RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Zawsze wiedział, dokąd jedzie”. Pogrzeb kierowcy ks. Jerzego Popiełuszki

Waldemar Chrostowski zmarł 8 stycznia. Miał 78 lat (fot. PAP/T.Gzell)
Waldemar Chrostowski zmarł 8 stycznia. Miał 78 lat (fot. PAP/T.Gzell)

Na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach pożegnano Waldemara Chrostowskiego, kierowcę księdza Jerzego Popiełuszki i świadka porwania męczennika.

„Ks. Jerzy Popiełuszko i Marek Rosiak stracili życie przez ludzką nienawiść”

Szef KPRM Michał Dworczyk przypomniał, że w poniedziałek przypada 36. rocznica śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz 10. rocznica zabójstwa...

zobacz więcej

Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił ks. infułat Jan Sikorski, który po śmierci ks. Jerzego był odpowiedzialny za odprawianie Mszy św. za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki.

– Zawsze wiedział, dokąd jedzie. Był wyjątek w tej tragicznej, a może i opatrznościowej podróży, gdy wracał z Bydgoszczy i kiedy niespodziewanie złość ludzka uczyniła taką straszliwą zasadzkę – mówił kapłan podczas homilii

We mszy św. żałobnej uczestniczył też ks. Józef Nowakowski, emerytowany proboszcz parafii Najświętszej Marii Panny w Toruniu. Jemu jako pierwszemu Waldemar Chrostowski przekazał wiadomość o porwaniu kapłana.

Pamiętna wizyta w Bydgoszczy


Śp. Waldemar Chrostowski w latach 80. był kierowcą ks. Jerzego Popiełuszki. 19 października 1984 r. wraz z nim udał się do Bydgoszczy, gdzie w kościele pw. Świętych Polskich Męczenników kapelan warszawskiej „Solidarności” odprawił mszę św. i prowadził rozważanie do tajemnic różańca.

-> Przeczytaj również: Jako TW SB inwigilowała księdza. Teraz zajmuje się walką z dyskryminacją

W drodze powrotnej ks. Popiełuszko i Chrostowski zostali porwani przez funkcjonariuszy SB. Kierowcy księdza cudem udało się uciec z jadącego samochodu. Jego zeznania były kluczowe w późniejszym procesie zabójców ks. Jerzego.

Przyjaciel ks. Jerzego


– Był jednym z najbliższych przyjaciół i towarzyszy ks. Jerzego. Ochraniał go, prowadził jego samochód, również w czasie tej ostatniej ziemskiej podróży. Gdyby nie to, że udało mu się z narażeniem życia wyskoczyć z porwanego przez esbeków auta, zapewne nie dowiedzielibyśmy się, co się z ks. Jerzym stało. Ksiądz byłby kolejną ofiarą nieznanych sprawców i jego mordercy dożyliby swoich dni w spokoju, tak jak dożywają w spokoju mordercy innych księży, i nie tylko księży – mówił Katolickiej Agencji Informacyjnej Tomasz Wiścicki, współautor książki „Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Wiara, nadzieja, miłość. Biografia Błogosławionego”. Odnosząc się do kontrowersji wokół postaci Waldemara Chrostowskiego i oskarżeń o współpracę z SB Tomasz Wiścicki zaznaczył, że kontrowersji nie należy pomijać, choć jego zdaniem formułowane oskarżenia mają bardzo słabe podstawy. Jak wyjaśnia, w aktach SB zachował się jedynie zapis rejestracyjny, z którego wynika, że Chrostowski był brany pod uwagę jako ewentualny donosiciel w otoczeniu ks. Jerzego.

Dezinformacja po zabójstwie ks. Jerzego. Mordercy „uzgadniali działania” z szefem SB

Grzegorz Piotrowski po zabójstwie ks. Popiełuszki raportował wykonanie zadania i „uzgadniał działania dezinformujące” bezpośrednio z samym szefem...

zobacz więcej

– Nie wiemy natomiast zupełnie, czy do jakiegokolwiek werbunku doszło, a gdyby nawet, czy cokolwiek z tej współpracy wynikło – podkreślał publicysta. Zwraca jednocześnie uwagę na szykany wobec Waldemara Chrostowskiego ze strony SB w postaci spalenia jego mieszkania.

– Oskarżenia formułowane są również na podstawie faktu, że Chrostowskiemu udało się uciec z jadącego samochodu, choć teoretycznie wyskakując z niego powinien się zabić. Ci, którzy sugerują, że ta ucieczka była ukartowana, nie biorą jednak uwagę, że uciekający, skądinąd bardzo sprawny fizycznie, strażak i były żołnierz czerwonych beretów (dywizji powietrzno-desantowej – red.), ratował życie. W takich sytuacjach czasem udaje się to, co się udać nie powinno – wskazywał Wiścicki.

– Jak wynika z wiarygodnych zeznań, mordercy dawali mu jasno do zrozumienia, że go zabiją wraz z ks. Jerzym. Piotrowski mówił: „Szykuj się, Walduś, w swoją ostatnią drogę”. Chrostowski wiedział, że nie ma nic do stracenia, że i tak umrze; a jeśli wyskoczy – to ma szansę przeżycia, choćby niewielką – dodał współautor biografii ks. Popiełuszki.

-> Przeczytaj także: „Układy lokalne, SB, obecne służby”. Wciąż nie wyjaśniono śmierci ks. Blachnickiego 

Wiścicki przypomniał też, że wbrew niektórym opiniom, Waldemar Chrostowski nie wyszedł ze swojego skoku bez szwanku. Przeciwnie – wydarzenie to odbiło się bardzo poważnie, nawet dramatycznie, na jego zdrowiu i zapewne skróciło mu życie.

- Kontrowersje wynikają z faktu, że nie zachowały się akta Waldemara Chrostowskiego. W tej sytuacji historyk musi powiedzieć: „Nie wiemy”. Takie stwierdzenie nie daje jednak podstaw do formułowania oskarżeń – wyjaśniał.

źródło:
Zobacz więcej