RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Irańskie rakiety, izraelski okręt, B-52 z USA. „Rocznicowa wojna” w Zatoce?

Zarówno Iran, jak i USA, nie są jednak w pełni pewne tego, co zrobi przeciwnik (fot. Hamid Vakili/NurPhoto via Getty Images)
Zarówno Iran, jak i USA, nie są jednak w pełni pewne tego, co zrobi przeciwnik (fot. Hamid Vakili/NurPhoto via Getty Images)

Rocznica śmierci generała Sulejmaniego może być nawet – w najgorszym scenariuszu – początkiem wojny na Bliskim Wschodzie. Iran i USA, jak też ich regionalni sojusznicy, są w gotowości bojowej. Obie strony zarzucają sobie planowanie zbrojnego ataku.

Iran planuje instalację zaawansowanych technicznie wirówek

Iran zawiadomił ONZ-owską Międzynarodową Agencję Energii Atomowej o zamiarze zainstalowania dodatkowo trzech kaskad zaawansowanych technicznie...

zobacz więcej

Ostatnie dni to cała gama gróźb polityków i wojskowych, ale też militarnych ruchów po obu stronach. Zarówno Iran, jak i USA, nie są jednak w pełni pewne tego, co zrobi przeciwnik. Teheran powtarza, że zmusi Amerykę do słonej zapłaty za śmierć Sulejmaniego (3 stycznia 2020 roku). Ale sami Irańczycy też boją się uderzenia USA na trzy tygodnie przed końcem kadencji Trumpa.

W przeddzień rocznicy śmierci Kasema Sulejmaniego dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) gen. Hossein Salami złożył demonstracyjnie wizytę w bazie na wyspie Abu Musa w Zatoce Perskiej. Oświadczył, że siły morskie IRGC w ostatnich latach zyskały „wspaniałe zdolności i zdobycze”. – Wśród tych zdolności jest zdolność przeciwstawienia się wrogim okrętom podwodnym – podkreślił generał Salami. To było wyraźnie ostrzeżenie pod adresem amerykańskich i izraelskich jednostek, które właśnie pojawiły się na wodach Zatoki.

Nuklearna demonstracja siły


W piątek 1 stycznia źródła w amerykańskiej administracji podały anonimowo, że irańska flota wojenna w Zatoce została postawiona w stan podwyższonej gotowości zaraz po tym, jak Irańczycy przesunęli do Iraku pociski balistyczne krótkiego zasięgu. Waszyngton odnotowuje „zwiększenie wskazań”, iż Iran może planować atak na siły lub instytucje związane z amerykańskimi interesami na Bliskim Wschodzie.

Prezydent Iranu: Diabelskie dłonie światowej arogancji splamione krwią

Prezydent Iranu Hassan Rowhani obarczył w sobotę Izrael odpowiedzialnością za zabicie irańskiego naukowca Mohsena Fakhrizadeha uważanego za...

zobacz więcej

W środę 30 grudnia USA wysłały w misję nad regionem zdolne do przenoszenia broni atomowej bombowce z bazy Minot w Północnej Dakocie. Dwie maszyny B-52 przeleciały nad Bliskim Wschodem w eskorcie myśliwców F-16. Następnego dnia jedyny pozostający w Zatoce amerykański lotniskowiec USS Nimitz został wezwany do rodzimego portu. Jednakże wcześniej odnotowano na wodach Zatoki amerykański okręt podwodny zdolny do przenoszenia broni jądrowej: USS Georgia ma eskortę dwóch krążowników rakietowych. Dotarł tam również izraelski okręt podwodny klasy Dolphin – również może być uzbrojony w broń nuklearną.

Wypłynął z portu w Hajfie już trzy tygodnie temu. Dostał zgodę Egiptu na rejs przez Kanał Sueski (pierwszy taki przypadek od 2009 roku). Następnie pokonał Morze Czerwone, opłynął Półwysep Arabski i pokonał Cieśninę Ormuz. Oficjalnie nie mówi się, że USS Georgia i izraelski okręt realizują tę samą misję. Z pewnością jednak jest to wspólna demonstracja siły USA i Izraela. Sygnał pod adresem Iranu, by nie próbował militarnych akcji w najbliższym czasie, gdy w Waszyngtonie będzie miał miejsce transfer władzy.

Zwłaszcza misja izraelskiego okrętu budzi dużo emocji. Po raz pierwszy o samym jej fakcie poinformowała publiczna telewizja Kan 21 grudnia, donosząc, że okręt przekroczył Kanał Sueski „otwarcie i z aprobatą Egiptu”. Tego samego dnia dowódca izraelskiej armii gen. Aviv Kochavi ostrzegł Iran: „Ostatnio odnotowaliśmy wzrost gróźb irańskich wobec Państwa Izrael. Jeśli Iran i jego partnerzy, członkowie radykalnych formacji, czy to bezpośrednio, czy poprzez sojuszników, podejmą działania przeciwko Państwu Izrael, sami znajdą się bardzo kosztownym położeniu”.

Wzajemne oskarżenia


Obawy zwiększa eskalacja wojennej retoryki czołowych polityków Iranu. Prezydent Hassan Rowhani użył ekstremalnie mocnego języka, mówiąc, że jednym skutkiem zabójstwa Sulejmaniego było to, że „trumpizm się skończył”, zaś w ciągu kilku dni „życie tego przestępcy również dobiegnie końca, i trafi na śmietnik historii”. Zapewne to tylko metafora, ale jednak brzmiąca bardzo złowieszczo. Z kolei gen. Esmail Ghaani, który zajął miejsce Sulejmaniego na czele Sił Quds IRGC, zasugerował, że odwet może przyjść ze strony „ludzi z waszego własnego domu”.

Szef MSZ Iranu Dżawad Zarif oświadczył w czwartek 31 grudnia, że iracki wywiad zdemaskował amerykański spisek mający „sfabrykować pretekst do wojny” – możliwe, że poprzez przeprowadzenie „akcji pod fałszywą flagą”.


Nastąpiło to po zapowiedzi prezydenta USA szybkiego i niszczycielskiego odwetu za śmierć choćby jednego Amerykanina w jakimkolwiek ataku Iranu lub jego sprzymierzeńców. Ostrzeżenie Trumpa było reakcją na ostrzał rakietowy okolic amerykańskiej ambasady w Bagdadzie. Na „zieloną strefę” spadło 20 grudnia co najmniej 20 pocisków. USA winą za to obciążyły proirańskie milicje zbrojne.

Zwolennicy teorii o ataku USA na Iran tuż przed zakończeniem kadencji Trumpa wskazują na aktywność militarną Amerykanów w regonie, ale też nie tak znów dawną wymianę szefa Pentagonu. USA zapewniają jednak, że wzmocniły siły w regionie tylko w celach obronnych. - Jesteśmy przygotowani, żeby bronić siebie, naszych przyjaciół i partnerów w regionie, i jesteśmy przygotowani by zareagować, jeśli będzie to konieczne – mówił gen. Kenneth F. McKenzie, szef Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych (CENTCOM). W Arabii Saudyjskiej przybyło tymczasem w bazach USA bojowych samolotów.

Syria: Atak rakietowy na bazę wojskową w pobliżu Damaszku

W izraelskim ataku rakietowym na bazę wojskową na przedmieściach Damaszku zginął syryjski żołnierz, a trzech innych odniosło rany – podała syryjska...

zobacz więcej

Napięcie w Lewancie


Stany Zjednoczone, a szczególnie Izrael, obawiają się ataków wszędzie tam, gdzie działają sojusznicy i wasale Teheranu. 29 grudnia panujące w Strefie Gazy radykalne Hamas i Palestyński Dżihad przeprowadziły wspólne ćwiczenia rakietowe na morzu, oczywiście w bezpiecznej odległości od izraelskiej granicy. To pierwszy przykład takiego współdziałania tych organizacji. Po raz pierwszy też testowano drony. Palestyński Dżihad to nawet 15 000 uzbrojonych ludzi, wspieranych finansowo i militarnie przez Iran. Dzień wcześniej przywódca lojalnej wobec Teheranu szyickiej Partii Boga (Hezbollah) Hassan Nasrallah ogłosił, że organizacja podwoiła w ciągu roku arsenał precyzyjnych pocisków rakietowych.

Broń do Hezbollahu trafia z Iranu poprzez Syrię. Od dawna Izrael próbuje zakłócać te dostawy i generalnie zahamować coraz większą obecność irańską na północ od swych granic. 25 grudnia Izrael zaatakował obiekt należący do proirańskich sił w prowincji Hama. 30 grudnia w izraelskim ataku rakietowym na bazę wojskową zlokalizowaną na przedmieściach Damaszku, zginął syryjski żołnierz, a trzech innych odniosło rany.

Niemal od początku wojny domowej w Syrii Izrael atakuje regularnie obiekty, należące do wspieranych przez Iran milicji szyickich bądź wykorzystywanych przez Hezbollah. Atakowano też miejsca prawdopodobnej dyslokacji irańskich doradców wojskowych. Władze Izraela konsekwentnie podkreślają, że nie pozwolą Syrii stać się irańskim przyczółkiem.

Tajny plan Rosji. Straszy atomową triadą

Z początkiem roku w życie wchodzi nowa wersja planu obrony Federacji Rosyjskiej. To strategiczny dokument z klauzulą „ściśle tajne”. W dużym...

zobacz więcej

Wojna czy pokój?


Niewykluczone, że kwestię napięcia w Zatoce poruszyli w rozmowie telefonicznej 28 grudnia Władimir Putin i Benjamin Netanyahu. Nieco wcześniej bowiem niezadowolenie i niepokój Izraela mogła wywołać wypowiedź ambasadora rosyjskiego Anatolija Wiktorowa.

– Problemem w regionie nie są działania irańskie: to brak zrozumienia między krajami i niewywiązywanie się z rezolucji ONZ w konflikcie izraelsko-arabskim i izraelsko-palestyńskim – mówił dyplomata. Poszedł nawet krok dalej, mówiąc, że nie ma dowodów, iż Hezbollah buduje tunele z Libanu na teren Izraela, i że „Izrael atakuje Hezbollah; Hezbollah nie atakuje Izraela”. Nic dziwnego, że ambasador Rosji natychmiast został wezwany na dywanik do izraelskiego MSZ.

Tymczasem ambasador Rosji, tyle że przy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, przekazał w imieniu Iranu informację o zamiarze zwiększenia wzbogacania uranu do poziomu, który jest już niebezpiecznie blisko poziomu potrzebnego do produkcji broni atomowej. Zapowiedź irańska oznaczałaby powrót do sytuacji sprzed umowy z 2015 roku i jest twardym sygnałem dla przyszłej administracji Bidena. Ale w obecnej sytuacji też dolewa oliwy do ognia, zwiększając już i tak ogromne napięcie.

Najbliższe tygodnie, aż do zmiany warty w Białym Domu, będą bardzo nerwowe na Bliskim Wschodzie. Jednak nawet odejście antyirańskich „jastrzębi” z administracji USA nie musi oznaczać uspokojenia sytuacji. Na horyzoncie są przecież jeszcze wybory parlamentarne w Izraelu (23 marca) i prezydenckie w Iranie w czerwcu. Komuś może zależeć na zwiększeniu swych szans na krajowym podwórku dzięki wojnie lub przynajmniej poważnej eskalacji kryzysu.

źródło:
Zobacz więcej