RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Możesz mieć poglądy, jakie chcesz. Byle były polit-poprawne

Liberałów i lewicę dziś może to napełniać złośliwą satysfakcją: utarto nosa człowiekowi, którego nie cierpią (fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images)
Liberałów i lewicę dziś może to napełniać złośliwą satysfakcją: utarto nosa człowiekowi, którego nie cierpią (fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images)

Można Donalda Trumpa krytykować lub popierać, ale trzeba dobrze zapamiętać lekcję, jaką właśnie dały światowej opinii publicznej potęgi Internetu.

Trump przyjął Pence'a w Białym Domu. „Dobra rozmowa”

Po raz pierwszy od środowego szturmu na Kapitol Prezydent USA Donald Trump w poniedziałek spotkał się ze swoim zastępcą Mikiem Pencem – podały...

zobacz więcej

„Możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny” - mówił na początku XX wieku Henry Ford, twórca słynnej marki samochodów. Dziś, jak się wydaje, historia zatacza koło: dla cyfrowych potęg możesz mieć dowolne poglądy, byle były poprawne politycznie.

Liberałów i lewicę dziś może to napełniać złośliwą satysfakcją: utarto nosa człowiekowi, którego nie cierpią. Ale mistrzyni życia, historia, to naprawdę nieobliczalna dama. I prędzej czy później może się okazać, że ci, którzy dziś się śmieją i szydzą z Trumpa i jego zwolenników, pewnego dnia ze zdumieniem spostrzegą, że również znaleźli się na cenzurowanym. A przynajmniej – że niekorzystna polityka cyfrowych gigantów uderza w to, co dla nich jest ważne i co chcieliby powiedzieć publicznie światu.

Między prawicą a środowiskami lewicowo-liberalnymi toczy się zwyczajowa wojenka o to, czy Donaldowi Trumpowi należał się ban od Facebooka i Twittera, czy też nie. Spora konsternacja zapanowała dodatkowo wśród zwolenników tezy, że prywatny biznes może rządzić się, jak chce. Nawet oni dostrzegli ostatnio całe mnóstwo politycznych i metapolitycznych konsekwencji tej sytuacji. Potężne, prywatne media, nie działają jedynie wedle ściśle ekonomicznych reguł, już dawno stały się stroną w politycznych konfliktach na całym świecie. I nauczyły się wykorzystywać tę sytuację dla swojej korzyści.

Polityka nielicznych cyfrowych gigantów, tworzących już właściwie globalny oligopol, odpowiada za sieciową aktywność kilku miliardów ludzi. I może pewne zjawiska nagłaśniać, inne spychać w cień, promować rewolty i rewolucje, albo sprzyjać konkretnym politykom. A wszystko zwykle dzieje się tak, że poszczególny odbiorca ma poczucie kompletnie samoistnych procesów, choć często jest już świetnie sprofilowany przez analizowane na bieżąco i wciąż udoskonalane algorytmy poszczególnych aplikacji. Z których niemała część ma kilku tych samych właścicieli.

Demokraci przedstawili artykuł impeachmentu Donalda Trumpa

Demokratyczna większość w Izbie Reprezentantów sformułowała treść artykułu impeachmentu prezydenta Donalda Trumpa – informują media, w tym stacja...

zobacz więcej

O ile tradycyjne media nierzadko mają problem ze swoją rolą IV władzy, o tyle najpotężniejsze media społecznościowe w ciągu ostatniej tylko dekady wysforowały się mocno na przód. Z reguły zostawiając mocno za sobą miejscową konkurencję na lokalnych rynkach – wie to każdy, kto miał kiedyś konto na Naszej Klasie lub Gadu Gadu.

Warto to sobie dobrze uświadomić: klasyczny, przed-cyfrowy kapitał miał narodowość; kapitał sieci również z reguły ma narodowość. I jeszcze więcej: ma także mocno określone poglądy, które wpływają na to, co chce promować wśród miliardów swoich konsumentów na całym świecie. Dysponuje przy tym na tyle już wyrafinowanymi narzędziami, że potrafi dostosować spektrum pożądanych poglądów do poszczególnych segmentów rynku, czyli państw, społeczeństw/narodów, lokalnych społeczności i przeróżnych grup najszerzej rozumianych interesów.

Tajemnicą poliszynela jest, że potęgi Krzemowej Doliny powstały ze znacznym wsparciem budżetu Stanów Zjednoczonych. Dobrze pokazała to Mariana Mazzucato w głośnej książce „Przedsiębiorcze państwo”. Z jej analiz wynika, że mnóstwo cyfrowych technologii powstało dzięki dalekosiężnym projektom amerykańskich agencji.

Czytaj także: Parler został usunięty z Google Play Store. Miał na nim konto Donald Trump

„Niedopuszczalny akt cenzury”. Nawalny skomentował zablokowanie Trumpa na Twitterze

„Uważam, że zakaz Donalda Trumpa na Twitterze to niedopuszczalny akt cenzury” – napisał w tym portalu społecznościowym rosyjski opozycjonista...

zobacz więcej

Z czasem jednak prywatny biznes zaczął kontrolować coraz bardziej skomercjalizowaną sieć, żądając dla siebie licznych przywilejów – nie tylko solidnej optymalizacji podatkowej, ale darmowego dostępu do twardej infrastruktury sieciowej, z reguły finansowej z budżetów państw po tej i tamtej stronie Atlantyku. Sprzyjała temu i nadal sprzyja cicha zgoda między politycznym establishmentem poszczególnych państw, a potentatami biznesu, że to właściwie rynek ma zawsze rację.

W efekcie dopiero w ostatnich latach nie tylko w Europie, ale i w USA uświadomiono sobie, że Google, Facebook czy Amazon właściwie wygrały ekonomiczną wojnę z poszczególnymi państwami, zgarniając coraz więcej i coraz mniej odprowadzając do budżetów państw. To coraz bardziej gniewa także zachodnie społeczeństwa.

Czytaj także: Donald Trump: Nie zostaniemy uciszeni! Twitter blokuje kolejne profile 

Nawet w Stanach zaczęło to budzić niepokój. W Polsce niemal bez echa przeszła wiadomość, że w grudniu 2020 roku rząd USA wraz z 46 stanami pozwał Facebooka, oskarżając firmę Marka Zuckerberga o praktyki monopolistyczne. Facebook od dawna skupował słabsze od siebie firmy, które kojarzymy z takimi aplikacjami, jak Instagram czy WhatsApp, stając się stopniowo komunikacyjnym hegemonem w sieci.

Blokada kont Trumpa. „Wolność słowa musi być w Polsce zagwarantowana”

Minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Adam Andruszkiewicz zapowiada, że jeszcze w I kwartale tego roku gotowe mają być propozycje zmian w...

zobacz więcej

Niektórzy badacze współczesny kapitalizm nazywają kapitalizmem sieci. I pewnie mają rację, skoro najbogatszymi ludźmi na świecie stali się cyfrowi potentaci. W trakcie pandemii ich zyski jeszcze urosły.

Ale w przypadku naprawdę wielkich pieniędzy, nie chodzi przecież tylko o nie. Co zatem wiemy o politycznych apetytach tych ludzi? Oni nie muszą oczywiście zakładać partii, nie muszą stawać się politykami. O świecie można współdecydować nie pchając się na polityczne mównice.

Dla wielu ludzi Mark Zuckerberg to wciąż sympatyczny, ubrany na luzie koleś, który wymyślił „fajną apkę” i na niej zarobił. Ale ktokolwiek poważniej myśli o świecie, dobrze widzi, że cyfrowi giganci, raz ośmieleni, coraz częściej będę próbować wpływać na globalne realia, rozgrywając na swoją korzyść najróżniejsze polityczne konflikty w poszczególnych częściach świata. Tak, by dodatkowo ugruntować swoją pozycję i wpływy.

To może oznaczać zupełnie nowe formy ustrojowe i polityczne w krajach dotąd uznających się za demokratyczne i akceptujące pluralizm opinii w debacie publicznej. A wtedy nie do śmiechu może być i tym, których dziś tak cieszy zablokowanie Donalda Trumpa w mediach społecznościowych.

źródło:
Zobacz więcej