RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Więzień prezydentem

Sadyr Dżaparow został nowym prezydentem Kirgistanu (fot. PAP/EPA/IGOR KOVALENKO)
Sadyr Dżaparow został nowym prezydentem Kirgistanu (fot. PAP/EPA/IGOR KOVALENKO)

Więzienie po reprywatyzacji kopalni złota, ucieczka z kraju, powrót, znów więzienie, w końcu rola zbawcy narodu, który powstał przeciwko niesprawiedliwym rządom. Tak w skrócie można określić karierę Sadyra Dżaparowa, nowego prezydenta Kirgistanu. Afery to nic nadzwyczajnego w postardzieckiej republice w Azji Środkowej, ale przypadek Kirgistanu wymyka się wszelkim klasyfikacjom.

Chaos w Kirgistanie. To (jeszcze) nie rewolucja

W ciągu ostatnich 15 lat uliczne protesty obaliły dwóch prezydentów. Obecny prezydent Kirgistanu ma więc się czego obawiać. Ale opozycja, która...

zobacz więcej

Ducha Azji Środkowej idealnie oddają słowa Isłama Karimowa, pierwszego prezydenta Uzbekistanu, wyrosłego oczywiście z komunistycznej, sowieckiej rzeczywistości, gdy o lokalnych sekretarzach partii mówiono „wezyr”, „emir” czy „sułtan”. Gdy Michaił Gorbaczow wprowadził pierestrojkę i glasnot, obiecywał liberalizację i osłabienie zamordyzmu, Karimow pokazał, jak dalej będą wyglądały sprawy w jego regionie.

Karimow oficjalnie rozpoczął proces desowietyzacji, zmienił alfabet z cyrylicy na łaciński, ale jego „reformatorstwo” rozpoczęło się od płomiennego przemówienia, w którym mówił o pluralizmie i wolności słowa. Media były zachwycone. Pod koniec, gdy na sali pozostali tylko sekretarze obwodowi, a dziennikarze sobie poszli, Karimow powiedział rzecz najważniejszą. Wyjaśnił, że to wszystko pic na wodę.

Zabawy w demokrację


Zapomnijcie, o czym mówiłem. To dla prasy. Nie będzie żadnych zabaw w demokrację. Macie wziąć ludzi za mordę. Bez waszej zgody nikt nie ma prawa ruszyć palcem. Zrozumiano?! – rozkazał. Żadnych zabaw w demokrację.

Światłe wskazówki Karimowa podchwycili jego sąsiedzi: Nursułtan Nazarbajew w Kazachstanie, Saparmurat Nijazow w Turkmenistanie, Emomali Rahmon w Tadżykistanie i Askar Akajew w Kirgistanie.

Wieloletnie autorytarne rządy, które nie miały wiele wspólnego z demokracją, nie przeszkadzały Zachodowi potrzebującemu sojuszników w wojnie z terroryzmem, ale przede wszystkim uważającemu ten region za strefę wpływów Rosji. Nie przeszkadzały także Rosji, która sama demokratycznym przykładem nigdy nie świeciła, a też potrzebowała swoich ludzi albo chociaż gwarantujących, że będzie spokojnie.

Kirgistan wyłamał się jednak z tego schematu. Mieszkańcy nie mieli tyle pokory co sąsiedzi. Po sfałszowanych wyborach parlamentarnych z 27 lutego i 13 marca 2005 r. wybuchła rewolucja, która przeszła do historii pod nazwą tulipanowej. Przyczyn było wiele, od tarć pomiędzy klanami po niezadowolenie obywateli z życia w dyktaturze, powszechnej biedy i korupcji.

Pucz w Kirgistanie. Opozycja ogłasza przejęcie władzy

Ludowa Rada Koordynacyjna, powołana przez kilka partii opozycyjnych w Kirgistanie, oświadczyła, że przejmuje uprawnienia państwowe i rozwiązuje...

zobacz więcej

Co było nie do pomyślenia w sąsiednich krajach, mieszkańcy obalili prezydenta Akajewa, sprawującego wówczas trzecią kadencję, choć konstytucja przewidywała, że możliwa jest tylko jedna reelekcja. Odszedł też premier Nikołaj Tanajew. Rewolucja kosztowała życie co najmniej 15 osób, ponad 400 zostało rannych.

Boczny tor


Władzę zdobył Kurmanbek Bakijew, były premier u boku Akajewa, odsunięty ostatnio na boczny tor. Ponieważ Bakijew znał się na sprawowaniu władzy w stylu środkowoazjatyckim, zaczął wprowadzać własne rządy autorytarne. Oczywiście nie brakowało skrzydlatych słów o demokratyzacji, walce z korupcją i ograniczeniu wpływów klanów.

Moskwa na zmianę w Biszkeku pozwoliła, bo wiedziała, że z Bakijewa żaden demokrata, tylko typowy były komunistyczny aparatczyk, podobnie jak jego poprzednik posłuszny Rosji. Wsparcie Moskwy niewiele dało nowemu prezydentowi. Utrzymał się jeszcze krócej – zaledwie jedną kadencję.

Taktyka Bakijewa była – można się pokusić o stwierdzenie – dość prymitywna. Żadnej miękkiej dyktatury, tylko klasyczny model rządów autorytarnych ze wszelkimi jego atrybutami takimi jak zastraszanie opozycji, ograniczanie niezależności mediów, korupcja i nepotyzm. Ograniczanie niezależności mediów nie było kwestią reglamentacji papieru czy zamykania biur – ginęli dziennikarze, jak Ałmaz Taszijew czy Giennadij Pawluk.

Korupcja osiągnęła poziom godny satrapii afrykańskich. Prezydent Bakijew jedną ze swoich ostatnich decyzji mianował swojego syna Maksima szefem rządowej Agencji Rozwoju, Inwestycji i Innowacji, która kontrolowała środki finansowe napływające do kraju z zagranicy. Nie trzeba dużo złej woli, żeby stwierdzić, że to wybitnie korupcjogenne stanowisko.

Brat prezydenta Żanysz otrzymał natomiast funkcję kontrolną nad wszystkimi służbami mundurowymi. Transparency International uznała Kirgistan za jedno z najbardziej skorumpowanych państw świata.
Kirgizi już dwukrotnie obalali władzę (fot. PAP/EPA/IGOR KOVALENKO)
Kirgizi już dwukrotnie obalali władzę (fot. PAP/EPA/IGOR KOVALENKO)

Prezydent Kirgistanu podał się do dymisji

Prezydent Kirgistanu Suronbaj Dżinbekow podał się do dymisji. Oświadczył, że chce w ten sposób uspokoić sytuację w kraju i że nie chce trzymać się...

zobacz więcej

Jaka forma rządów?


Bakijew wprost przyznawał, że mu nie po drodze z demokracją. Przemawiając w marcu 2010 r. z okazji piątej rocznicy rewolucji tulipanowej przekonywał, że oparta na „zachodnim systemie praw człowieka demokracja może nie być najodpowiedniejszą formą rządów” dla Kirgistanu.

Ocenił, że właściwsze byłoby ustanowienie „demokracji doradczej”, odwołującej się do krajowych tradycji i opierającej się na konsultacjach z wpływowymi grupami kirgiskiego społeczeństwa. To ostatnie oznacza oczywiście klany, a więc dalszą legitymizację bezprawia.

Taki model mógłby się sprawdzić, gdyby po pierwsze Kirgistan miał złoża jak Kazachstan albo Turkmenistan, ale ziemie te przegrały w loterii geologicznej. Trafiło na jedną z najbiedniejszych byłych republik sowieckich, którą dotknął także spadek kursu rubla (znaczna część społeczeństwa utrzymuje się ze wsparcia bliskich pracujących w Rosji).

Po drugie, Kirgizi ośmieleni obaleniem Akajewa odważyli się usunąć kolejnego dyktatora i w kwietniu 2010 r. wszczęli następną rewolucję. Tym razem był więcej ofiar, co najmniej 85, oraz ponad 1,5 tys. rannych. Bakijew jak niepyszny musiał uciekać z kraju, a nową prezydent została przywódczyni opozycji Roza Otunbajewa.

