RAPORT

Wojna na Ukrainie

Raj zwany „GameStop”, czyli jak płotki straszą rekiny

Akcje firmy "GameStop" stały się pretekstem do walki klas na amerykańskiej giełdzie (fot. Tiffany Hagler-Geard/Bloomgberg via Getty Images)
Akcje firmy "GameStop" stały się pretekstem do walki klas na amerykańskiej giełdzie (fot. Tiffany Hagler-Geard/Bloomgberg via Getty Images)

Ameryka szaleje, prości ludzie zarabiają dziesiątki tysięcy dolarów, a na giełdzie trwa panika, jakiej nie widziano od kilkunastu lat. Każdy może zostać „Wilkiem z Wall Street”, nawet jeśli nie ma pojęcia o inwestowaniu. Trwa walka klas, w której „biedni” są coraz bliżej tego, by wykiwać „bogatych”.

GameStop, CD Projekt, Wall Street, Elon Musk, „Big Short”, miliony dolarów w dwa dni – w ostatnich tygodniach sieć zalewa fala informacji na temat rewolucyjnych wydarzeń na amerykańskiej giełdzie. Często, niestety, przekazywanych niejasno, nacechowanych slangiem zarezerwowanym tylko dla „wtajemniczonych”. By zrozumieć, co się właściwie stało i jaki to ma wpływ na szarych obywateli, warto zacząć od podstaw. Na początek: trochę obowiązującej przy Wall Street nomenklatury.


***

Wartość akcji CD Projekt znacząco wzrosła po trudnych miesiącach

Wartość akcji polskiej firmy CD Projekt z branży gier znacząco wzrosła po ostatnich trudnych miesiącach związanych z krytyką najnowszej produkcji...

zobacz więcej

Kupujesz akcje firmy „Miś” – lidera w branży pluszaków. Wydajesz sporą część oszczędności, licząc na to, że dzieci nie tylko nigdy nie zrezygnują ze starych, dobrych maskotek, ale też wypchane zabawki za jakiś czas znów będą modne. Cena akcji raz rośnie, raz maleje, z wypłatą czekasz na odpowiedni moment. Raczej bez pośpiechu. To granie „long” – nastawione na zysk, najczęściej w dłuższej perspektywie.

Jest też granie „short” – nieco bardziej skomplikowane, opierające się na przekonaniu, że firma straci, może nawet zbankrutuje, a my na tym zarobimy. Jak? Przyjmijmy, że pluszaki jednak odchodzą do lamusa, a firma „Miś” nie robi niczego, by się do współczesnych realiów dostosować. Znamy szefów – to zabawkowi konserwatyści, którzy prędzej zwiną interes niż zdecydują się na sprzedaż on-line czy wprowadzenie do oferty kilku błyskotek.

Jedna akcja firmy „Miś” kosztuje 10 zł. Pożyczamy od brokera (licencjonowany pośrednik, jak np. dealer w salonie samochodowym) pięćset takich akcji, a następnie... sprzedajemy je. Pięćset akcji, po 10 zł każda, nie chce być inaczej – w naszej kieszeni ląduje 5000 zł.

Wszystko idzie po naszej myśli: dzieci na widok pluszaków dostają drgawek, inwestorzy panikują, a po kilku miesiącach jedna akcja kosztuje już tylko złotówkę. Gdy uznamy, że „wystarczy”, kupujemy pięćset akcji, co kosztuje nas 500 zł, po czym udajemy się na wycieczkę do brokera. „Hej, drogi brokerze, pożyczyłem od ciebie pięćset akcji, chciałbym je oddać”. A że wtedy były warte dziesięć razy więcej? To już nie ma znaczenia. Zarobiliśmy na czysto 4500 złotych.

Żeby nie było za łatwo: są też tzw. „opcje”. Coś nam podpowiada, że ludzie za moment zwariują na punkcie pluszaków, a cena akcji z 10 zł w ciągu kilku miesięcy wzrośnie do co najmniej 15 zł. Za 100 akcji zapłacilibyśmy 1000 zł, ale że akurat tyle nie mamy, decydujemy się na pewnego rodzaju zakład z brokerem: obstawiamy, że za pół roku cena jednej akcji firmy „Miś” wyniesie co najmniej 15 zł i chcemy kupić 100 „opcji”. Broker uznaje, że to raczej mało prawdopodobne, więc cenę owych 100 „opcji” ustala na 50 zł. Jeśli w ciągu sześciu miesięcy cena akcji „Misia” przekroczy 15 zł – zarabiamy nadwyżkę (razy 100, bo tyle „opcji” kupiliśmy). Jeśli nie, nawet gdy wzrośnie choćby do 14,99 zł – tracimy zainwestowane pieniądze, kończymy z niczym. Dla porównania: gdybyśmy kupili akcje, nie „opcje”, mielibyśmy 499 zł zysku.

Przedstawiciele TiKToka i Facebooka przed rosyjskim Roskomnadzorem

Przedstawiciele portali społecznościowych TikToka, Facebooka, VKontakte i komunikatora Telegram zostali wezwani przez rosyjski państwowy regulator...

zobacz więcej

Co to jest GameStop?


Prosty, biało-czerwony napis na czarnym tle – szyld, chowający się gdzieś między sklepem z pączkami a ulubioną odzieżową „sieciówką”, który od lat zdobi niemal każde amerykańskie centrum handlowe. Kiedyś dzieciaki ustawiały się w kolejkach, by kupić pierwszą grę, pograć chwilę na nowej konsoli czy wymienić wysłużonego Pegasusa na nowszą, lepszą maszynę. Te czasy minęły. Nie chodzi o to, że jest pandemia – GameStop reliktem przeszłości był od kilku dobrych lat. Gry łatwiej i szybciej kupić w sieci, a sprzedaż on-line nigdy nie była mocnym punktem firmy. Zostali w tyle, zgubili moment na rozwój, pomimo wielkich tradycji zdawali się nieuchronnie zmierzać w przepaść.

Że to kolos na glinianych nogach zorientowali się jakiś czas temu giełdowi specjaliści. Inwestorzy z firmy Melvin Capital postanowili grać „short” przeciwko GameStop – pożyczali akcje, sprzedawali je, licząc, że gdy przyjdzie czas rozliczeń, wartość firmy znacząco spadnie.

Od 2013 roku zarobili w ten sposób miliony dolarów. Pandemia koronawirusa tylko pomogła sprawie: dość powiedzieć, że między 2011 a 2020 rokiem obroty GameStop spadły o ponad cztery miliardy (!), a 408 mln dolarów zysku (2011) zmieniło się w 275 mln straty (2020). Cena akcji? W dobrych czasach sięgała 60 dolarów. Pod koniec ubiegłego roku spadła do... 3 dolarów.

„Szortowanie” GameStop stało się na tyle intratnym biznesem, że do Melvin Capital stopniowo dołączały kolejne fundusze i wielcy gracze giełdowi. Nawet gdy cena akcji wydawała się śmiesznie niska, wciąż spadała – czyli cały czas zarabiali.
Akcje GameStop z roku na rok traciły na wartości (fot. MarkretStock)
Akcje GameStop z roku na rok traciły na wartości (fot. MarkretStock)

Wiara w to, że firma lada moment upadnie (wtedy niczego nie trzeba oddawać, czysty zysk) była tak silna, że GameStop stało się najczęściej i najchętniej „szortowaną” spółką na giełdzie. Do tego stopnia, że w obrocie było... ponad 130 proc. jej akcji.

Mąż Nancy Pelosi wydał fortunę na giełdzie. Pytania budzi ostatnia zapowiedź Bidena

Paul Pelosi, mąż szefowej Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi, postawił nawet 1 milion dolarów na utrzymanie się wysokich notowań Tesli na...

zobacz więcej

Wizjoner z ”Big Short”


Zaraz, jak to? 130 procent?! Coś tu nie gra.

Teraz to wiemy. Teoretycznie każdy miał dostęp do danych: każdy mógł, jak po sznurku, dojść do tego, że fundusze się nieco zapędziły, a sieć sklepów z grami to przecież nie wypożyczalnia nart na rajskiej wyspie.

Ale że to zadanie trochę trudniejsze niż podstawy dodawania, zorientowali się tylko nieliczni. Wśród nich: Michael Burry, szerszej publiczności znany dzięki filmowi „Big Short” (grał go Christian Bale). Burry dwanaście lat temu przewidział zapaść na rynku nieruchomości w USA, a w 2018 roku zaczął (a właściwie jego firma, Scion Capital) skupować akcje GameStop. W ciągu kilku miesięcy wydał na nie 17 milionów dolarów – wbrew logice i wbrew sugestiom rynku.

„Spodziewamy się w Scion Capital, że biznes GameStop odżyje w latach 2020-21, a stanie się tak dzięki nowym konsolom do gier. Poza tym potencjał kursu do wzrostu jest spory, bo spółka ma znacznie więcej gotówki, niż wynosi jej kapitalizacja. Przebywanie kursu na historycznych minimach to wyraz braku zaufania do zarządu ze strony rynku” – mówił w wywiadzie dla Barron’s.

Analityków nie przekonywał argument o konsolach. Specjaliści z Bank of America Merrill Lynch w sierpniu 2019 roku, gdy cena akcji wynosiła nieco ponad 6 dolarów, ocenili, że docelowo osiągnie ona pułap 2,5 dolara. Spadki przewidywali zresztą niemal wszyscy.

Prognoza wartości akcji GameStop (styczeń-sierpień 2019):

Telsey Advisory Group [$14 -> $11]
Credit Suisse [$10 -> $7]
The Benchmark Company [$9 -> $5]
BofA/Merrill [$6 -> $2,5]

PlayStation 5. Eksperci przewidują cenę

Japoński elektroniczny gigant Sony chce wydać pod koniec tego roku nową wersję popularnej konsoli do gier PlayStation 5. Na znaczny wpływ ceny może...

zobacz więcej

Cykl konsolowy


Reddit, amerykański pierwowzór serwisu "Wykop", to nic innego jak kolejny - obok Facebooka czy Twittera - portal społecznościowy. Wypełniony tematycznymi podstronami, stwarza możliwość dyskusji na niemal każdy temat: piłka nożna, numizmatyka, podróże, giełda...

Wokół tematu „WallStreetBets” zebrała się dwumilionowa społeczność: choć dominują bierni obserwatorzy, „przelotni” czytelnicy, całkiem sporo tam zawziętych graczy, którzy dzielą się swoimi podbojami, cieszą z sukcesów, wspólnie przeżywają porażki... Ot, mała społeczność, która – pomimo „Wall Street” w nazwie – z poważną giełdą nie ma wiele wspólnego.

A raczej: nie miała.

Keith Gill, znany powszechnie pod pseudonimem „DeepFuckingValue”, na zakup pierwszych akcji GameStop zdecydował się w czerwcu 2019 roku – w dużej mierze pod wpływem działań Michaela Burry’ego. Nie był wielkim miłośnikiem gier, nie spędzał zbyt wiele czasu z padami w dłoniach, ale w kilku źródłach wyczytał, że nowe konsole od Sony i Microsoftu mają mieć napędy optyczne, co da „tradycyjnym” grom jeszcze dobrych kilka lat życia. A skoro tak, to i GameStop w końcu wstanie z kolan.

Do końca 2019 roku wydał na akcje łącznie 53 tys. dolarów – a że kosztowały nieco poniżej 5 dolarów jedna, to zebrał ich sporo ponad dziesięć tysięcy. I czekał.

Raz na jakiś czas publikował swoje raporty na Reddicie. Reakcje? Jedni się śmiali, inni obszernie argumentowali, dlaczego powinien jak najszybciej pozbyć się wszystkich akcji i ratować pieniądze. W czasie pandemii głosy rozsądku tylko się nasiliły. Nawet Burry załamał ręce i z czasem pozbył się prawie połowy z trzech milionów akcji. A Gill się zawziął: będą konsole, będzie zysk.

W listopadzie 2020 roku, gdy „Xbox X” i „PlayStation 5” odmieniano przez wszystkie przypadki, wyśmiewany wcześniej użytkownik opublikował kolejny raport: na jego koncie było już 500 tysięcy dolarów – z pierwotnie zainwestowanych 53 tysięcy. Prawie dziesięciokrotny zysk. Śmiechy nagle ucichły, choć większość doradców sugerowała, że to tylko chwilowy skok, „lepiej nie będzie” i powinien jak najszybciej pieniądze wypłacić. Inni, licząc na podobny sukces, mniej lub bardziej śmiało inwestowali w GameStop. Skoro pół miliona dolarów nie zadowoliło użytkownika „DeepFuckingValue” to albo jest szalony, albo coś wie.

Bloomberg: Elon Musk pokonał Jeffa Bezosa

Amerykański biznesmen i multimiliarder Elon Musk stał się najbogatszym człowiekiem na świecie. Jego majątek przekracza aktualnie 188,5 miliardów...

zobacz więcej

„GameStonks!”


Mniej więcej w tym samym czasie na zakup akcji GameStop zdecydował się Ryan Cohen. 35-latek nie zamierzał jednak tylko biernie się przyglądać: zainwestował 76 milionów dolarów i domagał się zmian. Napisał list otwarty, w którym wytknął spółce liczne błędy, zwracając uwagę, że władze powinny jak najszybciej przenieść akcenty ze sklepów stacjonarnych na sprzedaż internetową, wskazując co można i powinno się w niej usprawnić.

Kto jak kto, ale Cohen zna się na tym całkiem dobrze: w 2017 roku zarobił ponad 3 miliardy dolarów na sprzedaży firmy Chewy.com. Z nieźle prosperującego sklepu z zabawkami i karmą dla zwierząt uczynił potentata, m.in. przez zaawansowaną digitalizację. Wiedział kto, gdzie, jak i z czym, a na początku stycznia 2021 roku – po licznych rozmowach z szefami GameStop – swoje „know-how” postanowił przenieść do świata gier. Został członkiem zarządu i współwłaścicielem firmy.

Użytkownicy Reddita szybko skojarzyli fakty: „DeepFuckingValue” miał w portfelu inwestycyjnym już ponad milion dolarów, konsole sprzedawały się świetnie, Michael Burry znów wyszedł na geniusza, a do całej układanki doszedł jeszcze młody rekin biznesu, który zapowiedział, że kilkoma ruchami przeniesie zatopioną w średniowieczu firmę do XXI, a najchętniej i XXII wieku.

1 stycznia 2021 roku cena akcji GameStop wynosiła 17 dolarów. Dwa tygodnie później – 40 dolarów. Reddit zapełniał się wpisami osób, które w ciągu 14 dni zarobiły dość pieniędzy, by spłacić kredyt studencki, kupić pierwszy samochód, pojechać na wymarzoną wycieczkę... Każdy chciał w tym uczestniczyć, tym bardziej, że nikt nie potrafił ocenić, gdzie znajduje się sufit. 50 dolarów? 100? Może 200? Tak czy siak, warto było spróbować.

25 stycznia jedna akcja warta była już 77 dolarów. Wtedy do akcji wkroczyli najwięksi: Elon Musk, najbogatszy człowiek świata, obserwowany przez 45 milionów osób na Twitterze, zrobił pozornie zwyczajną rzecz: opublikował link do grupy „WallStreetBets” na Reddicie, okraszając go grą słów: „Gamestonks!” (nawiązanie do nazwy firmy „GameStop”, gdzie „stonks” to popularne w internecie, znane z licznych memów, celowe przekręcenie słowa „stocks”, czyli „akcje”).
Wpis polubiło ćwierć miliona osób. A skoro „Papa Musk” (jak pieszczotliwie nazywa się biznesmena na grupie „WallStreetBets”) się bawi, to bawić chciał się każdy. Społeczność urosła dwukrotnie: z dwóch milionów do czterech w kilkadziesiąt godzin (obecnie, tj. 1 lutego, liczba obserwujących wynosi prawie osiem milionów), urosła też cena akcji firmy: 27 stycznia, po otwarciu giełdy, za jedną płacono... 350 dolarów.

Jeśli 25 stycznia ktoś, jeszcze przed wpisem Muska, kupił 100 akcji GameStop, po 77 dolarów za każdą (czyli za 7700 dolarów), to dwa dni później miał już 35 tys. dolarów. Gdyby tę samą kwotę, czyli 7700 dolarów, zainwestować w GameStop 1 stycznia, to 27 stycznia na koncie byłoby już... 160 tysięcy.
Nagły wzrost ceny akcji GameStop zaskoczył nawet największych optymistów (fot. Bloomberg)
Nagły wzrost ceny akcji GameStop zaskoczył nawet największych optymistów (fot. Bloomberg)

Grupę zalały wpisy ludzi, którym w kilka dni/tygodni/miesięcy udało się zarobić tyle, ile zarobiliby przez kilka lat ciężkiej pracy. Jednocześnie w mediach pojawiały się informacje o ogromnych problemach firmy Melvin Capital, która potrzebowała prawie 3 miliardów dolarów pożyczki od zaprzyjaźnionych funduszy, by utrzymać się na powierzchni. Rozpoczęła się gra, którą w socjologii nazywa się „dylematem kurczaków”. Dwa samochody jadą naprzeciw siebie: kto pierwszy zahamuje lub zjedzie z trasy, przegrywa.

Przedstawiciele TiKToka i Facebooka przed rosyjskim Roskomnadzorem

Przedstawiciele portali społecznościowych TikToka, Facebooka, VKontakte i komunikatora Telegram zostali wezwani przez rosyjski państwowy regulator...

zobacz więcej

„Dylemat kurczaków”


„Dawid walczy z Goliatem” – dziennikarze na całym świecie nie musieli silić się na wyrafinowane porównania, by opisać to, co dzieje się na giełdzie. Trudno przecież o lepsze: oto bowiem „maluczcy”, biedni, nieznający brutalnych realiów Wall Street użytkownicy Reddita walczą z dysponującą miliardami dolarów firmą, której budżet zdaje się przypominać studnię bez dna. Ekonomiści nie mają wątpliwości: gdyby nie wielkie pieniądze dokładane przez Muska, Marka Cubana i innych, pospolite ruszenie nie miałoby szans przetrwania.

Dlaczego? W trwającym „dylemacie kurczaków” do porażki „Dawida” dojdzie wtedy, gdy posiadacze akcji spanikują, zadowolą się nawet kilkukrotnym zyskiem i sprzedadzą je wraz z minimalnym, niekorzystnym dla nich zachwianiem ceny. Porażka „Goliata” nastąpi wtedy, gdy kapitał drugiej strony – pomimo licznych przestróg ze strony ekspertów, że bańka GameStop lada moment pęknie, że okolice 350 dolarów za akcję to górna granica, że wszystko się kiedyś kończy i tak dalej – wciąż będzie rósł lub utrzymywał się na podobnym poziomie. Gdyby akcje skoczyły do 500-600 dolarów (na co liczy „Dawid”), „szortujące” firmy mogłyby nie mieć pieniędzy na pokrycie swoich zobowiązań. Zmuszone byłyby do odkupowania akcji, co z kolei znów wystrzeliłoby ich cenę: może nawet do czterocyfrowych kwot?

Firma Apple pozwana za nieuczciwe praktyki. Chodzi o telefony

We Włoszech wniesiono pozew zbiorowy na 60 mln euro przeciwko firmie Apple w związku z praktyką ograniczania wydajności starszych iPhone'ów. Pozew...

zobacz więcej

Intruzi w piaskownicy


Wszystko było w porządku, dopóki dysponujące niemal nieograniczonymi zasobami fundusze zarabiały kolejne miliony, patrząc jak zasłużona firma upada (trochę ją przy tym zresztą podkopując), a tysiące ludzi tracą pracę. Sztab ekspertów dokonał fachowej analizy, zaryzykował, zainwestował, a potem zbierał owoce – nic, tylko przyglądać się i bić brawo. „Tak działa giełda, proszę się z tym pogodzić”.

„Internet” w społecznym rozumieniu – jako siła, masa, połączona energia – wielokrotnie udowadniał, że potrafi wiele. Ale Wall Street to nie YouTube, to nie Instagram czy ankieta na stronie BBC. Nie wystarczy założenie konta, kilkadziesiąt minut i trochę kreatywności, by komuś obrzydzić/upiększyć życie. „Próg wejścia” jest wyższy, bo potrzebne są pieniądze. Między innymi dlatego giełda długo była (nadal jest?) środowiskiem hermetycznym. Niezrozumiały ciąg znaków, liczb, maklerzy, brokerzy, prowizje... Bez odpowiedniej wiedzy lepiej trzymać się z daleka.

Wraz z pojawieniem się kolejnych aplikacji, dzięki którym przy porannej kawie można zostać udziałowcem Apple’a i Tesli, Wall Street stawało się jednak ciałem coraz mniej obcym. Ocean wciąż należał do rekinów, ale tu i ówdzie można było dostrzec dryfujące niewinnie płotki.

Zmotywowane, zebrane pod jednym sztandarem, w końcu przejęły kontrolę. W pewnym momencie przestało już chodzić tylko o pieniądze (choć, nie oszukujmy się, wciąż są główną motywacją dla obu stron): gdy płotki zobaczyły, że wielkie, groźne rekiny uciekają przed nimi w popłochu, rozpoczęła się prawdziwa walka klas.

Nie tylko GameStop – przejrzano „portfele” największych funduszy i co rusz wyławiano kolejne perły. Okazało się, że mocno „szortowana” była także sieć kin AMC, fińska Nokia, producent słuchawek Koss czy... polski CD Projekt. „Płotki” umówiły się na masowe wykupowanie akcji firm, co zmusiło „rekiny” do nagłego zwrotu.

Najwięksi i najbogatsi nie pogodzili się oczywiście z faktem, że ktoś wszedł do ich ekskluzywnej piaskownicy i zaczął stawiać swoje babki. Media, opisując socjologiczny fenomen, najpierw między wierszami, a z czasem coraz bardziej dosłownie przekonywały, że cała sprawa jest jednak „anomalią” i szkodzi rynkowi.
„Inwestorzy-amatorzy, napędzani prawdopodobnie mieszanką nudy i chciwości, chcą dać Wall Street lekcję. Skrzyknęli się na Reddicie, by wprowadzić akcje takich firm jak GameStop na rekordowo wysokie poziomy” – pisał The New York Times. „No tak, jesteśmy źli, w przeciwieństwie do zawodowych inwestorów, którzy znani są z tego, że w swoich działaniach kierują się mieszanką hojności i miłości do ludzkości” – kontrowały „płotki” z Reddita.

Z odsieczą dla najbogatszych ruszyli też brokerzy. Kilka firm, jak TD Ameritrade czy RobinHood, w pewnym momencie ograniczyło swoim klientom możliwość handlu akcjami m.in. GameStop oraz AMC. „W celu ograniczenia ryzyka dla naszej spółki i jej klientów, wprowadziliśmy szereg restrykcji na niektóre transakcje akcjami GameStop, AMC i innych papierów wartościowych. Podejmujemy takie środki ostrożności w obliczu bezprecedensowych warunków rynkowych i innych czynników” – tłumaczyła rzeczniczka prasowa TD Ameritrade, cytowana przez portal MarketWatch.

Krytyka, jaka spadła na instytucjonalną machinę – również ze strony prominentnych polityków – zmusiła brokerów do wycofania się z szalonych pomysłów. A „płotki” takie sytuacje tylko utwierdziły w przekonaniu, że mają moc, a wielcy świata finansów naprawdę się ich boją.

„Rekinom” trudno współczuć. Pomijając fakt, że przez dziesiątki lat bez mrugnięcia okiem wykorzystywały swoją przewagę nad inwestorami indywidualnymi, „szortowanie” to niebezpieczna działka i nawet rutynowe, wydawać by się mogło, manewry, trzeba wykonywać z pewną ostrożnością. Tym bardziej, gdy zarządza się miliardami dolarów.

Jak informuje „The Wall Street Journal”, Melvin Capital straciło w styczniu 53 proc. środków inwestycyjnych – zaczynali rok mając 12,5 miliarda, obecnie na ich kontach jest około 8 (w tym 2,75 mld „awaryjnego” wsparcia od innych funduszy). „Jeszcze 47 procent!” – napędzają się użytkownicy Reddita, dając jasno do zrozumienia, że „dylematu kurczaków” przegrać nie zamierzają.

Silny ładunek emocjonalny, jakim nacechowane są działania „płotek”, to w pewnym sensie zemsta za 2008 rok. Gdy pękała bańka na rynku nieruchomości, amerykański rząd wykorzystał pieniądze podatników, by ratować banki, a ich prezesów „chronić” wielomilionowymi bonusami. To zemsta za wszelkie machlojki, mniejsze i większe manipulacje rynkowe, które od lat towarzyszą tzw. branży finansowej. Znienawidzonej grupie, która tak długo lała najmniejszych i najbiedniejszych, że gdy ktoś w końcu dobrał jej się do skóry, puszczać nie zamierza.

„Z GameStop nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o to, by wysłać przekaz” – zaczął jeden z najchętniej cytowanych postów pewien użytkownik Reddita. „Za wszystkie recesje. Za wszystkie utracone domy i miejsca pracy. Za wszystkich ludzi, którzy nie mogli pójść na studia, bo płaca minimalna utrzymywała się na stałym poziomie, a bogaci stawali się jeszcze bogatsi. Za wszystkich handlarzy detalicznych, których zostawiono z torbami. Za wszystkie razy, kiedy ratowano ich z naszych pieniędzy, podczas gdy my zostawaliśmy z niczym”.

Dwa samochody jadą naprzeciw siebie z maksymalną prędkością. Kto skręci pierwszy – przegrywa.
Ceny akcji GameStop od kilku dni utrzymują się na podobnym poziomie (fot. Yahoo! Finance)
Ceny akcji GameStop od kilku dni utrzymują się na podobnym poziomie (fot. Yahoo! Finance)

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej