RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

80-latka z Podlasia kontra naukowcy i ich kłamstwa. „To kwestia praw człowieka”

Sprawa sądowa dotycząca publikacji prof. Barbary Engelking i prof. Jana Grabowskiego obrosła mnóstwem spekulacji, poruszając media na całym świecie. Według zachodnich dziennikarzy proces wytoczono z pobudek politycznych i miał on prowadzić do kneblowania wolności badań naukowych. Łatki fanatycznej nacjonalistki doczekała się więc m.in. 80-letnia Filomena Leszczyńska, która oddała sprawę do sądu, by walczyć o pamięć stryja, niesłusznie oskarżonego w błędnych badaniach historyków. Tydzień po wyroku jej prawnicy musieli tłumaczyć, jakie były prawdziwe pobudki ich klientki. Pani Filomena zwróciła się natomiast do badaczy z apelem: piszcie prawdziwą historię.

Kiedy historyk boi się babci

Procesy sądowe mogą okazać się jedyną skuteczną metodą w walce o prawdę historyczną z autorami publikacji, w których – mocno naciągając fakty i...

zobacz więcej

Zgodnie ze wspominanym wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie profesorowie Engelking i Grabowski mają przeprosić Filomenę Leszczyńską za pomówienia dotyczące jej stryja, jakie znalazły się w książce „Dalej jest noc…”. Według badań wykonanych przez Barbarę Engelking, stryj Filomeny Leszczyńskiej, Edward Malinowski, sołtys wsi Malinowo, był niemieckim donosicielem, rabował Żydów i przyczynił się do śmierci ponad 20 z nich.

Tymczasem po dokładniejszej analizie zeznań świadków i archiwalnej dokumentacji pełnomocnicy 80-latki udowodnili, że sytuacja wyglądała zgoła odwrotnie. Okazało się, że autorka badań pomyliła stryja pani Filomeny z zupełnie innym mężczyzną, nie przywiązując dostatecznej uwagi do opisywanych dokumentów. Mało tego, wytknięto jej również, delikatnie mówiąc, błąd polegający na dopisaniu nigdzie niepotwierdzonych zdarzeń.

W jednym z rozdziałów książki autorka opracowania opisała losy Estery Drogickiej. Była to Żydówka, która po stracie rodziny zwróciła się o pomoc do sołtysa Malinowskiego.

Engelking oskarża sołtysa


Prof. Engelking przedstawiła tę historię w następujący sposób: „(...) Estera Drogicka (z domu Siemiatycka) po stracie rodziny, zaopatrzona w dokumenty zakupione od Białorusinki, postanowiła wyjechać do Prus na roboty, w czym pomógł jej sołtys Malinowa Edward Malinowski (przy okazji ją ograbił). Jednak ani w dokumentacji akt IPN, ani w zeznaniach Drogickiej nie ma słowa o rzekomej grabieży dokonanej przez stryja Filomeny Leszczyńskiej. Mało tego: ukrywana Żydówka w innym fragmencie zeznań z lat 50. mówiła wprost, że sołtys Edward Malinowski uratował jej życie.

Z bohatera zrobili szmalcownika. Sąd: Grabowski i Engelking muszą przeprosić

Warszawski Sąd Rejonowy nakazał prof. Barbarze Engelking i prof. Janowi Grabowskiemu przeprosić Filomenę Leszczyńską, bratanicę Edwarda...

zobacz więcej

Do jej oświadczenia na ten temat nikt już nie dodał ani słowa. Wręcz przeciwnie, zgodnie z aktem oskarżenia kilka słów zeznań zostało ocenzurowanych i zniknęło z tekstu.

W badanach Engelking czytamy: „Parę dobrych tygodni ukrywałam się w stodole u Malinowskiego, a on mnie karmił (...)”. Gdy porównamy to z oryginalnym protokołem zeznań, widać, że pełna wersja brzmi: „(...) a on mnie karmił, mimo, że byłam bez grosza”.

Wynika więc z tego, że sołtys nie tylko nie okradł kobiety, ale i bezinteresownie jej pomógł.

Światowe media: To atak na wolność słowa


Proces wzbudził wiele emocji w mediach. „Gazeta Wyborcza” jednoznacznie wzięła w obronę autorów opracowania. „Historyk nie tylko ma prawo do błędów, musi je wręcz zaryzykować, bo jedyną formą ich uniknięcia jest rezygnacja z badania. Sytuacja, w której badacze historii są skazani za czynność należącą do ich pracy naukowej, jest czymś niewyobrażalnym – grzmiała „GW”.

Za nią podążyło wiele zagranicznych tytułów. Brytyjski „Guardian” zapowiadał, że wyrok będzie miał wpływ na kolejne badania w Polsce nad Holocaustem i podkreślał, że jest to walka o wolność słowa. Taki sam przekaz wystosowała amerykańska stacja ABC News, uzależniając od tego wyroku nie tylko dalsze badania akademickie, ale też w ogóle stosunek do Żydów w Polsce podczas II wojny światowej.

Świadkowie: Był bohaterem. W książce stał się szmalcownikiem

W warszawskim sądzie ma się odbyć we wtorek ostatnia rozprawa w procesie przeciwko socjolog prof. Barbarze Engelking i historykowi prof. Janowi...

zobacz więcej

Izraelski Haaretz cytował z kolei instytut Yad Vashem, twierdząc, że dwójka naukowców została oskarżona dlatego, iż powołała się na ocaloną z Holokaustu, opowiadającą o sołtysie, który ją uratował, ale również wydał Niemcom około 20 innych Żydów.

Natomiast hiszpańska „La Vanguardia” piórem publicysty z „Gazety Wyborczej” uznała, że fanatycy nacjonalistyczni postawili przed sądem dwóch ekspertów, historyków Holokaustu, za ich pracę śledczą w sprawie sołtysa oskarżonego o udział w masakrze 22 Żydów.