Bakijew został potem zaocznie na 24 lata więzienia za tuszowanie przestępstw i nadużycia władzy podczas sprawowania funkcji głowy państwa, a następnie na dożywocie za organizowanie brutalnego tłumienia protestów antyrządowych. Obecnie ukrywa się na Białorusi, objęty ochroną innego dyktatora Alaksandra Łukaszenki.

Kazach wychodzi na ulicę

W ostatnich tygodniach przez Kazachstan przelewa się fala protestów. Jest to zjawisko dość zaskakujące. Dotąd w kraju było spokojnie, mieszkańcy...

zobacz więcej

– Mówią, że rewolucja w Kirgistanie została wywołana przez Rosjan, którzy nie chcieli, żeby z lotniska w Biszkeku korzystali Amerykanie prowadzący wojnę na południu – mówi portalowi tvp.info Polka mieszkająca w Kazachstanie, która wobec negatywnego nastawienia do reżimu panującego w tym kraju woli pozostać anonimowa.

Otunbajewa – jedyna prezydent w krajach Azji Środkowej – rządziła ponad rok i jej zasługą była pewna demokratyzacja procesów w państwie, również ewenement w tym regionie. Wybory w grudniu 2011 r. wygrał Ałmazbek Atambajew, który jednak pozwolił Amerykanom korzystać z bazy Manas przy lotnisku w Biszkeku, a jednocześnie był tak prorosyjski, jak to było możliwe.

Pokojowe przekazanie władzy


1 Atambajew rządził do 2017 r. Nie ubiegał się o reelekcję, bo zmieniona konstytucja tego zabraniała. Jego partia wystawiła premiera Sooronbaja Dżinbekowa, który wygrał i tu nastąpił kolejny nietypowy epizod – doszło do pierwszego w historii niepodległych państw Azji Środkowej pokojowego przekazania władzy między dwoma wybranymi w wyborach prezydentami.

Potem już tak pokojowo nie było. Dżinbekow wsadził swojego poprzednika do więzienia. W czerwcu 2020 r. Atambajew został skazany na 11 lat i 2 miesiące kolonii karnej, odebranie odznaczeń państwowych, utratę majątku za nadużycie władzy i niedopełnienie prezydenckich obowiązków. Do tego doszły procesy o niezgodne z prawem wypuszczenie na wolność gangstera Aziza Batukajewa oraz o współudział w zabójstwie policjanta, znieważenie munduru, branie do niewoli zakładników oraz zamach na władzę i próbę przewrotu.

Sam Dżinbekow długo nie utrzymał się u władzy. Jak wielu innych dyktatorów, postanowił pójść na skróty. Wybory parlamentarne w październiku ubiegłego roku zostały sfałszowane, wobec czego Kirgizi ponownie wyszli na ulice. Tym razem zginęła co najmniej jedna osoba, a ponad tysiąc zostało rannych. Do oburzenia po fałszerstwie wyborczym doszły inne przyczyny – zamknięcie Atambajewa, korupcja w rządzie i powszechna bieda.

Jednym z posunięć protestujących było uwolnienie z więzienia Atambajewa. Były prezydent jest już jednak politycznym trupem. Rozbłysła za to nowa gwiazda na politycznym firmamencie – Sadyra Dżaparowa, również uwolnionego z celi po szturmie protestujących. To on został nowym premierem, a wkrótce prezydentem.

Kirgistan zamyka granice

P.o. przewodniczącego Państwowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego (UKMK) Omurbek Suwanalijew poinformował o zamknięciu granic Kirgistanu. Chodzi...

zobacz więcej

Poborowy


Jego droga do najwyższego urzędu w państwie jest jedną z najciekawszych w byłych republikach sowieckich. Urodził się 6 grudnia 1968 r. w Keng Suu, wiosce przy granicy z Kazachstanem. Po liceum, które ukończył w 1986 r., dostał się do Kirgiskiej Narodowej Akademii Kultury Fizycznej i Sportu, ale wkrótce upomniała się o niego armia. Został poborowym i miał szczęście, że nie wysłano go wojować w Afganistanu. Przesłużył dwa lata w Nowosybirsku, w jednostce telekomunikacyjnej.

Po wojsku ukończył prawo na Kirgisko-Rosyjskim Uniwersytecie Słowiańskim w Biszkeku, już w niepodległym Kirgistanie. Na scenie politycznej pojawił się w 2005 r. Po rewolucji tulipanowej został członkiem Rady Najwyższej (Dżokorku Kenesz), jednoizbowego parlamentu Kirgistanu. Startował z partii prezydenta Bakijewa.

Po wyborach w 2007 r. został doradcą prezydenta i przedstawicielem Narodowej Agencji Zapobiegania Korupcji. Taka funkcja pozwala w Azji Środkowej korzystnie kontrastować. W kolejnych wyborach parlamentarnych w 2010 r. uzyskał reelekcję, ale już odciął się od skompromitowanego Bakijewa. Dołączył do partii Ata Żurt Kamczybeka Taszijewa, która opowiadała się większymi uprawnieniami dla prezydenta.

Dżaparow poważnie potraktował walkę z korupcją, choć czasem w dość osobliwy sposób. Zajął się nacjonalizacją kopalni złota Kumtör w górach Tienszan w rodzinnym obwodzie issykkulskim. Zarzucił nowemu właścicielowi, kanadyjskiej spółce Centerra Gold, korupcję i niszczenie środowiska (nic nadzwyczajnego – w ramach licznych katastrof, między innymi w 1998 r. podczas wypadku ciężarówki, dwie tony cyjanku spłynęły do strumienia w dolinie Barskoon, powodując zatrucia i śmierć kilku osób).

Urzędnicy w niewoli


Sprawa zrobiła się głośna i niebezpieczna. Doszło rozruchów, podczas których protestanci próbowali zająć Biały Dom w Biszkeku, czyli siedzibę prezydenta. Wzięto kilku urzędników jako zakładników. Prawnik zyskał popularność wśród rodaków, ale zapłacił za nią wyrokiem skazującym razem z Taszijewem. Miał do odsiedzenia półtora roku, ale został zwolniony z więzienia po zaledwie trzech miesiącach, w czerwcu 2013 r.
Dżaparowa czeka trudne zadanie (fot. PAP/EPA/IGOR KOVALENKO)
Dżaparowa czeka trudne zadanie (fot. PAP/EPA/IGOR KOVALENKO)

Prorok reglamentuje internet. Alternatywna rzeczywistość Turkmenistanu

Prorok, piosenkarz, sportowiec, chirurg, ekspert od wojskowości, hodowli koni, leśnictwa, uprawy herbaty – gdyby Leonardo da Vinci żył w naszych...

zobacz więcej

Sprawy jednak dopiero się rozwijały. 27 czerwca podczas protestów przeciwko kopalni Kumtör w Karakole protestujący próbowali porwać akima, czyli gubernatora regionu Emilbek Kaptagajewa i wzięli go do niewoli. Władze zarzuciły Dżaparowowi i Kubanyczbekowi Kadyrowowi, że odbyło się to z ich inicjatywy. Dżaparow uciekł z Kirgistanu i mieszkał m.in. na Cyprze oraz w Polsce.

Po kilku latach na obczyźnie stęsknił się na ojczyzną i postanowił wrócić, ale 25 marca 2017 r. został zatrzymany na granicy kirgisko-kazachstańskiej. Tym razem w sprawie Kaptagajewa skazano go na 11,5 roku więzienia. Wolność dali mu protestujący, którzy odbili go z więzienia.

Nastąpił osobliwy rozwój wydarzeń. Parlamentarzyści przebywający w hotelu Dostuk w stolicy ogłosili Dżaparowa prezydentem, ale 13 grudnia Dżinbekow odrzucił tę nominację. Trwały przepychanki prawne, które przerwał sam prezydent, uciekając z kraju. Już w Kazachstanie formalnie podał się do dymisji. Dżaparow ogłosił się tym razem urzędującym prezydentem.

Toraga odpuścił


Wprawdzie kirgiska konstytucja przewiduje, że po zwolnieniu urzędu prezydenta powinien go objąć toraga, czyli przewodniczący Izby Najwyższej, ale Kanatbek Isajew, który powinien tego dostąpić, zrezygnował. Ostatecznie parlament uznał 16 października Dżaparowa pełniącym obowiązki prezydenta. Rosja postraszyła, że została zobowiązana traktatem bezpieczeństwa, aby zapobiec całkowitemu załamaniu sytuacji u partnera, ale na straszeniu się skończyło.

10 stycznia odbyły się wybory prezydenckie, które z dużą przewagą wygrał Dżaparow. Otrzymał niemal 80 proc. głosów, ale jego legitymacja nie jest szczególnie mocna, gdyż znudzeni chaosem Kirgizi niezbyt chętnie poszli do urn. Frekwencja wyniosła poniżej 40 proc.

Upadek czerwonej księżniczki

Śpiewaczka, projektantka mody, celebrytka, ambasador, ale przede wszystkim córka Ojca. Dyktatora. Gulnara Karimowa stanowiła w Uzbekistanie niemal...

zobacz więcej

W swojej kampanii Dżaparow nie był szczególnie oryginalny. Obiecywał przede wszystkim podniesienie rent, emerytur i pensji oraz zwiększenie nakładów na służbę zdrowia i wzmocnienie walki z korupcją, czyli klasycznie. Jednak to nie status więźnia sumienia ani hojne obietnice przesądziły o jego zwycięstwie. Jako jedyny miał poważne pieniądze na kampanię i w wielu miastach tylko jego plakaty wisiały na ulicach. Jego kontrkandydacji, szermujący zwykle podobnymi hasłami, byli po prostu anonimowi i nie mogli się przebić.

Prezydent elekt twierdził, że fundusz wyborczy zebrał dzięki wpłatom od zwykłych obywateli, ale niezależne media ujawniły, że finansowanie nie było do końca przejrzyste. Ponad połowa z 60 mln somów (około 2,7 mln zł) pochodziło od 10 zamożnych osób i dwóch firm. Do tego Dżaparow jako pełniący obowiązki prezydenta postarał się o wsparcie aparatu państwowego.

Populizm


Dżaparow niekoniecznie musiał kupić sobie władzę, ale z pewnością kupił sobie spokój. Równolegle z wyborami prezydenckimi odbyło się referendum w sprawie ustroju i obywatele na fali entuzjazmu po obaleniu poprzedniego dyktatora zgodnie z apelami jego demokratycznego następcy opowiedzieli się za jego wizją, czyli... wzmocnieniem władzy prezydenckiej. Pomogły nacjonalistyczne i populistyczne hasła Dżaparowa z kampanii, który mówił o konieczności wprowadzenia silnej władzy. W zasadzie władzy do jakiej mieszkańcy tego regionu są przyzwyczajeni od wieków.

Moment dla Dżaparowa był dobry. W czasie pandemii COVID-19 najważniejsi sąsiedzi Kirgistanu – Chiny i Rosja – są zajęci własnymi problemami. Pekin i Kreml ograniczyły się jedynie do apeli o uspokojenie sytuacji i uznania wyborów. Z drugiej strony koronawirus osłabił i tak tradycyjnie słabą gospodarkę Kirgistanu, a to wobec perspektywy zmierzenia się z nierozwiązywalnymi problemami społecznymi może w dalszej perspektywie doprowadzić do niepokojów.

Wyzwaniem dla Dżaparowa jest też geografia i duże zróżnicowanie regionalne kraju. Kraj jest podzielony na zindustrializowaną, raczej świecką i prorosyjską północ oraz rolnicze, bardziej religijne południe, deklarujące lojalność wobec Rosji, ale bliższe Chinom. Nowy prezydent to człowiek północy i już środowiska prozachodnie (Komisja Wenecka skrytykowała wzmocnienie władzy prezydenckiej) oraz elity południa są przeciwko niemu.

Na razie nieskompromitowany Dżaparow cieszy się największym poparciem, mocny mandat ma, ale nie wiadomo jak długo to się utrzyma. Problemów społecznych nie rozwiąże, bo to niewykonalne, a obietnice wyborcze trzeba będzie zacząć realizować. Gospodarki nie zbawi, bo też się nie da. Możliwa jest sytuacja trochę jak z ładną dziewczyną w knajpie: jest powabna, dopóki się nie odezwie, wtedy zauroczenie szybko mija. Kolejna rewolucja w Kirgistanie może być zatem tylko kwestią czasu.

Czytaj także: Kazachstan: zniesiono karę śmierci

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej