RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Kanibal i gwałciciel Anioł Gabriel

W ostatnich latach w Liberii miały miejsce dwie wojny domowe (fot. UN)
W ostatnich latach w Liberii miały miejsce dwie wojny domowe (fot. UN)

Zjadanie ciał ofiar, palenie dzieci żywcem, gwałty – takich czynów miał się dopuścić Gibril Massaquoi, watażka walczący w wojnie domowej w Liberii, jednym z najokrutniejszych konfliktów, o których świat zapomniał. Sierraleończyk nie uniknie ziemskiej sprawiedliwości, jak wielu jemu podobnych. W Finlandii ruszył właśnie jego proces, jest oskarżony o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Proces nie tylko będzie wyrzutem sumienia dla społeczności międzynarodowej, która nie zrobiła wystarczająco dużo, by uchronić setki tysięcy osób, ale da też wgląd w oblicze Zła.

Zbrodniarz, który zabił zbrodnię

Prześladowanie opozycji politycznej jest równie stare jak sama polityka. Przybiera różne formy, im bardziej skrajny reżim, tym naturalnie stosowane...

zobacz więcej

Liberia to jedno z najbardziej nieszczęsnych miejsc na Ziemi. 4,5-milionowy obecnie kraj leżący na zachodnim skrawku Afryki jest skazany na permanentną beznadzieję. Wprawdzie posiada pewne zasoby naturalne – trochę złota i diamentów – ale ten brudny przemysł jest tak skonstruowany, że nie przekłada się wzrost zamożności mieszkańców. Zyski trafiają do zagranicznych koncernów i wąskiego kręgu skorumpowanych władz.

Przemysł wydobywczy wprawdzie generuje kilkanaście procent PKB, ale jest bardzo niepewny. Rabunkowa gospodarka, niezbalansowana i niszcząca środowisko naturalne, nie gwarantuje stabilności. Mimo to Liberia odgrywa ważną rolę w światowej gospodarce – to kraj „taniej bandery”. Zarejestrowane tu statki tworzą największą flotę na świecie. Oczywiście to również jest szemrane środowisko.

Podstawą gospodarki jest rolnictwo, ale tak jak w wielu krajach regionu jest zacofane i nie potrafi odpowiednio wyżywić wszystkich mieszkańców. Ci są zmuszeni również do kłusowania, ale nie po to, by sprzedać części ciał rzadkich zwierząt, a w celach konsumpcyjnych. Poluje się między innymi na zagrożone wyginięciem gatunki, m.in. takie jak Hipopotamek karłowaty. Liberia jest więc skazana na pomoc międzynarodową.

Permanentny kryzys


Problemy to nie kwestia dwóch wojen domowych, które przetoczyły się przez ten kraj w latach 1989-1997 i 1999-2003 – towarzyszą mieszkańcom tych ziem od zawsze. Od XV wieku Portugalczycy utrzymywali tu sporadyczne kontakty handlowe, co pozwalało na pewien rozwój, choć oczywiście o żadnym fair trade nie było mowy. Na arenę międzynarodową region wkroczył w 1822 roku, gdy amerykańskie towarzystwa filantropijne, między innymi Amerykańskie Towarzystwo Kolonizacyjne zaczęło tu osiedlać wyzwalanych murzyńskich niewolników.

Kaci Stalina. Mordowanie w imię sprawiedliwości społecznej

Stalinizm to jedna z najczarniejszych epok w historii Europy. Porównywany z nazizmem i terrorem jakobińskim spowodował śmierć znacznie większej...

zobacz więcej

W latach 1822–1892 na terenach dzisiejszej Liberii osiedlono około 16,4 tysiąca Murzynów ze Stanów Zjednoczonych. W 1847 roku osady proklamowały powstanie niepodległej republiki, którą nazwano Liberią (po łacinie liber — „wolny”). Ta najstarsza republika w Afryce powstała w wyniku umowy między Amerykańskim Towarzystwem Kolonizacyjnym a plemionami tubylczymi.

Byli niewolnicy z USA utworzyli elitę kraju. Nazwali się Amerykanoliberyjczykami i pokazywali swoją wyższość nad „Kongijczykami” – niewolnikami afrykańskimi uwolnionymi przez flotę amerykańską i brytyjską, ale przede wszystkim nad ludnością tubylczą.

