RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Miasto, które nigdy nie zasypia [GALERIA]

Madryt jest drugim co do wielkości miastem UE (fot. Agnieszka Wasztyl)
Madryt jest drugim co do wielkości miastem UE (fot. Agnieszka Wasztyl)

Jest jednym z największych i najbardziej zielonych miast Europy. I niesłusznie pozostaje w cieniu Barcelony. Tętniący życiem Madryt może zauroczyć nie tylko pięknymi placami, zabytkami i bogatą ofertą kulturalną, ale także atmosferą. Z miastem związani byli m. in. Ernest Hemingway, Miguel Cervantes i Francisco Goa. Madryt wciąga i długo po powrocie nie pozwala o sobie zapomnieć.

Podróż dookoła świata w czasie pandemii

Zamiast odkładać pieniądze na własne mieszkanie ona wybrała podróże. Marta Niedziela, prowadząca na YouTubie kanał Blondyna w drodze, przez ostatni...

zobacz więcej

Jest ciepły piątkowy wieczór i na ulicach takie tłumy, że ledwo można przejść. Hiszpanie z rozmachem zaczynają weekend. W kameralnych barach i restauracjach ogromny ścisk, ale nikomu to nie przeszkadza. Wino w towarzystwie tapas wygląda kusząco. Z głośników leci głośna muzyka. Jest gwarnie, swojsko i radośnie. Wśród bywalców restauracji mimo późnej pory są także dzieci, choć w Polsce ich rówieśnicy już dawno śpią. Tutaj zabawa dopiero się rozkręca. Wypijamy po kieliszku lokalnego wina i przyłączamy się do radosnych Hiszpanów. W małych klubach młodzież tańczy do upadłego i głośno śpiewa. Dajemy się ponieść tej atmosferze. Życie jak w Madrycie - chciałoby się rzec.

– Madryt jest wspaniałym miastem. Ma wszystko, z wyjątkiem morza. Ale dzięki temu nie ma tu takiej komercji, jak w typowo turystycznych miejscowościach. Można tu poznać i poczuć prawdziwą Hiszpanię. Każdy znajdzie coś dla siebie, a życie nocne jest wspaniałe – mówi mi uśmiechnięty student Damian.

I trudno się nie zgodzić. Hiszpanie potrafią korzystać z życia i bawić się na całego. Madryt przez samych Hiszpanów nazywany jest „la ciudad que nunca duerme” – miastem, które nigdy nie zasypia. Nawet w tygodniu bary tapas i restauracje są wypełnione po brzegi. Nikt nie przejmuje się tym, że się nie wyśpi lub tym, że rano będzie problem ze wstaniem do pracy. To tutaj bije serce kraju. Przez główną ulicę handlową Gran Via czasem trzeba się przeciskać. Znajduje się tu wiele sklepów, kin, restauracji, biurowców i hoteli, a także słynny cocktail bar Museo Chicote, w którym często bywał Ernest Hemingway. Mam wrażenie, że ludzi jest tu więcej niż na głównej nadrzecznej promenadzie w Szanghaju. Ale w sumie szybko można się do tego przyzwyczaić.

„Podróże dają mi radość życia”

Często wstaje o wschodzie słońca, żeby zrobić jak najlepsze zdjęcia. Niestraszne są jej długie przesiadki, kapryśna pogoda i przejście 30 km...

zobacz więcej

Egipska świątynia w centrum Madrytu


Poranek wita nas mocnym słońcem. Na ulicach pustki, miasto śpi po piątkowych imprezach. Zamawiamy w małej kawiarence po filiżance kawy i sami próbujemy się dobudzić. Delektujemy się ciszą i spokojem. Za dwie godziny już wszędzie będzie znów pełno ludzi. Ruszamy Gran Via w stronę Placu Hiszpańskiego. Na początku XX wieku przy budowie tej ulicy władze zlikwidowały dwa klasztory i cztery inne ulice. Wcześniej znajdował się też tu lokalny targ. Dziś Gran Via jest najbardziej reprezentacyjną ulicą hiszpańskiej stolicy.

Nasz wzrok przyciąga secesyjny budynek Edificio Metrópolis z korynckimi kolumnami i rzeźbami. Jego kopuła pokryta jest złotem. A na kopule dumnie stoi posąg rzymskiej bogini Wiktorii. Po drodze mijamy także najstarszy wieżowiec w Hiszpanii – budynek Telefonica. Na jego fasadzie znajduje się zegar. Po 20 minutach docieramy na Plac Hiszpański. W oczy rzuca się monumentalny pomnik pisarza Miguela Cervantesa, a przed nim rzeźby Dulcynei, Don Kichota na koniu i jego giermka Sancho Pansy na osiołku. Kiedyś na placu znajdował się garnizon wojskowy i koszary. Zburzono je w 1908 roku.

Idziemy dalej w kierunku najstarszego budynku w mieście – starożytnej świątyni Debot. I to nie jest żart. Świątynia została przekazana Hiszpanom w 1968 roku przez rząd Egiptu – w podziękowaniu za ochronę świątyń w Nubii, podczas budowy tamy w Asuanie. Została poświęcona egipskim bogom: Amonowi i Izydzie. Budowla ma ponad dwa tysiące lat, a jej najstarszą częścią jest kaplica ozdobiona płaskorzeźbami. Muszę przyznać, że antyczna świątynia w samym sercu Madrytu postawiona w miejskim parku nieopodal ruchliwej Gran Via i współczesnych budynków wygląda trochę surrealistycznie. Już sam pomysł podarowania innemu krajowi starożytnego zabytku brzmi niewiarygodnie. A jednak! Mieszkańcy Madrytu mogą pochwalić się, że mają w mieście antyczny zabytek.

Samarkanda – niezwykły klejnot Wschodu

Ozdobione kolorowymi mozaikami budynki zapierają dech w piersiach. Błękitne kopuły meczetów i strzeliste minarety bajecznie prezentują się w...

zobacz więcej

Stąd już rzut beretem do ukończonego w XVIII wieku kościoła św. Antoniego (Ermita de San Antonio de la Florida). Z zewnątrz budynek nie robi wrażenia, za to w środku nie wiem, na co najpierw mam patrzeć. Freski na sklepieniu namalowane zostały przez słynnego Francisca Goyę. Można spotkać się z określeniem, że to madrycka Kaplica Sykstyńska. W kościele znajduje się krypta słynnego malarza.

Bomba ukryta w kwiatach i polski Edison


Kierujemy się w stronę Ogrodów Sabatiniego, które są położone od północnej strony Pałacu Królewskiego. Zostały otwarte dla spacerowiczów przez króla Juana Carlosa I w 1978 roku. Choć nie jest to duży park, to chętnie odwiedzają go mieszkańcy i turyści. Znajdują się tu tarasy ułożone piętrowo, labirynty z żywopłotu, urokliwe rzeźby i mały staw. Można odpocząć w cieniu drzew na jednej z ławeczek. Od strony zachodniej pałac otacza dwudziestohektarowy park Campo del Moro z dwiema zabytkowymi fontannami. Idealne miejsce, by odpocząć od zgiełku miasta. Rośnie tu 70 gatunków drzew. Spacer romantycznymi alejami to czysta przyjemność i to mimo tłumu turystów, którzy także szukają tu spokoju.

Po krótkim odpoczynku idziemy zobaczyć barokowy Pałac Królewski, który powstał w miejscu Alkazaru. Ogromna budowla liczy prawie trzy tysiące pomieszczeń, ale rodzina królewska nie mieszka w nim. Bogato zdobione komnaty przytłaczają bogactwem. Kryształowe żyrandole, porcelanowe sufity, złote płaskorzeźby, kolorowe freski i obrazy, które wyszły spod pędzla m. in. Francisca Goi i Petera Rubensa. To jedna z największych rezydencji królewskich na świecie. I perła Madrytu.

Ogromne wrażenie robi Sala Tronowa, Sala Gaspariniego, Sala Kolumnowa, Muzeum Powozów i jadalnia. A w Bibliotece Królewskiej można zobaczyć pierwsze wydanie „Don Kichota”. Tuż obok pałacu znajduje się monumentalna Katedra Matki Bożej Almudena (Catedral de Santa María la Real de la Almudena). Została ukończona dopiero w 1993 roku. W tym samym roku została poświęcona przez papieża Jana Pawła II podczas jego czwartej podróży do Hiszpanii.

Smok, który przyniósł szczęście

Wietnam to kraj niezwykłych ludzi, wspaniałych krajobrazów i przepysznej kuchni. Aż trudno uwierzyć, że na powierzchni niewiele większej od Polski...

zobacz więcej

Niespiesznie kierujemy się w stronę Plaza de la Villa. W średniowieczu to tu było centrum miasta. Dziś można podziwiać tu trzy budynki: Casa y Torre de los Lujanes, Casa de Cisneros i Casa de la Villa, które pochodzą z XV, XVI i XVII wieku. Nieopodal stoi pomnik 28 ofiar zamachu na króla Alfonsa XIII Burbona, do którego doszło w dniu jego ślubu 31 maja 1906 roku. Zamachowiec ukrył bombę w bukiecie kwiatów i rzucił ją z balkonu w stronę królewskiej karocy. Władcy i królowej nic się nie stało. Karoca była wyłożona materiałem kuloodpornym wynalezionym przez wynalazcę Jana Szczepanika – nazywanego „polskim Edisonem”. Alfons XIII Burbon w dowód odznaczył Polaka Orderem Izabeli Katolickiej.

Niedźwiedź na rauszu


Główny Plac (Plaza de Mayor) to jedno z najpopularniejszych miejsc spotkań. Prostokątny plac otoczony jest trzypiętrowymi budynkami z balkonami i krużgankami, w których znajdują się kawiarnie i restauracje. Siadamy w jednej z nich i zamawiamy po kieliszku wina. Miejsce tętni życiem. Na plac można wejść przez dziewięć bram. Na środku stoi pomnik króla Filipa III Habsburga. W przeszłości odbywały się tu koronacje królów, walki byków, wszystkie ważne uroczystości, a także egzekucje. Wystawiano także sztuki teatralne. Plac kilkukrotnie zmagał się z pożarami, a jego obecny wygląd pochodzi z XVIII wieku.

Idziemy w kierunku kolejnego kultowego miejsca w Madrycie – Placu Puerta del Sol (Brama Słońca), który w XV wieku był wjazdem do miasta. Po drodze zahaczamy jeszcze o słynny Mercado de San Miguel (Rynek św. Michała) – jedną z najpopularniejszych hal targowych w Madrycie. Na licznych straganach można spróbować lokalnych przysmaków i win. Zamawiamy tapas z szynką, choć właściwie wcale nie jesteśmy głodni. Ale przekąskom trudno jest się oprzeć. Innym modnym targowiskiem, jest Mercado de San Anton (rynek św. Antoniego), który przyciąga wielu artystów.

„Autostop pozwala poznać samego siebie"

Student zarządzania, piłkarz, a przede wszystkim podróżnik. Mateusz Kowalewicz choć ma dopiero 25 lat, to już doskonale wie, czego chce od życia. ...

zobacz więcej

Najedzeni docieramy do Placu Peurta del Sol, na którym znajdują się osiemnastowieczne kamienice, pomnik króla Karola III Hiszpańskiego i słynny posąg niedźwiedzia wykonanego z brązu wspinającego się na drzewko truskawkowe lub – według innych źródeł – poziomkowe. Tak przynajmniej opisywany jest w przewodnikach. Ale czy on się wspina? Ja bym powiedziała, że sprytny zwierzak podjada owoce. Pomnik ma cztery metry wysokości i waży 20 ton. To symbol Madrytu. Miś znajduje się także w herbie miasta. A jak się tam znalazł? W przeszłości Madryt był otoczony lasami i podobno żyło w nich mnóstwo niedźwiedzi. Według legendy zwierzaki uwielbiały owoce, podjadały je, a te... fermentowały w ich żołądkach. Przez co misie upijały się.

Plac Peurta del Sol uchodzi za centrum Hiszpanii. Został tu wyznaczony punkt nazywany „kilometrem zerowym”, bo stąd właśnie zaczynają się pomiary odległości dróg z Madrytu do innych hiszpańskich miast. Znajduje się tu także zegar, którego wahadło ma aż 3 metry. Odsłoniła go w XIX wieku królowa Izabela II Hiszpańska. Dziś to właśnie pod tym zegarem mieszkańcy Madrytu spotykają się w sylwestra, by powitać Nowy Rok.

Kąpiele w fontannie i Lucyfer


Wolnym krokiem dochodzimy do kolejnego słynnego Placu – Plaza de Cibeles. To wizytówka Madrytu. Wzrok przyciąga osiemnastowieczna fontanna z boginią Kybele w powozie, który ciągną lwy. Do jej budowy wykorzystano ponad 10 ton kamieni. Za fontanną znajduje się okazały biały budynek z wieżyczkami Palacio de Comunicaciones - gmach Poczty Głównej z pierwszej połowy XX wieku. To właśnie ten budynek często pokazywany jest w folderach biur podróży i na pocztówkach. Przypomina mi bajkowy zamek i nie mogę oderwać od niego wzroku. Na placu znajduje się także ogromny budynek Banku Hiszpanii, Palacio de Linares i Palacio de Buenavista – dziś mieści się w nim siedziba hiszpańskiego Ministerstwa Obrony Narodowej.

W renesansie to plac był granicą między posiadłością królewską, a mieszkaniami zwykłych obywateli. Fontanna też zaopatrywała ludność w wodę pitną. Dziś Plaza de Cibeles jest ulubionym miejscem np. kibiców Real Madryt. To tu hucznie świętują po wygranym meczu i kąpią się w fontannie.

Zobacz także: Góralki z Piwnicznej szyją największą rękawicę na świecie

Nowe prawo jazdy dla kierowców zawodowych. Co ma się zmienić?

Ministerstwo Infrastruktury opracowało projekt o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz niektórych innych ustaw. Przewiduje on nowe zasady w...

zobacz więcej

Z placu jest już rzut beretem do Muzeum Prado, które znajduje się nieopodal Królewskiego Ogrodu Botanicznego i popularnego Parku Retiro. Muzeum może się pochwalić jedną z najpiękniejszych kolekcji sztuki europejskiej. Można podziwiać tu m. in. obrazy Francisca Goi, Petera Rubensa, Sandra Boticelliego, Diega Velazqueza czy Hieronima Boscha. W sumie w muzeum znajduje się ponad 35 tysięcy eksponatów i jest to jedno z największych muzeów świata. Miłośnicy sztuki na pewno nie powinni pominąć także Muzeum Narodowe Centrum Sztuki Królowej Zofii (Museo Nacional Centro de Arte Reina Sofia), w którym można zobaczyć obrazy od XIX wieku po współczesne.

Madryt na pewno nie da nam zasnąć…


W końcu docieramy do ulubionego parku mieszkańców Madrytu – parku Retiro, który zajmuje 120 hektarów. Jest sobotnie popołudnie, na trawie piknikuje wiele rodzin z dziećmi. W centrum parku znajduje się duży staw, przy którym stoi kolumnada z pomnikiem króla Alfonsa XII Burbona, a po drugiej stronie Pałac Kryształowy – zbudowany ze stali i szkła. Pięknie błyszczy w promieniach słońca. Po stawie można popływać łódkami i chętnych nie brakuje. Przy alei Paseo de las Estatuas można zobaczyć pochodzące z XVIII wieku figury hiszpańskich władców. W parku znajduje się także zbudowany w 1877 roku pomnik… Lucyfera.

To podobno jedyny pomnik upadłego anioła na świecie. Ricarda Bellvera do wyrzeźbienia diabła zainspirował poemat Johna Miltona „Raj utracony”. To piękna rzeźba, która nie przedstawia demona z rogami i widłami, tylko pięknego anioła w chwili wyrzucenia z nieba.

Park Retiro choć jest przyjemnym miejscem, to nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Na pewno daje chwilę wytchnienia od szumu samochodów i gwaru ulicy. Po wyjściu z parku przechodzimy przez Plac Niepodległości obok pięknej klasycystycznej bramy z rzeźbami z białego marmuru. To Puerta de Alcala. Zaprojektował ją królewski architekt Francesco Sabatini. Brama składa się z pięciu przejść.

Siadamy w jednej z licznych restauracji. Znalezienie wolnego miejsca nie było łatwe, ale w końcu się udało. Zamawiamy paellę z owocami morza i karafkę sangrii. W planach mamy jeszcze zobaczenie dwóch bliźniaczych pochyłych wież – Puerta de Europa – wybudowanych w drugiej połowie XX wieku. Pyszne hiszpańskie jedzenie sprawia, że wracają nam siły po intensywnym zwiedzaniu. A przydadzą się przed wyprawą do Toledo i gorączką sobotniej nocy. Madryt na pewno nie da nam zasnąć…

źródło:
Zobacz więcej