły się w koalicję antyrządową z kilkunastoma małymi pozaparlamentarnymi ugrupowaniami, w tym starą i wciąż wpływową Armeńską Federacją Rewolucyjną (tzw. dasznacy). Wszyscy oni od czasu przegrania wojny żądają ustąpienia Paszyniana. Podobnie jak byli prezydenci Lewon Ter-Petrosjan, Robert Koczarjan, Serż Sarkisjan oraz hierarchowie kościelni. Tyle że sondaże wskazują – przy generalnie niskiej ocenie polityków – iż ci wszyscy przeciwnicy Paszyniana wciąż mocno ustępują mu popularnością społeczną.

Nie da się ukryć, że opozycja nie jest w stanie zmobilizować większych tłumów przeciwko rządowi. Kampania protestów trwa już przeszło trzy miesiące, a w tak gorącej sytuacji, jaka powstała w wyniku starcia Paszyniana z generałami, na ulice Erywania wyszło maksymalnie 10 tys. ludzi, z czego większość po przemarszu przez centrum miasta rozeszła się do domów. Opozycja żąda przyspieszonych wyborów, ale sondaże wskazują, że i tak wygrałaby je partia Paszyniana. Opozycja wini obecny rząd za klęskę w wojnie z Azerbejdżanem, ale w oczach wielu Ormian jest współwinna. Wszak to dzisiejsi krytycy Paszyniana rządzili krajem przez wiele lat przed 2018 roku. Porażka w starciu z lepiej uzbrojonym i przygotowanym przeciwnikiem to w dużym stopniu efekt wielu lat zaniedbań w rozwoju armeńskiej armii – nie tylko w obszarze uzbrojenia (tutaj Armenia może wydawać na broń tylko cząstkę tego, co bogaty w ropę i gaz Azerbejdżan), ale też szkolenia kadry dowódczej czy aktualizacji planów obronnych w Karabachu.

Upokarzające badania, potem cztery godziny na Kremlu

Pierwsze spotkanie przywódców Rosji, Armenii i Azerbejdżanu od zakończenia wojny. Reżyserem był Władimir Putin. Rosja chce utwierdzić swoją...

zobacz więcej

Co zrobi Moskwa?


To jest chyba dzisiaj pytanie kluczowe. Niewątpliwie słowa Paszyniana o Iskanderach wzburzyły niejedną ważną osobę w Moskwie – z generałami na czele, rzecz jasna. Po pierwsze, jeszcze w czasie jesiennej wojny rosyjski resort obrony dementował doniesienia, jakoby pociski dostarczone sojusznikowi, były wykorzystywane w walce. Teraz zaś Rosjanie natychmiast wystąpili w obronie dobrego imienia ich eksportowego produktu: „Iskander 9K720-E był z powodzeniem użyty w Syrii przeciwko międzynarodowym terrorystom i jest międzynarodowo uznawany za najlepszą w swej klasie broń. Najwyraźniej, Paszynian został przez kogoś wprowadzony w błąd”. Premier Armenii szybko zdał sobie sprawę z zagrożenia, więc zapowiedział reformę Armeńskich Sił Zbrojnych „w bliskiej współpracy z Rosją” i zadzwonił do Władimira Putina szukając poparcia w starciu z własnymi generałami. Ci z kolei zwrócili się do swych rosyjskich kolegów.

Moskwa nigdy nie lubiła i nie ufała Paszynianowi, ale wydaje się, że nie chce, by w Armenii doszło do destabilizacji i przewrotu. 25 lutego Putin wezwał obie strony do spokoju. MSZ Rosji wydało oświadczenie, z którego wynika, że ostatnie wydarzenia postrzega jako „wewnętrzną sprawę Armenii” i liczy na pokojowe rozwiązanie. Moskwa może się niepokoić, że jeśli wydarzenia w Armenii wymkną się spod kontroli, może to zagrozić kruchemu rozejmowi w Górskim Karabachu, gdzie przecież stacjonują rosyjscy żołnierze. 26 lutego Kreml przypomniał, że Armenia powinna postępować zgodnie z porozumieniem zawartym w listopadzie 2020 z Azerbejdżanem. Wątpliwe, by akurat teraz Rosja zdecydowała się wystąpić otwarcie po stronie opozycji także dlatego, że widzi jej słabość.

CZYTAJ TAKŻE: Gorąco w Tbilisi. Żołnierz miliardera na wojnie z opozycją

źródło:
Zobacz więcej