Sami oskarżeni ukazywali siebie również jako prześladowanych naukowców, którym wytacza się proces tylko po to, by wywołać „efekt mrożący”, mający na celu zniechęcenie innych historyków do dociekania prawdy na temat zagłady Żydów w Polsce.

Engelking: Dziękuję za międzynarodową solidarność


Barbara Engelking dziękowała zresztą społeczności międzynarodowej za poparcie. „Solidarność, z jaką spotkaliśmy się, była wzruszająca i miała ogromne znaczenie” – zaznaczyła.

Po fali najdziwniejszych interpretacji powodów procesu pełnomocnicy Filomeny Leszczyńskiej zdecydowali się na zorganizowanie konferencji prasowej, również dla mediów międzynarodowych. Głos zabrała między innymi sama powódka. Wyjaśniła powody, dla których złożyła pozew.

Engelking i Grabowski nie zeznawali w procesie o fałszowanie historii

Profesorowie Barbara Engelking i Jan Grabowski mieli zeznawać w warszawskim sądzie ws. zarzutów, jakie stawia im mieszkanka Podlasia Filomena...

zobacz więcej

– Byłam bardzo bulwersowana. Jak można szargać dobre imię człowieka, kiedy wszyscy świadkowie, zeznający w procesie po wojnie już poumierali? – powiedziała. Odniosła się też do badań naukowców.

– To są ludzie mądrzy, dlaczego więc robią jednostronne badania? Chciałabym, żeby oni nie ogłaszali takich złych rzeczy, tylko dokładnie sprawdzali i pisali o prawdziwej historii – wyznała.

Dlaczego tydzień po wyroku pełnomocnicy 80-letniej mieszkanki wsi na Podlasiu musieli tłumaczyć 30 dziennikarzom z całego świata, z czym naprawdę wiązał się proces?

„To kwestia praw człowieka do sprawiedliwego sądu”


– Zdecydowaliśmy się na konferencję, ponieważ jesteśmy bardzo zasmuceni zarzutami, które się pojawiają w stosunku do naszej klientki. Jej sprawa miałaby być rzekomo próbą zablokowania badań naukowych czy próbą wykorzystania ustawy o IPN z 2018 r. – mówi dr mec. Monika Brzozowska-Pasieka.

– Tymczasem prawda jest taka, że pani Filomena, jak każda inna osoba, ma prawo do sądu i rozpoznania sprawy w sprawiedliwym procesie – to jest jedno z podstawowych praw człowieka. Jako kobieta, jako adwokat nie zgadzam się na wykluczenie starszej, schorowanej, prawie niewidomej kobiety, która mieszka na wsi, z prawa do sądu. Była to typowa sprawa cywilna, gdzie wnosiliśmy o zaniechanie naruszania dóbr osobistych pani Filomeny w postaci kultu pamięci o zmarłym stryjku – wyjaśniała prawniczka.

Pozew przeciwko Engelking i Grabowskiemu. Zarzut: publikacja zmyślonych informacji

Do Sądu Okręgowego w Warszawie trafia właśnie pozew przeciwko prof. Barbarze Engelking i prof. Janowi Grabowskiemu, współautorce i redaktorowi...

zobacz więcej

Przytacza jednocześnie analogiczne sprawy, które nie budziły negatywnych emocji wśród międzynarodowych organizacji i mediów.

– Z podobną sprawą wystąpił niegdyś pan Adam Michnik, pozywając IPN za naruszenie pamięci o zmarłym ojcu. Z taką też sprawą wystąpiła wdowa po Władysławie Szpilmanie, żądając usunięcia fragmentu o jej zmarłym mężu z jednej z książek. Całkiem niedawno był proces w Niemczech dotyczący m.in. wskazania, że jedna z więźniarek miała romans lesbijski ze strażniczką – przypomniała mec. Brzozowska-Pasieka.

– Do sądu poszła córka, której matka zmarła 10 lat temu. Sąd w Niemczech, podobnie jak Sąd Okręgowy w Warszawie, uznał naruszenie dóbr osobistych w postaci kultu pamięci o zmarłej matce. Dlaczego więc pani Filomenie jest odmawiane takie prawo do sądu? – pytała adwokat.

To nie była sprawa o znieważenie narodu polskiego


Pełnomocnicy 80-latki musieli przekonywać dziennikarzy, że proces nie miał na celu ustalenia, czy sołtys wsi na Podlasiu mordował, czy ratował Żydów. Nie była to również sprawa o znieważenie narodu polskiego. Była to natomiast typowa spraw cywilna, o to czy naukowcy dotarli do wszelkich możliwych źródeł, prawidłowo je przeanalizowali i wyciągnęli wnioski zgodne ze standardami pracy naukowej, naukową rzetelnością i starannością. Zdaniem sądu naukowcy nie sprostali temu zadaniu.

Czy tłumaczenie pełnomocników pani Filomeny zmieni promowany dotąd obraz w sprawie, ukazanej jako zamach na wolność słowa i badań naukowych? Szanse są niewielkie. Zwłaszcza, że główni zainteresowani, czyli sami naukowcy, choć przyznają się do błędu w badaniach, nie zamierzają na razie nikogo przepraszać, a proces będzie pewnie miał swój ciąg dalszy w kolejnych instancjach.

Prawo i obowiązek naukowca


Oczywiście historyk, jak każdy badacz, ma prawo do błędu, ale nikt mu też nie odmówi prawa do uznania swojej winy i wypowiedzenia słowa „przepraszam”. Szczególnie, że on sam powinien to pojmować jako swój obowiązek.

źródło:
Zobacz więcej