RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Lecznicze żachwy i inne ciekawostki z frontu poszukiwań leków przeciw COVID-19

Istnieją dwie fazy choroby: wiremia i faza zapalna (fot. Óscar J. Barroso/Europa Press via Getty Images)
Istnieją dwie fazy choroby: wiremia i faza zapalna (fot. Óscar J. Barroso/Europa Press via Getty Images)

Czasami myślenie „na zewnątrz pudełka” otwiera nowe szanse, a przynajmniej przynosi nadzieję. Profilaktyka jest zawsze tańsza „w ludziach i sprzęcie” niż leczenie zakażeń.

Na Zachodzie bez zmian, czyli wieści z frontu wojny z COVID-19

Nadal mamy tylko jedną broń – szczepionkę. Nie obywa się bez problemów z aprowizacją. Uczeni tymczasem badają zjawisko niezwykle rzadkich,...

zobacz więcej

Profilaktyka, czyli np. szczepienia, prawidłowe dla organizmu nawodnienie i odżywianie (nie zapominajmy o witaminach C i D oraz cynku niezbędnych dla działania układu odporności), maska ochronna etc.

Gdy już jednak do infekcji dojdzie i pojawią się symptomy, trzeba jakoś pacjenta leczyć, w wariancie pozaszpitalnym i szpitalnym, czy wreszcie w ramach intensywnej opieki medycznej, wdrażanej u pacjenta pod respiratorem.

COVID-19 
stwarza tu nie lada wyzwanie, dlatego że tak często choroba rozwija się bezobjawowo. To sprawia, że zainfekowany zaraża, zanim jeszcze wpadnie na pomysł, że może być jednak chory. A przy minimalnym śledzeniu kontaktów szansa na wykonanie testu przed pojawieniem się objawów i podjęcie w związku z tym kwarantanny jest znikoma.

Po drugie, sytuacja taka stwarza poważny problem terapeutyczny, gdyż stan chorego, często leczącego się w domu, może się gwałtownie pogorszyć ok. 10.-12. dnia od zakażenia. Co więcej, ten stan nie pogarsza się wtedy ze względu na wiremię – czyli masywną obecność cząstek wirusa w organizmie chorego – ale ze względu na tzw. burzę cytokinową. Jej następstwem jest nadmierna i niedająca się łatwo skontrolować aktywność własnego układu odporności pacjenta, niszcząca jego własne komórki.

Nowy mutant koronawirusa. Co wiemy, a czego nie o SARS-CoV-2 (VOC) 202012/01

Już sama jego nazwa zwraca uwagę i ma to robić – to przecież „variant of concern” (VOC). W licznych, zwłaszcza wielkomiejskich rejonach...

zobacz więcej

Mamy zatem dwie fazy choroby: wiremię i fazę zapalną – a druga z nich niespecjalnie daje się przewidzieć.

Każda z nich zaś wymaga zupełnie innego leczenia. W fazie wiremii potrzebne są leki przeciwwirusowe oraz przeciwciała neutralizujące wirusa (surowica i przeciwciała poliklonalne lub specjalne przeciwciała monoklonalne), a w fazie drugiej – mocne leki przeciwzapalne i przeciwzakrzepowe, wykluczone w fazie pierwszej. br>

Drogie leki


W dodatku leki przeciwwirusowe i przeciwciała są drogie i trudne do zastosowania pozaszpitalnego, a właśnie tak w sumie należałoby je stosować, aby maksymalizować ich ewentualne dobre działanie.

Z kolei środki przeciwzapalne czy przeciwzakrzepowe znacznie łatwiej stosować w lecznictwie otwartym i w domu, ale nie można ich „włączyć” za wcześnie, bo wręcz zaszkodzą. Kwadratura koła.

W poszukiwaniu skutecznych, jak najbardziej dostępnych i bezpiecznych leków pierwszej fazy COVID-19, dających się stosować w leczeniu domowym oraz wczesnym szpitalnym – realnie jednak zmniejszających śmiertelność – naukowcy i klinicyści analizują dokumentacje chorych pod kątem przyjmowanych „pozostałych leków”.

Niekończąca się choroba

Dla wielu COVID-19 się nie kończy. Mijają tygodnie i miesiące, wirusa już dawno nie ma w ich organizmie, a czują się tak, jakby go mieli. Są...

zobacz więcej

Być może któryś z nich okaże się ważny dla terapii COVID-19, jeśli wielu przyjmujących go pacjentów poradziło sobie z infekcją lepiej niż ci, którzy tego leku (np. przeciwcukrzycowej metforminy, fluoksetyny czyli prozaku) nie przyjmują?

Takie badania, z natury swej epidemiologiczne, pozwalają ewentualnie podjąć badania kliniczne specyfiku i czasem – choć na małej próbie – dostarczają one statystycznie istotnego pozytywnego rezultatu. Co o tyle w tym przypadku korzystne, że mniej więcej wiadomo, dlaczego np. fluoksetyna by działała w terapii COVID-19 (ma własności immunomodulujące).

Ponadto, jakieś leczenie przeciwdepresyjne już chyba wszystkim nam zaczyna być powoli potrzebne. Aczkolwiek jest też absolutnie jasne, że ani to nie jest przeciwcowidowa „magiczna kula”, ani nie jest to lek absolutnie i dla każdego bezpieczny oraz łatwo tolerowalny. Prozac to nie dropsy.

Wirus może nas zaskoczyć, ale też nie dajmy się zwariować

Doniesienia naukowe w dobie COVID-19, zwłaszcza te jeszcze niezrecenzowane, wymagają od nas wiele ostrożności. Bardzo łatwo o kolejne „burze...

zobacz więcej

Takich pomysłów jest wiele. Na przykład środek odrobaczający rekomendowany przez WHO dla krajów Trzeciego Świata, ivermectina, jest intensywnie rozdawany przez władze lokalne i badany klinicznie w krajach Magrebu i Ameryki Południowej, głównie w charakterze profilaktyki przeciw zakażeniu SARS-CoV-2.


Wiadomo, że związek ten hamuje namnażanie się wirusa SARS-CoV-2 in vitro (w komórkach). Wiadomo jednak również, że lek ten może powodować u ponad 1 proc. pacjentów działania niepożądane (biegunka, nudności, zawroty głowy, świąd oraz obniżenie liczby leukocytów.

Badania trudne do oceny


Te badania kliniczne są trudne do oceny w Pierwszym Świecie, nie jest też znany w żadnym zakresie mechanizm antywirusowego działania tego leku.

Interesujące wyniki badań klinicznych leku potencjalnie skutecznego w terapii COVID-19 pochodząz Kanady. Dotyczą antywirusowej aktywności leku z grupy alkaloidów, stosowanego dziś głównie w leczeniu ataków dny moczanowej, czyli podagry.

W tym wypadku klinicyści z Montreal Heart Institute stwierdzili, przebadawszy grupę 4159 pacjentów z pozytywnym testem PCR na SARS-CoV-2, że kolchicyna w porównaniu z placebo zmniejszyła liczbę hospitalizacji o 25 proc., potrzebę wentylacji mechanicznej o 50 proc., a zgony o 44 proc.

Koronawirus sprawia, że atakujemy samych siebie

To już dziś wiedza powszechna, że nasz układ odporności reaguje nietypowo na nowego pandemicznego koronawirusa u 20 proc. ludzi, którzy przechodzą...

zobacz więcej

Według autorów badania „to ważne odkrycie naukowe sprawia, że ​​kolchicyna jest pierwszym na świecie doustnym lekiem, który może być stosowany w leczeniu niehospitalizowanych pacjentów z COVID-19. Badania te pokazują skuteczność leczenia kolchicyną w zapobieganiu zjawisku burzy cytokinowej i zmniejszaniu powikłań związanych z COVID-19”.

Nadal statystyczna istotność tych wyników nie jest oszałamiająca, a lek, jak każdy alkaloid, ma swoje poważne efekty uboczne, toteż jego przyjmowanie jest ściśle ograniczone co do dawki i czasu leczenia. br>
Z zupełnie innej strony i dzięki innemu podejściu ciekawe rzeczy dzieją się ostatnio w Hiszpanii, gdzie marinolodzy (czyli naukowcy zajmujący się morzami i oceanami) maczają głęboko palce w poszukiwaniu związków terapeutycznych w COVID-19. Związki te izolowano wcześniej ze zwierząt morskich, jako mające aktywność przeciwnowotworową.

Jakich zwierząt morskich? Moim zdaniem najbardziej interesujących na świecie, czyli jednej z gromad naszych strunowych kuzynów – osłonic, a mianowicie żachw.

Kowidowe „Falowanie i spadanie”

Ta elektryzująca piosenka zespołu Maanam przyszła mi do głowy, gdy przeczytałam o badaniach nad COVID-19 Joshuy Weitza i jego zespołu. Stosując...

zobacz więcej

To są takie strunowce – przypomnę, że my jako kręgowce też należymy do strunowców, czyli mamy w rozwoju zarodkowym strunę grzbietową, która przekształca się w kręgosłup. Osłonice mają zaś strunę grzbietową tylko jako wolno żyjące larwy (które wyglądają bardzo podobnie do kijanek płazów).

Osobniki dojrzałe płciowo prowadzą tryb życia osiadły i redukują tę strunę do „niczego”. Występują w morzach na wszystkich szerokościach geograficznych. Bywają nawet koloniami – wiele pojedynczych osobników ma np. wspólne syfony pozwalające na wlot i wylot wody morskiej pełnej odżywczego planktonu, który osłonice filtrują.

Wywodzimy się z ich larw?


Znane już z kambru, zatem są ewolucyjnie praktycznie niezniszczalne – a prawdopodobnie my, kręgowce, wywodzimy się z ich larw, które zyskały zdolność do rozmnażania.

Mają niemałe zdolności regeneracyjne i przeciekawy rozwój osobniczy, dlatego znajdują się w centrum uwagi naukowców. Produkują wiele ciekawych, nieznanych kręgowcom substancji biologicznie czynnych, nie dziwi zatem, że powstają firmy zainteresowane przebadaniem i wykorzystaniem terapeutycznym tego dobra.

Szczepionka przeciw COVID-19: dla jednych wybawienie, dla innych zguba?

Ruszył proces rejestracji w Unii Europejskiej trzech kandydatów na szczepionki przeciw COVID-19. Dane o potencjalnych szczepionkach wywołują...

zobacz więcej

Jedną z nich jest hiszpańska Pharma Mar, która opracowała gwiazdę najnowszego numeru „Science”, plitydepsynę (być może warto zapamiętać tę nazwę, a być może to kolejny sztuczny ogień, który zgaśnie tak samo szybko, jak zapłonął).

Jak wyjaśnił mi prof. dr hab. Jacek Witkowski z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, „ma ona działanie antyproliferacyjne i antyangiogenne. Blokuje eEF1, czyli czynnik wydłużania peptydu w trakcie translacji. A koronawirus jest uzależniony w całości od maszynerii naszych komórek w kwestii biosyntezy własnych białek, czyli właśnie translacji.

To spowoduje, że zarażona komórka nie wyprodukuje białek wirusa, ale też swoich własnych... I umrze. Przypominam, że toksyna błonicza prowadzi do inaktywacji EF1 w komórkach nabłonków układu oddechowego z wiadomymi dramatycznymi skutkami. Potrzeba dalszych badań żeby to mogło działać. Poczekajmy na badania kliniczne albo ich przerwanie”.

Mleko ozdrowieńców – nowy pomysł na terapię COVID-19?

Badanie przeprowadzone przez uczonych z Nowego Jorku wskazuje, że w mleku kobiet, które przeszły COVID-19, znajduje się sporo przeciwciał...

zobacz więcej

Początek tej historii miał miejsce nie w sprawozdanych właśnie na łamach „Science” badaniach amerykańsko-hiszpańskiego zespołu pod kierunkiem Krisa M. White’a z Icahn School of Medicine at Mount Sinai w Nowym Jorku. To instytucja wielce prestiżowa i w czasie pandemii już wielokrotnie zasłużona niezłymi badaniami i procedurami diagnostycznymi i terapeutycznymi).

Na początku Pharma Mar szukała potencjalnych leków przeciwnowotworowych. Plitydepsyna ma ograniczone stosowanie (ze względu na bardzo wysoką toksyczność) w leczeniu szpiczaka mnogiego. Jednak w onkoterapii wiele leków trzeba stosować w sposób długotrwały lub powtarzalny, dochodzi zatem do efektu skali, którego tu być może uda się uniknąć.

Zdrowe komórki zagrożone


Jak wyjaśnia znów prof. Witkowski: „O ile toksyczność leków przeciwnowotworowych jest podstawą ich działania wobec komórek rakowych i się z nią liczymy, mając tylko nadzieję, że komórki nowotworowe wymrą szybciej niż zdrowe, to w przypadku postulowanego zastosowania plitydepsyny do leczenia COVID-19 mamy do czynienia tylko ze zdrowymi (oprócz zainfekowanych) komórkami.”

Nowe leki przeciw COVID-19

Szczepionki nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie. Stare, zarejestrowane leki przeciwwirusowe według wieloośrodkowego badania WHO pod nazwą...

zobacz więcej

W każdym razie nowojorscy wirusolodzy pokazali, że namnażanie wirusa in vitro praktycznie pod wpływem plitydepsyny ustaje. Lek okazał się 27,5 razy silniejszy niż remdesivir przeciwko SARS-CoV-2 in vitro, z ograniczoną toksycznością w hodowli komórkowej.

Skuteczność leczenia plitydepsyną in vivo na dwóch mysich modelach zakażenia SARS-CoV-2 to zmniejszenie replikacji wirusa w płucach o dwa rzędy wielkości przy zastosowaniu leczenia profilaktycznego. W dodatku firma Pharma Mar wykonała badania kliniczne fazy 1-2 (czyli ustalającej bezpieczną i potencjalnie skuteczną dawkę oraz reżim podawania) i przymierza się do badan fazy 2 i 3 na większej liczbie ochotników. Jednak życie z pandemią nauczyło nas nie chwalić dnia przed zachodem Słońca.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej