RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Krzysztof Karnkowski: Deep state i Amber Gold

W środowy wieczór TVP pokazała film dokumentalny Sylwestra Latkowskiego „Taśmy Amber Gold. (fot. PAP/Marcin Obara)
W środowy wieczór TVP pokazała film dokumentalny Sylwestra Latkowskiego „Taśmy Amber Gold. (fot. PAP/Marcin Obara)

W środowy wieczór TVP pokazała film dokumentalny Sylwestra Latkowskiego „Taśmy Amber Gold. Układ Trójmiejski nie umiera nigdy”. Podczas premiery, według pierwszych danych, film obejrzało trzy miliony widzów, co pokazuje, że sprawa sprzed kilku lat, bynajmniej w satysfakcjonujący sposób nie zamknięta, wciąż budzi bardzo silne emocje i interesuje Polaków. Niemal dziewięć lat od wybuchu afery, z których ostatnie pięć przypada na rządy Prawa i Sprawiedliwości, można wyciągnąć z niej jeszcze kolejne wnioski, również łącząc ją z całkiem współczesnymi wydarzeniami. Nie będą to jednak budujące refleksje.

Karnkowski: „Koszmar” minionych świąt

Czasem odnieść można wrażenie, że najczęściej w tych dniach powtarzane słowa „święta, święta i po świętach” pracownicy kilku redakcji chcieliby...

zobacz więcej

Temat afery Amber Gold pozostaje bardzo niewygodny dla Platformy Obywatelskiej, jej zaplecza, również medialnego i wszystkich sił, które brały udział w tuszowaniu lub tylko celowo nie zauważały wszystkiego, co działo się wokół Marcina P. Jednak po kilku latach przestaje być wygodny również dla PiS, ponieważ konsekwencje prac komisji badającej tę sprawę i późniejsze rozliczenia są jak na razie bardzo niewystarczające. Temat zaś wciąż jest dla Polaków żywy i interesujący, co widać po zainteresowaniu filmem Latkowskiego podczas emisji i w internecie. Krytycy, często nie do końca bezinteresowni, piszą, że nie zobaczyliśmy niczego nowego.

Jedni nie zobaczyli, inni zobaczyli, nie każdy śledził sprawę z równym zainteresowaniem; nie wszyscy oglądali całość prac komisji sejmowej i wyłapywali wszystkie informacje z mediów lokalnych i ogólnopolskich. Bezwład służb i wymiaru sprawiedliwości, obojętność lub przyzwolenie polityków, którym powierzamy nasze bezpieczeństwo nie tylko militarne i fizyczne, lecz również ekonomiczne, to sprawy, o których trzeba przypominać.

Po Amber Gold nie było żadnego spektakularnego odejścia z polityki ani żadnej dymisji, co najwyżej werdykt wyborców, na który jednak złożyło się wiele spraw, wśród których trójmiejska afera odegrała na pewno istotną rolę, lecz czy była najważniejsza? Kluczowe były prawdopodobnie taśmy, zresztą ujawnione przez Latkowskiego, i wyjazd Donalda Tuska do Brukseli, który pozbawił Platformę skutecznego przywództwa. Czy sprawa Amber Gold miała wpływ na decyzje lidera PO, tego nie wiemy, wiemy jednak, że odgrywając w niej być może drugoplanową, lecz jednak istotną rolę, czuł się bardzo pewnie.

Krzysztof Karnkowski: Rok w zamknięciu

Przystępując do tworzenia ostatniego w 2020 roku tekstu, z ciekawości sprawdziłem, czego dotyczyły moje pierwsze pisane w styczniu artykuły....

zobacz więcej

Widzimy to również w filmie Latkowskiego , który przypomina zasłyszane przez syna byłego premiera zapewnienia, że komisji śledczej z tego nie będzie. Tusk tym razem pomylił się, nie po raz pierwszy, nie ostatni. Jednak motywów działania Michała Tuska dalej tak naprawdę nie znamy, widzimy tylko to, co na powierzchni, nielojalność wobec pracodawców i gładkie przechodzenie do porządku dziennego nad konfliktem interesów. A przecież mamy do czynienia z człowiekiem niewątpliwie inteligentnym i, zapewne w granicach ostrożności procesowej, szczerym. Młody Tusk wydawał się bowiem szczery zarówno wtedy, gdy przed komisją mówił o Amber Gold jako „lipie”, czym poniekąd wsypał bardziej ojca niż siebie, i u samego Latkowskiego, gdy opowiadał o rodzinnych rozmowach, nie kryjąc swoistego dystansu, może nawet rozczarowania.

Czy ma tu znaczenie wątek potencjalnego wpływu funkcjonowania linii lotniczych OLT Express na funkcjonowanie LOT i jego po cichu planowaną sprzedaż niemieckiej konkurencji, który Latkowski zresztą tylko ledwie musnął? OLT, wspierane bardzo chętnie przez polityków, zwłaszcza lokalnych, powstały przecież ze środków Amber Gold, by przez pewien czas, funkcjonując wbrew jakimkolwiek rynkowym zasadom, podgryzać państwową firmę. „Mechanizm #AmberGold był rozbrajająco bezczelny. Za pieniądze ukradzione Polakom powstała linia lotnicza, która sama bankrutując miała wcześniej doprowadzić do upadku LOT, żeby ten można było przejąć za bezcen” – streszcza całą sytuację Michał Rachoń, zapowiadając konieczne post-scritum do filmu w czwartkowej audycji „Jedziemy”. „Najwyższy czas zerwać z doktryną, że LOT to jest firma, którą należy ratować za wszelką cenę, niezależnie od realiów, tylko dlatego, że nazywa się LOT i ma piękna tradycję” – mówił Donald Tusk w 2013 roku, zapowiadając też przy okazji kolejnej transzy pomocy rządowej, że nie ma mowy o ratowaniu polskich linii lotniczych za wszelką cenę.

Karnkowski: Sondaże pod choinkę i stare kłopoty

Przez ostatnie dni przed Bożym Narodzeniem politycy koalicji rządzącej mogą w swoją przyszłość patrzeć z pewnym optymizmem. Z wyjątkiem bardzo...

zobacz więcej

Jeśli dobrze zrozumiałem przesłanie filmu, głównym motywem jego powstania była niezgoda na zamknięcie tematu jednym wyrokiem i próba uzasadnienia tej niemożności wykazaniem, że to przecież niemożliwe, by za tak wielką sprawą faktycznie stać mógł jeden młody, niezbyt ogarnięty człowiek. Człowiek z kryminalną przeszłością, żoną i teściową, której fraza: „Nie odpowiem na to pytanie” była swoistym lejtmotywem całej opowieści. Jest to podejście jak najbardziej zrozumiałe i mocno wsparte licznymi wątkami pobocznymi, tropami prowadzącymi właściwie we wszystkich kierunkach, od trójmiejskiej mafii i jej dawnych oficerów prowadzących, przez policję i prokuraturę oraz jednostki państwowego nadzoru, aż do Kościoła i gdańskich dominikanów.

Przy tej skali możliwej korupcji „sycylijskie” porównania stają się w pełni uprawnione, a historia staje się materiałem nie na jeden dokument, a co najmniej serial. Mający zresztą duży potencjał zarówno misyjny, jak i komercyjny, podpowiadam. Tyle, że nie chodzi przecież o tworzenie sztuki, choćby słusznej, potrzebnej i zaangażowanej, a o sprawiedliwość. Z tą natomiast jest o wiele gorzej. Marcin P. właśnie dziś, dwa dni po emisji dokumentu uniewinniony został w jednej z pobocznych spraw swojej afery. Sąd Najwyższy uznał, że P. nie popełnił oszustwa skarbowego.

Karnkowski: Czekając na Joe Bidena

Wszystko, co już wydarzyło się wokół amerykańskich wyborów prezydenckich, a zapewne i to, co jeszcze się wydarzy, jest nieprzewidywalne jak cały...

zobacz więcej

Zostawiając jednak rozliczenie afery, spójrzmy jeszcze na mechanizm, który okazuje się być nieśmiertelny. Do jego opisania nie potrzeba teorii spiskowych i nieudokumentowanych wniosków, wystarczy to, co widać, co wówczas najbardziej oburzyło Polaków. Ktoś wpadł na pomysł, ktoś kogoś komuś polecił, ktoś, być może onieśmielony urokiem innych, większych nazwisk zaniedbał swoje obowiązki, czegoś nie dopilnował i czegoś nie sprawdził. Gdy już sprawa zaczęła się pruć, grono ważnych i jeszcze ważniejszych uznało, że swoją wiedzą nie musi dzielić się z obywatelami, oszukiwanymi klientami piramidy finansowej. Jedynym materiałem do przemyślenia było, jak samemu wykorzystać jej zyski, później, by nie dać się z nią powiązać, wreszcie – by w obliczu zainteresowania mediów i śledztwa wszystkiego się wyprzeć i o wszystkim zapomnieć. A lawina, która po drodze ruszyła, przygniotła przecież tylko zwykłych ludzi tracących nieraz oszczędności całego życia. Nie interesowało to ani oszustów z pierwszej linii bursztynowego frontu, ani wspierających ich instytucji. Opłacało się przecież.

W ostatnich dniach kolejny raz usłyszeć można, że Donald Tusk planuje większe zaangażowanie w krajową politykę. Być może jest to tylko projekcja wiecznie nieutulonej w żalu, lecz topniejącej garstki sympatyków, którzy stracili wiarę w jakiekolwiek inne przywództwo Platformy i całej opozycji. Czy jest to tęsknota za wolnością i demokracją, czy za złotymi czasami, gdy robiło się interesy, w które nikt się nie wtrącał? Za które zresztą i dziś nie tak łatwo jest ponieść odpowiedzialność, co pokazał Latkowski, a co zniecierpliwieni komentujący film w sieci wiedzieli przecież i bez niego. Jak już wspomniałem wcześniej, może powodować to również rozczarowanie niemożnością (na ile niezawinioną, dla wyborców nie jest tu istotne) PiS w tej sprawie.

Ostatnio widzieliśmy, jak w Stanach Zjednoczonych, uważanych przecież również przez polski świat mediów i polityki za wzór demokracji, równowagi między ośrodkami władzy i jej obywatelskiej oraz medialnej kontroli, niezależny prezydent przegrywa z całą machiną tzw. deep state. Nie tylko reprezentowanego przez służby czy sądy, lecz również władze lokalne, prowadzące mocno autonomiczną i nieraz destrukcyjną względem siły całego państwa politykę. O pewnych podobieństwach w działaniu opozycji i antyrządowych ruchów społecznych u nas i za oceanem mówiono i pisano wielokrotnie. Samo przejęcie władzy na poziomie centralnym i parlamentarnym do tego starcia nie wystarcza.

Mentalność elit poprzedniego układu towarzysko-polityczno-biznesowego przecież nie zmienia się, co widzimy na żywo i z bliska przy okazji kwestii dopuszczenia do szczepień celebrytów poza kolejnością i przed uprawnionymi (i wbrew propagandzie obrońców elit zainteresowanymi, lecz zepchniętymi na koniec kolejki) pracownikami szpitala. Deep state i w Polsce ma się dobrze, tymczasem czas mija i coraz trudniej jest opierać społeczne emocje wyłącznie na złej pamięci o poprzednikach. Oby pokazanie szerszego obrazu sprawy Amber Gold w telewizji było impulsem do dalszych rozliczeń, a nie ostatnim ich akordem. Jakby wbrew wszystkiemu, co napisałem wcześniej, toczy się przecież śledztwo w sprawie Sławomira Nowaka, niedawno zainteresowano się też intensywniej Sławomirem Neumannem, może więc jednak można. I jest to bardzo wyczekiwany przez wymęczonych obecną sytuacją wyborców sygnał.

źródło:
Zobacz więcej