Do końca XIX wieku Amerykanoliberyjczycy stopniowo podbili wszystkie osady stawiających opór tubylców, a ich mieszkańców pozbawili wszelkich praw i – ponury rechot historii oraz mechanizm rekompensaty – zaczęli ich wykorzystywać jako niewolników. Dla wyzwoleńców radość z wolności w swoim kraj doprowadziła do utworzenia własnego systemu wykorzystywania siły niewolniczej.

Poletko kleptokracji


Przez ponad wiek kraj był poletkiem Prawdziwej Partii Wigów, jedynej legalnej partii złożonej z potomków czarnych osadników. Zdarzały się momenty modernizacji Liberii, ale zwykle trwał ogólny marazm i nijakość. O podejściu ugrupowania do obywateli świadczy fakt, że dopiero w 1945 roku „nieamerykańscy Murzyni” uzyskali swoją reprezentację w parlamencie, a dwa lata później ograniczone cenzusem majątkowym prawa wyborcze oraz możliwość pracy w służbach państwowych.

Władze Liberii nie były szczególnie zainteresowane opracowywaniem wymyślnych mechanizmów geopolitycznych. Kalkulowano, że wystarczy opowiedzieć się po odpowiedniej stronie w zimnowojennych rozgrywkach. Oczywiście postawiono na Stany Zjednoczone. To gwarantowało wsparcie, przede wszystkim materialne, a więc umożliwiało rabowanie przekazywanych środków przez rządzący establishment skupiony wokół wszechwładnej rodziny Tolbertów.
RUF dokonał wielu zbrodni (fot. Patrick ROBERT/Sygma via Getty Images)
RUF dokonał wielu zbrodni (fot. Patrick ROBERT/Sygma via Getty Images)

Uganda to ja

Władimir Putin, Alaksandr Łukaszenka – nie musimy daleko szukać, żeby znaleźć dyktatorów organizujących fasadowe pseudowybory, żeby utrzymać się u...

zobacz więcej

Zwrot nastąpił w nocy z 12 na 13 kwietnia 1980 roku, kiedy podczas powszechnych niepokojów w kraju siedemnastu żołnierzy wdarło się do rezydencji prezydenta Williama Tolberta Jr. i zadźgało go bagnetami. Urząd prezydenta zajął przywódca zamachowców sierżant Samuel K. Doe, pierwszy prezydent Liberii pochodzenia tubylczego.

Rządzić zaczęła jego Ludowa Rada Ocalenia. Ludowa i Ocalenie to oczywiście chwyt propagandowy, lud dalej nie miał nic do powiedzenia, a zamiast ocalenia były kolejne rządy dyktatorskie wspierane przez USA (bo Waszyngton musiał dalej wspierać ten kraj). Doe wyrżnął starą elitę i postawił na przedstawicieli własnego plemienia Kru.

Wstęp do wojny


Oczywiście sierżant Doe nie miał pomysłu na gospodarkę, bo i dlaczego miałby mieć. Ta się sypała, co doprowadziło do dalszych niepokojów społecznych. Powstały plemiona Gio i Mano, równie biedne jak Kru, ale też zapewne zirytowane, że to nie one obaliły Tolberta i jego znienawidzonych Wigów i nie wprowadziły własnych porządków. Amerykanoliberyjczycy nie dokonali rebelii, ponieważ zostali już niemal całkowicie wymordowani.

24 grudnia 1989 roku wybuchło powstanie w północno-wschodniej prowincji Nimba, które przerodziło się w ponad 7-letnią brutalną wojnę domową. Narodowo-Patriotyczny Front Liberii Charlesa Taylora szybko opanował większość kraju. Taylor był ministrem finansów u Doe, ale odszedł po oskarżeniu o zdefraudowanie miliona dolarów. Oczywiście każdy kradł, ale prawdziwą winą ministra była nielojalność. Uciekł do USA i trafił tam do więzienia, z którego uciekł dzięki pomocy CIA, agencja zleciła mu bowiem powrót do Liberii i przeprowadzenie puczu.

Dyktator, który obalił swój pomnik

Gdy francuski król Ludwik XIV wypowiadał słynne słowa „Państwo to ja”, mógł sądzić, że jego wyjątkowość wynika z bożego namaszczenia. Z pewnością...

zobacz więcej

USA równolegle próbowały załagodzić sytuację w kraju i naciskały na prezydenta, żeby oddał władzę i rozpisał wybory. Doe zwlekał i w końcu nie podjął żadnej decyzji. 9 września 1990 roku został schwytany przez bojowników Niepodległego Narodowo-Patriotycznego Frontu Liberii (secesjonistów) Prince'a Y. Johnsona.

