RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Ryszard Szurkowski, Adam Małysz i dzieciństwo w PRL

Ryszard Szurkowski (fot.  PAP/CAF- archiwum; PAP/CAF/Stanisław Dąbrowiecki)
Ryszard Szurkowski (fot. PAP/CAF- archiwum; PAP/CAF/Stanisław Dąbrowiecki)

„W wieku 75 lat w poniedziałek rano zmarł Ryszard Szurkowski, najbardziej utytułowany polski kolarz w historii” – poinformował w poniedziałek portal tvp.info. Roczniki urodzone w latach 70. i wcześniej mocniej przeżyły tę wiadomość. Odszedł kolejny z wielkich symboli naszego dzieciństwa i młodości.

Nie żyje kolarz, który uległ groźnemu wypadkowi na Tour de Pologne

Nie żyje belgijski kolarz Bjorg Lambrecht, który miał groźny wypadek na trasie trzeciego etapu Tour de Pologne. Jak poinformowali organizatorzy,...

zobacz więcej

O życiowych tragediach, dramatach osobistych i sportowych zmaganiach wybitnego polskiego kolarza napisano w tych dniach już wiele. Telewizja Polska pokazała nawet poświęcony mu film dokumentalny „Ryszard Szurkowski – wyścig przez życie”. Nie będę powtarzał rzeczy, które opisali dziennikarze sportowi i dokumentaliści. Podzielę się bardziej osobistym wspomnieniem, które jednak – jak sądzę – zna mnóstwo z nas, urodzonych w ostatnich dekadach PRL.

W epoce PRL na Wyścig Pokoju czekało się tak, jak dziś na skoki narciarskie. W latach 80. i wcześniej pustoszały całe ulice. Szurkowski był bohaterem narodowym, idolem na miarę Adama Małysza. Tylko że w czasach PRL taka małyszomania nie była możliwa.

Decydowało o tym mnóstwo rzeczy, które dziś mogą wydać się śmieszne, ale wtedy naprawdę dużo znaczyły. Nie można się było na przykład publicznie cieszyć ze zwycięstw nad Rosjanami. Choć w polskich domach wyglądało to zupełnie inaczej. Każda wygrana naszych nad sportowcami z ZSRR (w tym kolarzami) była przed telewizorami fetowana niemal jak mały cud nad Wisłą.

Zobacz także: Nie żyje Ryszard Szurkowski, legenda polskiego kolarstwa

Iga Świątek wciąż wygrywa. Udany początek sezonu

Iga Świątek (6.) pokonała w Melbourne Kaję Juvan 2:6, 6:2, 6:1 w meczu 2. rundy turnieju WTA w Melbourne. To pierwszy mecz i pierwsze zwycięstwo...

zobacz więcej

Adam Małysz miał naprawdę szczęście. Małyszomania, która na dobre wybuchła w sezonie zimowym 2000/01, była eksplozją radości w innych już niż PRL-owskie realiach. Media, w tym raczkujący wówczas u nas internet, grzały sukcesy skoczka z Wisły na potęgę. Komercyjne, rynkowe realia też bardzo pomogły – reklamy Poczty Polskiej z Adamem Małyszem z dnia na dzień pojawiły się właściwie wszędzie.

Polityka nie wtrącała się już do sportu – Adam Małysz mógł wygrywać, z kim chciał, kiedy chciał i komentatorom sportowym nic nie wygaszało uśmiechu na ustach. Mogliśmy publicznie, wspólnie i pełną gębą cieszyć się ze zwycięstw naszych.

PŚ w skokach: Granerud powiększył przewagę nad Stochem

Po zawodach Pucharu Świata w skokach w niemieckim Willingen w czołówce listy płac Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) bez zmian – prowadzi...

zobacz więcej

I jeszcze więcej: warto uświadomić sobie, że to wraz z małyszomanią zaczęła się na dużą skalę pozytywna moda na narodowe barwy w przestrzeni publicznej. Biało-czerwone kolory stały się symbolem dumy, sukcesu, radości ze zwycięstwa.

Jasne, wcześniej były także symbolami wizyt Jana Pawła II do Polski – towarzyszyły im jako znak, że nasze barwy narodowe to coś więcej niż oficjalne symbole, którymi posługiwała się PRL-owska władza, rządząca z nadania Moskwy.

Tylko że małyszomania przeniosła biało-czerwone barwy do innej sfery, bliższej profanum niż sacrum, bliższej sportowym i biesiadnym emocjom niż religijno-patriotycznej wzniosłości czasu papieskich pielgrzymek.

Zobacz także: Wzór, idol, fenomen społeczny. 20 lat od wybuchu „Małyszomanii"

Kosmiczne zarobki Messiego. „Ten kontrakt rujnuje Barcelonę!”

Dziennik „El Mundo” dotarł do szczegółów umowy Lionela Messiego z Barceloną. Z ich ustaleń wynika, że na mocy podpisanego w 2017 roku roku...

zobacz więcej

W PRL było inaczej. Władza bardzo pilnowała, by żaden idol, także sportowy, nie wyrósł ponad miarę. Bo to łatwo mogło przerodzić się w niebezpieczny symbol buntu. Tak było przecież z gestem Kozakiewicza.

W 1980 r.u słynny polski tyczkarz Władysław Kozakiewicz pokazał „wała” wygwizdującej go radzieckiej publice na stadionie w Moskwie, w czasie Letnich Igrzysk Olimpijskich. PRL-owskie władze próbowały przekonywać Sowietów, że Kozakiewicza dopadł skurcz mięśni. Ale nikt się na to nie nabrał. A tyczkarz wrócił do Polski nie tylko ze złotem, ale otoczony sławą bohatera narodowego, który postawił się sowieckim ludziom.

Wróćmy do Ryszarda Szurkowskiego i Wyścigu Pokoju. Pamiętam ciepłe letnie dnie lat 80., całe długie wakacyjne godziny, gdy w kuckach, pochyleni, z obolałymi, potłuczonymi palcami, czasem z odchodzącymi paznokciami, graliśmy w kapsle. Jest to chyba jedna z tych gier, która na dobre odeszła do lamusa – jak wiele zabaw z czasów, gdy dzieci miały mało ładnych rzeczy i kupnych zabawek, ale sporo dziedziczonych jeszcze po rodzicach i dziadkach pomysłów na gry podwórkowe.

Kubica nie wystartował w wyścigu Daytona 24. Wszystko przez awarię

Z powodu awarii samochodu zespół High Class Racing, w składzie z Robertem Kubicą, wycofał się z trwającego 24-godzinnego wyścigu na Daytona...

zobacz więcej

Najpierw wytyczaliśmy kredą na asfalcie trasę Wyścigu Pokoju, później losowaliśmy drużyny i kolejność startu, wyciągaliśmy kapsle zdobione od wewnątrz flagami państw i graliśmy bez opamiętania. Każdy chciał być Szurkowskim (podobnie jak na boisku Maradoną). Z rzadka przejechał ulicą mały Fiat, Żuk i Syrenka, jeszcze rzadziej jakaś Łada, a my, umorusani od przydrożnego pyłu, z dłońmi czasem oblepionymi rozgrzanym asfaltem, rozgrywaliśmy te kapsle tak, by zbić przeciwnika z trasy, by swoim „kolarzem” wyskoczyć przed peleton.

Wyobraźnia grała nam tak, jak chyba nigdy nie jest w stanie zagrać przy najlepszej cyfrowej strzelance. A wspólnie przeżywane emocje podpowiadały, że najlepiej jeśli wygra polska ekipa, koniecznie przed „Ruskimi” i „Niemcami”. Dziś to by chyba podpadało pod ksenofobię. Ale smutne żarty na bok.

Ackermann wygrał pierwszy etap 76. Tour de Pologne. Niemiec powtórzył sukces sprzed roku

Niemiec Pascal Ackermann z grupy Bora-Hansgrohe wygrał pierwszy etap 76. Tour de Pologne, ze startem i metą w Krakowie. Powtórzył ubiegłoroczny...

zobacz więcej

I jeśli nie żal mi ani trochę PRL, to – jak wielu – mam sentyment do atmosfery i zabaw z dzieciństwa w tamtych czasach. Sentyment za latami 90., słynnymi najntisami, został już dobrze opisany, świetnie odnajduje się w nim choćby pokolenie dzisiejszych 30-latków.

Niedawna śmierć Papcia Chmiela, a także odejście Ryszarda Szurkowskiego przypomniała pokoleniu dzisiejszych 40-, 50-latków słoneczne strony ich własnego dzieciństwa. Trochę zepchniętego w cień przez bolesne skojarzenia z PRL-em. Ale przecież można odróżnić komiksy Papcia Chmiela i zwycięstwa (drużyny) Szurkowskiego od tych gorszych, podłych stron tamtych czasów.

Zobacz także: „Orzeł z Zębu” znów odfrunął. Jak Stoch (prze)gonił mistrza

źródło:
Zobacz więcej