RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Dmuchany balonik posła Budki

Deklarująca walkę o władzę Platforma Obywatelska nie potrafiła wykorzystać ani kryzysu covidowego, wkurzenia przedsiębiorców ani też zmęczenia społeczeństwa lockdownem. Projekt „konferencji programowej” która miała być dla partii Budki „nowym otwarciem” okazał się być wyłącznie próbą utrzymania dotychczasowego elektoratu i iluzorycznym pomysłem na odzyskanie narracji w środowiskach opozycyjnych.

Nowe otwarcie PO. Budka: Zakończymy rządy nieudaczników

Jesteśmy gotowi do każdej rozmowy, by zakończyć rządy nieudaczników – oświadczył szef Platformy Obywatelskiej Borys Budka. Polityk stwierdził, że...

zobacz więcej

Sobotnia konferencja „programowa” Platformy Obywatelskiej była jak dialog starego, zmęczonego, znudzonego sobą nawzajem małżeństwa, w którym rozczarowana, niedopieszczona żona dopytuje męża: „- Kochasz mnie jeszcze?”, a on, nie odwracając ku niej wzroku rzuca apatycznie: „- Oczywiście, że tak, skarbie”. Ona kiwa z zadowoleniem głową, a on równie otumaniały jak przedtem wraca do przeglądania czasopisma wędkarskiego. W weekendowym szoł Platformy w rolę żony wcielił się, chcąc nie chcąc – twardy elektorat PO, w roli znudzonego męża wystąpił: Borys Budka wspierany przez Rafała Trzaskowskiego.

Jedno trzeba oddać Platformie. Całkiem nieźle umie budować napięcie przed swoimi konferencjami, eventami, ma pewną smykałkę do pompowania balonika, choć też i oczekiwania są wobec niej coraz mniejsze. I tym razem było podobnie: zapowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej o „nowym otwarciu” i tym, że nadszedł „czas na zmiany”, poprzedzone medialną aktywnością Donalda Tuska i poważnym kryzysem w Porozumieniu Jarosława Gowina, kryzysem zapoczątkowanym wznowieniem przez wicepremiera z Krakowa potajemnych negocjacji z opozycją budziły spore zaciekawienie i emocje. Na tyle duże, że Prawo i Sprawiedliwość przygotowało pospiesznie specjalną stronę internetową mającą wyśmiewać pomysły programowe opozycji. Zupełnie nie było takiej potrzeby. Podobnie jak i nie było zapowiadanego jednoczenia opozycji.

„Budka oddał scenę Trzaskowskiemu. On nie jest w stanie tego unieść”

Borys Budka oddał scenę Rafałowi Trzaskowskiemu. To symboliczne. Oznacza, że nie jest przywódcą, nie jest w stanie tego unieść. Dziwny to ruch –...

zobacz więcej

Jak mąż z goździkami


W sobotę, na owej konferencji „programowej” Platformy Obywatelskiej od początku do końca wszystko było nie tak. Od zagrań marketingowych, werbalnej i niewerbalnej narracji po rzekome postulaty umownie nazwijmy je „programowymi”. Można też odnieść wrażenie, że i reżyserzy sobotniego szoł doskonale sobie zdawali sprawę, w spektaklu, który przygotowali, w którym uczestniczą też w głównych rolach nie chodzi o żadne nowe otwarcie, żadne „odbicie”, żaden „czas na zmiany”. Chodziło wyłącznie o przypomnienie o sobie zmęczonemu, znudzonemu, odpływającemu elektoratowi, że „żyjemy, walczymy, jesteśmy”. Jak ten mąż, w starym, znudzonym sobą nawzajem małżeństwie przynoszący raz w roku zaniedbanej przez siebie małżonce bukiet goździków.

Liderzy Platformy musieli zacząć sprawiać wrażenie, że mają pomysł na walkę z PiS z kilku powodów. Pierwszy i zasadniczy- dokładnie po dwudziestu latach od powstania ugrupowania projekt zaczął im się sypać. Partia pozbawiona, od wielu już lat, ideowych fundamentów, programu będącego spoiwem dla działaczy i elektoratu kruszy się w coraz większym tempie. Z jednej strony Platforma boryka się z odpływem działaczy terenowych i parlamentarzystów do ugrupowania Szymona Hołowni, które to ugrupowanie nota bene ma jeszcze mniej stabilne podstawy niż sama PO, partię pogrąża wewnętrzny kryzys i brak charyzmatycznych liderów i brak wymiany pokoleniowej, z drugiej – żądny powrotu do polskiej polityki Donald Tusk, jego potencjalni sojusznicy w tym dziennikarze, coraz głośniej mówią, że Budka już jest passe, że Platforma nie ma przyszłości, że potrzebny jest nowy projekt.

„Celem PO jest pchanie się do władzy, nie Polska”

– Dowiedzieliśmy się, że dla Platformy Obywatelskiej, nie Polska, nie zdrowie Polaków, nie gospodarka jest istotna, ale to pchanie się do władzy....

zobacz więcej

Sobotnia konferencja PO nie była więc wbrew deklaracjom, żadnym nowym otarciem, wyjściem do przodu, choć miała takie udawać. Nie była też walką o pozyskanie nowego elektoratu – bo ten dla dzisiejszej PO jest za sufitem, którego PO w obecnej formie przebić nie może. Była „goździkami” dla stałego, najbardziej betonowego i cokolwiek zmęczonego marazmem elektoratu. A co lubią najwierniejsi fani? To oczywiste – najbardziej lubi się filmy/piosenki, które już się kiedyś widziało/słyszało. No to ten twardy, betonowy elektorat PO usłyszał doskonale znaną śpiewkę, którą zna od lat, a która pozwala stwarzać wrażenie, że „gwiazdy” kiedyś jeszcze powrócą na scenę.

Wspomnianej sobotniej konferencji Platformy towarzyszyła masa ironicznych komentarzy internautów od prawej do lewej strony sceny politycznej, a później też – zwłaszcza po lewej- sporo poważnych uszczypliwości. Na drwiny i kpiny – biorąc pod uwagę jak bardzo PO nadmuchała balonik przed sobotnim szoł,a jak marnie wyglądało to w rzeczywistości – partia Budki z decydowanie zasłużyła, ale trzeba docenić jedno, mocne zagranie, które pozwoli – jeśli zostanie umiejętnie wykorzystane – politykom PO odzyskać i narzucać narracje w środowiskach opozycyjnych. Ale po kolei.

Trzaskowski zaprezentował „nowy” pomysł Platformy... z 2009 r. [WIDEO]

– Dzisiaj Rafał Trzaskowski obiecał polskim uczniom tablety i laptopy. A ja chcę zapytać, czy to są te same tablety i laptopy, które Donald Tusk...

zobacz więcej

Stare przeboje i jeden niezły myk


Wizualnie, organizacyjnie i technicznie ów „Czas na Zmiany” Platformy Obywatelskiej wyglądał bardzo źle. Począwszy od powielenia hasła konferencji, które jak szybko się okazało wcześniej było już zarówno tytułem wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim jak i tytułem spotu PiS czy tytułem książki pewnego czarodzieja od technik motywacyjnych. („Czas na zmiany. Odkryj jak kreować własną przyszłość” Łukasz Milewski). Wychodzący na scenę Borys Budka na tle wielkiego ekranu prezentował się mizernie, niewyraźnie, jego samotność na scenie była wręcz personifikacją samotności i odepchnięcia we własnej partii lidera coraz bardziej kojarzącego się współdziałaczom z przegranymi i marazmem. Rafał Trzaskowski, który w pewnym momencie dołączył do niego też dla wyborców symbolem sukcesu, pracowitości, kreatywności i politycznej błyskotliwości nie jest.

Było źle, a później jeszcze gorzej – bo ci, którzy czekali na „nowe otwarcie” usłyszeli stare slogany o Trybunale Konstytucyjnym ( i mglistą zapowiedz budowy jakiegoś nowego TK), o odzyskaniu Sądu Najwyższego, likwidacji TVP Info, IPN, zmianach w KRS etc etc. Czyli te same slogany, które Platforma głosi od lat i które od lat dają jej zaszczytne… drugie miejsce na polskiej scenie politycznej. Odgrzewane kotlety, ale jak wspomniałem – nie chodziło tu bynajmniej o pozyskanie nowych wyborców. Plus kilka populistycznych nierealnych sloganów jak na przykład te o możliwości odwołania posła, do którego wyborcy utracili zaufanie. Autorowi pomysłu zalecam lekturę Konstytucji, do której tak chętnie się opozycja odwołuje, konia z rzędem temu kto znajdzie tam przepisy pozwalające na wprowadzenie takiego rozwiązania.

Konferencja PO. Ile razy liderzy Platformy mówili o PiS? Policzyliśmy [WIDEO]

Jesteśmy gotowi do każdej rozmowy, by zakończyć rządy nieudaczników – oświadczył szef Platformy Obywatelskiej Borys Budka na konferencji...

zobacz więcej

Teoretycznie pojawiła się pewna świeżość. Politycy PO ogłosili bowiem powołanie Koalicji 276 która ma pozwolić opozycji przejąć władzę. Liczba ma nawiązywać do liczby posłów potrzebnych do obalenia prezydenckiego weta i wprowadzania zmian w Polsce – zapowiadał Borys Budka. Zapomniał o najważniejszym- do wprowadzania zmian i obalania weta potrzebne są najpierw pomysły i projekty ustaw, a tych jego partia nie zgłasza.

Nazwa owej mitycznej „koalicji” jest całkowicie od czapy. Wyborcom żyjącym codziennymi problemami kowidowej rzeczywistości 276 nie kojarzy się dosłownie z niczym i zapomną o niej 30 sekund po usłyszeniu. Tyle, że – będę się powtarzał – nie chodziło politykom PO o stworzenie jakiejkolwiek koalicji, która poderwała by wyborców, a wykreowanie fikcyjnego, iluzorycznego tworu który ma ten twardy elektorat utwierdzić w przekonaniu, że oto dzieje się coś nowego, ważnego, przełomowego.

Oczywiście koalicji o takiej nazwie nie ma i pewnie nie będzie, a liderzy konkurencyjnych wobec PO ugrupowań opozycyjnych nie omieszkali już tego partii Budki wytknąć oskarżając nawet o bezpodstawne wykorzystanie logo ich ugrupowań. I tu jest ten niezły myk- o którym wspomniałem. Platforma wmawiając wyborcom, że oto „zadziała” się koalicja opozycji, stawia opozycyjną konkurencję pod ścianą. To już nie PO musi budować koalicję, ale to Hołownia, Kosiniak- Kamysz czy Czarzasty będą musieli tłumaczyć się - randomowym wyborcom- dlaczego w koalicji być nie chcą.

Mechanizm jest prosty. To co jest oczywiste i zrozumiałe dla wyborcy żyjącego kuchnią polityczną, albo przynajmniej przesiadującego godzinami na Twitterze – czyli fakt, że Koalicja 267 nigdy nie zaistniała – niekoniecznie dotrze dla wspomnianego randomowego wyborcy, którego polityka zajmuje od wielkiego święta. A to oznacza, że każde tłumaczenie dziś w stylu „nie ma koalicji”, „nie zostaliśmy do niej zaproszeni”, „nie ma porozumienia co do współpracy” polityków Lewicy, PSL, Hołowni – będzie przez jakąś, pewną grupę (która gdzieś, coś słyszała o koalicji 276, ale nie interesowała się szczegółami) – odbierane jako „to oni rozbijają, to oni nie chcą”. W sumie zagranie na krótką metę, bo i tak wyścig rozstrzygnie się w roku wyborczym, ale taki myk daje Platformie na pewien czas +10 do narracji w środowiskach sympatyków opozycji.

Co łączy wystąpienie Hołowni, Trzaskowskiego i... wójta Wilkowyj? [WIDEO]

„Wiemy, jak”, „wiemy, jak to zrobić, „musimy i wiemy, jak stworzyć tego rodzaju instrumenty” – mówili podczas dzisiejszej konferencji PO jej...

zobacz więcej

Niedzisiejsze menu


Borys Budka z Rafałem Trzaskowskim zaserwowali wyborcom Platformy danie z odgrzewanych kotletów w roli głównej i pewnie na jakiś czas wystarczy to by „konsumenci” nasycili swoje apetyty. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że Platforma boryka się z poważnymi problemami wewnętrznymi, a po dwudziestu latach od przyjęcia swojej „deklaracji ideowej” nie jest w stanie porozumieć się co do jej unowocześnienia, dostosowania do nowych wyzwań i oczekiwań wyborców. Ba, jak wreszcie nowa deklaracja ideowa zostanie ogłoszona i przedstawiona zapewne wywoła ona burzę w gronie działaczy; już dziś lewicowa większość w niej ściera się z resztkami działaczy chadeckich.

Platforma dwa lata przed wyborami wbrew zapewnieniom jej działaczy nie jest gotowa do walki o zwycięstwo w wyborach parlamentarnych, w najbliższych miesiącach z trudem będzie walczyć o przetrwanie i szukać sposobów na odnalezienie się w rzeczywistości, której od 2015 roku jej liderzy nie potrafią zrozumieć.

źródło:
Zobacz więcej