RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Jerzy Jachowicz: Zatarta przeszłość ciągnie Polskę w dół

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki i były prezydent Lech Wałęsa (fot. arch PAP/Adam Warżawa)

Lekarz, na którym ciążą oskarżenia, że w przeszłości brał łapówki jest marszałkiem Senatu. W pracach parlamentu bierze udział posłanka, która wdziera się do kościoła i przerywa demonstracyjnie nabożeństwo czy jej koleżanka, która traktuje salę sejmową jako miejsce prymitywnych popisów happeningowych. Obecne czasy, to jeden z najsmutniejszych momentów naszej odzyskanej wolności. Dlaczego tak się stało? - zastanawia się Jerzy Jachowicz.

Orędzie Grodzkiego. Wzywa do opamiętania i straszy polexitem

Jako senatorowie oczekujemy poszanowania interesu narodowego i wycofania się ze sprzecznej z polską racją stanu groźby weta; ono godzi w interesy...

zobacz więcej

Swoje stanowisko zdobył poprzez rozpowszechnienie fałszywej legendy. Wedle niej, był rzekomo kuszony przez zaufanego wysłannika rządu, który miał proponować, aby zmienił barwy polityczne, przechodząc do ugrupowania mającego władzę, w zamian za funkcję ministra zdrowia. W podawanej przez siebie opowieści, okazał się, co oczywiste, człowiekiem nieprzekupnym, niepodatnym na wstrętną polityczną korupcję.

Posłanka, depcząc uczucia religijne innych współrodaków, przemocą wdziera się do kościoła w trakcie mszy świętej. Przerywa nabożeństwo demonstracyjnymi okrzykami, domagając się, by przyjęto prawo akceptujące dokonywanie aborcji na życzenie.

Inna posłanka, której znajomość polityki jest na poziomie inteligencji ameby, traktuje salę sejmową jako miejsce prywatnych, prymitywnych popisów happeningowych. Swoją obecność w Sejmie zawdzięcza zaproszeniu jej na listy wyborcze do parlamentu przez lidera partii opozycyjnej jako rodzaj nagrody za niewybredne ataki w mediach społecznościowych na rząd i jego przywódcę. Ten z premedytacją podjęty krok polityka opozycji sprawił, że sala sejmowa często zamienia się w cyrk objazdowy z udziałem żenująco tandetnej happenerki.

Obecne czasy, to jeden z najsmutniejszych momentów naszej odzyskanej wolności. Witanej z niebywałym entuzjazmem po blisko 50-letnim okresie komunistycznego zniewolenia. Polska sprzed 30 laty wydawała się piękna, mądra, odważna. Będąca wspaniałym przykładem dla pozostałych krajów znajdujących się przez dziesiątki lat w podobnie niekorzystnym jak my układzie politycznym. Mieliśmy wspaniałych liderów, którzy byli wzorem dla świata. Sami jako państwo też byliśmy liderem, które inni naśladowali, a wkrótce okazywali wdzięczność.

Od początku tych przemian pojawiały się pewne rysy, może jeszcze nie wątpliwości, ale już pierwsze niepokojące pytania, jeśli idzie o pewne posunięcie, mające zbudować fundamenty pod państwo niezależne i demokratyczne. Kolejne lata po głębszym wejrzeniu w drobne na początku rysy i pęknięcia, okazywały się szokującymi faktami, skrywanymi przed większością Polaków. Ci, którym było to wygodne, mimo że znali kompromitującą przeszłość wielu liderów nowych elit politycznych, milczeli. Zaś najbardziej cyniczni zaprzeczali oczywistym dowodom. Niedawni liderzy nie tylko tracili swój – oparty bądź zbudowany na fałszywych przesłankach blask, ale niejednokrotnie okazywali się sprzedawczykami, działającymi w imię własnych lub koteryjnych interesów. Niekiedy motywem ich zdradliwego postępowania było pospolite tchórzostwo, zwykle zracjonalizowane aż do uzasadnionego usprawiedliwienia, albo prymitywna dbałość o życiowe wygody. Nazwisk nie będę przytaczał, bo są one dziś powszechnie znane.

Te rozdźwięki uniemożliwiają porozumienie prawdziwym demokratom

„Sprawy zaszły tak daleko, że kompromis jest absolutnie konieczny” – pisze prof. Michał Kleiber, od niedawna przewodniczący Polskiego komitetu ds....

zobacz więcej

W czasie przełomu traktowani jako bohaterowie, stawali się koniunkturalistami, wchodzącymi w bliskie relacje z najbardziej zbrodniczymi postaciami epoki PRL. Świadomie godzili się na model pozorowanej demokracji, byle by mieć możliwości realizacji swoich ekonomicznych potrzeb, dominacji własnych poglądów i fobii, które dzięki temu stawały się wiodącymi kierunkami polskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Wiedząc, korzystali z mitu, zajmując najbardziej znaczące stanowiska polityczne, wysokie funkcje w administracji rządowej i urzędach centralnych, choć dobrze wiedzieli, lista ich zasług dla obalenia komunizmu zbudowana jest na kłamstwach.

W ten sposób przez dziesiątki lat umacniała się konstrukcja oparta o fałszywe spoiwa. Legendarne postaci, nie były takimi, za jakie uchodziły. Zrozumiałe więc, że nie tylko dbały, ale jak trzeba walczyły, aby prawda nigdy nie ujrzała dziennego światła. W ten sposób rozprzestrzeniała się demoralizacja polskiego społeczeństwa, dla którego w coraz mniejszym stopniu busolą postępowania w wielu przejawach ich aktywności stanowił kanon etyczny, zbudowany w oparciu o tradycyjny dla setek pokoleń Polaków system wartości chrześcijańskich.

Korozja moralna rozprzestrzeniająca się w polskim społeczeństwie, którą można określić też mianem sekularyzacji, na co nakładały się w miarę trwałe pozostałości patologii komunistycznych, w połączeniu z rozlewającą się falą nowinek cywilizacyjnych zachodniego świata, stworzyła tak rozpaczliwie smutny krajobraz Polski, w której wiele rzeczy jest swoją karykaturą. Tak, jakby ktoś budował świat na opak, w którym pewne rzeczy o cechach zgodnych z powszechnie przywiązanym do niej znaczeniem, tak naprawdę są ich odwrotnością.

Bo czy do wyobrażenia w miarę normalnym, demokratycznym państwie jest to, aby partia na ważne stanowisko parlamentarne, jakim jest przewodniczący komisji senackiej, wybrała człowieka, który jest oskarżony o korupcję na dużą skalę? W tym samym czasie, kiedy przed sądem toczy się jego proces. Czy nie jest to demonstracyjny gest, wypowiadający posłuszeństwo państwu praworządnemu i szanującemu uczciwość? Pokazujący, że osoby zdemoralizowane, mogą bez przeszkód pełnić ważne funkcje w państwie.

Często też ludziom, którzy powinni znaleźć się poza marginesem życia publicznego, przyznaje się pełne prawo do wyrażania swoich opinii w ważnych kwestiach politycznych. Ich głos jest w pełni honorowany w mediach, jeśli tylko wypowiadają opinie zgodne z linią polityczną, z którą sympatyzuje dane medium. Smutnym przykładem jest były polityk, człowiek zasłużony dla walki z komunizmem w czasach PRL, który, zaprzepaścił swój dorobek w wyniku, według oskarżeń, skłonności do ulegania korupcji. O tyle przykrej i nietypowej wersji przekupstwa, że korzyścią polityka w zamian za ważne dla biznesmenów informacje, miało być zapewnienie mu uciech erotycznych. Gratis.

Można surowo potępiać takiego człowieka, jak równie dobrze litować się nad jego słabością charakteru. Kwestią podstawową pozostaje jednak pytanie: Jak to się dzieje, że dopuszcza się takie osoby do uczestnictwa w debacie publicznej?

źródło:
Zobacz więcej