RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Niemieccy dziennikarze apelują do KE ws. zakupu Polska Press. Jachowicz: Bezczelność

Niemieccy dziennikarze chcą ingerencji KE (fot. Shutterstock/IDN;PAP/Marcin Obara)
Niemieccy dziennikarze chcą ingerencji KE (fot. Shutterstock/IDN;PAP/Marcin Obara)

Niemiecki Związek Dziennikarzy (DJV) zaapelował do Komisji Europejskiej ws. zakupu Polska Press przez PKN Orlen, prosząc o „przyjrzenie się rozwojowi rynku gazet w Polsce w momencie, gdy na początku 2021 r. w Polsce ma obowiązywać mechanizm praworządności”. Przeciwko tej ingerencji stanowczo zaprotestowało Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. O tym, jakie mogą być konsekwencje działań niemieckich dziennikarzy oraz jak wygląda rynek medialny za Odrą mówi portalowi tvp.info Jerzy Jachowicz, publicysta portalu wPolityce.pl i członek Stowarzyszenia Wolności Słowa.

Poseł SLD zaatakował Orlen za przejęcie dzienników. „Haniebne stwierdzenia” [WIDEO]

Poseł SLD Andrzej Szejna porównał zakup wydawnictwa Polska Press do działań firm odzieżowych, które szyły mundury wojsk hitlerowskich. – Absolutnie...

zobacz więcej

Jak skomentuje pan apel niemieckich dziennikarzy?

Jerzy Jachowicz: Nazwałbym to taką ingerencją połączoną z arogancją, bo robią to całkowicie bezpodstawnie. Szkoda, że oni sobie z tego nie zdają sprawy. Wydaje się, że jest to reakcja na to, co się dzieje w ogóle, jeśli chodzi o traktowanie Polski przez Europę Zachodnią.

Ten mechanizm sprowadza się do tego, że polska opozycja, w tym także ta tkwiąca w środowisku dziennikarskim, a mająca swoje kontakty - niekiedy bardzo bliskie - z zagranicznymi ośrodkami, inspiruje tego typu działania. Mamy też polskich parlamentarzystów w Brukseli, którzy składają donosy na Polskę wobec takich wydarzeń, które ich zdaniem są dla nich niekorzystne z politycznego punktu widzenia.

Niemieckie stowarzyszenie chce, aby rozwojowi rynku gazet w Polsce przyjrzała się Komisja Europejska. Jak pan to ocenia?

Ci niemieccy dziennikarze wykorzystują to w sposób całkowicie nieuprawniony i to jest przerażające. Odwołują się do mechanizmów, które występują w Unii Europejskiej, do stosunku UE do Polski, i za dobrą monetę przyjmują oświadczenia – prawdę mówiąc niewiele warte poza kwestią propagandową – pani Very Jourovej, która zapowiedziała, że będzie od stycznia tego roku sprawdzała, jak się w Polsce ma praworządność.

Niemieccy dziennikarze odwołują się więc do tej wypowiedzi przyjmując, że istnieje tutaj zagrożenie dla praworządności, poprzez odebranie polskim dziennikarzom prawa do wolnego, niezależnego uprawiania swojego zawodu. Dla mnie to jest burza w szklance wody o tyle, że żadnych konsekwencji poza rozgłosem i stwarzaniem pewnego napięcia nie będzie.

Opozycja straszy repolonizacją prasy. „Postkolonialne kompleksy” [WIDEO]

Politycy opozycji straszą skutkami przejęcia przez PKN Orlen wydawcy mediów regionalnych Polska Press z rąk niemieckiego koncernu. – To wyraz...

zobacz więcej

Zamiast być przykładem jako zachodni kraj z dużymi tradycjami demokracji, przynajmniej jeśli chodzi o tę odległość po wojnie, jaką były Niemcy Zachodnie, to państwo nie rozumie istoty demokracji. Gdyby tak literalnie to traktować, to próbują narzucić swoje wymogi obcemu państwu.

Uważam przy tym, że to najsilniejsze niemieckie stowarzyszenie dziennikarskie zostało tu użyte jako narzędzie do politycznego nacisku na Polskę pod inspiracją, czy też dzięki inspiracji, samych polskich mediów. Przypomina mi to reakcję landowych oddziałów sądów niemieckich, podobnie jak sądów norweskich i szwedzkich, które ingerowały w polską reformę sądownictwa.

Czego wyrazem jest zatem ten apel?

