RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Polska-Ukraina – urealnienie obrazu rzeczywistości

Separatory filtrujące na tłoczni gazu Gazprom PJSC Slavyanskaya (fot. A.Rudakov/Bloomberg/Getty Images)
Separatory filtrujące na tłoczni gazu Gazprom PJSC Slavyanskaya (fot. A.Rudakov/Bloomberg/Getty Images)

22 lutego minister spraw zagranicznych Polski - Zbigniew Rau i jego ukraiński odpowiednik Dmytro Kuleba opublikowali w „Politico” wspólny tekst odnoszący się do problemu niemiecko-rosyjskiego projektu Nord Stream 2, wskazując na płynące zeń zagrożenia. Nie ogłaszali teorii ani prognoz czarnych scenariuszy, które być może kiedyś zostaną zrealizowane, bo tak im wyszło z gabinetowych analiz.

Rezolucja PE przeciwko Nord Stream 2. Wspomina o Ukrainie

Parlament Europejski kolejny raz opowiedział się za wstrzymaniem budowy Nord Stream 2. Europosłowie przyjęli częściowe zapisy do raportu...

zobacz więcej

Przypominali wydarzenia, które już miały miejsce, których nie trzeba odgadywać, ani prognozować, a jedynie należy brać je pod uwagę, jako podstawę kalkulacji politycznej. Wskazywali na fakty użycia przez Rosję jej monopolistycznej pozycji dostawcy gazu jako politycznej broni w relacjach z sąsiadami – rosyjski szantaż gazowy wobec Ukrainy z lat 2006 i 2009, a zważywszy na tranzytowy charakter tego kraju, także jego skutki dla licznych innych państw europejskich, do których wiodą gazociągi biegnące przez ukraińskie terytorium.

Dodajmy, że podobnego szantażu doświadczyła w 2003 r. także Białoruś, a przy okazji i Polska zaraz po tym, jak rząd Leszka Millera zerwał kontrakt norweski i Moskwa poczuła, że może sobie na to pozwolić. Listę tego typu poczynań Kremla można by mnożyć, podobnie jak listę państw, które padły jej ofiarą.

Ostrzeżenie przed Rosją


Tekst był twardy. Przypominał tym, którzy mają usta pełne „troski o wartości”, że jedność wolnego świata nie jest oparta na forsowaniu interesów elitarnego klubu jego największych mocarstw kosztem pozostałych państw.

Ministrowie opisali naturę polityki rosyjskiej (agresja, szantaż, eksport destabilizacji, dezinformacja, korupcja) i ostrzegli przed ignorowaniem jej rzeczywistych celów. Podkreślili wspólnotę losów i interesów Polski (szczęśliwszej, bo zdążyła „uciec na Zachód” do UE i do NATO, zanim Rosja odzyskała siły i wznowiła swą imperialną ekspansję) i Ukrainy, która musi walczyć z rosyjskim najazdem, a którą Polska wspiera w tej walce i w drodze do struktur zachodnich od chwili, gdy jako pierwsza na świecie uznała niepodległość państwa ukraińskiego.

„Nord Stream 2 dzieli Unię. Amerykanie są mu przeciwni”

Polska zawsze sprzeciwiała się budowie gazociągu Nord Stream 2, bo to projekt dzielący członków Unii Europejskiej, NATO i państwa zachodnie;...

zobacz więcej

Warszawa i Kijów, piórami swych ministrów spraw zagranicznych zaapelowały także wprost – imiennie do prezydenta USA Joe Bidena, by użył wszystkich pozostających w jego dyspozycji środków do zablokowania projektu Nord Stream 2.

Sprawa Nord Stream 2 (NS2) jest oczywista, a skala „gimnastyki intelektualnej”, którą uprawiają Niemcy, by usprawiedliwić swe w nią zaangażowanie – żenująca. Był to już projekt „czysto ekonomiczny”, miał „zapewnić pewność dostaw wobec niestabilności państw tranzytowych” (jakby to kiedykolwiek one zakręcały kurek), był „proekologicznym elementem zielonego ładu, zastępując gazem bardziej emisyjny węgiel”, a ostatnio – w wydaniu prezydenta RFN Franka-Waltera Steinmeiera, stał się nawet rodzajem „zadośćuczynienia Niemiec dla Rosji za zbrodnie nazistowskie popełnione w czasie II wojny światowej”.

