RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Autostop pozwala poznać samego siebie"

Wywiad z Mateuszem Kowalewiczem (fot. archiwum prywatne)
Wywiad z Mateuszem Kowalewiczem (fot. archiwum prywatne)

Student zarządzania, piłkarz, a przede wszystkim podróżnik. Mateusz Kowalewicz choć ma dopiero 25 lat, to już doskonale wie, czego chce od życia. Po Europie podróżuje na własną rękę - głównie jako autostopowicz. Brał udział w Auto Stop Race, największych wyścigach autostopowych w Europie. W czasie pandemii nie zaprzestał podróży i spontanicznie ruszył w Bieszczady. Zamiast pięniędzy wręczał kierowcom kasztany. Nam opowiada o swoich przygodach.

Smok, który przyniósł szczęście

Wietnam to kraj niezwykłych ludzi, wspaniałych krajobrazów i przepysznej kuchni. Aż trudno uwierzyć, że na powierzchni niewiele większej od Polski...

zobacz więcej

Mateusz na początek opowiedz nam o swoich wrażeniach z Auto Stop Race. Z kim podróżowałeś i dokąd musieliście dojechać?

Na wyścig zapisałem się w 2019 roku. Celem była grecka wyspa Evia (Eubea). To zawody przeznaczone dla studentów do 30. roku życia. Zasada jest taka, że zawsze podróżuje się w parach. Dodałem ogłoszenie na grupie Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu- bo ta uczelnia jest organizatorem tego wyścigu - że poszukuję pary i w ciągu jednego dnia miałem kilkanaście ogłoszeń. W sumie zaznaczyłem, że jestem zainteresowany tylko płcią przeciwną (śmiech). Wybrałem Kingę.

Dlaczego?

Bo wtedy łatwiej jest złapać stopa jako para damsko-męska. Dzień wcześniej przyjechałem z Podlasia do Wrocławia, aby poznać lepiej moją towarzyszkę podróży i następnego dnia o 9 rano wystartowaliśmy w wyścigu. Nasza podróż trwała 97 h i 38 minut, co dało nam 399. rezultat na ponad 500 par. Łącznie podwoziło nas 17 kierowców. Przejechaliśmy w sumie 2 500 km. Naszym najgorszym przeżyciem było spędzenie 17 godzin na stacji benzynowej za Wiedniem. Spaliśmy w namiotach z innymi uczestnikami konkursu. Nasza radość była ogromna, gdy udało mi się znaleźć dwóch mężczyzn, którzy dowieźli nas aż za Maribor. Natomiast najmilej wspominam chorwacką rodzinę ze Splitu, która zaprosiła nas na noc. Spędziliśmy wspólnie wieczór, mogliśmy normalnie się wykąpać, a dodatkowo następnego dnia otrzymaliśmy wałówkę na drogę. Nadal mamy ze sobą kontakt.

Słyszałam, że niektórzy uczestnicy wyścigu przebierają się, żeby zwrócić uwagę kierowców. Jaką wy mieliście taktykę?

To prawda. Wielu autostopowiczów przebiera się w różnego rodzaju zabawne kostiumy, aby wzbudzać zaufanie. My mieliśmy ze sobą polską flagę, którą chcieliśmy zachęcać rodaków do pomocy nam na obczyźnie. Naszą główną taktyką było jednak zagadywanie kierowców na stacjach benzynowych. Oczywiście zdarzały się sytuacje, że zostawaliśmy wyrzuceni w środku miast i wtedy było nieciekawie... W takich sytuacjach szukaliśmy stacji benzynowej i dalej wracaliśmy do zagadywania kierowców. Czasami trzeba było łapać kierowców na autostradzie.

Co było najtrudniejsze podczas tego wyścigu?

Oczywiście złapanie stopa. Mieliśmy założony plan, w jaki sposób dojechać do celu, jednak autostop rządzi się swoimi prawami. Z drugiej strony jest to piękne uczucie, że nigdy nie wiesz, co ci się przydarzy. Na szczęście, dzięki kreatywnemu podejściu udało się nam przezwyciężyć wszystkie kryzysowe sytuacje. Naszym celem nie było zajęcie jak najwyższego miejsca, lecz przeżycie jak najwspanialszej przygody i poznanie wartościowych ludzi - tak szalonych jak my. Na stacjach benzynowych integrowaliśmy się z innymi uczestnikami konkursu. Graliśmy we flanki, czyli najpopularniejszą grę wśród studentów.

 

Perły Lazurowego Wybrzeża

Lazurowe wybrzeże to nie tylko Nicea, Saint-Tropez czy Cannes. To także klimatyczne małe miasteczka. Saint Paul de Vence, Eze, Vence i Antibes...

zobacz więcej

Jakie jeszcze was spotkały przygody?

Raz o mały włos nie zgarnęła nas policja, gdy łapaliśmy stopa na bramkach autostradowych. W ostatniej chwili Kindze udało się złapać TIR-a. Strażnicy patrzyli na nas nieprzychylnie. Przeprosiłem ich i szybko ruszyłem w stronę pojazdu. Kierowcą był przemiły Serb, który mimo że nas nie rozumiał, starał się jak mógł, aby nawiązać jakąś rozmowę. Na koniec otrzymaliśmy jeszcze 10 euro na zakup posiłku na stacji benzynowej. Takie sytuacje są bardzo budujące. To nie jest tak, że nie mieliśmy pieniędzy – po prostu ci ludzie doceniali naszą odwagę, zapał, pasję i chcieli dołożyć swoją cegiełkę. Mieliśmy również ciekawą sytuację na stacji w Macedonii Północnej. Kiedy podchodziłem do kierowców i szukałem transportu do Grecji, jeden z chłopaków zainteresował się naszą historią, jednak nie jechał w podanym kierunku. Próbowałem dalej zaczepiając kolejnych kierowców, jednak nic z tego. Po około 20 minutach podszedł do mnie chłopak, z którym wcześniej rozmawiałem i stwierdził, że nas podrzuci, a przy okazji odwiedzi kolegę. Przejechaliśmy z nim około 400 km. Takie historie uczą, jak być dobrym człowiekiem. Niektórym kierowcom proponowaliśmy pieniądze, jednak zawsze spotykaliśmy się z odmową.

Dogadywaliście się z Kingą? W końcu wyruszyliście razem nie znając się?

Nigdy nie doszło między nami do jakiegoś konfliktu czy sprzeczki. Wydaje mi się, że dużo zależy od charakteru. Taka wyprawa wiąże się często z wyjściem ze swojej strefy komfortu, a to w takich sytuacjach poznajemy prawdzie oblicze drugiego człowieka. Wychodzę z takiego założenia, że jeżeli chcesz poznać drugiego człowieka, zabierz go w podróż autostopem.

Kto był liderem w waszym zespole?

Ja decydowałem o najważniejszych sprawach podczas podróży. Czasami Kinga chciała się poddać i np. zamówić ubera, jednak zawsze ratowałem sytuację znajdując kierowców chętnych nas podwieźć. Przypomniała mi się śmieszna sytuacja, gdy jeden kierowca TIR-a zawiózł nas do małego miasteczka. Jest to najgorsza rzecz dla autostopowicza, który może utknąć. Udaliśmy się po raz kolejny na najbliższą stację benzynową. Gdy rozpaczliwie próbowałem zagadywać kierowców, Kinga zaczęła sprawdzać, w jaki sposób dojechać na jakiś dworzec, a później dalej autobusem lub pociągiem. W końcu jeden mężczyzna zgodził się nam pomóc. Podrzucił nas do centrum, gdzie znajdował się przystanek autobusów. Kupiliśmy bilety do Skopje. Dosłownie kilka minut później zauważyłem samochód z rejestracją macedońską. Podszedłem i zapytałem, czy pani by nas nie podwiozła i udało się!

Czego nauczyła cię ta wyprawa?

Takie doświadczenie bardzo wpływa na człowieka i na jego postawę. Pozwala doceniać innych ludzi oraz uczy bezinteresownej pomocy. Większość kierowców podziwiała nas za to, co robimy i czasem dostawaliśmy m.in. jedzenie, papierosy czy nawet pieniądze. Polecam każdemu spróbować tego typu podróżowania, ponieważ jest to ogromna przygoda i wspomnienia na lata. Dodatkowo jest też duma, która rozpiera nas na mecie, że udało nam się osiągnąć cel.

Nicea – stolica Lazurowego Wybrzeża

Jest uwielbiana przez Francuzów i turystów. W każdej epoce jej urokowi ulegali arystokraci, książęta, artyści i pisarze. Otoczona wzgórzami i...

zobacz więcej

A kto wpadł na pomysł wycieczki autostopem w Bieszczady ?

To był pomysł mojego brata ciotecznego Bartka, ale ja zaproponowałem, żebyśmy pojechali tam autostopem. Jeszcze nigdy nie byliśmy w Bieszczadach. Trafiliśmy także na mema - „Rzuć wszystko i wyjedź w Bieszczady”. W tym roku mieliśmy zamiar wziąć udział w kolejnym Auto Stop Race, jednak wydarzenie zostało odwołane.

Czy w czasie pandemii kierowcy chętnie się zatrzymywali?

Nasza podróż odbyła się pod koniec września, kiedy pandemia nie była na tak zaawansowanym poziomie, jak obecnie. Kierowcy chętnie zatrzymywali się i nigdy nie czekaliśmy dłużej niż 30 min. Nasz plan był spontaniczny. Ustaliśmy, że chcemy dojechać do Wetliny. Nie mieliśmy zarezerwowanych żadnych noclegów, dokładnie wyznaczonej trasy czy listy z miejscami, które chcemy zwiedzić. Dzień wcześniej przyjechaliśmy do Warszawy, żeby w ciągu jednego dnia dojechać na miejsce. Zawsze to 150 km mniej (śmiech). Autostopem przejechaliśmy około 550 km. Zamiast pięniędzy dawaliśmy kierowcom kasztany. Ot, taki spontaniczny pomysł.

Już wyobrażam sobie miny tych kierowców...

Oczywiście byli zaskoczeni (śmiech). Ale odbiór był bardzo pozytywny.

 

Często z bratem ciotecznym ruszacie w świat na własną rękę ?

Nasza pierwsza wspólna wyprawa autostopowa odbyła się w 2016 roku, kiedy wyjechałem na stypendium Erasmus do Portugalii. Bartek przyjechał do mnie w odwiedziny i wpadliśmy na pomysł, aby pojechać autostopem do Fatimy. Nie mieliśmy wtedy za bardzo pojęcia od czego zacząć, nie mieliśmy nawet internetu w telefonach. W drodze do Fatimy przeszliśmy pieszo około 10 km zanim zatrzymał się pewien uprzejmy kierowca. W drodze powrotnej też mieliśmy spory problem. W 2018 roku jeździliśmy wspólnie autostopem w regionie Algarve na południu Portugalii z Faro do Loule. W Portugalii podczas dwumiesięcznych praktyk studenckich często jeździłem autostopem na krótszych trasach. Bilet na autobus był bardzo drogi, a dodatkowo czynsz na mieszkanie pochłaniał prawie całe moje stypendium. To było świetne rozwiązanie.

W Słowackim Raju

Krasowe wąwozy, rwące potoki i prawie 300 km pieszych szlaków turystycznych. Park Narodowy Słowacki Raj jest jednym z najpiękniejszych w Europie....

zobacz więcej

Nie boisz się jeździć autostopem?

Chyba mam szczęście do ludzi, bo na szczęście nigdy nie zdarzyła mi się nieprzyjemna sytuacja.

Dlaczego autostop? Co jest fajnego w takiej formie podróżowania?

Uważam, że jest to najlepsza forma podróżowania. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, wysłuchiwać ich historii oraz dzielić się swoimi. Dodatkowo autostop to wiele przygód, adrenaliny oraz niezapomnianych historii na całe życie. Każdy może sobie kupić samochód, wynająć hotel i przejechać pół Europy. Ale nie każdy ma odwagę, żeby ruszyć w świat autostopem. Tu nie chodzi o pieniądze, lecz o poznawanie innych oraz samego siebie.

źródło:
Zobacz więcej