Jest to właśnie wyraz inspiracji polskich i to niekoniecznie samych tylko mediów, ale też polityków. Proszę zauważyć, że pierwsza fala krytyki, jeśli chodzi o środowisko polskie, szła nie od dziennikarzy, ale właśnie od polityków, którzy podważają tę próbę odzyskania części polskich mediów przez polski kapitał.

Rzecz ma charakter podwójny. Po pierwsze pieniądze z zysków - i to niemałych - szły do kieszeni Niemców, a nie do budżetu polskiego. Druga kwestia jest natomiast taka, że Polacy mogą mieć wreszcie wpływ na własne media. A jaki będzie ten wpływ, to dopiero się rozstrzygnie.

Wzywanie do ingerencji KE w tej sprawie nazwałbym po prostu czystą bezczelnością. Jak można używać Unii Europejskiej do rozstrzygania spraw swoich poglądów na temat sposobu działania prasy w obcym państwie. Tym bardziej, że nie ma na razie żadnych ku temu przesłanek. W tej chwili nawoływanie Unii, to jest taka uzurpacja.

Mazurek o apelu ws. Orlenu: Zaprzaństwo i głupota totalnej opozycji nie ma granic

Apel o bojkot polskiej firmy Orlen, która zatrudnia 20 tys. pracowników, jest skrajnie nieodpowiedzialny – podkreśliła europosłanka PiS Beata...

zobacz więcej

Jak wygląda rynek medialny w Niemczech?

Mamy tu do czynienia z pewną karykaturą, jakiej dokonuje w swoim apelu to stowarzyszenie niemieckie. Doskonale bowiem wiemy, jak prasa niemiecka jest podporządkowana dyspozycji rządu, ukrywając pewne skandaliczne rzeczy, które mają kontekst polityczny.

Przypomnijmy sobie słynną sylwestrową noc Hamburgu i innych niemieckich miastach, kiedy obcokrajowcy, głównie z krajów muzułmańskich, w sposób brutalny atakowali kobiety, włączając w to pobicia, gwałty i napaści. Prasa niemiecka podporządkowała się wtedy dyspozycji rządu i nabrała wody w usta, podczas gdy w każdym kraju byłyby to materiały szokujące, sensacyjne i potępiające brak porządku oraz należytej reakcji policji.

Ponieważ jednak imigracja jest czułym punktem polityki niemieckiej, to tamte media nie wspominają o tym, jaki knebel nałożyło im państwo.

Tadeusz Płużański stwierdził niedawno w jednym ze swoich felietonów, że – biorąc pod uwagę poczynania Niemców, w tym apel niemieckich dziennikarzy – mamy do czynienia z nowym Kulturkampfem. Zgadza się pan z tym twierdzeniem?

Sprawy tego apelu nie przeradzałbym akurat w jakiekolwiek zagrożenie, nawiązujące do przeszłości i podbojów. To jest zachowanie ludzi, którzy dali się pociągnąć polskim inspiratorom, ale na takiej samej zasadzie, jak cała Europa dała się wciągnąć w ataki na Polskę i Węgry, przygotowywane włącznie z tekstami rezolucji przez Polaków i skierowane przeciwko naszemu państwu. 


Czytaj także: KE zwolniła Niemców z odpowiedzialności. Mogą łamać solidarność UE ws. szczepionek

To wszystko jest jednakże skierowane nie przeciwko Polsce, tylko przeciwko tej władzy. Ten krok dziennikarzy niemieckich mieści się w ogólnym schemacie polegającym na atakowaniu polskiego rządu. Jak wspominałem wcześniej, nie będzie to jednak miało żadnego znaczenia. Polska, polscy dziennikarze i polski właściciel opanują te media przejęte od koncernu niemieckiego i będą to normalne media.

W dyskusjach dotyczących przejęcia Polska Press przez PKN Orlen można spotkać się z krytyką kupującego, ale o krytyce sprzedającego – niemieckiego koncernu Verlagsgruppe Passau – jakoś się nie słyszy. Co pan o tym sądzi?

W gruncie rzeczy to stowarzyszenie niemieckie występuje przeciwko niemieckiemu koncernowi. Owszem, Polacy chcieli te tytuły kupić, ale to Niemcy chcieli je sprzedać. Ci niemieccy dziennikarze powinni więc – idąc ich tokiem myślenia – zaapelować do Unii Europejskiej, aby zabronić Niemcom odsprzedawania różnych gałęzi, które posiadają w obcych krajach.

źródło:
Zobacz więcej