Nord Stream 2 i nie tylko


Historia NS2 jest znana. Znana jest także historia rosyjskich agresji zbrojnych na sąsiadów – nie, nie wspominamy dawnych dziejów, choć o nich pamiętamy. Chodzi o rzeczy całkiem świeże o najazd na Gruzję w 2008 i na Ukrainę w 2014.

Ministrowie wzywają: czas by położyć temu kres, mając na myśli Nord Stream 2. To apel do prezydenta USA, ale wysłuchać powinny go też inne państwa – sąsiedzi Rosji w podobnym położeniu co Polska i Ukraina – kraje bałtyckie, skandynawskie, Rumunia, Gruzja, Mołdawia.

Czy USA zrezygnują z sankcji na Nord Stream 2? Niemcy szukają pomysłów

Niemcy liczą, że nowa administracja USA chce obniżyć temperaturę debaty na temat gazociągu Nord Stream 2 i pracują nad pomysłami, które mogłyby...

zobacz więcej

Jeśli szybko nie pośpieszą, z deklaracjami solidarności ze stanowiskiem polsko-ukraińskim, popełnią błąd. Ich ambasadorowie z Warszawy, Kijowa i Brukseli powinni już słać do swych rządów depesze z nagłówkiem: „To teraz! – już pora!” Brak Litwy – trzeciego państwa Trójkąta Lubelskiego, wręcz bije po oczach.

Tak, wiemy – nie jest łatwo, nie mając potencjału Polski i Ukrainy, wystąpić jednocześnie przeciw interesom Rosji i Niemiec (nawet, jeśli krytykę pod adresem Berlina osłodzi się retoryką o sojuszu), ale lepszej okazji nie będzie, a ugiąć się nie można. Milcząca zgoda na niemiecko-rosyjskie biznesy kosztem Europy Środkowej, budowane z ignorowaniem zbrojnych agresji rosyjskich w Europie i morderstw zlecanych przez Kreml (od Litwinienki, po nieudany zamach na Nawalnego), zemści się na tych, którzy milczą, gdy przyjdzie ich kolej, a przyjdzie. Wszak znamy Rosję.

Znaczenie wspólnego wystąpienia Polski i Ukrainy


Treść artykułu ministrów jest ważna. Zaistnieje w debacie publicznej Zachodu. „Politico” to poczytne pismo, a Polska i Ukraina to dwa największe państwa Europy Środkowowschodniej. Prawdę o polityce Rosji i o NS2 trzeba Zachodowi przypominać, ale dla polskiej i ukraińskiej opinii publicznej nie jest ona wiedzą tajemną.

Rzeczywiste znaczenie listu polega na tym, że jest on sygnałem uzmysłowienia sobie przez Kijów realnego położenia międzynarodowego Ukrainy, dotąd ocenianego zbyt optymistycznie. Dojrzenie tej rzeczywistości powinno wieść do zwrotu polityki ukraińskiej w kierunku bliższych związków z Polską. Ministrowie Rau i Kuleba mają szansę przejść do historii jako autorzy tego ważnego zwrotu.

USA: Międzypartyjna grupa kongresmenów apeluje o sankcje na Nord Stream 2

Grupa amerykańskich kongresmenów z partii Republikańskiej i Demokratycznej zaapelowała do szefów swoich klubów w Kongresie o zawarcie sankcji na...

zobacz więcej

Ukraina jest jednym z najbardziej zagrożonych przez Rosję państw w regionie. Ostatnie publiczne wystąpienia szefowej Russia Today Margarity Simonjan (niedziałającej przecież bez wiedzy i zgody Kremla), jak i samego Putina – dotyczące aneksji Donbasu, mogą świadczyć o propagandowym przygotowywaniu operacji wznowienia przez Rosję działań na szerszą skalę w celu przykrycia niezadowolenia społecznego Rosjan, ujawnionego na kanwie sprawy Nawalnego. Kreml ewentualną aneksję okupowanego Donbasu mógłby zechcieć rozegrać jako teatr imperialny, budujący poparcie Rosjan dla „cara jednoczyciela ziem ruskich”. Grozi to wkrótce nową odsłoną wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Niemieckie parcie na dokończenie Nord Stream 2 i apele prezydenta Francji Emmanuela Macrona o wznowienie współpracy UE z Rosją oraz katastrofa wizerunkowa Unii przy okazji wizyty Josepa Borrella w Moskwie ośmielają decydentów na Kremlu do bardziej agresywnego działania. Na dodatek prezydent Joe Biden, który retorycznie ostro potępia Rosję, 3 lutego zgodził się na przedłużenie układu USA-Rosja o redukcji strategicznych broni jądrowych New Start, czego nie chciał Donald Trump, domagając się uwzględnienia potencjału rakiet chińskich i pocisków średniego zasięgu (np. Iskander).

Amerykańska administracja przystała na rosyjskie warunki


Nowa administracja USA przystała na przedłużenie umowy na warunkach rosyjskich. Moskwa pozbyła się groźby wzięcia na swe barki ciężaru wyścigu zbrojeń jądrowych z Waszyngtonem, a zaoszczędzone środki będzie mogła przeznaczyć na zbrojenia konwencjonalne, które, w odróżnieniu od nuklearnych, są używane.

Biden zapowiedział odbudowę relacji z Europą, ale Europa w tym rozumieniu to Niemcy i Francja, te zaś chcą porozumienia z Rosją. Nie można jednocześnie odbudowywać relacji z Berlinem i nakładać sankcji na Nord Stream 2.

Nord Stream 2 za wszelką cenę? Rosyjski minister testuje USA

Budowa gazociągu Nord Stream 2 zostanie dokończona mimo działań Stanów Zjednoczonych, które starają się w tym przeszkodzić – deklaruje minister...

zobacz więcej

Na liście sankcji amerykańskich przeciw NS2, ogłoszonej przez administrację Bidena jako „nowa”, nic nowego się więc nie znalazło. Fakt ten uprawdopodabnia spekulacje i przecieki medialne o negocjacjach amerykańsko-niemieckich, których celem jest uzyskanie zgody Waszyngtonu na dokończenie inwestycji niemiecko-rosyjskiej.

To wszystko widać i z Kijowa, i z Warszawy. W Warszawie spodziewaliśmy się takiego obrotu spraw. Wydaje się jednak, że w Kijowie łudzono się, że będzie inaczej. Teraz nadeszła chwila prawdy.

Marzenia Kijowa i rzeczywistość


Od czasów Poroszenki Ukraina orientowała się na Niemcy. Dążąc do członkostwa w UE, zakładała, że do osiągnięcia tego celu niezbędne jest uzyskanie poparcia Berlina. Było to założenie teoretycznie słuszne, ale praktycznie nieosiągalne. Możliwość uzyskania przez Ukrainę członkostwa w UE jest bowiem w przewidywalnej przyszłości iluzją.

Kijów tymczasem wyczerpał zdolności do przesuwania się na Zachód w oparciu o Niemcy. Osiągnął w tej formule wszystko, co było do osiągnięcia (ruch bezwizowy, Układ stowarzyszeniowy Ukraina-UE i Pogłębioną i Całościową Strefę Wolnego Handlu - DCFTA). Podążanie Ukrainy za „rydwanem niemieckim” nic już jej więc nie da. Nic więcej nie dostanie, bo „stara 15” UE się nie zgodzi. Francja, w 2005 r. wprowadziła do swej konstytucji (art. 88-5) wymóg ratyfikowania w drodze referendum każdego następnego traktatu akcesyjnego z państwem, którego ludność przekraczałaby 5 proc. populacji UE. To warunek zaporowy. Poszerzanie UE o ubogie kraje jest skrajnie niepopularne w większości państw „starej 15” i każdy polityk, który to zaproponuje przegra wybory. Potwierdzeniem tego była klęska referendum w Holandii na temat traktatu stowarzyszeniowego Ukraina-UE.

Rau: Zatrzymanie budowy Nord Stream 2 całkowicie możliwe

Zatrzymanie budowy Nord Stream 2 jest całkowicie możliwe, bo ten projekt nie został jeszcze ukończony – ocenił minister spraw zagranicznych...

zobacz więcej

Społeczeństwa „starego” Zachodu nie chcą więcej biednych państw, a liczące się siły w Niemczech, Francji i Włoszech chcą współpracy z Rosją. Realne cele do osiągnięcia przez Ukrainę i do pokazania przez rząd ukraiński swym wyborcom, to cele osiągalne we współpracy z Polską. Są nimi współpraca w ramach Trójkąta Lubelskiego i Strategiczne partnerstwo (nie członkostwo!) Ukrainy i Trójmorza. Reszta to złudzenia.

Obraz Polski na Ukrainie jest od lat bardzo pozytywny, dotyczy to jednak kraju jako takiego, a nie obecnego rządu RP, oglądanego przez pryzmat przekazu medialnego, kształtowanego przez fundacje niemieckie i polską opozycję. Ukraina nie posiada i nie buduje zinstytucjonalizowanego systemu niezależnego ukraińskiego (tzn. nieopartego na przekazie niemieckim czy innym zachodnim lub na przekazie towarzyskim środowisk opozycyjnych w Polsce do ekspertów ukraińskich) eksperckiego badania realnej sytuacji w Polsce i przekazywania wyników tych badań do ukraińskiego aparatu państwowego jako podstawy zachodzącego w nim procesu decyzyjnego.

Polscy eksperci badają sytuację na Ukrainie


Ukrainie brak odpowiedników OSW, PISM czy innych think tanków polskich (Studium Europy Wschodniej UW, Instytut Wschodni Z. Berdychowskiego, Instytut Europy Środkowowschodniej w Lublinie etc.), w których w sumie kilkudziesięciu ekspertów pięć dni w tygodniu ośmiu godzin dziennie bada sytuację na Ukrainie i raportuje wyniki tych badań polskim instytucjom państwowym i opinii publicznej.

Ukraina analogicznej pracy w stosunku do Polski nie wykonuje. Jej obraz, zarówno sytuacji wewnętrznej w Polsce, jak i miejsca Polski na arenie międzynarodowej jest więc nieprawdziwy, a podejmowane na jego podstawie decyzje często błędne. Dotąd dominowała tendencja do lekceważenia znaczenia Polski i kurs na przejęcie władzy w Polsce przez obecną opozycję, podniecany przez tę ostatnią przekazem o już, już mającym wybuchnąć „polskim majdanie”.

Ukraińcy uważają Polskę za najprzyjaźniejszy im kraj

Ukraińcy uważają Polskę za najbardziej przyjazny im kraj. Takie są wyniki badań przeprowadzonych przez Centrum Badań Socjologicznych i...

zobacz więcej

Oczywiście istnieją na Ukrainie fachowe środowiska badawcze. Problem polega na braku ich instytucjonalnego wpływu na decyzje struktur państwowych – takiego jaki posiadają wyżej wskazane ośrodki polskie.

Ujawniona w ostatnich tygodniach sytuacja międzynarodowa Ukrainy pokazała kilka fundamentalnych rzeczy, dotąd widzianych nad Wisłą, ale chyba nie nad Dnieprem. Dotychczasowa busola polityki ukraińskiej – Niemcy, okazały się główną siłą prącą do uderzenia w pozycję Ukrainy jako najważniejszego kraju tranzytowego dla rosyjskiego gazu do Europy, Polska zaś wyłoniła się jako główny sojusznik w zwalczaniu tego zagrożenia.

Samotność Europy Środkowej


Jasno deklarowane w Monachium śródziemnomorsko-afrykańsko-bliskowschodnie priorytety Niemiec i Francji oraz chińskie USA, w połączeniu z mniej czy bardziej zawoalowanym dążeniem każdego z tych mocarstw do porozumienia z Rosją, pokazały samotność Europy Środkowej. Demonstrowane przez Zachód faktyczne lekceważenie jej interesów jest zachętą dla Kremla. Tak było w kwietniu 2008 r. na szczycie NATO w Bukareszcie, gdy pod naciskiem Niemiec i Francji, a wbrew staraniom Polski, Rumunii, Litwy i USA odmówiono Ukrainie i Gruzji Planu na rzecz członkostwa (w NATO).

Wysłano tym beztrosko Moskwie sygnał, że „droga jest wolna”. Skutkiem było rosyjskie uderzenie na Gruzję cztery miesiące później. Brak realnych sankcji na NS2 i rodząca się perspektywa zniesienia tych za wojnę na Donbasie i zabór Krymu, przekonują Moskwę po raz kolejny, że oburzenie Zachodu na jej akty agresji jest płytkie i tymczasowe, a zatem, że per saldo opłacają się one. Dostrzeżono to też w Kijowie i zobaczono, że jedynym państwem, które też to widzi i które wraz z Ukrainą jest gotowe publicznie to powiedzieć, jest Rzeczpospolita Polska.

źródło:
Zobacz więcej