RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Rewolucje, wojny, zaraza. Fatalny rok reżimu Putina

Putin stanął w obliczu poważnego testu skuteczności jego polityki (fot. Mikhail Svetlov/Getty Images)
Putin stanął w obliczu poważnego testu skuteczności jego polityki (fot. Mikhail Svetlov/Getty Images)

Porażki najbliższych sojuszników, pandemia koronawirusa, kryzys na rynku ropy i gazu, utrata poparcia większości Rosjan, wreszcie kompromitacja w sprawie Nawalnego – kończący się 2020 rok był jednym z najgorszych w historii rządów Władimira Putina.

Reżimy zyskały na pandemii. Suwerenność staje się towarem deficytowym

Pandemia nie wystudziła sporów, konfliktów, wojen, podważania suwerenności państw czy narzucania lewicowych ideologii. Deklaracje nawołujące do...

zobacz więcej

Od początku swych rządów – a to już przeszło dwie dekady - przedstawiał się jako silny mąż stanu i gwarant stabilności, tak w kraju, jak i za granicą. Dziś musi gasić pożary, coraz liczniejsze i coraz groźniejsze, zarówno w polityce zewnętrznej, jak i na własnym podwórku . Jeśli lata 2014-2016, aneksję Krymu i rekordowe poparcie rodaków, udaną interwencję w Syrii i odporność na sankcje zachodnie, można uznać za apogeum panowania Putina, to od tamtej pory reżim wszedł w fazę schyłkową. Szczególnie widać to było w 2020 roku: Rosja traci pozycję hegemona na obszarze postsowieckim (Białoruś, Kaukaz, Kirgistan, Mołdawia), stosunki z Zachodem pozostają w kryzysie, trzeszczą fundamenty gospodarki opartej na eksporcie ropy i gazu, a Putin musiał uciec się do manipulacji i fałszerstw, by zapewnić sobie możliwość dożywotnich rządów.

Słabnący reżim ucieka się do zaostrzania represji, zarówno zmieniając prawo, ale też najzwyczajniej w świecie zamykając oponentów lub próbując ich zamordować. Ale o ile w samej Rosji można jeszcze stosować taką politykę, to na arenie międzynarodowej dotychczasowa strategia Kremla, zwłaszcza w odniesieniu do tzw. bliskiej zagranicy, już nie działa, jest przestarzała.

Koniec ery postsowieckiej


W grudniu 1991 roku tzw. porozumienia białowieskie położyły ostatecznie kres Związkowi Sowieckiemu. Nie oznaczało to końca dominacji Moskwy na tym obszarze, a przynajmniej jego większości. Choć formalnie były republiki uzyskały niepodległość, szereg z nich zachowało ścisłe powiązania z Rosją, uznając jej hegemonię. Szczególnie było to widoczne po przejęciu rządów na Kremlu przez Putina.

Prawosławny oligarcha i weterani z Donbasu. Projekt Kremla na wybory

Reżim Władimira Putina traci poparcie i gdyby teraz przeprowadzić w Rosji uczciwe wybory, obóz władzy by je przegrał. Pytanie, w którą stronę pójdą...

zobacz więcej

Oczywiście nie dotyczyło to Litwy, Łotwy i Estonii, które natychmiast zerwały wszelkie zależności i już od dawna cieszą się członkostwem w UE i NATO. Później z Moskwą zerwała Gruzja, a wreszcie, w 2014 roku, Ukraina. Prawdziwe trzęsienie ziemi w strefie rosyjskich wpływów nastąpiło jednak w tym roku. Wydarzenia na Białorusi, Kaukazie Południowym, w Kirgistanie i Mołdawii, a jeszcze bardziej sposób, w jaki Kreml reagował i reaguje na te kryzysy, potwierdzają koniec ery postsowieckiej i zmiany porządku geopolitycznego, który panował tam od 1991 roku.

„Zewnętrzna presja”


10 listopada, otwierając szczyt (online) Szanghajskiej Organizacji Współpracy, Putin powiedział, że Białoruś znajduje się „pod presją zewnętrznych sił”. Dodał, że dwie inne postsowieckie republiki, Kirgistan i Mołdawia, również doświadczają „zewnętrznej presji”. O ile na Białorusi sytuacja była już opanowana przy pomocy rosyjskiej, to w dwóch pozostałych krajach wydarzenia rozwijały się w złym dla Moskwy kierunku. W Kirgistanie zmuszono do ustąpienia prorosyjskiego prezydenta, a w Mołdawii prorosyjski prezydent przegrał wyraźnie w pierwszej turze z prozachodnią kandydatką i wszystko wskazywało na to, że polegnie też w turze drugiej, decydującej.

Putin stanął w obliczu poważnego testu skuteczności jego polityki oraz faktycznych wpływów Rosji w tzw. bliskiej zagranicy. Wszak właśnie Białoruś, Kirgistan i Armenia to akurat trzej najbliżsi sojusznicy Moskwy na obszarze postsowieckim. Wszyscy trzej należą do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), czyli militarnego paktu zdominowanego przez Moskwę, jak też Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej (EaWG), którą można traktować jako odpowiedź Rosji na ekspansję UE na wschód (z kolei OUBZ można uznać za odpowiedź na NATO). Wszystkie trzy wspomniane kraje mają dla Moskwy duże znaczenie militarne.

Chaos w Kirgistanie. To (jeszcze) nie rewolucja

W ciągu ostatnich 15 lat uliczne protesty obaliły dwóch prezydentów. Obecny prezydent Kirgistanu ma więc się czego obawiać. Ale opozycja, która...

zobacz więcej

Państwo Związkowe


Duże wojskowe bazy Rosja posiada w Armenii (Giumri) i Kirgistanie (Kant), zaś na Białorusi dwa obiekty wojskowej łączności o strategicznym znaczeniu dla rosyjskiego wojska (Wilejka, Hancewicze koło Baranowicz). Ale to Białoruś, a nie Armenia czy Kirgistan, jest najsilniej związana militarnie z Rosją (wspólne manewry, wspólna obrona przeciwlotnicza). Do tego trzeba pamiętać o takiej płaszczyźnie integracji, jak Państwo Związkowe. I to od Białorusi zaczęły się obecne poważne kłopoty Moskwy. To był sierpień. Potem, pod koniec września, wybuchła wojna na Kaukazie. Wreszcie, na początku października, w Kirgistanie doszło do rewolty, która w ciągu kilkunastu dni zmiotła dotychczasowe władze. A na koniec, w listopadzie, wybory przegrał prorosyjski prezydent Mołdawii.

Ten akurat kraj ma inny status w obszarze postsowieckim i inne formalnie relacje z Rosją, niż Białoruś, Armenia i Kirgistan, ale ostatnio obóz promoskiewski święcił w Mołdawii triumfy i wydawało się, że w pewnej perspektywie dołączy ten kraj do tej samej kategorii, co wspomniane wcześniej inne trzy republiki. Nowa, prozachodnia prezydent burzy te nadzieje Kremla.

Kryzys na trzech frontach


Białoruś i Mołdawia – to zachodni odcinek rosyjskiej strefy wpływów. Mołdawia już wydaje się stracona dla Moskwy po wygranej Mai Sandu, zaś Białoruś powoli zaczyna się wymykać z rąk Kremla. Armenia i Azerbejdżan to kaukaski odcinek rosyjskiej strefy wpływów. Efekty wojny o Górski Karabach są dyskusyjne, ale na pewno nie da się powiedzieć, że Putin odniósł tu sukces. Wreszcie Kirgistan, czyli środkowoazjatycki odcinek rosyjskiej strefy wpływów. Tutaj niewątpliwie można mówić o kolejnej porażce Kremla i znów osłabieniu pozycji Rosji w całym regionie.

Jeśli mowa o Białorusi, to nic nie zostało jeszcze rozstrzygnięte geopolitycznie, acz niewątpliwie zyskiwać będzie tu Zachód, a traciła Rosja. W Mołdawii już dziś jest 1:0 dla Zachodu. Na Kaukazie rywalem Rosji staje się Turcja. W Azji Środkowej coraz silniejsi są Chińczycy. Rosyjskie porażki 2020 roku w omawianych regionach to zaledwie początek coraz większych problemów Putina.

Taktyka salami po białorusku

Alaksandr Łukaszenka, upewniwszy się co do wsparcia Kremla, przystąpił do realizacji planu zdławienia protestów. Reżim działa dwutorowo. Zmiany na...

zobacz więcej

Sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli


Na Białorusi Rosjanie grali w czasie kampanii wyborczej na osłabienie Łukaszenki. Miał uzyskać reelekcję, ale mandat miał być słabszy, a opozycja mocniejsza, opozycja prorosyjska. Ostra reakcja reżimu w czasie kampanii (Babaryka i Cichanouski za kratami), bezczelnie duże fałszerstwo wyborcze i wreszcie niespotykana skala protestów obnażyły słabość planów rosyjskich. Zaskoczyły i Łukaszenkę, i Putina. Sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli.

Przez kilkanaście sierpniowych dni Putin wstrzymywał się z decyzją. Ostatecznie Rosjanie uznali, że bezpieczniej będzie zachować kontynuację rządów na Białorusi i poparli Łukaszenkę. Z decyzją o postawieniu na dyktatora wiąże się jednak ryzyko. Dotychczas zdecydowana większość Białorusinów miała pozytywne nastawienie do sąsiada. Ale wsparcie dla Łukaszenki powoduje, że przeciwnicy reżimu białoruskiego zaczynają sobie zadawać pytanie: dlaczego lubimy Rosję i nawet oczekujemy jej wsparcia, skoro Rosja jednoznacznie pomaga Łukaszence brutalnie tłumić protesty?

Efekt długoterminowy może być taki, że większość Białorusinów odwróci się od Rosji, tak jak to stało się z Ukraińcami. Na Białorusi w ostatnim czasie pozytywny stosunek do Rosji zmniejszył się o ponad 10 punktów procentowych. Widać, że Łukaszenka jest politycznym bankrutem i utrzymywać się będzie mógł dalej przy władzy tylko siłą i dzięki wsparciu Rosji. To kosztuje. Ekonomicznie i politycznie.

Pułapka FSB i sąd kapturowy. Rosja chce Handlarza Śmiercią?

Amerykański szpieg z niezwyczajną legendą czy ofiara prowokacji rosyjskich służb? Raczej to drugie. Tylko co było celem całej tej operacji? Wiele...

zobacz więcej

Opłacanie lojalności Biszkeku będzie dużo droższe niż dotąd


W Kirgistanie bliskiego Moskwie prezydenta już nie ma. Pod naciskiem opozycji, która przejęła rządy w kraju po wyborach uznanych za nieuczciwe, do dymisji podał się Sooronbaj Dżeenbekow. Wydarzenia w Biszkeku kompletnie zaskoczyły Kreml. Bunt po wyborach parlamentarnych 4 października otworzył drogę do władzy de facto pół-kryminalnym grupom, a utrwali to przesądzone zwycięstwo Sadyra Żaparowa w wyborach prezydenckich 10 stycznia, jak też przyjęcie nowej konstytucji. Oczywiście nie oznacza to, że Kirgistan nagle odwróci się od Moskwy (choć wpływy chińskie na pewno wzrosną). Ale opłacanie lojalności Biszkeku będzie dużo droższe niż dotąd.

Jest jednak pewien szczegół, który źle wróży rosyjskim wpływom na przyszłość. Do głosu dochodzi coraz mocniej nowe, młode pokolenie (tak jak w Mołdawii zresztą), rozczarowane Rosją, którą – słusznie zresztą – postrzega jako czynnik odpowiedzialny w dużym stopniu za to, jak kraj wygląda. Ci młodzi chcą rosyjskiego wsparcia, ale innego, niż dotąd. Oczekują pomocy w walce z korupcją i w reformowaniu, unowocześnianiu państwa. Ale tego, rzecz jasna, Moskwa nie zaoferuje.

Jeszcze większym wyzwaniem dla Rosji będzie nowy porządek na Kaukazie Południowym. To test dla relacji Kremla z Armenią, Azerbejdżanem, ale też Turcją. Armenia to od dekad sojusznik, ale jednak pod rządami Nikola Paszyniana wykazywała większą geopolityczną samodzielność, co Moskwie się nie podoba. Do tego Paszynian doszedł do władzy dzięki ulicznym protestom, bez wiedzy Kremla – a to zawsze Putin postrzega jako coś bardzo niebezpiecznego. Dlatego między innymi Moskwa nie zaangażowała się militarnie w konflikt (inaczej niż Turcja po stronie Azerbejdżanu).

Petrović: Rosja żywi się konfliktami. Rozejm w Górskim Karabachu to ostrzeżenie dla Zachodu

Porozumienie kończące walki w Górskim Karabachu jest sukcesem Azerbejdżanu i porażką Armenii. Jednak głównym zwycięzcą jest Rosja, która pokazała...

zobacz więcej

Putinowi udało się nakłonić strony konfliktu do rozejmu dopiero wtedy, gdy Azerowie zajęli znaczną część terytoriów okupowanych przez Ormian i byli bliscy całkowitego rozbicia Armenii w Górskim Karabachu. Rosja przekonuje, że osiągnęła sukces na Kaukazie. Zwolennicy takiej tezy wskazują, że przecież wprowadziła tam kilka tysięcy swoich „pokojowych sił”, że stała się gwarantem rozejmu, że do końca wyeliminowała stamtąd Zachód. Problem w tym, że miejsce Zachodu zaczyna zajmować Turcja, dużo groźniejsza w regionie dla interesów rosyjskich niż Francja czy OBWE. Więc, po pierwsze, po raz pierwszy od XVIII-XIX w., gdy to Moskwa wypierała stopniowo z Kaukazu Turków, dziś Turcy zaczynają wypierać z regionu Rosję.

Putin zrobił to, czego nie zrobił nawet słaby Jelcyn: otworzył furtkę Turcji. Ankara osiągnęła też sukces, jakim ma być korytarz transportowy przez Armenię, łączący de facto Turcję z Azerbejdżanem, a więc i położoną za Morzem Kaspijskim Azją Środkową.

Rosja słabnie


Długa zwłoka w reakcji na wojnę na Kaukazie pokazuje, że Putin nie ma dziś już możliwości reagować natychmiast i zdecydowanie na wybuchające kryzysy w co najmniej dwóch miejscach naraz. Tak było w tym właśnie toku, Azerbejdżan uderzył na Armenię w czasie, gdy Rosja mocno zaangażowała się w pomoc Łukaszence. Z kolei już w czasie wojny na Kaukazie pojawił się trzeci kryzys, tym razem w Kirgistanie. I tam Moskwa już kompletnie nie miała wpływu na rozwój sytuacji.

Są dwie przyczyny tej coraz mniejszej skuteczności Rosji na wydarzenia zagrażające jej interesom. Po pierwsze, brak rozpoznania i planów reakcji. Najpierw Kreml zaskoczyła skala protestów na Białorusi, potem skala ofensywy i mordercza skuteczność azerbejdżańskiej armii, jak i stopień zaangażowania wojskowego Turcji, wreszcie wybuch rewolty w Kirgistanie i jej radykalizacja. Druga przyczyna słabości Rosji to zwyczajnie brak zasobów. Jak przypomniał Paul Goble, były amerykański dyplomata i znawca Wschodu, pod koniec października rosyjskie ministerstwo finansów oświadczyło, że w siłach zbrojnych należy zmniejszyć liczbę etatów o 100 000 i zmniejszyć zakupy obronne o 10-15 proc. Wywołało to burzę w generalicji, ale Putin wcale nie powiedział, że takich cięć nie będzie.

„W wojnie o Górski Karabach zwyciężyły Rosja i Turcja”

Prawdziwe zwycięstwo w wojnie o Górski Karabach jest rosyjskie i tureckie – piszą i mówią francuscy komentatorzy, ubolewając nad tym, że oprócz...

zobacz więcej

Zakończona era węglowodorów


Sytuacja jest bowiem bardzo zła. Kryzys gospodarczy pogłębia się, załamanie cen ropy i spadek eksportu gazu uderzyły w budżet, koronawirus dopełnia reszty. Od dwóch lat poparcie dla Putina stale spada, czego potwierdzeniem są coraz groźniejsze protesty (Chabarowsk) i ucieczka prezydenta do przodu, czyli ekspresowa zmiana konstytucji dająca de facto dożywotnie rządy. Reżim przyjmuje coraz bardziej brutalną formę – vide grudniowe „ustawy kagańcowe” czy zamach na Nawalnego – bo nie ma innego wyjścia.

Putin może rządzić nadal tylko dzięki represjom i fałszerstwom, dzięki lojalności rozbudowanych struktur siłowych, do FSB po Rosgwardię. Wieloletni pakt ze społeczeństwem (wzrost dobrobytu, w zamian zgoda na polityczny zamordyzm) trafił do kosza, bo rosyjska gospodarka, zacofana i uzależniona do węglowodorów, dawała radę jakoś jeszcze, gdy było na świecie naftowo-gazowe prosperity. Ale 2020 rok ostatecznie to zakończył. Najpierw Rosjanie poszli na niepotrzebną wojnę naftową z OPEC, w efekcie cena „czarnego złota” załamała się. Zanim się dogadano, uderzyło w ropę spowolnienie globalne wywołane pandemią. Efekt? Drastyczny spadek wpływów do budżetu i kiepskie prognozy na przyszłość.

Do tego dochodzą problemy Gazpromu. Pandemia, ale też rewolucja na globalnym rynku energetycznym oraz dywersyfikacja źródeł gazu przez szereg tradycyjnych klientów Gazpromu, od Polski po Turcję i kraje bałkańskie, uderzyły potężnie w budżet koncernu. Gwałtownie spadł eksport i zyski z niego. A nie można zapominać, że wciąż nie dokończono dwóch strategicznych gazociągów: Nord Stream 2 i TurkStream.

Łukaszenka nagrodził struktury siłowe i dostał od OMON-u czarny beret

Alaksandr Łukaszenka wręczył odznaczenia państwowe przedstawicielom struktur siłowych zaangażowanych w tłumienie protestów na Białorusi. Sam zaś...

zobacz więcej

Masowe protesty przeciwko władzy Łukaszenki na Białorusi, wojna o Górski Karabach, „ludowa reforma” władzy w Kirgistanie i zmiana prezydenta w Mołdawii – to wszystko stwarza poważne wyzwania i zagrożenia dla Rosji. Jeszcze rok temu nikt nie przypuszczał, że stanie się to wszystko. Teraz Putin musi podejmować trudne decyzje. Co ważniejsze? Utrzymanie rosyjskich wpływów w Mołdawii czy może hamowanie coraz ściślejszego sojuszu Azerbejdżanu z Turcją? Finansowa pomoc dla reżimu w Mińsku, czy zaangażowanie w przemiany w Biszkeku? Putin musi wybierać. Bo na jednoczesne skuteczne działania na wszystkich tych krytycznych odcinkach Rosja nie ma już po prostu siły, nie ma środków, ale też pomysłu.

Szczepionki na koronawirusa i zbrojenia


Oczywiście należy pamiętać, że wciąż ma szereg instrumentów, które wiążą z nią część dawnych republik sowieckich. Choćby bazy wojskowe (Tadżykistan, Kirgistan, Armenia), dostawy ropy i gazu czy rynek pracy dla przybyszów głównie z Azji Środkowej. Ale są i nowe możliwości – warto wspomnieć obietnice Putina, że Rosja dostarczy sąsiadom szczepionki na koronawirusa.

Kluczowy będzie jednak rozwój wydarzeń w samej Rosji. Wspomniany Goble uważa, że negatywny wpływ na politykę zagraniczną i obronną ma oderwanie Putina od problemów na krajowym podwórku i postępująca samoizolacja: „Myślę, że widzimy rozkład systemu. Putin nie jest zbyt zainteresowany sprawami wewnętrznymi, odsunął się od bezpośredniego przywództwa, robiąc to podczas pandemii. Wielu rosyjskich urzędników już o nim myśli, że tak naprawdę siedzi w bunkrze i niczym się nie interesuje. A to poczucie zagubienia i braku przywództwa przenosi się poza granice Rosji. Jeśli się na czymś skupia, to może odnieść chwilowe sukcesy, ale widać, że już teraz niesamowicie trudno jest mu wpływać na wynik rozwoju wydarzeń w każdym miejscu ”.

Dziś gospodarzowi Kremla zostaje już tylko jedno: zbrojenia. Ale i na to w końcu może zabraknąć środków.

źródło:
Zobacz więcej