„Nie deportujcie mnie. Tam nie będę mógł leczyć dzieci”

Żona Rustama, Aminat czeka aż mąż wróci do domu i pomoże jej zająć się chorymi dziećmi (fot. archiwum prywatne)

Rustam Dadaev został zatrzymany 22 lipca, gdy po raz trzeci składał wniosek o przyznanie mu statusu uchodźcy. Czeczen trafił do ośrodka dla cudzoziemców w Białymstoku i już ponad miesiąc czeka na decyzję o tym, czy zostanie deportowany do ojczyzny. Problem w tym, że w Pruszkowie została jego żona i czwórka dzieci. Dwójka z nich ciężko choruje, a ich leczenie w Czeczenii będzie niemożliwe. – Za bardzo kocham swoje dzieci, nie mogę stąd wyjechać – powiedział w rozmowie z tvp.info Rustam Dadaev. O historii mężczyzny i jego rodziny dowiedzieliśmy się dzięki informacjom przesłanym na Twoje INFO.

Rustam Dadaev do Polski przyjechał cztery lata temu, nielegalnie podróżując przez Ukrainę. Mężczyzna zamieszkał w Pruszkowie, po pewnym czasie dołączyła do niego żona Aminat i czteroletni obecnie synek. Kobieta w Polsce zaszła w ciążę, jednak ze względu na fatalny stan zdrowia swojej matki, musiała wrócić do Czeczenii. Tam też urodziła bliźnięta. Jedno z nich, chłopczyk zaczął ciężko chorować. Prawdopodobnie przyczyną choroby jest niedotlenienie podczas porodu. W Czeczenii odmówiono leczenia chłopca, dlatego Aminat z dwutygodniowymi bliźniakami wróciła do Polski.

Chłopiec ma problemy ze wzrokiem i z poruszaniem się. Przez pierwszy rok leżał dosłownie jak kłoda. Potrzebuje stałej rehabilitacji – mówi Małgorzata Sadowska, Polka pomagająca rodzinie Czeczenów. – Rustam zorganizował tu leczenie, nawet opłacał rehabilitantkę, by przychodziła do domu – mówi kobieta.

1 stycznia tego roku na świat, już w Polsce przyszło najmłodsze dziecko rodziny Dadaev, chłopiec Timerlan. Niestety okazało się, że on także jest chory. – Ma atopowe zapalenie skóry i astmę – mówi Sadowska.

Czeczenii postanowili jednak, że zrobią wszystko, by leczyć swoje dzieci. Rustam pracował na czarno, zajmował się mechaniką samochodową.Przez cały ten czas Dadaev starał się o to, by nadano mu status uchodźcy. – Mówił, że chce zostać w Polsce, chciał pracować legalnie. Nie wyciągał rąk po kasę, tylko sam zarabiał na rodzinę i chore dzieci – podkreśla przyjaciółka domu.

Niestety trzy kolejne wnioski (2008r., 2009r., 2010 r.) Rustama Dadaeva o status uchodźcy zostały odrzucone. Gdy po raz czwarty, 22 lipca tego roku mężczyzna przyjechał do Urzędu ds. Cudzoziemców w Warszawie (został tam wezwany, w celu złożenia wyjaśnień dotyczących składanych wcześniej przez siebie wniosków o status uchodźcy – przyp.red.), zatrzymała go straż graniczna. Ostatecznie Rustam został zabrany do ośrodka dla cudzoziemców w Białymstoku. Ma tam spędzić w sumie 60 dni, w tym czasie zapadnie decyzja o jego dalszych losach.

Pan Dadaev jest w tzw. „procedurze uchodźczej”. Trzykrotnie starał się o status uchodźcy, za każdym razem mu odmawiano. Mężczyzna odwoływał się nawet do Rady ds. Uchodźców, ale ta też nie przychyliła się do jego prośby. Uznano, że mężczyzna który nielegalnie przekraczał granicę, w swoim kraju nie jest prześladowany – w Polsce nie jest pożądany – wyjaśnia mjr Anna Wójcik, rzecznik prasowy Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej.



Chor. Agnieszka Golias, rzecznik Komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej tłumaczy, dlaczego Rustam Dadaev został zatrzymany przez straż graniczną w chwili, gdy wezwany przez Urząd ds. Cudzoziemców składał wyjaśnienia w Warszawie. – Specjalna. Jeden z artykułów ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terenie Rzeczypospolitej Polskiej mówi o tym, że wnioskującego o status uchodźcy się nie zatrzymuje, chyba, że istnieje niebezpieczeństwo nadużycia w postępowaniu w sprawie nadania statusu uchodźcy. Czyli, jeśli cudzoziemiec granicę przekroczył nielegalnie, a później trzykrotnie składał dokumenty o nadanie statusu uchodźcy i te trzy wnioski zostały odrzucone – zaistniało podejrzenie, że składał te dokumenty po raz czwarty, by przedłużyć swój pobyt w Polsce – mówi pani rzecznik. Zdaniem straży granicznej – mężczyzna mógłby to wykorzystać na przykład do tego, by wyjechać z Polski do krajów Europy zachodniej.

Teraz czekamy, co zrobi Urząd ds. Cudzoziemców. Jeśli Rustam Dadaev nie dostanie statusu uchodźcy, trzeba będzie go prawdopodobnie deportować – wyjaśnia Agnieszka Golias. – Myślę, że ten mężczyzna powinien złożyć do właściwego sądu wniosek o zwolnienie z naszego ośrodka. Jeśli jego sytuacja rodzinna jest tak trudna i są dokumenty poświadczające chorobę dzieci, istnieje szansa, że sąd przychyli się do wniosku – dodaje mjr Anna Wójcik.

Małgorzata Sadowska, opiekująca się żoną Rustama i ich dziećmi podkreśla, że sytuacja rodziny jest naprawdę dramatyczna. – Robiłam wszystko, by mu pomóc. W sądzie składałam wniosek, by zwolnili go z Białegostoku. Bez Rustama ta kobieta jest bezradna, to wynika także z ich religii. Na domiar złego została sama z czwórką dzieci, nie mówi dobrze po polsku, czasami ma nawet problemy z tym, by zakupy zrobić. A te dzieciaki nie dość, że chore – to teraz jeszcze nie dojadają – relacjonuje Małgorzata Sadowska z Pruszkowa. – Mogę zapewnić, że on nigdzie nie chciał uciekać, bardzo zależało mu na tym, by mieszkać w Polsce, móc leczyć swoje dzieci… – kończy Polka pomagająca Czeczenom.

Zobacz więcej