RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Polacy przed wielką szansą. „Nie porównujmy ich do Orłów Wenty”

Polacy są jednym z objawień tych mistrzostw (fot. PAP/EPA)
Polacy są jednym z objawień tych mistrzostw (fot. PAP/EPA)

Polscy szczypiorniści wreszcie nawiązują do najlepszych lat. Dzięki świetnej postawie w defensywie, zaczynamy coraz śmielej myśleć o awansie do ćwierćfinału mundialu. By tego dokonać, musimy w sobotę pokonać Węgrów. - To będzie najtrudniejszy mecz tych mistrzostw - mówi w rozmowie z portalem tvp.info Maciej Wojs, komentator i ekspert TVP Sport.

Osiągnęliśmy wynik ponad stan. Za moment możemy grać o ćwierćfinał mundialu. Jak to się stało?

Maciej Wojs, TVP Sport: - Nie uważam, żeby to był wynik ponad stan. To, że gramy w drugiej rundzie, że kręcimy się w gronie drużyn, które będą walczyć o czołową ósemkę to jest coś, na co można było liczyć jeszcze przed mistrzostwami. Taki był zresztą cel: wyjść z grupy i zobaczyć, co się będzie działo dalej.

Walka jak równy z równym z mistrzami Europy, potem efektowna wygrana z Brazylią... To nie zaskoczenie?

- Oczywiście, że tak. Wydaje mi się, że sprzyja nam fakt, że polecieliśmy do Egiptu bez presji. Nie stawiano przed tymi chłopakami żadnych większych wymagań: wygrać z Tunezją, powalczyć z resztą, najważniejsze i tak dzieje się za dwa lata, gdy mundial rozegrany zostanie w Polsce i Szwecji. Cel zrealizowaliśmy już właściwie w pierwszym spotkaniu, a wszystko powyżej to miły bonus.

Nie sądzisz, że rywale nas zlekceważyli? Nie mamy gwiazd, mogli podejść na luzie, stąd dobre wyniki z Hiszpanami i Brazylijczykami.

- Nie wydaje mi się. Hiszpanie byli świeżo po remisie z Brazylią, grali z nami na 100 procent, widać było, że nie odpuszczają. Raz się nacięli, nie chcieli dopuścić do kolejnej wpadki. Tym bardziej Brazylijczycy. Po prostu dobrze gramy. Momentami bardzo dobrze.

Wygrywamy przede wszystkim dzięki znakomitej defensywie i postawie bramkarza. Spodziewałeś się, że to będzie naszą siłą?

- Gdybyś zapytał mnie przed mistrzostwami o nasze najmocniejsze punkty, wskazałbym oba skrzydła, wspomniałbym o solidnych obrotowych. Nie wpadłbym, że to może być defensywa. Z jednej strony trener Rombel mówił, że obrona ma być naszym "konikiem", że od niej wszystko się zaczyna, że jak będziemy grali dobrze w obronie, to z przodu coś wpadnie, ale nie spodziewałem się zupełnie, że to będzie funkcjonowało na takim poziomie.

Aż tak?

- Aż tak. Spójrz na Maćka i Tomka Gębalów. Grali ze sobą w jednej formacji mniej więcej dwa lata temu. Tomek był wtedy po pierwszej operacji kolana, od tego czasu nie było okazji, żeby się zgrać. Między innymi dlatego jestem zaskoczony. W styczniu też nie mieli zbyt wiele czasu, by popracować razem. Maciek Gębala dołączył do nich przecież pod koniec zgrupowania.

Maciej Gębala to kluczowy zawodnik naszej defensywy (fot. PAP/EPA)
Maciej Gębala to kluczowy zawodnik naszej defensywy (fot. PAP/EPA)

A bramkarze?

- To też ciekawa sytuacja. Mamy trzech graczy na równym, europejskim poziomie. Liczyłem, że w trakcie turnieju któryś z nich "odpali" - choćby dlatego, że współpracują ze Szmalem, który na pewno dobrze ich przygotuje. Paradoksalnie, po Adamie Morawskim oczekiwałem najmniej. Wcześniej w reprezentacji spisywał się albo słabo, albo w ogóle nie pojawiał się na boisku. Nie spodziewałem się, że tak wystrzeli.

Można powiedzieć, że to bramkarz jest naszym liderem?

- Nie. Nie mamy lidera. To też dobra rzecz. Są takie zespoły, że gdy wyłączysz jednego człowieka, to ich gra "leży". U nas wygląda to inaczej. Oczywiście Arkadiusz Moryto jest jednym z czołowych strzelców mistrzostw, ale to w dużej mierze dzięki rzutom karnym. Jeśli popatrzymy na atak pozycyjny, to tak naprawdę z każdej pozycji możemy zagrozić. Nie będzie tak, że Węgrzy ustawią się wysoko pod lewe czy prawe rozegranie i "leżymy".

Sugerujesz, że gdyby wstawić tam Lijewskiego w najlepszym momencie kariery to by przeszkadzał?

- Nie, oczywiście, że nie. I błagam: nie porównujmy ich do "Orłów Wenty" z Lijewskim, Jureckim i tak dalej. Tamci jechali na każdy turniej, nawet te mistrzostwa świata w 2007, albo w roli faworyta, albo "czarnego konia". Na podstawie wyników juniorskich reprezentacji można wiele wywnioskować i przenieść na rozgrywki seniorskie. Tamto pokolenie wygrywało wielkie imprezy, a przed mundialem grali w turniejach towarzyskich i pokonywali Rosjan, Hiszpanów... Gdy zaczynał się tamten turniej, myślałem sobie, że mogą powalczyć o medal. A teraz? Mieliśmy na rozkładzie takie "tuzy" jak Algieria, dwa razy Turcja i Rosjanie bez kluczowych graczy. I tyle. Jakim cudem mogliśmy oczekiwać, że na luzie rozjedziemy Brazylijczyków, którzy naprawdę dobrze rozpoczęli turniej? Że postawimy się Hiszpanom? Jeżeli wygramy z Węgrami, a Węgrzy grają w tym momencie na poziomie medalu tych mistrzostw, to dla mnie ten wynik Polaków mógłby być nawet większym zaskoczeniem niż srebrny medal z 2007 roku. W ciemno brałbym awans do drugiej rundy, a tu przecież całkiem poważnie rozmawiamy o szansach na ćwierćfinał.

Sam powiedziałeś, że Węgrzy grają "na medal". To oni będą w sobotę faworytami.

- Tak, zdecydowanie. Wydaje mi się, że to będzie nasz najtrudniejszy mecz na tych mistrzostwach. Nie tylko dlatego, że dojdzie wielka presja, gdzieś z tyłu głowy będą marzenia o ósemce... Węgrzy grają podobnie do Hiszpanów, to jest tzw. granie "trzy na trzy" lub "dwa na dwa", gdzie kołowy rozdziela defensywę przeciwnika i ma znaczący wpływ na kształt akcji. Tyle że są w tym obecnie od Hiszpanów lepsi, bo mają Bence Banhidiego - to prawdziwa bestia, ponad dwa metry wzrostu, jakieś 110 kilogramów...


Da się go jakoś zatrzymać?

- Będzie bardzo twardo stał na nogach, nie ma możliwości przewrócenia go, ale spodziewajmy się prawdziwych zapasów. To jest kwestia tego, w którym miejscu będzie się ustawiał - ważne, żeby Polacy współpracowali w obronie. Zostawienie jednego obrońcy z nim to będzie trochę samobójstwo. Mamy z nim szansę tylko wtedy, gdy jeden będzie go krył, a drugi będzie ustawiał się do asekuracji. Tu wiele zależy od zgrania Maćka i Tomka Gębalów, jak się będą komunikować, wymieniać... Boję się trochę, że Węgrzy wykorzystają fakt, że na pozycji numer dwa broni u nas Przemek Krajewski, który jest dość niski, "lekki" jak na piłkarza ręcznego. Obawiam się, że będą próbowali to wykorzystywać i ustawiać kołowego właśnie tam, bo Krajewski sobie z nim fizycznie nie poradzi. Najgorsze jest to, że nie do końca wiem, jak ten problem wyeliminować.

A my? Czym możemy Węgrów zaskoczyć?

- Szymonem Sićko. On pewnie będzie porównywany do Bieleckiego, ze względu na siłę rzutu, ale to jest facet grający inaczej niż Karol. Drugiego Bieleckiego nie będzie. On był w stanie rzucić z jednego kroku, z trzynastu metrów, z prędkością 120 km/h w samo "okienko". Szymon aż tak szalony nie jest. Za to trochę lepiej gra jeden na jednego, często wybija się - jak Grzesiek Tkaczyk - z dwóch nóg, co jest bardzo efektywne, ale też efektownie wygląda. Wielu byłych reprezentantów, na czele z Marcinem Lijewskim, chwali go, mówią, że będziemy mieli z tego chłopaka sporo pożytku. Gdybym miał wskazywać potencjalnego bohatera ofensywy, to właśnie jego.


***

Mecz Polski z Węgrami w sobotę o godz. 18:00. Transmisja w telewizyjnej Jedynce i na stronie TVP Sport. W poniedziałek ostatnie starcie tej fazy - z Niemcami (godz. 20:30). Jeśli wygramy oba mecze, znajdziemy się w najlepszej ósemce świata.

źródło:
Zobacz więcej