RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Popiół, diament, partyzantka i likwidacja rabusia komunisty

Stanisław Kosicki był pierwowzorem literackiej postaci Maćka (fot. kadr z filmu „Popiół i diament”/IPN)
Stanisław Kosicki był pierwowzorem literackiej postaci Maćka (fot. kadr z filmu „Popiół i diament”/IPN)

Rabusie robią mieszkanie. Mają pecha natrafić żołnierza, wywiązuje się strzelanina, ginie bandyta. W normalnych okolicznościach bohater byłby, no właśnie, bohaterem, ale to początek jego kłopotów. Zabija bowiem komunistycznego działacza, ba!, świeżo mianowanego wojewodę. Dostaje wyrok śmierci, z więzienia zostaje odbity, amnestia, ale potem przez lata bezpieka niszczy mu życie. Taki los spotkał Stanisława Kosickiego, żołnierza Kedywu AK. Mija właśnie 75 lat od wydarzenia, które zmieniło jego życie oraz polską literaturę i kinematografię.

„Szliśmy jak huragan”. Krwawa zemsta AK za Rzeź Ochoty

Powstanie warszawskie, największy zryw ludności cywilnej w okupowanej Europie, nie ograniczał się tylko do Warszawy. Choć po decyzji Józefa Stalina...

zobacz więcej

Konferencja teherańska z przełomu listopada i grudnia 1943 r. zaowocowała postanowieniem, że po pokonaniu Niemiec Polska znajdzie w sowieckiej strefie wpływów. Jałta tylko uregulowała to, co Wielka Trójka postanowiła wcześniej. Oficjalnie był to podział krajów Europy na alianckie strefy operacyjne, ale Józef Stalin nie zamierzał marnować okazji.

Na mocy międzyalianckich uzgodnień przedwojenne ziemie Polski znalazły się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej, a po zakończeniu działań wojennych granica między Polską a ZSRR miała przebiegać na tzw. linii Curzona. Było to jednak mocno umowne, Moskwa uzyskała władzę na Polską, której żadna granica nie mogła przeszkodzić.

Los przesądzony


Trzeba przyznać, że Wielka Trójka załatwiła sprawę z dyplomatyczną gracją. Losy Polski nie przesądziło żadne ustalenie, że Sowieci będą decydowali o jej losach i politycznym kształcie kraju. Wskazano, że radziecka strefa okupacyjna Niemiec przylegać będzie do Polski, przez którą przebiegały linie komunikacyjne do tej strefy. To wystarczyło, by skazać miliony osób na sowiecką niewolę.

Ustalenia w sprawie Polski zostały dodatkowo utajnione, gdyż amerykański prezydent USA Franklin Delano Roosevelt liczył na głosy Polonii amerykańskiej w wyborach zaplanowanych na jesień 1944 r. i nie chciał jej zniechęcać jawnym działaniem wbrew interesom ojczyzny ich przodków. Ale to już nie interesowało Stalina, liczyło się planowanie, jak zbudować na polskich ziemiach satelickie państwo dla ZSRR.

Ponieważ część Polaków doświadczyła już życia w sowieckim zaborze, kluczowe były kadry. Do tych komuniści nie mieli szczęścia. Nawet w najwyższych kręgach władzy prym wiodły osoby nie mające moralnego prawa decydować o losach kraju. Wystarczy wspomnieć pierwszego prezydenta PRL Bolesława Bieruta, który był agentem NKWD, czy ostatniego prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, który zwalczał m.in. żołnierzy podziemia niepodległościowego.

„Rycerze słusznej sprawy”. Niezłomni „Orlika” zadali komunistom bolesną porażkę

Koryłówka, Surkonty, Kotki – żołnierze powstania antykomunistycznego stoczyli kilka bitew ze służbami zainstalowanych rozkazem Kremla władz Polski...

zobacz więcej

We władzach każdego stopnia nie brakowało krętaczy i łajz, a w przypadku resortów bezpieczeństwa – także pospolitych morderców i wszelkich innych degeneratów pokroju Adama Humera czy Julii Brystiger. Nasz antybohater miał biografię niewiele różniącą się od setek innych działaczy komunistycznych, którzy po wojnie władali Polską.

Ideowy komunista


Jan Foremniak urodził się 17 maja 1910 r. we wsi Podszkodzie w powiecie opatowskim. Od wczesnej młodości był związany z ruchem komunistycznym. Działał w Związku Młodzieży Komunistycznej w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie był sekretarzem Komitetu Dzielnicowego. Od 1930 r. był członkiem Komunistycznej Partii Polski.

Działalność partyjną łączył z pracą ślusarza, ale ważniejsza była oczywiście ta pierwsza. Centrala wyznaczała go do niebezpiecznych zadań. Wraz z Lucjanem Partyńskim zlikwidował m.in. rzekomego agenta policji w KPP. Do zabójstwa doszło 27 maja 1932 r. Foremniak został za nie skazany 2 lipca na bezterminowe ciężkie więzienie, zaś jego towarzysz – na dożywocie. Potem dołożono mu pięć lat za działalność komunistyczną.

Wyrok odsiadywał m.in. w więzieniu w Rawiczu, skąd po niemieckiej agresji został uwolniony. Agresja sowiecka zastała go w Białymstoku. O jego znaczeniu dla komunistów świadczy fakt, że po ataku III Rzeszy na ZSRR został ewakuowany do Kazachstanu. Pracował tam m.in. jako majster na kolei .
Kosicki został odbity z więzienia przez AK-owców (fot. IPN)
Kosicki został odbity z więzienia przez AK-owców (fot. IPN)

Arabski Schindler. Tunezyjczyk, który ratował Żydów

Amerykański pisarz i historyk Robert Satloff od lat zabiega, aby Khaled Abdul-Wahab – właściciel ziemski, który podczas wojny udzielił schronienia...

zobacz więcej

Gdy Stalin ocenił, że warto pomyśleć o kadrach przyszłej Polski będącej satelitą ZSRR, Foremniak został w połowie 1942 r. skierowany do szkoły partyjnej w Moskwie. Po kursie w maju 1943 r. przerzucono go na tyły armii niemieckiej na Ukrainę. Wymagało to nie lada odwagi i tego mu odebrać nie można.

Pomysł Stalina


Od wiosny 1944 r. działał już w rodzinnych stronach. Na terenie Ostrowca Świętokrzyskiego włączył się do pracy dla Polskiej Partii Robotniczej i Armii Ludowej. Były to awangarda sowieckiej dominacji, dość powiedzieć, że autorem nazwy PPR był sam Stalin, który nie chciał, żeby zawierała człon „komunistyczna”, gdyż wiedział, że Polacy są wrogo nastawieni do tej ideologii i mogłoby to odstraszać przyszłych członków.

Mianowany kapitanem Foremniak był oficerem informacji w sztabie Okręgu Radom-Kielce AL, działającym pod pseudonimem „Jan”. Od lipca 1944 r. był oficerem bezpieczeństwa 2 batalionu 1 Brygady AL im. Ziemi Kieleckiej, która działała jako grupa partyzancka zwalczająca Niemców. Doświadczenie administracyjne, ale przede wszystkim wierność komunistycznym ideałom sprawiły, że po wyparciu wojsk niemieckich z Ostrowca został mianowany wojewodą kieleckim. Niby był już urzędnikiem wysokiego szczebla, ale wyszła z niego bandycka natura. Właśnie wtedy jego losy skrzyżowały się z Stanisławem Kosickim.

Ich życiorysy różniły się w zasadzie w każdym elemencie. Urodził się 13 lutego 1926 r. w Wersalu we Francji, gdzie jego ojciec Henryk Kosicki, oficer 8 batalionu saperów, studiował na École du génie. Pochodził z rodziny inteligenckiej, która przed wojną mieszkała w Toruniu i Warszawie, zaś w 1938 r. przeniosła się do Poznania, gdzie nasz bohater uczęszczał do Gimnazjum św. Marii Magdaleny.

Po wybuchu wojny jego ojciec, już w stopniu majora, był dowódcą 14. Batalionu Saperów. Podczas kampanii wrześniowej walczył w obronie Warszawy. Gdy stolica padła, dostał się do niemieckiej niewoli i był więziony w oflagach: Neunburg, Itzehoe, Sandbostel X B, Lubeka i Woldenberg II C.

Kobieta, żołnierz, konspiratorka, bohaterka

Żołnierz Legionów, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego, konspirator wykonujący niezwykle trudne zadania przeciwko niemieckiemu okupantowi,...

zobacz więcej

Nie podpisali volkslisty


Mający 13 lat Stanisław zamieszkał wraz matką i siostrą u dziadków w Toruniu. Gdy w maju 1942 r. rodzina odmówiła podpisania volkslisty, została przymusowo wysiedlona do Ostrowca Świętokrzyskiego. Jako nastolatek Kosicki włączył się w działalność podziemia AK-wskiego, zajmował się m.in. kolportażem i łącznością, zaś w jego domu znajdował się lokal konspiracyjny. W poruszaniu się poza miastem pomagała mu praca kreślarza.

Ostrowiec Świętokrzyski nie jest duży i latem 1944 r. Kosicki został rozpracowany przez Gestapo i aresztowany wraz z matką. Wysłano go transportem do Oświęcimia, ale udało mu się zbiec. Trafił do oddziału partyzanckiego kpt. Wincentego Tomasika „Potoka”, jednego z najskuteczniejszych, jaki działał na ziemi iłżeckiej i świętokrzyskiej.

Posługując się pseudonimami „Czarny” i „Bohun”, walczył z Niemcami, wziął m.in. udział w bitwie na Piotrowym Polu. Wybuchła, gdy 1 października o godz. 4 rano okupanci rozpoczęli obławę na lasy starachowickie, gdzie ukrywali się partyzanci.

W rejonie Piotrowego Pola Polacy odpowiedzieli ogniem. Starcie trwało cały dzień i noc. Niemcy musieli ściągnąć oddziały frontowe, składające się m.in. Litwinów, Łotyszy i Ukraińców, oraz artylerię.

Niemcy ostatecznie zwyciężyli, ale ponieśli dużo większe straty w ludziach i sprzęcie. O skuteczności Polaków świadczy fakt, że walczyli bez swojego dowódcy. „Potok” nie zdążył wrócić do swojego oddziału, wioząc pokaźną ilość broni długiej. Wielokrotnie próbował się przebić, ale bezskutecznie.

Ks. Wąsowicz: Chwała powstańcom należy się na wieki

– Są takie momenty w naszym życiu, gdy trzeba być wiernym wartościom, w których się zostało wychowanym. Takim momentem było Powstanie Warszawskie....

zobacz więcej

W Kedywie


Za swoją służbę Kosicki został odznaczony Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Zasługi. Po demobilizacji oddziału dalej działał w AK, m.inn. w kieleckim Kedywie. Gdy 16 stycznia 1945 r. Ostrowiec został wyzwolony spod okupacji hitlerowskiej przez oddziały 6 armii I Frontu Ukraińskiego, młody AK-owiec w stopniu plutonowego dowodził patrolem porządkowym, mającym zapobiegać rabunkom w mieście. Milicja była potrzebna, gdyż było już wiadomo, jak Armia Czerwona zachowuje się w wyzwalanych miastach, można też było się spodziewać rabunków ze strony samych mieszkańców.

O możliwym rabunku przy ul. Bałtowskiej Kosicki został poinformowany przez swojego dowódcę pchor. Zbigniewa Manowskiego „Giermka” i wysłany na patrol – zgodnie z wytycznymi – bez broni. Poszedł z dwoma żołnierzami „Fogiem” i „Gryfem”, których wysłał na rozpoznanie. Koledzy namierzyli parterowy dom, gdzie właśnie dochodziło do rabunku. Dowódca patrolu znał jego właścicieli, byli to bowiem rodzice jego towarzyszy z oddziału „Potoka”, braci Kaczmarków – Henryka „Twardego” i Floriana „Bejma”.

Jako pierwszy do akcji wkroczył „Gryf”, który odebrał visa stojącemu na straży bandycie i oddał broń plutonowemu. Kosicki nie potrzebował rekonesansu, dobrze znał dom. Podszedł do tylnego wejścia do kamienicy i zapukał. Otworzyła mu 12-letnia córka gospodarzy Genia. „Bohun” wypatrzył z tyłu rabusia, blondyna ze skrętem. „W prawej, uniesionej ku twarzy dłoni trzyma palącego się skręta” – opisał Kosicki w swojej książce „Wojna, wojna, wojenka” wydanej własnym sumptem w 1993 r. „Odwraca twarz w moją stronę. Rzuca peta pod siebie, właściwie puszcza go z palców, a uwolnioną ręką sięga prędko pod lewą pachę, skąd wyrywa pistolet. Jak na klatkach zwolnionego filmu, jego ręka z bronią zatacza łuk. Lufę kieruje we mnie. Broń błyska raz i drugi. Ku mnie. Wtedy i ja ciągnę za spust. Huki obu pistoletów zlewają się w jeden. Oddaję trzy strzały i odskakuję na ścianę, w korytarz. Widzę jeszcze, jak mój przeciwnik chwieje się i wali do przodu, na podłogę. Pchnięciem zatrzaskuję drzwi. Wewnątrz strzały i przeraźliwy krzyk dziecka” – wspominał po latach.

AK-owcy rozbroili i aresztowali rabusia. Na miejsce przyjechali strażacy, którzy zabrali rannego do szpitala. Od razu poddano go operacji, ale nie miał szans na przeżycie. Otrzymał postrzały w okolice serca, żołądek i wątrobę. To „Giermek” poinformował swojego podwładnego, że jego przeciwnik nie żyje. Pocieszył go, że załatwił rabusia, który napadł na spokojną rodzinę i gdyby nie on, być może Kaczmarkowie zostaliby zabici.

Akcja „Góral”. Jak ukraść Niemcom 100 milionów

Sceny jak z filmu sensacyjnego na ulicach Warszawy. Ciężarówka bankowa z niemal 106 milionami zł, blokada, ratatatata, przejmujemy depozyt....

zobacz więcej

Niefortunnie sprawa szybko się skomplikowała. Okazało się, że nie był to zwykły rabuś, a świeżo mianowany przez komunistów wojewoda kielecki i oficer Armii Ludowej Jan Foremniak, który wkrótce miał objąć swoją funkcję. Tego Kosicki jeszcze nie wiedział.

Komuniści się wściekli, za punkt honoru postawili sobie złapać osobę, która śmiała podnieść rękę na władzę, choćby był to bohater ratujący niewinnych ludzi. Bezpieka aresztowała panią Kaczmarkową, ofiarę napadu, licząc że uda się w ten sposób dojść do zabójcy Foremniaka. Młody AK-owiec zrozumiał, że sytuacja robi się nieciekawa.

Zdrada


Kosicki dostał obstawę – Mirka i łączniczkę Basię, która wpadła mu w oko i której szybko się oświadczył. Po kilku dniach kazano mu uciekać z miasta. Wybrał Kraków, licząc, że tam ukryje się u rodziny.

Schronił się w klasztorze kapucynów, ale został zdradzony i 28 lutego 1945 r. aresztowany przez ubeków. Trafił do aresztu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, a potem osławionego więzienia przy ulicy Zamkowej w Kielcach.

W Kielcach w końcu dowiedział się, kogo zlikwidował. Okazało się, że właśnie 16 stycznia, tuż przed rabunkiem, Foremniak otrzymał nominację na wojewodę kieleckiego. Przesłuchaniem „Bohuna” zajęli się osobiście przyjaciele jego ofiary – szef WUBP w Łodzi Mieczysław Moczar oraz szef WUBP w Kielcach Władysław Sobczyński.

Po brutalnym śledztwie odbył się proces. 29 czerwca 1945 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Łodzi na sesji wyjazdowej w Kielcach skazał 19-latka na śmierć. Na domiar złego jego narzeczona, która została aresztowana razem z nim, została agentką bezpieki i kochanką jego dręczyciela, oficera śledczego Edmunda Kwaska, jednego z najbardziej odrażających zbrodniarzy okresu stalinizmu.

82 lata temu Hitler został wybrany Człowiekiem Roku tygodnika „Time”

2 stycznia 1939 r. redakcja amerykańskiego tygodnika „Time” ogłosiła, że człowiekiem minionego roku został Adolf Hitler. Nadanie tego tytułu...

zobacz więcej

W książce opisał ponurą parodię sądu. „Oskarża się (...) o to, że 16 stycznia 1945 roku, w Ostrowcu kieleckim, działając w zmowie, zamordowali z premedytacją oficera Armii Ludowej, prawdziwego i dobrego patriotę.(...) Sąd odbędzie się bez udziału prokuratora, bez adwokata i bez prawa apelacji. (...) Nie mija nawet kilkadziesiąt sekund od chwili, gdy Basia jako ostatnia z nas powiedziała sakramentalne: »Proszę o łagodny wymiar kary«, a sierżant, wyszukawszy na stole odpowiednią, zadrukowaną kartkę oznajmia: »Teraz czytany będzie wyrok. Wstać! – I zaraz dalej: »Skazuje się Stanisława Kosickiego na karę śmierci przez powieszenie«. »Gryf« dostaje osiem lat. »Fog« siedem, Basia – pięć w zawieszeniu na trzy lata. (...). Sąd wstaje i wychodzi. Rozprawa zakończona. Już oczekują następni. Wpierw wyprowadzają Basię. Widzę ją po raz ostatni”.

Cud


Gdy Kosicki czekał na egzekucję, nie znając jej terminu, nastąpił cud. W nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r. oddział partyzancki Antoniego Hedy „Szarego” rozbił kieleckie więzienie i uwolnił setki więźniów, w tym także jego. Koledzy z konspiracji załatwili mu fałszywe dokumenty na nazwisko Jan Szymański, dzięki którym wyjechał na Wybrzeże. Na początku 1947 r. ukończył szkołę średnią w Sopocie i zdał maturę.

Swoją tożsamość ujawnił władzom 23 kwietnia 1947 r. po ogłoszeniu amnestii. Zamieszkał pod prawdziwym nazwiskiem z rodzicami w Toruniu, ukończył studia na Wydziale Biologii i Nauk o Ziem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i założył rodzinę. Ożenił się z Albiną Nyklasz, z którą miał syna Antoniego i córkę Annę.

Po studiach pracował w Stacji Naukowo-Badawczej Polskiej Akademii Nauk w Mikołajkach, gdzie był asystentem wybitnego biologa prof. Jana Dembowskiego. Możemy przyjąć, że kariera naukowa Foremniakowi nie groziła. Niestety, władza o Kosickim nie zapomniała. W lipcu 1954 r. został aresztowany. Miał szczęście, tym razem zwolniono go po 12 godzinach, dzięki dokumentom amnestyjnym.

12 stycznia 1955 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa darowała Kosickiemu resztę nieodbytej kary i anulowała rozesłane za nim listy gończe, ale to nie skończyło dramatu. Komuniści nie wybaczyli byłemu AK-owcowi, że zachował się, jak należy. Był represjonowany, zwalniano go z pracy, nie pozwolono mu na obronę pracy doktorskiej i musiał zrezygnować z kariery naukowej. Bezpieka doprowadziła nawet do jego rozwodu i utraty kontaktu z dziećmi.

Komandosi w spódnicy. Wojenna epopeja oddziału „Dysk”

„Zośka”, „Parasol”, „Kiliński”, „Radosław” – o tych oddziałach Armii Krajowej dzielnie walczących w Powstaniu Warszawskim słyszał w zasadzie każdy....

zobacz więcej

Honor zwrócony


Miał jednak to szczęście, że dożył wolnej Polski, czego los w tym przypadku pod postacią komunistycznej dyktatury poskąpił wielu żołnierzom AK i podziemia niepodległościowego. 8 listopada 1993 r. Sąd Wojewódzki w Olsztynie uznał wyrok śmierci z 1945 r. za nieważny. Stanisław Kosicki zmarł 21 marca 1997 r. w tym mieście w wieku 71 lat ze świadomością, że Polska oddała mu należny honor.

Co innego jednak należny honor, a co innego historia. Został bowiem zapamiętany przez pryzmat literatury i kina, jako pierwowzór Maćka Chełmickiego, tragicznego bohatera powieści „Popiół i diament”. Książka Jerzego Andrzejewskiego znacząco różniła się jednak od historii „Bohuna”, zresztą inaczej nie zostałaby wydana.

W książce wydanej na zlecenie Józefa i Beniamina Goldbergów, czyli dyrektora Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Józefa Różańskiego oraz prezesa wydawnictwa „Czytelnik” Jerzego Borejszy, Andrzejewski zrobił z bandyty Foremniaka ideowego i szlachetnego komunistę Stefana Szczukę, sekretarza Polskiej Partii Robotniczej. Kosicki został natomiast niepotrafiącym się odnaleźć w nowej rzeczywistości, zagubionym byłym AK-owcem Maćkiem Chełmickim.

Realizując w 1958 r. ekranizację powieści, Andrzej Wajda wykorzystał jednak swój geniusz i wbrew propagandowemu wydźwiękowi książki zrobił z Maćka bohatera romantycznego. Zagrany brawurowo przez Zbigniewa Cybulskiego, stał się idolem młodego pokolenia żyjącego w popaździernikowej Polsce. W odróżnieniu od Kosickiego Maciek zginął (na wysypisku śmieci!), ale zdobył nieśmiertelność w pamięci miłośników kina na całym świecie. Prawda Stanisława Kosickiego wciąż nie może się przebić.

Pisząc artykuł, korzystałem z materiałów m. in. „Polski Zbrojnej” oraz IPN.

źródło:
Zobacz więcej