RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Do piekła i z powrotem

Delonte West stracił 16 mln dolarów (fot. Wiki 2.0/Keith Allison/TT)
Delonte West stracił 16 mln dolarów (fot. Wiki 2.0/Keith Allison/TT)

Jestem liderem pierd... Navy Seals. I armii. I Marynarki Wojennej. Jestem pierd... prezydentem Trumpem. Jestem prawdziwym kur.. prezydentem. Liderem wszystkich gangów – bełkocze pobity czarnoskóry bezdomny, skuty kajdankami. Nie jest to zwykły menel, tylko Delonte West, były gwiazdor NBA i były multimilioner. Wyrzut sumienia koszykarskiej ligi i amerykańskiego społeczeństwa. Jego historia, na razie zmierzająca ku happy endowi, to historia upadku człowieka, to lekcja poglądowa na temat problemów osób z chorobami psychicznemu oraz czarnoskórej ludności w USA, kraju wciąż żywego rasizmu.

Z Tartaru na koszykarski Olimp

Od zera do milionera to jeden z ulubionych mitów Amerykanów. Niewiele rzeczy lubią bardziej niż to gdy ktoś z nizin osiąga sukces, szczególnie w...

zobacz więcej

Zgodnie ze statystykami, średnio 60 procent zawodowych koszykarzy za oceanem bankrutuje pięć lat po zakończeniu kariery w NBA. Mechanizm jest prosty i do bólu powtarzalny. Młody człowiek zaczyna zarabiać astronomiczne pieniądze i jest przekonany, że taki stan będzie trwał wiecznie. Pojawiają się wokół niego dziesiątki znajomych, rodzina, nawet bardzo odległa przypomina sobie jak bardzo go kocha. Pijawki.

Miliony rozchodzą się równie szybko jak zaczęły pojawiać się na koncie. Allen Iverson, jeden z najlepszych rozgrywających w historii, przeszedł drogę od 250 milionów dolarów zarobionych na parkietach i dzięki kontraktom reklamowym do „nawet nie mam na cheeseburgera”, które to słowa wypowiedział w 2012 roku w sądzie podczas rozprawy rozwodowej.

Przypadek Delontego Westa jest nieco inny. To mroczna opowieść o czarnoskórej patologii, podlana alkoholem, narkotykami, lekami na receptę. To wszystko połączone z okrutną chorobą afektywną dwubiegunową. Ta kombinacja sprawiła, że gwiazdor nie znalazł się na zakręcie – to za mało powiedziane. Stoczył się w otchłań piekielną, jaką trudno sobie wyobrazić.

Bieda


Historia zaczęła się 26 lipca 1983 roku w Waszyngtonie. Stolica Stanów Zjednoczonych to dla jednych miejsce milionowych szemranych interesów na styku polityki i biznesu, dla innych permanentna beznadzieja. Jako czarnoskóry, nasz bohater był w zasadzie niemal skazany na tę drugą grupę. Żył w nędzy i wcześnie zaczął wykazywać kłopoty natury psychicznej.

Problemem była nie tylko bieda, ale też rozwód rodziców oraz prześladowanie ze strony innych dzieci. Był nękany za to, że jest inny, nie dość, że wielorasowy – jest pochodzenia afroamerykańskiego, indiańskiego i europejskiego – to jeszcze rudy. Już w wieku 14 lat zmagał się z ciężką depresją, która zaowocowała kilkoma próbami samobójczymi.

Koronawirus uderza w NBA. Straty sięgają miliardów

Władze koszykarskiej ligi NBA obawiają się, że rozpoczęcie nowego sezonu w styczniu zamiast proponowanego końca grudnia dodatkowo powiększy jej...

zobacz więcej

Jedyną odskocznią była dla niego koszykówka. Gdy był dzieckiem była to jedyna rzecz sprawiająca mu radość. Ale oczywiście nie można rzucać 24 godziny na dobę, choroba może za to atakować o każdej porze. Po jednej z prób samobójczych West trafił do szpitala i jadąc tam odkrył Boga. „Pozwól mi przetrwać, a będę grał i służył ci do końca życia” – modlił się wielokrotnie. Wiara pomagała w walce z demonami, ale z czasem demony zaczęły brać górę.

Mrok wychodzi z człowieka, gdy pojawiają się przeszkody. W przypadku Westa było ich wiele, nadto jak na barki młodego człowieka. Gdy miał 12 lat odniósł poważną kontuzję, która mogła kosztować go utratę marzeń o karierze koszykarza. Przez kilka miesięcy był wyłączony z gry. Gdy jego rówieśnicy szlifowali umiejętności, on zastanawiał się, czy jeszcze kiedyś zagra na poziomie jaki sobie wyznaczył.

Z matką się nie dogadywał, zamieszkał z ojcem, który kompletnie nie interesował się synem. Szkoła w lepszej dzielnicy może zachęciłaby go do nauki, poświęciła uwagę, wychowała. Poszedł jednak do liceum w złej dzielnicy, gdzie zamiast nauki przedmiotów była nauka patologii. Delonte wpadł w złe towarzystwo, zaczął odurzać się lekami na receptę, pojawił się alkohol.

Talent


Sytuacja poprawiła się po wyleczeniu kontuzji. Okazało się, że West ma ogromny nie tylko talent, ale i potencjał. W liceum imienia Eleanor Roosevelt w Greenbelt w stanie Maryland został gwiazdą. Średnie na poziomie powyżej 20 punktów, sześć zbiórek i ogromny charakter sprawiły, że zaczęły sypać się nagrody, wygrane turnieje.

Pojawiły się oferty stypendiów sportowych na studiach. West dołączył do Saint Joseph's University w Filadelfii. Oczywiście nikt od niego nie wymagał biegłości w naukach ścisłych. Miał grać w koszykówkę i ze swojego zadania wywiązywał się znakomicie. Razem z Jameerem Nelsonem stworzył jeden z najlepszych duetów obrońców w lidze akademickiej. Obydwaj trafili wkrótce do NBA.

Marzenie Westa spełniło się w 2004 roku. Po sezonie, w którym notował średnio niemal 19 punktów na mecz zgłosił się do Draftu i został wybrany w pierwszej rundzie z numerem 24. Podpisał kontrakt z Boston Celtics. Niski numer nie oznacza, że poskąpiło mu talentu, po prostu obrońcy zwykle są wybierani z wyższymi numerami, gdyż zawodnicy grający na tej pozycji później dojrzewają koszykarsko.
Delonte West stracił majątek i został bezdomnym (fot. TT)
Delonte West stracił majątek i został bezdomnym (fot. TT)

Ze strzelbą na złodzieja. Zawodnik UFC przepędził włamywacza [WIDEO]

Miał być łatwy łup, a tymczasem trzeba było brać nogi za pas. Czołowy zawodnik MMA Jon Jones zamieścił w sieci film, jak… trzymając w ręce...

zobacz więcej

Przeskok z ligi akademickiej do NBA był trudny. W pierwszym sezonie Delonte był głównie rezerwowym, grał niewiele, do tego ciągle zmagał się z kontuzjami. W kolejnych dwóch udowadniał, że Celtics wykonali dobry ruch. West nie był najskuteczniejszym zawodnikiem, ale bardzo dobrym uzupełnieniem gwiazd, specem od czarnej roboty.

Imponował przede wszystkim charakterem, nie odpuszczał, czym podbił serca kibiców Celtics, jak wcześniej John Starks w New York Knicks. Pewnie dalej by się rozwijał w Bostonie, ale ponieważ cyrk musi się kręcić, w czerwcu 2007 sprzedano go do Seattle SuperSonics, gdzie znów stracił większość sezonu przez kontuzje.

Wojownik


Na szerokie wody wypłynął rok później po kolejnym transferze, do Cleveland Cavaliers, gdzie miał być walczakiem towarzyszącym wschodzącej gwieździe – LeBronowi Jamesowi. Niestety, znów miał pecha do urazów, przez trzy sezony rozegrał zaledwie 150 meczów sezonu zasadniczego. W tym okresie sprawy sportowe zaczęły stopniowo schodzić na dalszy plan.

Dziwnych zachowań Westa nie dawało się więcej ukryć. W 2008 roku koszykarz wyznał, że ma zdiagnozowaną chorobę afektywną dwubiegunową. To tłumaczyło jego gwałtowne zmiany nastrojów – od euforii po depresję. Było to widoczne także na parkiecie. West opowiedział wówczas, że zmaga się z chorobą odkąd pamięta i przez nią targał się na swoje życie. – Ta choroba jest jak rak, może dotknąć każdego, bogatego lub biednego. Niezależnie od tego, czy jest się koszykarzem, czy piłkarzem – wskazał brat Westa Dmitri.

Z jednej strony wszystko wyglądało w porządku – Delonte był podstawowym rozgrywającym drużyny LeBrona, podpisał trzyletni kontrakt wart 12 milionów dolarów. Dla biednego chłopca z Waszyngtonu to jak wygranie w totka trzy razy z rzędu. Z drugiej – niszczyła go choroba. West kłócił się z kolegami z drużyny, podczas przygotowań do sezonu pobił się z jednym z nich.

Zabawy z bronią. Gwiazdor NBA skazany na 120 dni więzienia

Koszykarz Minnesota Timberwolves Malik Beasley został skazany na 120 dni więzienia za grożenie bronią. 24-letni Amerykanin karę ma odbyć po...

zobacz więcej

Władze klubu dały krewkiemu zawodnikowi wolne i wysłały do lekarza. Teoretycznie rozmowy ze specjalistami i leki miały pomóc, ale pacjent zdawał się nie chcieć pomocy. Wpędzał się w coraz większe kłopoty. We wrześniu 2009 roku został zatrzymany przez policję gdy grzał po autostradzie trzykołowym motocyklem.

Policja znalazła przy nim trzy sztuki broni – pistolet berettę, rewolwer magnum w nogawce oraz strzelbę w futerale na gitarę. Oczywiście w Ameryce w wielu stanach poruszanie się wszędzie z bronią to powód dumy, tylko Delonte był pod wpływem silnego leku antydepresyjnego kwetiapiny i przysypiał. Tłumaczył, że chciał wywieźć broń z domu.

Wyrok


Zatrzymanie koszykarza trafiło do czołówki w całych Stanach Zjednoczonych. Sąd skazał go na osiem miesięcy domowego monitoringu, dwa miesiące w zawieszeniu i 40 godzin pracy społecznej. Zanosiło się na to, że West na dłużej w NBA nie zagości. Kluby lubią zawodników z charakterem, ale nie skazańców, przecież koszykarze powinni dawać przykład dzieciom.

– Kiedy jeszcze grałem w Cleveland, liczyłem na nową, wysoką ofertę i grę u boku LeBrona Jamesa o mistrzostwo. Potem wydarzył się ten incydent i już nikt nie chciał mnie zatrudnić – przyznał później. – Przypięto mi łatkę wariata i terrorysty. To nie miało nic wspólnego z tym, co pokazywałem na parkiecie – dowodził.

Gdy już pojawiał się na parkiecie często robił różnicę. Dokazywał jednak również poza nim. Przenieśmy się do fazy play-off w sezonie 2009-10. Cavs mają najlepszy bilans w lidze i LeBron liczy na pierwsze mistrzostwo. W półfinale Konferencji Wschodniej Cavaliers prowadzą z Celtics 2-1, po czym przegrywają trzy mecze z rzędu i odpadają. Lekcja pokory dla Jamesa, ale też sprawa ma drugie dno i związek z Westem.

Dziennikarze ustalili, że West sypiał... z matką LeBrona Glorią i James dowiedział się o tym właśnie podczas tych play-offów. Delonte złamał jedną z niepisanych zasad – nie sypia się z matkami kolegów z drużyny. Sąsiadki mogą być, dalekie kuzynki też, ale pod żadnym pozorem siostry i nie daj Boże matki.
Właściciel Dallas Mavericks Mark Cuban najpewniej uratował Westowi życie (fot. Wiki 2.0/Gage Skidmore)
Właściciel Dallas Mavericks Mark Cuban najpewniej uratował Westowi życie (fot. Wiki 2.0/Gage Skidmore)

Nowe drużyny w NBA. Wpisowe? Zwala z nóg

Koszykarska liga NBA, która z powodu koronawirusa i zamkniętych dla kibiców hal nie generuje takich zysków jak przed pandemią, rozważa rozszerzenie...

zobacz więcej

West został oddany do Minnesota Timberwolves, ale nowy klub natychmiast go zwolnił. Rękę wyciągnęli do niego Celtics, ale zawiedli się. Delonte nie nadawał się do gry. Głowa nie pracowała jak należy. Już w trakcie kolejnego sezonu podpisał kontrakt z Dallas Mavericks. Tym razem nie zawiódł, przynajmniej w pierwszym sezonie.

Szansa


Wiadomo było, że jeżeli się nie odbuduje, potem nikt już go nie zatrudni. Pojawiły się jednak poważne przeszkody na drodze do spokoju. Doszło do lockoutu i rozgrywki zawieszono na niemal pół roku, nie można było podpisywać nowych kontraktów, koszykarze nie mogli nawet korzystać z klubowych obiektów i nie dostawali pieniędzy.

Po raz pierwszy od rozpoczęcia zawodowej kariery Delonte nie mógł liczyć na regularne wypłaty. Tymczasem wszystkie pieniądze, które zarobił na parkietach w NBA się rozeszły i pojawił się problem, a w przypadku choroby afektywnej dwubiegunowej problem oznacza spiralę mroku.

West miał w tym czasie wartą milion dolarów posiadłość w Dystrykcie Columbia. Osiem pokoi, wysoki standard. Mieszkał tam z rodziną, ale bez pieniędzy utrzymanie domu było nie lada wyzwaniem. Gdy zepsuł się bojler, rodzina podgrzewała wodę w garnkach, żeby móc się wykąpać, bo nie było czym zapłacić specjaliście za naprawę.

Liga NBA apeluje do wszystkich drużyn o granie hymnu amerykańskiego

Liga koszykówki NBA zaapelowała do wszystkich uczestniczących w rozgrywkach drużyn, aby przed meczami był grany hymn amerykański. Sprawę wywołał...

zobacz więcej

Żeby podczas lockoutu związać koniec z końcem Delonte najpierw rozwoził meble, następnie poszedł pracować do supermarketu z materiałami budowlanymi i narzędziami, a jeszcze potem zatrudnił się w sklepie sieci Costco. – Zapraszałem klientów i mówiłem: „Hej, jestem D-West z Celtics, zobaczcie naszą ofertę”. Mój brat kroił pomidory, a ja demonstrowałem, jak ostre są noże – wspominał potem w wywiadzie dla telewizji ESPN.

Wyprzedaż


Upokorzenie wpędzało go w dalszą depresję. Żeby zapomnieć o życiowej porażce, zaczął wyprzedawać wszystko, co miało związek z wcześniejszymi sukcesami, a więc pamiątki sportowe. Czego nie zdołał sprzedać, wyrzucił, co miało mu pomóc uporać się z bólem.

Na szczęście w styczniu 2012 roku rozgrywki wznowiono i sezon udało się dokończyć. West zdobywał bardzo przyzwoite niemal 10 punktów na mecz, ale problemy i przeszkody nie chciały go omijać. Od ściany odbijał się w codziennych sytuacjach. Ot, choćby sprawy mieszkaniowe. Jako osoba z wyrokiem miał problemy z wynajęciem domu i zdarzało się, że spał w aucie albo szatni zespołu.

Miał jednak szczęście, że był członkiem organizacji Mavericks. Klub należy do Marka Cubana, pasjonata z wielkim sercem, który jak mało kto dba o swoich ludzi. Gdy dowiedział się o kłopotach Westa, pojechał i pomógł załatwić co trzeba. Teoretycznie wszystko mogło dalej iść jak z płatka, gdyby nie demony zawodnika. Po dwóch awanturach z kolegami z drużyny po porażkach w meczach przedsezonowych został zwolniony. Tak zgasła jego nadzieja, że może coś jeszcze zdziałać w NBA. Szanse na ponowne zatrudnienie w lidze zgasły.

Zaczął się zjazd jakiego Ameryka nie widziała. Po zwolnieniu Delonte wynajmował mieszkanie w apartamentowcu i jego balkon wychodził na halę American Airlines Center, w której grają Mavs. Godzinami wysiadywał na balkonie i oglądał kibiców zmierzających do mecze. Rozmyślał o tym, co mogło być, jak schrzanił swoją szansę. Wypłakiwał się nad kolejnymi butelkami.

Próbował potem jeszcze wrócić do NBA, dołączył do Los Angeles Clippers w lidze letniej, ale drzwi elity były już przed nim zamknięte na dobre. Załapał się do ligi chińskiej, a potem wenezuelskiej, ale nie miał serca do gry. W 2015 roku podpisał kontrakt w półzawodowej lidze G-League, ale w kwietniu 2015 roku odniósł kontuzję, która oznaczała dla niego koniec przygody z koszykówką. Zresztą nawet gdyby był zdrowy, jak tu skupić się na pracy, gdy trenerzy ciągle pytają, czy wziął dziś leki i nie będzie dziś szalał.
West zmaga się z ciężką chorobą (fot. TT)
West zmaga się z ciężką chorobą (fot. TT)

NBA: Giannis rozbił bank. Rekordowy kontrakt dla gwiazdy

Miał być jednym z najcenniejszych kąsków na przyszłorocznym rynku transferowym. Zęby ostrzyli sobie na niego m.in. Los Angeles Lakers, Miami Heat...

zobacz więcej

Zniknięcie


Pochodził z biednej, rozbitej rodziny, wałczył z chorobą, teraz wkroczył w najczarniejszy okres w swoim życiu. Zniknął zupełnie na długie miesiące. Nie to, że wyłączył telefon i nie wychodził z domu. Przepadł jak kamfora. Nikt nie wiedział, co się z nim dzieje, nawet najbliżsi.

W 2016 roku natrafił na niego na stacji benzynowej w Houston kibic kosza. West chodził na bosaka w koszuli nałożonej na szpitalny strój. Mężczyzna poprosił o wspólne zdjęcie, dopytując, czy to faktycznie Delonte West. – Kiedyś byłem Delonte Westem, ale to było w poprzednim życiu – padła mroczna odpowiedź.

Zdjęcia rozeszły się w mediach społecznościowych. Ameryka była w szoku. Menel o zmęczonej twarzy z zaspanymi oczami – tak teraz wyglądał multimilioner, były gwiazdor ligi NBA. – Wyglądał jakby uciekł z psychiatryka. Spytałem go, co się stało. „Życie” – odpowiedział – wspominał spotkanie.

Niestety, nie udało się go ponownie namierzyć, by mu pomóc. West znów zniknął, tym razem na dłużej. Po raz kolejny trafił do mediów w styczniu ubiegłego roku. Udana terapia? Nic z tych rzeczy. Świat obiegło wstrząsające nagranie. Widać na nim bójkę dwóch mężczyzn na środku autostrady, a jednym z nich był właśnie West. Po chwili siedział już skuty kajdankami na krawężniku, wykrzykując, że został zaatakowany przez mężczyznę z bronią w ręce. Gdy policjant spytał go, gdzie jest broń, Delonte zaczął bełkotać, że jest prezydentem Trumpem i liderem wszystkich, kur..., gangów.

Stało się wyraźniejsze niż kiedykolwiek, że ten człowiek potrzebuje pomocy. Nie, żeby gdzieś się zapisał, ktoś go kiedyś przyjął. Pomoc specjalisty była potrzebna w trybie natychmiastowym. Jego były kolega z drużyny Jameer Nelson zaapelował do niego w mediach społecznościowych, prosząc, żeby się zgłosił.

Rekord Guinessa? Niezwykły wyczyn gwiazdy NBA [WIDEO]

Stephen Curry to jedna z największych gwiazd koszykówki. Rozgrywający Golden State Warriors, trzykrotny mistrz i pięciokrotny finalista NBA, znany...

zobacz więcej

Choroba


„Choroby psychiczne to coś, z czym wiele osób się boryka i nawet nie widzi, gdy staje się już za późno. Nie wiem, co dokładnie się dzieje z Westem, ale on wie, że jestem jego przyjacielem i może na mnie liczyć” – zapewnił we wpisie Instagramie kolega z uczelnianej drużyny i rywal z NBA.

West nie odpowiedział na apel. Demony ponownie go porwały. Po raz kolejny pojawił się pół roku później. W tym czasie stoczył się jeszcze bardziej. Bez mała można powiedzieć, że sięgnął dnia. W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia przedstawiające byłego multimilionera w porwanych fatałachach, żebrzącego o pieniądze i jedzenie na ulicach Dallas.

Tym razem społeczność NBA poważnie potraktowała ten sygnał. Koszykarze, trenerzy publikowali wpisy z apelami o pomoc dla Westa i deklaracje, ile sami są w stanie wyłożyć. Oczywiście nie zabrakło zawsze wzruszających zapewnień o myślach i modlitwach. Ogromną klasę pokazał wówczas LeBron James, który zaoferował bilet lotniczy do Los Angeles i pokrycie wszystkich rachunków jakie będą potrzebne, żeby Delonte wrócił na właściwe tory, a przecież niewiele brakowało, by został w zasadzie pasierbem kolegi z drużyny.

Pojawił się jednak znany problem. West ponownie zniknął. Zachodziła obawa, że gdy wypłynie kolejny raz, znajdzie się już w punkcie bez powrotu, może nawet już zginął. W poszukiwania zaangażował sie właściciel Mavs Mark Cuban. Rozpuścił wici wśród znajomych i udało się namierzyć bezdomnego. Cuban umówił się z nim na jednej ze stacji benzynowych. – Mogę potwierdzić, że go znalazłem i pomogłem mu. Reszta należy już do Delontego i jego rodziny – opowiedział w wywiadzie telewizyjnym. O Weście znów przycichło, ale po raz pierwszy od lat był to dobry sygnał. Były gwiazdor NBA trafił do kliniki odwykowej. Po dwóch miesiącach Cuban opublikował w mediach społecznościowych jego zdjęcie – uśmiechniętego, na spływie kajakowym. „Ponieważ wszyscy chcemy poczuć się dobrze, oto proszę – Delonte West. Jego bitwa ciągle trwa, ale on idzie do góry” – napisał.

Na kolejnych zdjęciach widać Westa zadowolonego, ale spokojnie uśmiechniętego, a nie euforycznie szczerzącego się jak podczas meczów, gdy najwyraźniej jego emocjami kierowała choroba. Znalazł też zatrudnienie. Pracuje w ośrodku odwykowym, w którym ostatnio się leczył. Wie, że najważniejszą walkę w życiu nie stoczył, by dostać się do NBA, lecz z chorobą i ta walka nigdy nie ustanie. Amerykanie kochają szczególnie trzy mity i Delonte West wszystkie ucieleśnia – od zera do bohatera, upadek z wysokiego konia oraz powrót w zaświatów.

źródło:
Zobacz więcej