RAPORT

Wojna na Ukrainie

NBA: Giannis rozbił bank. Rekordowy kontrakt dla gwiazdy

Giannis Antetokounmpo to jeden z najlepszych koszykarzy świata (fot. Getty Images)
Giannis Antetokounmpo to jeden z najlepszych koszykarzy świata (fot. Getty Images)

Miał być jednym z najcenniejszych kąsków na przyszłorocznym rynku transferowym. Zęby ostrzyli sobie na niego m.in. Los Angeles Lakers, Miami Heat czy New York Knicks, ale Giannis Antetokounmpo – wbrew popularnemu trendowi – pozostał wierny klubowi, w którym gra od początku kariery w NBA. Z Milwaukee Bucks podpisał najwyższy kontrakt w historii koszykówki.

228 milionów dolarów – tyle przez pięć najbliższych lat zarobi Giannis Antetokounmpo w NBA. To najwyższy kontrakt w historii ligi. Co istotne: trudno sugerować, by Bucks przepłacili greckiego skrzydłowego. W minionym sezonie po raz drugi z rzędu został wybrany MVP (najbardziej wartościowym graczem) ligi, otrzymał też nagrodę Defensywnego Gracza Roku – wcześniej tylko Hakeem Olajuwon i Michael Jordan dostąpili tych zaszczytów w jednym sezonie.

– To moje miasto, to mój dom. Możliwość gry dla Milwaukee Bucks przez pięć kolejnych lat jest dla mnie błogosławieństwem. Sprawmy, by ten czas się liczył. Niech rozpocznie się show! – napisał na Twitterze 26-letni koszykarz.

Antetokounmpo trafił do NBA w 2013 roku. W koszykówkę zaczął grać... niewiele wcześniej. Spiros Velliniatis, grecki „łowca talentów”, wypatrzył wyrośniętego 13-latka, gdy ten bawił się z braćmi. Giannis miał już wtedy prawie dwa metry wzrostu, niezwykle długie ręce i wielkie dłonie, w których dostrzeżono koszykarski potencjał.

Velliniatis mamówił go do treningów z lokalnym Filathlitikosem, zaoferował przyzwoite stypendium i przywoził pod halę za każdym razem, gdy głodny Giannis szukał zarobku na ulicy.

Niepoważny sport


Młody Antetokounmpo przez długi czas traktował koszykówkę niepoważnie. Nie wierzył w siebie, nie wierzył, że może osiągnąć w niej jakikolwiek sukces. Kiedy jednak wreszcie przekonał się, że wypada coraz lepiej na tle gorzej zbudowanych rówieśników, oddał się jej w pełni i zaczął marzyć o tym, by być prawdziwą gwiazdą.

Kiedy skauci w największej koszykarskiej lidze zawodowej dowiedzieli się, że gdzieś po europejskich parkietach biega 17-latek, który ma dłonie długości... kartki A4, a na dodatek przy 211 centymetrach wzrostu z powodzeniem grać może na każdej pozycji w ataku, bez wahania ruszyli do Grecji na pierwszy mecz z jego udziałem.

Nie czarował na parkiecie, nie dokonywał cudów, ale same warunki fizyczne wystarczały, by dostać od skautów kredyt zaufania. Duży na tyle, że kilka tygodni później Milwaukee Bucks wybrali go w drafcie z numerem 15.

Trafili los na loterii


Nie ma najmniejszych wątpliwości, że nigdy tego wyboru nie żałowali. Tym bardziej, że „jedynką” był wówczas Anthony Bennett (w NBA przepadł szybko, dziś poza poważną koszykówką), a przed Grekiem postawiono m.in. Cody’ego Zellera, Alexa Lena, Treya Burke’a czy Bena McLemore’a. Bucks trafili los na loterii.

A Giannis? Lekko wychudzony chłopak nabrał muskulatury, z roku na rok gra coraz lepiej, a Milwaukee Bucks – pod jego wodzą – dwukrotnie ocierali się o finały NBA. A kibice i tak liczą, że najlepsze dopiero przed nimi...

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej