RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Uganda to ja

Yoweri Museveni nie zamierza oddawać władzy (fot. PAP/EPA/DANIEL URUNGU)
Yoweri Museveni nie zamierza oddawać władzy (fot. PAP/EPA/DANIEL URUNGU)

Władimir Putin, Alaksandr Łukaszenka – nie musimy daleko szukać, żeby znaleźć dyktatorów organizujących fasadowe pseudowybory, żeby utrzymać się u władzy. Jest to jednak praktyka, która najlepiej przyjęła się w Afryce, w krajach rządzonych przez partie z nazwami typu „front wyzwolenia” czy „ludowy kongres”, sugerującymi walkę o niepodległość albo sprawiedliwość. W rzeczywistości to satrapie w starym stylu. Taki model obowiązuje między innymi w Ugandzie, w której prezydent Yoweri Museveni rozpoczął szóstą kadencję ręcznego sterowania państwem.

Czy w Afryce żyją dinozaury? Szukano ich jeszcze w XXI wieku

Chociaż trudno w to uwierzyć, jeszcze w 2018 r. poszukiwano w Kongu żywego okazu dinozaura. Celem ekspedycji Adama Christoffera Knutha, właściciela...

zobacz więcej

Uganda to jedno z wielu państw Afryki skazanych na wieczną nijakość, mizerię. Bogacić szczególnie nie ma się na czym. Podstawa gospodarki to niewydajne rolnictwo. Jeżeli chodzi o surowce, w ziemi jest trochę złota, ale nie jest ono w stanie zagwarantować odpowiedniego poziomu życia dla ludności.

Po pierwsze, złoto daje zatrudnienie tylko małej części ludności, a po drugie to brudny interes. Przyciąga wszelkiej maści krętaczy i oszustów. O jego obrocie w Ugandzie świadczy fakt, że władze zgodziły się przyjąć złoto z Wenezueli, gdy prezydent Nicolas Maduro chciał je sprzedać za granicą, ale z pominięciem amerykańskich sankcji.

Uganda ma podobną historię, jak wiele innych krajów na tym kontynencie. W XIX wieku stała się kolonią Brytyjczyków w ramach Brytyjskiej Kompanii Wschodnioafrykańskiej, co oznaczało eksport zysków do Londynu. Osłabienie protektora po II wojnie światowej sprawiło, że pojawiły się ruchy niepodległościowe. Wprawdzie Brytyjczycy szybko je zdelegalizowali, ale oddolnego ruchu nie udało się powstrzymać.

Tygiel


9 października 1962 roku Uganda proklamowała niepodległość, a rok później ogłoszono kraj republiką federalną, gdyż jest zamieszkana przez wiele grup etnicznych, z których najliczniejsi są Gandowie; mniej więcej co piąty mieszkaniec należy do tej grupy. Dalej są Hima, Soga, Kiga, Teso, Lango i wiele pomniejszych, przy czym każda ma swój odrębny język.

Pierwszym prezydentem kraju został Edward Mutesa, a premierem Milton Obote z Ludowego Kongresu Ugandy (UPC), ale jak to w młodych republikach bez doświadczeń demokratycznych bywa, zaraz zaczęły się przepychanki. Górą wyszedł z nich Obote, który odsunął prezydenta od władzy i wprowadził dyktaturę. Obote postawił na rządy jednopartyjne, a jedyną legalną partią był jego UPC.

Beczka etiopskiego prochu

Mali, Nigeria, Algieria, Czad, Republika Środkowoafrykańska, Demokratyczna Republika Konga – wojen w Afryce stale przybywa. Kolejnym krajem, w...

zobacz więcej

Obote znacjonalizował przemysł i handel oraz zbliżył kraj do Związku Sowieckiego, co wywołało niepokój na Zachodzie. Nie do końca uzasadniony, bo prezydent postawił na politykę względnej neutralności. Obote miał jednak pecha, którego obrazem były słowa Ryszarda Kapuścińskiego z genialnego „Cesarza”: dłuższe przebywanie za granicą kończyło się niekiedy utratą fotela. Gdy w styczniu 1971 roku przebywał na konferencji szefów państw Wspólnoty Narodów w Singapurze, w kraju odbył pucz.

Władzę przejęli wojskowi z samozwańczym generałem Idi Aminem. Rozpoczął się najmroczniejszy okres w historii kraju. Amin zasłynął jak jeden z najbrutalniejszych dyktatorów nie tylko XX wieku. Powiedzieć, że był zdegenerowany, to nic nie powiedzieć. Był to obłąkaniec.

Rzeźnik


Podczas jego rządów w latach 1971-79 zginęło przeszło pół miliona ludzi, setki tysięcy uciekły między innymi do Tanzanii. Sam Obote się tam schronił. Amin wiele osób zamordował własnoręcznie, głowy wrogów trzymał w lodówce. Przyznawał się też do kanibalizmu, wyznał, że mięso człowieka jest bardziej słone od mięsa lamparta.

Został obalony w wyniku wojny z Tanzanią, która wsparła partyzantów walczących z reżimem Amina. Dyktator uciekł z kraju, znalazł schronienie u tylko trochę mniej brutalnego dyktatora Muammara Kadafiego w Libii. Na fotel prezydenta wrócił Obote i wprowadził swój reżim.

Represje stosowane przez nowego starego prezydenta doprowadziły do wybuchu wojny domowej, która przeszła do historii jako „Wojna w buszu”. Wtedy na szerokie wody wypłynęła postać Yoweriego Museveniego.
W Ugandzie trwa permanentny kryzys (fot. PAP/EPA/STR)
W Ugandzie trwa permanentny kryzys (fot. PAP/EPA/STR)

Putina posadzi, Krymu nie odda. Nowoczesny nacjonalista Nawalny

Groźny wróg reżimu Putina? Niewątpliwie tak. Jakiej Rosji chce? Tutaj już trudniej o jednoznaczną odpowiedź. Populizm i częsta zmiana poglądów –...

zobacz więcej

Yoweri Tibuhaburwa Kaguta Museveni urodził się 15 września 1944 roku w Rukungiri, mieście na zachodzie kraju, wówczas brytyjskiej kolonii. Jego rodzice Mzee Amos Kaguta i Esteri Kokundeka Nganzi byli analfabetami. Nie jest to zarzut dla ugandyjskiego systemu edukacji, po prostu uczenie ugandyjskich wieśniaków nie było czymś, co spędzałoby brytyjskim kolonizatorom sen z powiek. Ojciec był pasterzem bydła, matka – gospodynią domową.

Student


Rodzice postawili jednak na edukację syna, poszedł do szkoły i nie poprzestał na kilku klasach podstawówki, chodził między innymi do liceum dla chłopców w mieście Mbarara. Dostał się na Uniwersytet w Dar es Salaam w Tanzanii, gdzie studiował ekonomię oraz nauki polityczne.

W latach 60. uczelnie w Afryce były jednak przede wszystkim kuźniami dla ruchów narodowowyzwoleńczych o zabarwieniu marksistowskim. Sam Museveni również został marksistą i zwolennikiem radykalnych idei panafrykańskich. Przekonały go do tego między innymi wykłady lewicowego historyka Waltera Rodneya.

Będąc studentem współzałożył organizację polityczną – Afrykański Front Rewolucyjny Studentów Uniwersytetów, współpracujący z Frontem Wyzwolenia Mozambiku. Jej członkowie szkolili się w Mozambiku w walce partyzanckiej. W późniejszych latach stali się prominentnymi politykami nie tylko w Ugandzie, ale również Kenii, Sudanie czy Malawi.

Museveni pozostawał w opozycji do Amina. Oczywiście zaszył się w buszu, gdyby zdecydował się na opozycję polityczną w Kampali, jego głowa pewnie skończyłaby w lodówce Amina. Jak wielu jego rodaków przebywał w Tanzanii, gdzie szykował się do odbicia ojczyzny.

Rewolucje, wojny, zaraza. Fatalny rok reżimu Putina

Porażki najbliższych sojuszników, pandemia koronawirusa, kryzys na rynku ropy i gazu, utrata poparcia większości Rosjan, wreszcie kompromitacja w...

zobacz więcej

Porozumienie


Siły na uchodźstwie zaatakowały Ugandę z Tanzanii już we wrześniu 1972 roku, ale zostały odrzucone, ponosząc ciężkie straty. W październiku oba kraje podpisały porozumienie w Mogadiszu, które obligowało Tanzanię do niewspierania ugandyjskich bojówek. Museveni nie podporządkował się i w 1973 roku zorganizował partyzantkę o nazwie Front Narodowego Zbawienia. To był dla niego wyjątkowy rok, bo też wówczas ożenił się z Janet Katahą.

Do października 1978 był już znaczącą postacią w ruchu partyzanckim. Gdy wojska Imina zaatakował Kagerę w północnej Tanzanii, prezydent tego kraju Julius Nyerere wezwał Ugandyjczyków, by wsparli jego Ludowe Siły Obrony Tanzanii. Oddział Museveniego walczył pod wodzą brygadiera Silasa Maynugi i przy jego udziale udało się pokonać Amina.

Obote wrócił do władzy, gdy jego Ludowy Kongres Ugandy wygrał wybory, ale Museveni mu się nie podporządkował. Wrócił do kraju i po wsiach na południu, zamieszkiwanych głównie przez ludy Bantu, zebrał Armię Ludowego Oporu (PRA). Zwietrzywszy, że zdobycie władzy jest w zasięgu, Museveni w lutym 1981 roku zaatakował rządową Narodową Armię Wyzwolenia Ugandy (UNLA). Nie były to jedyne takie działania, grup partyzanckich wrogich Obotemu było więcej.

PRA połączyła się z między innymi Bojownikami Wolności Ugandy wodza Yusufu Lele i utworzyła Narodową Armię Oporu (NRA), która miała nawet zaplecze polityczne – Narodowy Ruch Oporu (NRM; trochę jak Sinn Fein przy IRA). NRM opracowała „dziesięciopunktowy program” dla przyszłego rządu. Jego elementami były: demokracja, bezpieczeństwo, konsolidacja jedności narodowej, obrona niepodległości, budowanie samowystarczalnej gospodarki, rozwój usług socjalnych oraz zwalczanie korupcji i nadużyć władzy. Na papierze była to wizja nie na żarty. I Obote potraktował ją poważnie. W ramach Operacji Bonanza wysłał wojska, które dokonywały masakr, co doprowadziło do większych napięć w i tak już skomplikowanej mozaice etnicznej w Ugandzie. Zginęło od 100 tysięcy do nawet pół miliona ludzi. Brutalna wojna domowa wywołała opór wobec Obotego także na łonie jego własnego Ludowego Kongresu Ugandy. Udany pucz przeprowadził generał Tito Okello z żołnierzami wywodzącymi się głównie z ludu Acholi.
Museveni rządzi od 1986 roku (fot. PAP/EPA/STR)
Museveni rządzi od 1986 roku (fot. PAP/EPA/STR)

Spadochron po abdykacji?

Media obiegły informacje o dwóch domniemanych abdykacjach. Według nich władzę mają wkrótce oddać królowa Elżbieta II oraz niekoronowany car Rosji...

zobacz więcej

Museveni był oczywiście zły, że przewrotu dokonała UNLA, gdyż sam już się widział w roli zbawcy narodu wyzwalającego uciskany lud spod buda tyrana. Podnosił, że armia nie ma moralnego prawa rządzić, gdyż jest zbrukana zbrodniami Obotego. Mimo to zgodził się na rozmowy pokojowe prowadzone pod patronatem prezydenta Keniii Daniela arap Moia, demokraty rządzącego swoim krajem ponad 30 lat, który dość nieoczekiwanie sam zrezygnował z władzy w 2002 roku.

Negocjacjom w Nairobi trwającym od sierpnia do grudnia 1985 roku towarzyszyły walki w Ugandzie, ale w końcu udało się osiągnąć porozumienie. Kampala została zdemilitaryzowana, zaś NRA włączono w struktury armii. Po kilkutygodniowych przepychankach, do których włączyli się żołnierze wierni jeszcze Aminowi, Museveni w końcu został zaprzysiężony na prezydenta 29 stycznia 1986 roku.

Zgodnie z wymogiem roztoczył wizję kraju powszechnej sprawiedliwości. – To nie jest zwykła zmiana warty, tylko fundamentalna zmiana – mówił podczas ceremonii. – Mieszkańcy Afryki, mieszkańcy Ugandy mają prawo do demokratycznego rządu. Nie jest to przysługa ze strony żadnego reżimu. Suwerenem jest naród a nie rząd – poleciały skrzydlate słowa.

Demokrata


Nowy prezydent ogłosił 10-punktowy program, który w przypadku realizacji stawiałby ugandyjską demokrację w pierwszym szeregu państw sprawiedliwych. – Drugi punkt naszego programu to bezpieczeństwo osób i mienia. Każdy Ugandyjczyk musi mieć zapewnione absolutne bezpieczeństwo, prawo do mieszkania tam, gdzie chce. Każda osoba, każda grupa, która zagraża bezpieczeństwu naszego narodu, musi zostać zniszczona bez litości. Ugandyjczycy powinni umierać tylko z przyczyn naturalnych, na które nie mamy wpływu, a nie z powodu działań innych ludzi, którzy nadal przemierzają nasz kraj wzdłuż i wszerz – wyjaśnił.

W praktyce tak różowo to nie wyglądało. Oczywiście Museveni musiał zagwarantować względną liberalizację życia politycznego, żeby móc liczyć na wsparcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Z czasem jednak reżim Museveniego zaczął pokazywać prawdziwe oblicze bezwzględnej dyktatury z jej wszystkimi atrybutami, a więc prześladowaniem opozycji, ograniczaniem wolności, w tym także wolności mediów i korupcją.

Tajemnice alkowy Putina

Oficjalnie samotnik, poświęcający całą swoją energię mateczce Rosji, mający niewielkie mieszanko, działkę, jakiś garaż, trzy stare auta – wręcz...

zobacz więcej

Słowa o sprawiedliwości nie przekonały wszystkich Ugandyjczyków. Pojawiały się ruchawki, szczególnie w północnej części kraju. Museveni odpowiedział na nie między innymi pacyfikacjami, jego żołnierze wyrzucili też ze swoich domów około 100 tysięcy mieszkańców miasta Gulu. W jego oddziałach służyły nawet dzieci.

Łamanie praw człowieka stało się codzienną praktyką, lotne brygady policji porywały i torturowały nieprawomyślnych obywateli. Pojawiły się zabójstwa pozasądowe i cała gama zabiegów dyktatorskich znanych z innych krajów, nawet nie tak odległych od Polski.

Korupcja


Rządy Museveniego to też wszechobecna korupcja. I to nie taka, że policjant bierze kilka szylingów i nie daje mandatu. Łapownictwo sięga najwyższych kręgów władzy. Brat prezydenta i jego doradca do spraw wojskowości Salim Saleh potrafił zamówić helikoptery dla wojska, wziąć 800 tysięcy dolarów prowizji, a na końcu okazało się, że kupiono bezużyteczny szmelc. Rada bezpieczeństwa ONZ opublikowała też raport, w którym wskazano, że Saleh jest zaangażowany w nielegalne wydobycie minerałów w Demokratycznej Republice Konga.

Funkcję doradcy prezydenta stracił po wybuchu skandalu, gdy pod przykrywką malezyjskiej firmy Westmont kupił udziały w największym banku Ugandy. Museveni zwolnił go, ale nie za afery – normalna rzecz w Afryce – tylko za „brak dyscypliny oraz pijaństwo” podczas służby wojskowej.

Korupcja stała się tak powszechna, że Museveni ogłosił nawet dzień modlitwy w intencji łaski Boskiego przebaczenia i żalu za takie grzechy kraju, jak korupcja. Prezydent zwrócił się do Ugandyjczyków za apelem o zebranie się razem i wspólną modlitwę, niezależnie od wyznania. Na punkt zborny wyznaczono teren byłego lotniska Kololo Airstrip w stolicy kraju, Kampali, a ci, którzy nie mogli dotrzeć, mieli gromadzić się w miejscach zamieszkania.
Bobi Wine rzucił wyzwanie dyktatorowi (fot. PAP/EPA/STR)
Bobi Wine rzucił wyzwanie dyktatorowi (fot. PAP/EPA/STR)

Co ciekawe, korupcja nie była jedynym grzechem, o którego przebaczenie mieszkańcy mieli błagać. Museveni skrzętnie wyliczył także malwersacje, nielegalne bogacenie się oraz sprzeniewierzanie środków publicznych, a więc grzechy władzy. Do tego dochodziły występki obywateli takie jak dewiacje seksualne czy czary. Jeżeli chodzi o to pierwsze, prezydent stoi na stanowisku, że związki homoseksualne są przeciw woli boskiej, zaś „europejscy homoseksualiści” rekrutują w Afryce.

Afery


Mimo licznych afer i braku wyraźnej poprawy życia mieszkańców, Museveni uzyskiwał kolejne reelekcje. Wprawdzie zagwarantował pluralizm w polityce, ale zmienił konstytucję pod siebie, żeby móc się ubiegać o więcej niż dwie kadencje. Stworzył model, w którym za fasadą demokracji kryła się brutalna i opresyjna dyktatura. Oczywiście pojawiały się obietnice, że już więcej nie będzie startował w wyborach, jak w 2006 roku, ale potem się z nich wycofywał, bo jednak – dowodził – ojczyzna go potrzebowała.

Mimo łamania praw człowieka i nawet nie zapędów, ale opresyjnych rządów dyktatorskich, nie miał też większych problemów ze społecznością międzynarodową. Wystarczyło, że był ważnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w wojnie z terrorem. Museveni był jednak zobligowany do lawirowania w tajemnej kabale ustaw i artykułów konstytucji. Wobec rosnącego niezadowolenia przywrócił limit dwóch kadencji prezydenckich (wydłużonych z pięciu do siedmiu lat), choć oczywiście władzy nie zamierzał oddawać.

Sprawdzianem siły Museveniego były styczniowe wybory. Prawo startu mieli w nich również inni kandydaci, żeby nikt nie podważał demokracji w Ugandzie. Na głównego rywala prezydenta wyrósł popularny piosenkarz Bobi Wine (prawdziwe nazwisko Robert Kyagulanyi). Programu szczególnie skomplikowanego nie miał – głównym postulatem było wezwanie do ustąpienia Museveniego.

Popularność Wine'a była problemem dla prezydenta. Służby aresztowały „Getto prezydenta”, co doprowadziło do zamieszek, w których zginęło co najmniej kilkanaście osób. Przed samymi wyborami Museveni wyłączył zaś media społecznościowe, żeby obywatelom nie mieszały w głowach. Prezydent wygrał piątą reelekcję, ale czy w uczciwych wyborach? Jakie to ma znaczenie, skoro wygrał prezydent będący uosobieniem słów francuskiego króla Ludwika XIV – „państwo to ja”.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej