RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Najlepsi z najlepszych. Historyk: Cichociemni byli elitą Polski Walczącej [WIDEO]

W nocy z 15 na 16 lutego 1941 r. dokonano pierwszego zrzutu elitarnych żołnierzy armii podziemnej – słynnych cichociemnych – na teren okupowanej Polski. Między innymi o tym, jakie kryteria stawiano kandydatom do tej formacji, kim była jedyna cichociemna oraz jakie są podobieństwa pomiędzy cichociemnymi i Jednostką Wojskową GROM opowiada w rozmowie z portalem tvp.info dr Adam Buława, historyk wojskowości z UKSW.

Do ojczyzny wracali pod osłoną nocy, dzisiaj ich święto. Poznaj historię Cichociemnych

Żołnierze zasłużonej jednostki specjalnej obchodzą dziś swoje święto

zobacz więcej

Adam Gaafar, portal tvp.info: Kto i kiedy wpadł na pomysł utworzenia formacji cichociemnych?

Dr Adam Buława: Pod koniec 1939 r., już na ziemi francuskiej, pojawia się pomysł autorstwa kapitana Macieja Kalenkiewicza , a także kapitana inżyniera Jana Górskiego. Prowadzili oni kursy saperskie w Wersalu. Początkowo idea powołania takiej elitarnej jednostki specjalnej była przyjmowana sceptycznie.

Zmiana nastąpiła po przeniesieniu Polaków do Londynu. W momencie powstania po stronie brytyjskiej Kierownictwa Operacji Specjalnych, czyli SOE (ang. Special Operations Executive – red.), ten projekt znalazł zrozumienie.

Kto mógł zostać cichociemnym?

Poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko. Stawiano wysokie kryteria dotyczące przygotowania zarówno psychicznego, jak i fizycznego, a nawet moralności. Warto podkreślić, że rekrutacja miała tajny charakter.

Oficjalnie delikwent otrzymywał na przykład wezwanie na kurs administracji wojskowej. Było to uzupełniane pytaniem, czy zgodziłby się służyć na terenie okupowanej Polski. Werbowano żołnierzy różnych rodzajów broni: byli saperzy, ułani, lotnicy i łącznościowcy.

Ilu kandydatów przyjęto ostatecznie w szeregi cichociemnych?

Do szkolenia zwerbowano 2413 kandydatów. Byli to ludzie w bardzo różnym wieku – od 19 do 54 lat. Wśród kandydatów znalazło się też 15 kobiet. Kurs zakończyło 605 osób, a do kraju wyruszyło 316.

Urodziny ostatniego cichociemnego. Szef MON: Jest pan wzorem dla każdego Polaka

Jest pan wzorem nie tylko dla żołnierzy, jest pan wzorem dla każdego Polaka - podkreślił szef MON Mariusz Błaszczak, składając życzenia z okazji...

zobacz więcej

Pierwszy zrzut


Co wiemy o kobietach zwerbowanych do tej formacji?

Jedyną cichociemną została Elżbieta Zawadzka, którą zrzucono do kraju w 1943 r. Należy przy tym podkreślić, że ona nie przeszła żadnego kursu, którym byli poddawani cichociemni. Sama mówiła o sobie, że była kurierem.

Pojawia się więc tutaj kwestia nomenklatury: czy cichociemnymi byli ci, którzy przeszli szkolenie, czy też każdy, kto został zrzucony do kraju.

Jak wyglądał pierwszy zrzut cichociemnych?

Odbył się on w ramach operacji „Adolphus”, do której oddelegowano elitę RAF-u, bardzo dobrze wyszkoloną załogę. W zrzucie wzięło udział trzech pierwszych cichociemnych: mjr Stanisław Krzymowski, rtm. Józef Zabielski i kurier Czesław Raczkowski.

Ich misja otrzymała swego rodzaju błogosławieństwo gen. Sosnkowskiego, który zwrócił się do nich ze słowami, że stanowią straż przednią, która ma udowodnić, że łączność z krajem jest możliwa. Oprócz ludzkiej załogi w samolocie znalazły się zasobniki, a w nich radiostacje, broń, materiały wybuchowe oraz sprzęt świetlno-sygnalizacyjny. Niestety, całe to wyposażenie trafiło w ręce niemieckie. Miało to o tyle dotkliwy wymiar, że nieprzyjaciel dowiedział się, iż takie operacje są podejmowane.

Plan był taki, że cichociemni kierowali się w okolice Włoszczowy, jednak – jako że operacja miała charakter pionierski – z powodu problemów nawigacyjnych wylądowano na terenie Trzeciej Rzeszy, niedaleko wsi Dębowiec. Mimo tego, cała trójka dotarła stosunkowo szybko do Warszawy.

Cichociemni – skąd nazwa?


Kiedy zaczęła funkcjonować nazwa „cichociemni”? Co oznaczała i czy używano jej powszechnie już podczas wojny?

Prawdopodobnie użyto jej już we wrześniu 1941 r. W instrukcji szkoleniowej pt. „Codzienne życie w kraju” miało się wówczas znaleźć takie nawiązanie. To jest jedna z informacji na ten temat. Druga dotyczy natomiast potocznego określenia odnoszącego się do człowieka, który miał się pojawić niepostrzeżenie w miejscu, gdzie był niespodziewany i jednocześnie miał sprawić problem przeciwnikowi, po czym skryć się w ciemnościach.

Był najmłodszym powstańcem. Po wojnie został cenionym zegarmistrzem

Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, Jerzy Grzelak ps. Pilot miał zaledwie 9 lat. Był tym samym najmłodszym znanym z nazwiska uczestnikiem...

zobacz więcej

Według jeszcze innej wersji nazwa miała być nawiązaniem do sposobu, w jaki ludzie znikali ze swoich jednostek – nazwijmy to oficjalnych, regularnych – do służy, która póki co była niewiadoma i niejasna. Najpewniej ta nazwa zrodziła się w Szkocji w środowisku polskich żołnierzy.

„Polski James Bond”


Jednym z cichociemnych był Aleksander Stpiczyński, niekiedy określany w publicystyce historycznej „polskim Jamesem Bondem”. Jakie były jego najbardziej niezwykłe akcje?

Sięgając do początków jego służby trzeba wspomnieć, że był emisariuszem gen. Władysława Sikorskiego do kraju oraz że zorganizował sieć wywiadowczą na Wschód. Jako oficer wywiadu polskiego krążył pomiędzy dowództwem polskim i niemieckim. Często podróżował po Europie w przebraniu pułkownika Arnolda von Lücknera.

Raz niemiecki feldmarszałek List udostępnił mu samochód do dalszej podróży. Jedna z tych licznych podróży Spiczyńskiego mogłaby się zakończyć tragicznie, ponieważ w lutym 1943 r. został zatrzymany i skierowany do obozu koncentracyjnego. Uciekł jednak z transportu i wrócił do Londynu.

We wcieleniu cichociemnego Stpiczyński dał się poznać we wrześniu 1944 r. Niestety, ostatecznie został aresztowany i trafił do obozu Gross-Rosen, a następnie do Mittelbau i Mathausen. Udało mu się jednak przeżyć wojnę.

Historia jak z filmu. Uciekli z Auschwitz przebrani za esesmanów

Ta historia brzmi jak opis filmu Quentina Tarantino, ale wydarzyła się naprawdę. 20 czerwca 1942 r. Kazimierz Piechowski wraz z trójką innych...

zobacz więcej

Spadkobiercy tradycji


Jaką rolę odegrali cichociemni dla Polski Walczącej podczas wojny?

Cichociemni byli elitą polskiego wywiadu, polskiej dywersji. Mówiąc o ich roli w czasie wojny, to z pewnością podstawową sprawą było utrzymanie łączności i kontaktu pomiędzy dowództwem na emigracji i krajem.

Ich zadanie, czyli pomoc okupowanej ojczyźnie, to była oczywiście rzecz najważniejsza, ale warto zaznaczyć, że celem cichociemnych było też prowadzenie wojny partyzanckiej oraz organizowanie i szkolenie ruchu oporu w okupowanej Polsce.

Spadkopbiercą tradycji cichociemnych jest Jednostka Wojskowa GROM. Czy możemy wskazać jakieś elementy wspólne pomiędzy tymi dwiema formacjami?

Sięgnę tutaj trochę do własnych wspomnień, bo jako dyrektor Muzeum Wojska Polskiego miałem okazję uczestniczyć w uroczystościach GROM-u. Mianowicie każda trzecia niedziela maja to dzień, kiedy żołnierze GROM-u spotykają się z cichociemnymi oraz członkami ich rodzin. Oczywiście teraz mamy tylko jednego żyjącego cichociemnego (Aleksandra Tarnawskiego – red.), ale na pewno w III RP ta tradycja była podtrzymywana.

Jeżeli chodzi o samą Jednostkę GROM, to na jej terenie znajduje się też Sala Tradycji, do której skoczkowie Armii Krajowej przekazali swoje pamiątki.

Z pewnością podstawowe założenia treningów i ćwiczeń cichociemnych i żołnierzy GROM-u są ze sobą zbieżne. Podobna jest też kwestia doboru do służby. Niezależnie od chęci i woli ochotnika do służby w Jednostce GROM, sprawdzane są jego rzeczywiste predyspozycje.

Każdy operator – bo takie określenie stosuje się w stosunku do żołnierzy GROM-u – codziennie przeprowadza indywidualne ćwiczenia. Jeśli chodzi o konkretne szkolenie wojskowe, to przede wszystkim mamy takie elementy, jak strzelanie z pistoletu z obu rąk, zdobywanie broni, celowanie, oddawanie strzału. Jest takie pojęcie jak „pamięć mięśniowa”. Występowało to u cichociemnych i również u żołnierzy GROM-u ta koordynacja ruchów związana z sekwencją oddania strzałów ma miejsce.

źródło:
Zobacz więcej