RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Zapomniana lekcja Poznańczyków

„Przyjechał Paderewski i wybuchło powstanie wielkopolskie” - u wielu Polaków na tym kończy się wiedza o wydarzeniu sprzed 102 lat. (fot.NAC)
„Przyjechał Paderewski i wybuchło powstanie wielkopolskie” - u wielu Polaków na tym kończy się wiedza o wydarzeniu sprzed 102 lat. (fot.NAC)

102 lata temu w Poznaniu wybuchło Powstanie Wielkopolskie, a męstwo powstańców w szeregu krwawych bitew doprowadziło do polskiego zwycięstwa przypieczętowanego Traktatem Wersalskim. Powiodło się tylko dlatego, że Poznańczycy uprzednio przygotowali coś – czego dzisiejsza prawica nie rozumie i robić nie potrafi. Przez lata zbudowali oddolne mechanizmy społeczne, kulturowe i gospodarczo-finansowe, wspierające ważne dla nich wartości.

Do Poznania, tak jak przed stu laty, przyjechał pociągiem Paderewski

zobacz więcej

Kilka miesięcy temu do stolicy Wielkopolski, na spotkanie autorskie przyjechało troje znanych warszawskich dziennikarzy. Literacko – polityczno – gospodarcza burzliwa dyskusja w jednej ze staromiejskich knajpek przeciągnęła się do późnych godzin nocnych, a że atmosfera była niezła, Poznańczycy postanowili udowodnić przybyszom, że fama o nieżyczliwych przyjezdnym poznańskich pyrach jest nie całkiem prawdziwa, więc zabrali dziennikarzy na obchód po (nie)industrialnym Poznaniu. Wiadomo: Stary Rynek, Fara, Góra Przemysława, Odwach wreszcie Pomnik Ułana.

– A tu jest hotel Bazar, przyjechał Paderewski i wybuchło powstanie – zakomunikowali z dumą poznaniacy swoim gościom.

„Przyjechał Paderewski i wybuchło powstanie wielkopolskie” – w tym zwrocie w zasadzie zawiera się praktycznie wszystko co dziś bardzo wielu Polaków, niestety również i tych mieszkających Wielkopolsce, wie (o ile w ogóle) o powstaniu 27 grudnia 1918 roku. Narodowej walce, która po wielu miesiącach krwawych bitew zakończyła może się przyłączeniem Wielkopolski i części Pomorza do odradzającej się Rzeczypospolitej. Niektórzy coś słyszeli o zdobyciu samolotów na poznańskiej Ławicy, inni, pytani o wielkopolską rewoltę, dodają, że było to jedyne zwycięskie polskie powstanie, co akurat prawdą nie jest, bo to z 1918 roku nie było ani jedynym wielkopolskim powstaniem, ani też jedynym zwycięskim.

Gdzieś w mroku niepamięci znikają wzruszające i bohaterskie opowieści o krwawych powstańczych walkach o Wolsztyn, Rawicz, Chodzież, potyczki o Zbąszyń i Zbąszynek, mało kto dziś pamięta o batalii 29 stycznia 1919 r o wieś Torzeniec k. Ostrzeszowa, z której po wielogodzinnej bitwie Powstańcy wyparli niemiecki oddział, tak jak i o krwawej niemieckiej zemście (dwadzieścia lat później – 1 i 2 września 1939 r. Niemcy po zajęciu wsi rozstrzelali w niej lub spalili żywcem 34 Polaków, w tym 16 Powstańców Wielkopolskich). Albo chociażby bitwie o Szubin w styczniu 1919, po której Niemcy zakatowali kolbami karabinów wziętego do niewoli, rannego przywódcę powstańczego oddziału podporucznika Władysława Wiewiórowskiego.

100. rocznica wybuchu powstania wielkopolskiego. Uroczystości w Poznaniu

Centralne obchody z okazji 100. rocznicy wybuchu powstania wielkopolskiego odbędą się w Poznaniu. W jubileuszowych uroczystościach wezmą udział...

zobacz więcej

Jednym z największych historycznych kłamstw, dotyczących powstania wielkopolskiego jest teza, powielana także i dzisiaj przez część polskich historyków, jakoby niepodległościowa batalia Wielkopolan zakończyła się 16 lutego 1919 roku Rozejmem w Trewirze. Niemieckie dowództwo nie zamierzało rozejmu trewirskiego przestrzegać nawet doby, wykorzystując przy tym nieścisłe zapisy w podpisanym dokumencie, bowiem nie precyzowały one daty jego wejścia w życie.

I tak kilka godzin po podpisaniu rozejmu wojska niemieckie i polscy powstańcy starli się pod Żołędnicą koło Rawicza, chwilę później powstańcy odparli niemiecki atak na Rynarzewo zdobywając pociąg pancerny. Do czerwca 1919 Wielkopolanie stoczyli kilkanaście większych i mniejszych bitew z Niemcami m.in. o Paterek, w rejonie Międzychodu (o Kamionną, Prusim i Kwilcz), Wolsztyna, Ostrzeszowa, Kępna czy Chodzieży, Nakła i Margonina.

Niewygodna lekcja pracy u podstaw


Dlaczego o powstaniu wielkopolskim wiadomo dziś tak niewiele? Niejeden skwituje sprawę infantylnym stwierdzeniem: „bo było zwycięskie, a Polacy lubują się w rozpamiętywaniu porażek”. Nie warto tak naiwnym dyrdymałom poświęcać nawet minuty życia.

Opowieść o powstaniu wielkopolskim jest niewygodna i trudna do sprzedania przede wszystkim dlatego, że wymyka się z klasycznego, obowiązującego w Polsce mickiewiczowskiego „szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i? – jakoś to będzie!”, albo bardziej współczesnego: „jak to, ja ze szwagrem nie damy rady?”.

Historyczna narracja o powstaniu wielkopolskim siłą rzeczy musiałaby być poprzedzona opowieścią o pracy u podstaw, ciężkim wysiłku gospodarczym, finansowym, kulturowym, wysiłku, którego prawica nie znosi, a który to de facto dał Wielkopolanom zwycięstwo.

Wykurzyli Niemców z lotniska, zdobyli niewiarygodny łup

To jeden z najbardziej spektakularnych sukcesów polskich żołnierzy w historii. Błyskawiczny atak, którego nie powstydziliby się współcześni...

zobacz więcej

Nie byłoby bowiem ani powstania wielkopolskiego, ani zwycięskich bitew, ani częściowego sukcesu dyplomatycznego w Trewirze i później w Wersalu, gdyby nie słynne przed laty wielkopolskie: „naród sobie”. Tu w Poznaniu, w walce z germanizacją „naród sobie teatr wybudował” ze zbiórek publicznych, tu naród sobie wspierał polskie wydawnictwa i półoficjalne periodyki, animował polską kulturę i sztukę, promował polskie inicjatywy gospodarcze wreszcie tu naród sobie – oddolnie i spontanicznie – nałożył podatek narodowy na zakup uzbrojenia, dla przygotowywanych miesiącami oddziałów wojskowych i grup „Sokoła”`. A walce zbrojnej po 27 grudnia 1918 r towarzyszyła jednoczesna reforma administracyjna, prawna i repolonizacja odzyskiwanych terenów.

Jednym słowem – o sukcesie powstania stanowiły nie tylko militarne potyczki, ale także ciężka, wielomiesięczna praca nad zbudowaniem mechanizmów kulturowych, społecznych i gospodarczych, wspierania elementarnych wartości i postaw patriotycznych.

Zadecydowała kreatywność i ciężka praca, czyli coś, czego dzisiejsza prawica – tak ta sama, która tak chętnie stroi się w patriotyczne barwy i opowiada o walce z neomarksistowską rewolucją światopoglądową - wydaje się panicznie bać, nie potrafi i nie chce robić, zadowalając się konsumpcją pozyskanego w 2015 roku „tu i teraz”.

Czego dzisiejsza prawica nie zrozumiała


Tego, że rewolucja światopoglądową w neomarksistowskim stylu nadciąga, w dodatku będzie ona prowadzoną na wielu frontach: społecznym, historycznym i froncie podstawowych wartości nie da się ukryć. Wystarczy spojrzeć, ot choćby na serie publikacji „Gazety Wyborczej” pojawiających się w istotnym w polskim okresie świąt Bożego Narodzenia: „Jestem zmęczony, nie umiem dać niczego ani światu ani firmie. Jezus robi bilans życia”, „ Koszmar Bożego Narodzenia osób LGBT +”, „Da się być gejem w kościele katolickim. Osoby LGBT mają nawet swojego pasterza, choć musi się ukrywać”, czy ilustracji sugerujących, że Święta Rodzina musiała uciekać do Egiptu przed Polakami. A to tylko kropla w morzu podobnych publikacji pojawiających się na łamach i innych lewicowo-liberalnych mediów.

Nietypowa rekonstrukcja Powstania Wielkopolskiego: pokazali doświadczenia ludności cywilnej

zobacz więcej

A więc, skoro lewicowa „rewolucja”, która rozegra się w sferze ducha i umysłu to pytanie, czy i jak szeroko pojęta prawica, która tak chętnie tokuje o obronie wartości, polskości, o byciu bastionem konserwatywnych wartości – wyciągnęła lekcję ze zwycięskiej walki Poznańczyków z ideą germanizacji stoczonej właśnie w sferze społecznej, ideowej, kulturowej? Ano nijak.

Jeszcze w 2011 roku, po przegranych przez PiS wyborach parlamentarnych, na Radzie Krajowej PiS w Pułtusku prezes Jarosław Kaczyński, odwołując się do Viktora Orbana i jego działań na Węgrzech mówił, o ciężkiej pracy organicznej, jaka musi czekać jego ugrupowanie. O budowie nowych mediów, również tych społecznościowych, o zmianie pokoleniowej, o wyławianiu liderów środowiskowych także w grupach, które przez mainstream były lekceważone, o inwestycjach w kulturę, sztukę, o szkoleniach i doskonaleniu ludzi, którzy kiedyś mieliby dać prawicy zwycięstwo i je utrzymać.

Jak przegrać „walkę” z lewicową „rewolucją”


Co zrobiono? Nic. Ostatnie pięć lat, a zaczyna się właśnie rok szósty, to w tej materii powtórka „radosnych” zaniedbań z okresu rządu AWS, kiedy to konsumpcja „państwowego tortu” okazała się być dla środowisk, umownie nazwijmy je prawicowymi, najważniejsza.

Poczynając od mediów. Przez 60 miesięcy władzy środowiska prawicowe nie potrafiły wykorzystać pozyskanego w wyborach potencjału, by stworzyć – własne, niezależne media, periodyki prasowe, portale internetowe, bądź wzmocnić istniejące, zdobywając w ten sposób „oręż” do „walki” na prądy i poglądy z lewicową rewolucją. Jedyna, z nazwy prawicowa „telewizja” - „Republika” okazała się być trampoliną do skoku na stanowiska. Obecnie dogorywa w marginalnej formie. Prawicowe, konserwatywne tygodniki stały się polem do walk i wewnętrznych tarć frakcji zwycięskiej partii, dysponujących publiczną gotówką i mogących wystąpić w roli „dobroczyńców”. W tychże periodykach też nie postawiono na przygotowanie zastępów młodych, zdolnych dziennikarzy, którzy w dalszej perspektywie mogliby stanowić merytoryczną alternatywę wobec dziennikarzy lewej strony, stawiając na biernych, miernych, ale wiernych. W zasadzie znam przypadki, gdy „dziękowano” tym, którzy wybijali się ponad przeciętność. Kreatywność, praca oddolna i budowa mediów lokalnych i ogólnopolskich po 2015 roku wyszła na zero.

Sto lat po zakończeniu powstania wielkopolskiego lista jego uczestników trafiła do Internetu

Sto lat temu, 16 lutego 1919 roku, zakończyło się Powstanie Wielkopolskie – zwycięski zryw niepodległościowy Polaków, który doprowadził do...

zobacz więcej

Kultura i sztuka? Gdyby zapytać ministra Glińskiego, na pewno pochwaliłby się „Muzeum Ulmów” czy Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Tyle, że Muzeum Historii Polski nadal jest w powijakach, Muzeum Powstania Wielkopolskiego rodzi się w bólach, Muzeum Bitwy Warszawskiej, zapowiadane od lat, nie powstało do dziś.

Niewielkie lokalne inicjatywy działają najczęściej z niewystarczającym dofinansowaniem, podobnie lokalne teatry i inne placówki kulturalne. W zasadzie swoistym symbolem stała się „tarcza antykryzysowa” Ministerstwa Kultury. Na liście beneficjentów znalazły się teatry i inne placówki kulturalne kojarzone dziś przede wszystkim ze środowiskami lewicowo-liberalnymi. Dlaczego? Powtórzę – bo prawica przez 5 lat zaniechała stworzenia własnych, które ciekawym repertuarem i wysoką jakością mogłyby przyciągać młode pokolenia.

Polskie projekty gospodarcze? Jedno co się „udało” tzw. prawicy po 2015 roku to obsadzić instytucje rozwojowe i gospodarcze ludźmi wicepremiera Jarosława Gowina, co w niemal żadnym stopniu nie przekształciło się na sensowne wsparcie polskiego biznesu, inwestorów, konstruktorów, wynalazców, projektantów. Na przykład, na liście nominowanych do Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP znalazła się firma, której „wynalazku” nie ma jeszcze w produkcji, ale już na tym etapie odstaje on technologicznie od podobnych produktów zachodnich.

By przeprowadzić i wygrać lub zatrzymać jakąkolwiek rewolucję, kontrrewolucję, powstanie, batalię, która będzie toczyć się, a nawet już się toczy, nie tyle militarnie, ile przede wszystkim w sferze umysłu: idei, poglądów, ludzkich dusz – należy najpierw stworzyć ku temu wszechstronne instrumenty. To lekcja, którą Poznańczycy i Wielkopolanie odrobili jeszcze przed 1918 rokiem. I to lekcja, z której prawica nadal dziś nie wyciąga wniosków.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej