RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Afera Amber Gold. Nie znam, nie słyszałem, nie pamiętam…

Dokument został pokazany 13 stycznia w TVP (fot. Forum/ Bartlomiej Kudowicz)
Dokument został pokazany 13 stycznia w TVP (fot. Forum/ Bartlomiej Kudowicz)

Kulisy afery Amber Gold, o której w ostatnim tygodniu przypomniała TVP filmem Sylwestra Latkowskiego „Taśmy Amber Gold” pokazały jak bardzo – w sprawach zahaczających o politykę – zawodziły służby specjalne i prokuratura. Sęk w tym, że taka indolencja towarzyszy im od zarania III RP – a można też odnieść wrażenie graniczące z pewnością, że do dziś w tym zakresie niewiele się zmieniło.

Amber Gold pod lupą Latkowskiego

Co premier Donald Tusk wiedział o Amber Gold? Jaką funkcję w firmie pełnił jego syn? Co się stało ze złotem klientów piramidy finansowej Marcina...

zobacz więcej

Ostentacyjny - można odnieść wrażenie - nieprzypadkowy tumiwisizm i zachowawczość polityków, nieudolność organów ścigania, służb specjalnych, arogancja i buta polityków minionego układu rządzącego wynikająca wprost z poczucia bezkarności.

Wyemitowany w ubiegłym tygodniu przez Telewizję Polską film Sylwestra Latkowskiego, co prawda nie odsłonił nowych faktów, ale przypominał jak wygląda – w odniesieniu nie tylko do Polski lokalnej - funkcjonowanie aparatu państwa, w sytuacji, gdy jego przedstawiciele nie znajdują się pod okiem dziennikarskich kamer.

Wreszcie przypomniał, że przepis na postpeerelowskie państwo, w którym króliczka będzie się gonić, ale tak żeby go nie dogonić, w którym układy ludzi czerwonych elit i byłych służb państwa totalitarnego będą nietykalne ( o ile ich beneficjenci nie wychylą się za bardzo) w przypadku III Rzeczpospolitej sprawdził się – niestety – aż za dobrze. I, co poraża, niestety sprawdza się nadal.

Zobacz także: Deep state i Amber Gold

Afera Amber Gold. 19 tys. pokrzywdzonych, 850 mln zł strat

Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosi wyrok w trwającym od ponad trzech lat procesie ws. afery finansowej Amber Gold. Prokuratura wniosła o kary po 25 lat...

zobacz więcej

Kulisy jednej z najgłośniejszych afer ostatnich lat – Amber Gold - na zawsze chyba pozostaną już domeną twórców i miłośników teorii spiskowych. Nie udało się ich ustalić i wyjaśnić ani organom ścigania, ani wymiarowi sprawiedliwości, ani sejmowej komisji śledczej.

Dziwne? Bynajmniej. Żadna z większych afer III RP, w której pojawiały się – choćby tylko w tle - nazwiska wpływowych polityków ani wcześniej, ani dziś - mimo buńczucznych zapowiedzi - nie została do końca wyjaśniona i rozliczona. Co gorsza, wygląda też na to, że brakuje pomysłu i chęci, by cokolwiek w tym zakresie zmienić.

Błąd założycielski III RP


Jasne – są głośne śledztwa, spektakularne wystąpienia polityków i równie ich spektakularne dymisje, cyrk pod hasłem „walczymy z aferami, układami, powiązaniami,* (niepotrzebne skreślić) daje już ponad trzydzieści lat niezłe szoł ku uciesze gawiedzi, tyle, że co z tego szoł wynika? Ano niewiele. Poza oczywiście tym, że każde szoł musi się kiedyś skończyć; w przypadku naszej Najjaśniejszej kończy się ono wraz ze zmianą władzy, która to w nowym rozdaniu zamyka medialny sezon łowów na aferzystów uruchamiając kolejny pokazowy serial „a teraz ścigamy tamtych”. „Ale wkoło jest wesoło, ooo, Człowiek w pracy, małpa w zoo, ooo(…) Jak naprawdę jest nikt nie wie, ooo” - śpiewał zespół Perfect.

Mechanizm systemowy, który de facto zamienił polskie organa ścigania i wymiaru sprawiedliwości w aparat z dykty i kartonu zaistniał – dziś można chyba założyć, że nie przypadkiem - już u zarania odradzającej się po latach komunizmu Rzeczypospolitej. Sięgnijmy chociażby po słynną „aferę FOZZ”, nazywaną w Polsce matką wszystkich afer. Systemowe rozliczenie sprawy defraudacji pieniędzy z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego zajęło nowemu państwu ponad 14 lat, a sposób w jaki zostało to przeprowadzone budzi więcej wątpliwości i zastrzeżeń niż satysfakcji z działań państwa.

Wybranowski: Demokraci z Mysiej

Niecałe 31 lat od rozwiązania Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, w środowiskach lewicowo-liberalnych, niestety także i w...

zobacz więcej

Z jednej strony bowiem zapadły w tej sprawie wyroki skazujące m.in. Grzegorza Żemka – na 9 lat pozbawienia wolności, z drugiej – organa państwa badające sprawę nigdy nie zdołały – a można też zastanawiać się czy rzeczywiście chciały – wyjaśnić sprawy zagadkowej śmierci inspektora NIK Michała Falzmanna, który aferę wykrył. Czy też śmiertelnego w skutkach wypadku samochodowego jego przełożonego, prezesa NIK Waleriana Pańko.

W głośnej i sięgającej początków III RP „aferze alkoholowej”, na której Polska straciła co najmniej 2 biliony ówczesnych złotych, pierwsza parlamentarna komisja śledcza wskazała na personalną odpowiedzialność m.in. byłego wicepremiera Leszka Balcerowicza oraz byłych szefów MSW: Czesława Kiszczaka i Krzysztofa Kozłowskiego. Po kolejnych sześciu latach politycznego bicia piany ostatecznie Trybunał Stanu uznał za winnych tylko dwóch byłych politycznych prominentów: Dominika Jastrzębskiego ( byłego ministra ds współpracy gospodarczej z zagranicą) i Jerzego Ćwieka (byłego prezesa Głównego Urzędu Ceł). Nikomu z zamieszanych w aferę I ligowych baronów politycznych włos z głowy nie spadł.

Nota bene w aferze rublowej polegającej na wytransferowaniu pieniędzy ze Skarbu Państwa dzięki zawartym fikcyjnym umowom z rosyjskimi firmami również do odpowiedzialności pociągnięte zostały wyłącznie biznesowo-polityczne płotki.

Im dalej w las...


Mechanizm przykrywania afer tudzież niewłaściwego nadzoru nad działaniami organów ścigania i służb, który sprawdził się w początkach III Rzeczypospolitej z powodzeniem, został zastosowany w kolejnych latach i przez kolejne rządy. „Sprawa Romana Kluski” i bulwersujące przejęcie – z wykorzystaniem ludzi Wojskowych Służb Informacyjnych - stworzonej przez niego firmy „Optimus”? Kilka śledztw, medialna burza, buńczuczne deklaracje polityków – były. Winnych nie ma.

Zmęczenie sytych kotów

Jest coś niezwykle symbolicznego w tym, gdy czołowi beneficjenci przemian ustrojowych III RP: Włodzimierz Cimoszewicz i Andrzej Olechowski...

zobacz więcej

Afera Rywina? Drobne wyroki dla zamieszanych w sprawę ( Lew Rywin – 2 lata więzienia i 100 tys zł grzywny, Aleksandra Jakubowska – 8 miesięcy więzienia przy czym karę zawieszono). I głośne orzeczenie sądu apelacyjnego, który potwierdzając istnienie specyficznej „grupy trzymającej władzę” przyznawał jednak, że nikomu – ani prokuraturze ani komisji śledczej – nie udało się składu takiej grupy ustalić. Temat zamknięto, mimo że jeszcze w trakcie prac komisji śledczej Zbigniew Ziobro deklarował, iż po przejęciu władzy przez PiS złoży wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera. Na deklaracjach Ziobry się skończyło - nigdy takiego wniosku nie złożył.

Afera hazardowa w okresie rządów PO-PSL? Dynamicznie badana przez śledczych w okresie medialnego zainteresowania. W 2011 roku, po umocnieniu się na stanowiskach władzy ludzi Platformy postępowanie w całej sprawie umorzono. Wznowione, po wygranych przez PiS wyborach w 2017 roku, doprowadziło do postawienia Jackowi Kapicy - byłemu wiceministrowi finansów i byłemu szefowi Służby Celnej - zarzutu „umyślnego niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej”. Jedenaście lat od wykrycia całej afery nie zapadło w niej dotąd żadne prawomocne rozstrzygnięcie.

Ale, co istotniejsze, nigdy organy państwa nie podjęły wymiernych działań w celu ustalenia w jaki sposób z zamkniętego spotkania Donalda Tuska i kilku jego współpracowników z szefami CBA, do osób zamieszanych w aferę wyciekły informacje o prowadzonym śledztwie.

Kasta

W każdym odcinku reporterzy przedstawią historie ludzi pokrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości i kontrowersyjne wyroki sądów. Program będzie...

zobacz więcej

Zmieniło się tyle, a nic się nie zmieniło


2015 rok i „dobra zmiana” niewiele zmieniła jeśli chodzi o działanie organów ścigania w sprawach, w których pojawiają się nazwiska polityków ze świecznika. Tak zwana „afera marszałkowa” i prowokacja z udziałem byłego marszałka Sejmu, a później prezydenta Bronisława Komorowskiego oraz byłego szefa ABW gen. Krzysztofa Bondaryka, wymierzona w pracę Komisji Weryfikacyjnej WSI połączona z przejęciem dokumentów Komisji – mimo wielokrotnych zapowiedzi polityków PiS, po przejęciu władzy przez partię Kaczyńskiego nie doczekała się prokuratorskiego śledztwa.

Głośna sprawa „reprywatyzacji” wydawnictwa „Presspublika” – sprzedaży firmy wydającej „Rzeczpospolitą” i Tygodnik „Uważam Rze” bliskiego politykom rządu PO-PSL biznesmenowi Grzegorzowi Hajdarowiczowi w niepokojących okolicznościach – jak wykazał audyt Ministerstwa Skarbu przeprowadzony w 2016 roku utknęła na etapie postępowania krakowskiej prokuratury i leży tam już 5 lat. Nie doczekała się efektów w postaci rozstrzygnięć procesowych bądź choćby wymiernych działań śledczych.

Co ciekawe, krakowscy prokuratorzy krytykowani za marazm w tej sprawie, postanowili uciąć krytykę prasową odmawiając dziennikarzom udzielania informacji. Nadzór nad sprawą Prokuratora Generalnego okazał się być fikcją.

Głośna sprawa inwigilacji dziennikarzy w latach 2007-2014, nota bene podparta dokumentami zabezpieczonymi w CBA i ABW po czterech latach marazmu śledczych została zakończona umorzeniami. Teraz podjęto ją ponownie, głównie pod wpływem krytyki prasowej. Odnoszę jednak wrażenie, że i w tym przypadku chodzi przede wszystkim o gonienie króliczka niż go złapanie.

Radny z Ostrowca Świętokrzyskiego wykluczony z PiS

Mateusz C., wiceprzewodniczący klubu radnych PiS w ostrowieckiej radzie miasta został wykluczony z partii. Samorządowiec jest podejrzany o...

zobacz więcej

Głośne śledztwa w sprawie korupcji w Sądzie Najwyższym, katastrofy smoleńskiej czy „zbrodni dyplomatycznej”, w których kierownictwo Prokuratury Krajowej jeszcze w latach 2016-2017 mówiło o bardzo mocnych, wręcz przełomowych dowodach? Kolejny rok czekają – bez wyjaśnienia i decyzji procesowych – jak się wydaje na moment, w którym opinia publiczna o nich zapomni.

A w Polsce lokalnej?


Bulwersująca sprawa śmierci głogowskiego radnego Pawła Chruszcza, który w niewyjaśnionych okolicznościach miał popełnić samobójstwo doczekała się śledztwa. Jednak - jak opisywaliśmy wspólnie z red. Karoliną Bacą-Pogorzelską i red. Blanką Aleksowską - pełnego dziur, zaniedbań, niewykonanych czynności, zignorowanych materiałów dowodowych, nieweryfikowanych informacji. Mimo ujawnienia informacji o lukach w śledztwie, wątpliwościach, które potwierdziła też analiza Zespołu Prawa Karnego RPO – prowadzący je prokurator został awansowany, a Prokuratura Krajowa nie zdecydowała się dotąd - choć wydawałoby się to oczywiste – wydać decyzji o wznowieniu śledztwa celem jego uzupełnienia. Wiele wskazuje, że to kolejna ze spraw, w której państwo polskie zrobiło wszystko – by tak naprawdę nic nie wyjaśnić.

Aferalny szoł


Kilka lat temu - było to przed wyborami w 2011 roku - miałem okazje, w mocno nieformalnych, towarzyskich, mocno zakrapianych okolicznościach, pełen dobrej wiary zapytać pewnego prokuratora prowadzącego postępowanie dotyczące byłego współpracownika SB, dlaczego prowadzona przez niego sprawa tak długo trwa. Roześmiał się, spojrzał z wyższością na wciąż jeszcze młodego wówczas człowieka i stwierdził, że idealistą to on był na studiach. A teraz po prostu musi utrzymywać rodzinę, niezależnie od tego która opcja rządzi.

I tak aferalny szoł kręci się i kręcić się będzie, ku uciesze gawiedzi i bez istotnych rozstrzygnięć. Niezależnie od tego, która opcja rządzi.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej