SERWIS

Tokio 2020: wyniki, starty i medale

Media bez wyboru, czyli akcja-dezinformacja

Czy akcja protestacyjna mediów, nazwana na wyrost strajkiem, odniosła skutek? (fot. Forum/Adam Chelstowski)
Czy akcja protestacyjna mediów, nazwana na wyrost strajkiem, odniosła skutek? (fot. Forum/Adam Chelstowski)

W środę olbrzymia część mediów postanowiła powitać widza czarnym ekranem opatrzonym hasłem „media bez wyboru”. Akcję przeprowadzono oczywiście w imię zagrożonej wolności słowa, której symbolem są zaskakująco niskie kwoty podatków płaconych przez medialnych potentatów. Można odnieść wrażenie, że nowym, drakońskim haraczem rząd wykończyć chce wszystkie niezależne od siebie media tak, by pozbawić obywateli dostępu do wszelkiej niekontrolowanej przez siebie informacji.

Protest mediów. „Nie informują o podatku w innych krajach”

Media nie informują o podatku w innych krajach – powiedział Radiu Poznań Miłosz Manasterski, redaktor naczelny Agencji Informacyjnej. Odniósł się...

zobacz więcej

Już samo wykreowanie takiej atmosfery pokazuje, jak odległe od rzetelności i obiektywizmu są firmy, które jako „czwarta władza” obywatela powinny informować i, gdy trzeba, chronić, tymczasem zajmują się wyłącznie kreowaniem emocji i potrzeb. Tak, jak twórcy reklam generujący zapotrzebowanie na produkt, tworzą, na szczęście coraz mniej skutecznie, potrzebę społecznej ekspresji.

Tym razem w imię „wolności słowa”, która, po wczytaniu się w statystyki i liczby tak naprawdę jest po prostu kwotą podatku, jaką powinna płacić grupa silnych graczy, i której ci, jak to silni gracze, na ogół nie płacą. Przy okazji pomija się właściwie liczby, zarówno w odniesieniu do obecnych, wątłych wpłat, jak i tych prognozowanych, już o wiele wyższych, lecz bynajmniej nie morderczych, jak próbuje nam się pokazać.

Rzadko kiedy, zapewne by nie przeciążać skołowanego odbiorcy nadmiarem informacji, nie wspomina się o tym, że nowe opłaty obwarowane są progami, o które wielu małych, zaniepokojonych faktycznie lub dla towarzystwa graczy, nie będzie miało szans w najbliższym czasie nawet się otrzeć – czego zresztą wypada im życzyć, bo byłoby dla wszystkich lepiej, gdyby to lokalne i niszowe polskie gazety czy radia internetowe miały do dyspozycji tak wielkie kwoty.

Przeczytaj także: Podatek od reklam. Ważne stanowisko ministerstwa finansów

Dworczyk o składce z tytułu reklam: Trwają konsultacje z mediami

W Ministerstwie Finansów trwają konsultacje z przedstawicielami mediów ws. składki z tytułu reklam. Wiem, że na spotkaniach byli przedstawiciele...

zobacz więcej

Nim sprawa stała się przedmiotem politycznej awantury, branżowe portale uspokajały, że mniejsi uczestnicy rynku mediów, czy to w internecie, czy tych tradycyjnych, nie mają powodów do zmartwień. Dla nich nic się nie zmieni.

Chyba że na lepsze, jeśli w budżecie pojawią się środki, z których będzie można przeznaczać dotacje celowe na działalność kulturalną, które trafić mogłyby właśnie do tych tytułów i podmiotów.

Przypomnijmy, czy raczej poinformujmy, że chodzi o składkę dla tych, których przychód z reklamy wyniesie milion złotych w przypadku radia i telewizji, i aż 15 milionów w odniesieniu do prasy. Składka ta wynosić 7,5% dla przychodu poniżej 50 mln i 10% dla przychodu powyżej tej kwoty.

Nie mamy więc do czynienia z zamachem na ledwo przędące i osłabione pandemią małe firemki, a opłatą, owszem, dużą, lecz pobieraną od tych, których na nią stać. I które stać na wielka ofensywę przeciw takiemu rozwiązaniu, z wykorzystaniem społecznych emocji, szczytnych haseł i głosów zaniepokojenia z kraju i zagranicy.

W obronie wolności słowa. Rusza specjalna akcja TVP [WIDEO]

Telewizja Polska rusza ze specjalną akcją w obronie wolności słowa. To odpowiedź na coraz częstsze ataki na dziennikarzy mediów publicznych i...

zobacz więcej

Dziennikarze, zapewne w ramach bardzo specyficznie rozumianej misji dostarczania informacji obywatelom, alarmowali równocześnie, że ustawa nie dotknie w żaden sposób cyfrowych gigantów.

Jednak rację mieli jedynie o tyle, że faktycznie kwoty, jakie będą oni musieli zapłacić po ewentualnym wejściu przepisów w życie dla Google czy Twittera będą praktycznie niezauważalne. Składka w wysokości 5% pobierana będzie, gdy, cytując projekt, „przychody usługodawcy bądź skonsolidowane przychody grupy podmiotów, do której należy usługodawca, bez względu na miejsce ich osiągnięcia, przekroczyły w roku obrotowym równowartość 750 mln euro; przychody usługodawcy bądź skonsolidowane przychody grupy podmiotów, do której należy usługodawca, z tytułu świadczenia na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej reklamy internetowej, przekroczyły w roku obrotowym równowartość 5 mln euro.”

Skąd więc obawy małych, lokalnych portali? Zapewne z założenia, że koledzy z poważniejszych tytułów wszystko przeczytali dokładniej i mają powody, by bić na alarm w imieniu wszystkich, Tyle, że to przecież nieprawda.

Zobacz też: Między podatkami a wolnością słowa. „To za czasów PO do redakcji wkraczały służby”

Podatek od reklam. Z kim prowadzi konsultacje wicepremier Gowin?

Szef PO Borys Budka zamierza przeprowadzić konsultacje w sprawie zablokowania projektu ustawy wprowadzającej podatek od reklam. Jak ujawnił,...

zobacz więcej

Czarne pierwsze strony gazet i ekrany uzupełniła narracja o „nowym stanie wojennym”, powtórzona nie tylko przez marszałka Tomasza Grodzkiego, lecz i Marka Sawickiego z PSL, którego słowa wzburzyły nawet Roberta Mazurka w rozmowie nadawanej w popierającym protest radiu RMF.

I właśnie, tu warto przyjrzeć się wytrwałości i solidarności protestujących. Gdy jedni czarne plansze trzymali uparcie i do oporu, lub, w przypadku stacji radiowych, ograniczyli się do muzyki (ku radości wielu słuchaczy zresztą), inni stopniowo odpuszczali, przywracając normalny wygląd stron lub serwisy informacyjne.

Jednak odbiorców, którzy w wielu przypadkach powitali protest jako okazję do wytchnienia od codziennej informacyjno-reklamowo-rozrywkowej sieczki, najmocniej wzburzył fakt włączenia się w protest kanałów czysto komercyjnych, oferujących za opłatą dostęp do określonych, na ogół sportowych wydarzeń, które zwyczajnie nie zrealizowały tego dnia opłaconej usługi.

Kto wczytałby się w kibicowskie komentarze kanałów, które nie pokazały odbywających się tego dnia spotkań piłkarskich, szybko wyleczyłby się ze złudzeń o masowej solidarności widzów z nadawcami.

Podatek od mediów. Na czym polega projektowana opłata z reklam? [WIDEO]

Nowa propozycja rządu PiS doczekała się już kilku terminów, mówi się: „podatek od reklam” czy „podatek od koncernów medialnych”, jednak nie są to...

zobacz więcej

Czy akcja protestacyjna mediów, nazwana na wyrost strajkiem, odniosła skutek? Z analizy Twitterowego profilu „Polityka w sieci”, opublikowanej 10 lutego po południu, a więc w czasie, gdy protest trwał już od wielu godzin, a w niektórych miejscach zdążył się zakończyć, wynikało, że w ciągu dnia rosła przewaga komentarzy popierających podatek dla mediów i grupa osób, które nie rozumiały, przeciwko czemu buntują się protestujący.

Temu ostatniemu trudno się dziwić. O ile bowiem założyć można, że dziennikarze w ocenie projektu podzielili się na ogół według klucza podobnego do tego, jaki jest ich codzienny stosunek do rządu Prawa i Sprawiedliwości, pojawiło się tu kilka wyjątków.

Przeciwko projektowi bardzo mocno wypowiedział się szef SDP i założyciel „Radia Wnet” Krzysztof Skowroński, jednak jego oświadczenie nie zawiera żadnego wyjaśnienia takiego stanowiska, co przecież, zwłaszcza, gdy założymy, że większość jego słuchaczy ustawie kibicuje, mogłoby być istotne dla podniesienia merytorycznego poziomu dyskusji.

Tymczasem Skowroński pisze jedynie, że ustawa jest zła, ponieważ obniży poziom dziennikarstwa, lecz już tego, w jaki sposób się to dokona, nie tłumaczy.

Opozycja zablokuje podatek od reklam? Poseł Lewicy: Były rozmowy z Gowinem

W sprawie wolności mediów trzeba paktować nawet z diabłem – stwierdził szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski. W wywiadzie dla Wirtualnej Polski...

zobacz więcej

Co ciekawe, choć finalnie zasięg akcji okazał się być wg Polityki w Sieci rekordem polskiego internetu, nie po myśli jej twórców dyskusje skupiły się wokół kwestii płacenia podatków przez koncerny, a jej ogólny odbiór trudny jest do jednoznacznej klasyfikacji.

Czy w środę mieliśmy do czynienia jedynie z akcją protestacyjną, czy również dezinformacyjną?

Widz, czytelnik i słuchacz od przedstawicieli mediów i polityki mogli dowiedzieć się (choć nie jest to najlepsze w tym kontekście słowo) o zamachu na wolność słowa i dostęp do informacji, lecz również o tym, że nowe przepisy skazałyby ich na monopol TVP i Polskiego Radia.

Fakt, że nadawca publiczny w żaden sposób nie byłby ze składki zwolniony i podlegać miałby tym samym, co wszyscy inni, zasadom, nie był w przekazie tym ujęty. Absurdalność faktu, że o podobnych zagrożeniach opozycyjny marszałek Senatu swobodnie mówi właśnie na falach Telewizji Polskiej i Polskiego Radia, umyka niestety bezwarunkowo oddanym Tomaszowi Grodzkiemu słuchaczom.

„Nikt nie zamierza cenzurować mediów. To fake news i dezinformacja” [WIDEO]

Rozmawiamy tylko o tym, żeby media i giganci technologiczni partycypowali, tak jak obywatele polscy, na przykład w utrzymaniu polskich zabytków....

zobacz więcej

Samemu Grodzkiemu umknęło natomiast, podobnie jak i Sawickiemu, że stan wojenny nie zaczął się od braku „Teleranka”, a wyłączenia w całym kraju telefonów i nocnej fali aresztowań.

Dziś opozycja wraca do absurdalnej narracji o wyłączeniu internetu. Równocześnie sama, przynajmniej w swej platformerskiej części, na tym samym oddechu zapowiada likwidację tych mediów, które są wobec niej niebezkrytyczne, przede wszystkim najbardziej znienawidzonej TVP Info. I taki to właśnie wybór.

źródło:
Zobacz więcej