Prezydent wpadł w zasadzkę i podczas wymiany ognia został raniony w nogę. Rana uniemożliwiła mu ucieczkę. Trafił do szpitala, ale zamiast otrzymania pomocy lekarskiej został pobity przez żołnierzy. Johnson osobiście zaczął go przesłuchiwać, czyli wymuszać zeznania torturami. Watażkę z jakiegoś powodu najbardziej interesowały numery kont w szwajcarskich bankach. Doe zmarł podczas wielogodzinnych tortur, które zostały nagrane i prezentowane w telewizji, pokazywały je także zagraniczne serwisy.

Chaos


Liberią oficjalnie rządzili kolejni prezydenci, ale ich władza była ograniczona. Trwała wojna i żadnemu nie udało sie doprowadzić do wstrzymania walk. Rządzili dowódcy wojskowi, każdy tym regionem gdzie miał swoich żołnierzy, czyli trwał ogólny chaos. Wojnę zakończyły wynegocjowane wybory w lipcu 1997 roku. Wygrał Taylor i jego Partia Narodowo-Patriotyczna. Oficjalnie program miał prosty – pokój. To przekonało wyborców udręczonego kraju, który podczas wojny domowej stracił około 200 tysięcy z 3-milionowej populacji.

Konflikt był wyjątkowo brutalny i odsłonił najmroczniejsze pokłady ludzkiego bestialstwa. W walkach brały udział odurzone narkotykami dzieci, zachęcane do popełniania najokrutniejszych zbrodni. Liberia marzyła o pokoju. Co innego jednak pokój, a co innego krwawa dyktatura niewiele lepsza od wojny, a może nawet gorsza.

Taylor okazał się być dyktatorem pierwszej wody. Jego głównym zajęciem było zarządzanie przemytniczym imperium oraz dojenie własnego kraju i oparcie gospodarki na niewolnictwie. Zbrodnia stała się narzędziem i celem sam w sobie. Gdy zwolennicy zamordowanego Doe wszczęli rebelię, Taylor zaczął szkolić swoje oddziały w Sierra Leone. Nie trzeba było długo czekać na kolejną wojnę domową.
Samuel Doe był jednym z najokrutniejszych afrykańskich dyktatorów (fot. Departament Obrony USA/FRANK HALL)
Samuel Doe był jednym z najokrutniejszych afrykańskich dyktatorów (fot. Departament Obrony USA/FRANK HALL)

Jedna z największych zbrodni Wehrmachtu. Zginęły tysiące ludzi

Po aneksji Jugosławii okupanci stworzyli na tym terenie zależne od nich państwa satelickie. Jednym z nich była rządzona przez gen. Milana Nedicia...

zobacz więcej

Konflikt, jeszcze bardziej zaciekły, wybuchł 21 kwietnia 1999 roku i kosztował życie od 150 do 300 tysięcy ludzi, szacuje się, że zginęło najpewniej około ćwierć miliona osób, spośród 3,5-milionowej wówczas populacji. Stosując proporcje to tak, jakby w Polsce eksterminowano mieszkańców dwóch Warszaw. Przeprowadzano masowe egzekucje, a jeżeli ktoś przeżył rzeź, to tylko dlatego, że żołnierze, nierzadko naćpane kokainą albo khatem dzieci, miały kaprys, by dla zabawy jedynie odciąć ofierze maczetą rękę albo nogę.

Piekło na ziemi


Liberia znów stała się piekłem. Bojownicy Taylora usuwali maczetami płody z brzuchów ciężarnych kobiet, praktykowali również kanibalizm. Jeden ze świadków w procesie wytoczonym Taylorowi w Sierra Leone pod auspicjami ONZ zeznał, że widział jak przywódca Liberii jadł ludzką wątrobę.

Wojna zakończyła się w sierpniu 2003 roku. Prezydent uciekł do Nigerii, gdzie schronienie dał mu prezydent Olusegun Obasanjo. Pod naciskiem USA i prezydent Liberii Ellen Johnson-Sirleaf, późniejszej laureatki Pokojowej Nagrody Nobla Nigeria cofnęła Taylorowi azyl. Dyktator został przewieziony do Hagi.

30 maja 2012 roku został skazany na 50 lat więzienia za zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne, co ciekawe popełnione jedynie w Sierra Leone. Za upuszczenie krwi własnemu narodowi nigdy nie został osądzony. Warto odnotować, że Sąd Specjalny dla Sierra Leone obszedł się z nim łagodniej niż z jego synem. Charles McArther Emmanuel, obywatel USA, został skazany przed amerykańskim sądem na 97 lat więzienia za tortury i morderstwa, popełnione gdy był szefem liberyjskiej służby antyterrorystycznej.

Czy w Afryce żyją dinozaury? Szukano ich jeszcze w XXI wieku

Chociaż trudno w to uwierzyć, jeszcze w 2018 r. poszukiwano w Kongu żywego okazu dinozaura. Celem ekspedycji Adama Christoffera Knutha, właściciela...

zobacz więcej

Oczywiście zezwierzęcenie i okrucieństwo nie kończyły się na Taylorze i jego najbliższym otoczeniu. Zbrodnie popełniły tysiące osób i znaczna część nigdy nie poniosła ani nie poniesie za nie odpowiedzialności. Za tragedię dzieci zmuszanych do mordowania własnych rodziców, gwałty, morderstwa, niewolnictwo.

Rzezie, morderstwa, gwałty


Są jednak wyjątki. Takim jest rozpoczęty proces Gibrila Massaquoiego, sierraleońskiego watażki działającego w ramach Zjednoczonego Frontu Rewolucyjnego (RUF). RUF była organizacją wspieraną przez Taylora za pieniądze pochodzące z rabunkowego wydobycia diamentów, złota czy tytanu i walczyła po obu stronach granicy. O ile rzezie, morderstwa, gwałty, okaleczenia i tak dalej można nazwać walką.

Massaquoi, posługujący się pseudonimem „Anioł Gabriel”, od 2008 roku mieszka w Finlandii, gdzie otrzymał azyl dzięki zeznaniom złożonym przed Sądem Specjalnym dla Sierra Leone. Uzyskał wtedy zwolnienie od odpowiedzialności za działania w Sierra Leone, ale już w Liberii – nie i ta ponura przeszłość ma zostać teraz rozliczona.

Stanął przed sądem dystryktu Pirkanmaa w Tampere, gdzie został aresztowany w marcu ubiegłego roku. Sąd przesłucha około 80 świadków i przeprowadzi wizję lokalną w Liberii i Sierra Leone gdzie dokonywano okrutnych zbrodni z rozkazu zdegenerowanego watażki. Prokuratura domaga się dla niego dożywocia i można przypuszczać, że skala bestialstwa zobliguje sąd do wydania właśnie takiego wyroku.

Sęk w tym, że w Finlandii dożywocie to średnio tylko 14 lat więzienia, gdyż mniej więcej wtedy skazani są poddawani rewizji i zwykle zwalniani. Zbrodnie popełniane w Finlandii nijak mają się jednak do tych z afrykańskich wojen, więc pozostaje mieć nadzieję, że wyrok będzie surowy i nie zostanie skrócony.

Co zatem stoi w liczącym około 4 tysiące stron zbiorze zarzutów przeciwko 51-letniemu obecnie Massaquoiemu, opartych na zeznaniach świadków i innych dowodach? Dokumenty przekazane sądowi dowodzą, że był „ekstremalnie wysoko postawioną i wpływową” postacią w RUF, który nie cofał się przed żadnym okrucieństwem.
Liberia potrzebuje rozliczenia z przeszłością (fot. UN)
Liberia potrzebuje rozliczenia z przeszłością (fot. UN)

Przeciwnik totalitaryzmów i przyjaciel Polaków. Rocznica śmierci G. Orwella

Obnażał w swoich powieściach funkcjonowanie systemów totalitarnych, ale nie szczędził też słów krytyki wobec podejścia jego rodaków do Polaków. ...

zobacz więcej

Zjedli ofiary


Opisano między innymi masakrę wioski Kamatahun Hassala leżącej w północnej części kraju. „Anioł Gabriel”, jak zeznali świadkowie, wydał rozkaz, by cywilów, w tym dzieci, zamknąć w dwóch budynkach i spalić żywcem. Prokurator Tom Laitinen wskazał, że zgwałcono tam też co najmniej siedem kobiet. Niektórzy wieśniacy zostali zamordowani, a ich ciała porąbane i „przerobione na posiłek, który Massaquoi również spożył”.

Watażka dokonywał zbrodni, o których nie śniło się pułkownikowi Walterowi Kurtzowi między innymi w okręgu Lofa i stolicy Liberii Monrovii. Massaquoi miał też wykorzystywać siłę niewolniczą oraz korzystać z dzieci żołnierzy. Akurat 12 lutego obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Dzieci-Żołnierzy. Warto dodać, że jeżeli chodzi o wykorzystywanie nieletnich do prowadzenia działań „wojennych” robiły to wszystkie strony konfliktu.

Jak przedstawiał przed sądem prok. Laitinen, zbrodnie „celowo i systematycznie” łamały międzynarodowe prawo humanitarne i zadawały „nieodwracalne emocjonalne cierpienie i szkody” rodzinom licznych ofiar. Żeby zebrać dowody fińscy śledczy pojechali do Liberii i na miejscu rozmawiali ze świadkami pamiętającymi okropieństwa popełniane przez RUF. Massaquoi naturalnie poszedł w zaparte. Przekonuje, że gdy dochodziło do tych okropieństw, nie było go w tym czasie w Liberii. – Nie było go w miejscach, gdzie doszło do tych przestępstw, w Liberii nie był od czerwca 2001 roku – przekonywała w rozmowie z agencją AFP jego prawniczka Paula Sallinen.

Wyrok przeciwko Massaquoiemu powinniśmy poznać we wrześniu, ale wiadomo, że na tym się nie skończy rozliczanie zbrodni popełnianych podczas brudnych wojen w Liberii. Alieu Kosiah przebywający w Szwajcarii oraz Kunti Kamara przebywający we Francji są przedmiotem podobnych śledztw. Mieli oni dopuszczać się morderstw, tortur i gwałtów na ludności cywilnej.

Wszystkie wojny laureata Pokojowej Nagrody Nobla

Premier Etiopii Abiy Ahmed w listopadzie rozpoczął wojnę z buntującą się prowincją Tigraj. Kolejne wojny są blisko. Z Sudanem o granicę, z Egiptem...

zobacz więcej

– Cieszę się, że ruszył proces Massaquoiego. Modlimy się, żeby liberyjski sąd zajął się tymi zbrodniami – powiedział AFP Alexander Fayiah, który jako 12-latek był świadkiem zagłady swojej wioski Foyah w okręgu Lofa dokonanej przez żołnierzy RUF. Cudem przeżył, gdyż matka zdołała go wydostać z wioski. – Kiedy odeszli nie zostało nic. Domy zostały spalone, kobiety zgwałcone zaś dzieci zabrane, żeby potem służyły jako żołnierze – wspominał.

Rozliczanie


Liberia potrzebuje rozliczenia z przeszłością, tym trudniejszą, że nie tak odległą. Niestety, z osądzeniem zbrodniarzy w tym kraju może być problem, gdyż wielu z nich wciąż jest u władzy. Wygląda na to, że administracja prezydenta George'a Weah, w przeszłości jednego z najlepszych piłkarzy świata, nie ma dość energii, żeby się tym zająć. Ma zresztą też wiele innych nierozwiązywalnych problemów na głowie.

Proces „Anioła Gabriela” w Finlandii dostarczy interesującego materiału dającego wgląd w jedno z oblicz Zła. Massaquoi jest wcieleniem tępego, zdegenerowanego okrucieństwa i taki model jest często spotykany w Afryce. Wystarczy wymienić choćby Idiego Amina, kanibalistycznego dyktatora Ugandy, Jean-Bédela Bokassy również lubującego się w ludzkim mięsie cesarza panującego Republiką Środkowoafrykańską. Obłąkanym kanibalem był również Teodoro Obiang Nguema Mbasogo, rządzący po dyktatorsku Gwineą Równikową.

W przypadku Niemiec podczas II wojny światowej Zło często przybierało model urzędowy. Taka była działalność zbrodnicza Adolfa Eichmanna czy Heinricha Himmlera, którzy skazali miliony, ale z wzięciem broni do ręki było już im nie po drodze. Związek Sowiecki to z kolei model ideologiczny. W życie wcielali go między innymi Gienrich Jagoda, Nikołaj Jeżow, Ławrientij Beria czy bezpośredni wykonawca egzekucji podczas zbrodni katyńskiej i Wielkiej Czystki Wassilij Błochin.

Własny model wypracowały dyktatury w Ameryce Łacińskiej, który możemy nazwać Złem jako sposobem sprawowania władzy. To również bogata galeria skorumpowanych okrutników wszelkiej maści – Alfredo Stroessner w Paragwaju, Anastasio Somoza w Nikaragui, François Duvalier na Haiti i tak dalej. Zło ma szczególną właściwość, w sprzyjających warunkach jeżeli ma choć cień szansy, żeby się rozwinąć, na pewno zakwitnie i wyda owoce.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej