RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Trzy życiorysy Samuela Pisara

„ Mój nieżyjący już ojczym jako jedyny przeżył Holokaust” (fot. Mike Coppola/Getty Images for National Committee on American Foreign Policy)

– Mój nieżyjący już ojczym był jednym z 900 dzieci w swojej szkole w Białymstoku w Polsce. Jako jedyny przeżył Holokaust" – powiedział Antony Blinken, przyszły sekretarz stanu USA, były z-ca doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego i b. z-ca sekretarza stanu w administracji Baracka Obamy. W Polsce zrodziło to pytania o to, czy rodzinne koligacje będą wpływać na stosunek administracji Joe Bidena do naszego kraju. Cóż, podobne rozważania są dla tego zawodowego dyplomaty cokolwiek obraźliwe. Biografię jego ojczyma, Samuela Pisara, polskiego Żyda z Białegostoku, warto jednak poznać.

Zdusić Zło w zarodku. Jak Piłsudski chciał pokonać Hitlera

Historia bez Auschwitz? Bez zagłady Warszawy? Stalingradu? Milionów ofiar na frontach i wśród cywilów. Była taka możliwość. Plany zduszenia nazizmu...

zobacz więcej

Nie wiemy, co o Polsce usłyszał od ojczyma Antony Blinken. Wiemy, czego dowiedział się świat. Sięgnąłem po autobiografię Samuela Pisara noszącą tytuł „Z krwi i nadziei”. To wydany po raz pierwszy w 1979 r. światowy bestseller, którego polskie wydanie pochodzi z 1992 r. Książka jest, używając oklepanego sformułowania, „gotowym scenariuszem filmowym” i jak powiedział o niej francuski premier Edgar Faure: „Trzema książkami, trzema życiorysami w jednym”. To prawda. Jeszcze nim Kongres nadał Pisarowi obywatelstwo amerykańskie, mówił o sobie: „Polak z urodzenia, jeniec w Rosji, niewolnik w Niemczech, bezpaństwowiec we Francji i Australijczyk”.

Syn polskiego patrioty


Urodzony w 1929 r. w zamożnej rodzinie białostockich Żydów już na pierwszych stronach swojej książki wspomina. „Przeważająca populacja żydowska żyła mniej lub bardziej pokojowo z pięćdziesięcioma tysiącami Polaków, Rosjan i Ukraińców. Wszyscy odczuwaliśmy silniej niż w innych częściach świata obecność rozpościerającego się tak blisko hitlerowskiego krzyża”. Spokojne było życie, nim cienie hakenkreuza, sierpa i młota na dobre położyły się nad II RP. Pisarowie należeli do zamożniejszych białostockich żydów. W skład ich dóbr wchodził m.in. długi parterowy budynek, znany jako „Pisar-hall”, który wypożyczano miastu na koncerty. Ojciec chłopca był jednym z pierwszych białostockich taksówkarzy, a jego oczkiem w głowie był ford , jeden z pierwszych samochodów w mieście.

Bitwa Warszawska wciąż boli ideologów Kremla. Prof. Nowak o klęsce „imperium zła”

Laureat Nagrody Mediów Narodowych w kategorii Słowo – profesor Andrzej Nowak – w swojej książce „Klęska imperium zła. Rok 1920” wyjaśnia, jak...

zobacz więcej

Pisar wspomina z czułością opowieści o wuju Samuelu, który zmarł jeszcze przed jego narodzinami, a któremu być może późniejszy prawnik zawdzięcza swoje imię. Wuj, lokalny siłacz, stawał w szranki z atletami, gdy do miasta przyjeżdżał cyrk. Dzięki tym wspomnieniom poznajemy także stare rosyjskie małżeństwo, dozorcę Antona i jego żonę, zwaną Antonuszką. – Byli dla mnie niemalże jak dziadkowie – wspomina.

Jak zaznacza późniejszy dyplomata, „moi rodzice uosabiali dwa przeciwstawne charaktery, które kształtowały historię Białegostoku od czasu, kiedy hrabia Branicki zaprosił Żydów do swojej XVIII w. osady, aby zbudowali kwitnące miasto”.

Widać to choćby we fragmentach, w których opisuje, że nim jeszcze przyszła Zagłada, jego matka Helena starała się przekonać męża do opuszczenia Europy. Kobiecie marzył się Nowy Jork i Australia. Tłumaczyła dzieciom na jidysz i polski „Huckelberry Fina” i „Chatę wuja Toma”, powtarzając często „God Bless America”. Zapamiętał to.

Te plany jednak się nie zrealizowały. Ojciec Pisara ani myślał o opuszczeniu Białegostoku, rodzinnego gniazda. Można to zrozumieć – Leon Pisar, jego ojciec, był jednym z filarów żydowskiej komuny w mieście. Jak relacjonuje Samuel Pisar, podczas krwawego pogromu w 1906 r., kiedy miasto stanowiło część carskiego imperium, dzięki przyjaźni ze zwierzchnikiem lokalnego kościoła prawosławnego dziadek uratował wielu żydów. Czegóż więc się było bać? Tym bardziej, jeśli, jak wspomina Pisar, ojciec tak pięknie prezentował się jako polski patriota: „Podziwiałem go w mundurze polskiej armii, z długim bagnetem, kiedy przychodził na przepustki podczas intensywnych przygotowań do obrony przed hitlerowskim atakiem”. Zostali więc, choć nie musieli, – w Australii było już wujostwo, w USA kuzynostwo . Ta heroiczna decyzja miała mieć wysoką cenę.

Strażacy po właściwej stronie historii. Rocznica strajku

W nocy 24 na 25 listopada 1981 r. studenci podchorążowie ówczesnej Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej (WOSP) w Warszawie rozpoczęli strajk...

zobacz więcej

Od sowietów do getta


Idylla skończyła się z nadejściem września 1939 r. We wspomnieniach Pisara znajdujemy fragment dotyczący sowieckiej okupacji Białegostoku w latach 1939 -1941. Zapamiętał uczucie ulgi rodziców: – Rosjanie przybywali jako okupanci, ale w ciągu minionych stuleci robili to już wielokrotnie – przyznaje. Ulga dość prędko zmieniła się w strach, kiedy okazało się, że Żydów podstępem wywozi się na Syberię, a przed określeniem mianem „burżujów” uratował Pisarów jedynie fakt, że ojciec remontujący własny samochód został przez komunistów wzięty nie za „bogacza” , a za robotnika, sól czerwonej ziemi.

Pisar przypomina sobie, jak podczas okupacji sowieckiej uległ fascynacji bolszewizmem. Co ciekawe, wskazuje, że „jakość nauczania przez komunistów przewyższała dotychczasową”, zapewne tę w szkole, o której niedawno wspominał Antony Blinken.– Ojciec i matka nie byli zachwyceni moim nawróceniem – wspomina. Nic dziwnego, jeśli sam przyznaje się po latach, że komunistyczne pranie mózgu było tak silne, iż nie wahałby się donosić na własnych rodziców, czego domagali się sowieccy nauczyciele. Potem było już jednak tylko gorzej, nadchodzili Niemcy, a z nimi Zagłada.

W pierwszy piątek niemieckiej okupacji (27 czerwca 1941 r.) w wielkiej Synagodze w Białymstoku zgromadzono setki Żydów, a następnie podpalono budynek. W czasie następnego szabatu wywlekano z domów i rozstrzeliwano setki mieszkańców, w tym rodzinę Pisarów – kuzynów Izaaka, Gruszę i Frola. Chwile później białostockich Żydów niemieccy oprawcy zapędzili do getta. Pisar wspomina, jak w tamten „upalny letni dzień” ojciec palił w piecu rodzinne pamiątki, w tym ślubny bukiet matki. Rozkazano im założyć żółte gwiazdy. Na piersi ojca jawiła „jak odznaka szeryfa z dzikiego zachodu”. – Czas iść – powiedział ojciec. I poszli, żegnani płaczem przez rosyjskiego dozorcę i jego żonę.

Polsko-polska wojna o Hungarikę

Zaplanowany na obchody stulecia Bitwy Warszawskiej i zapowiadający się na muzyczne wydarzenie sezonu koncert „Free World. Wolny Świat 1920-2020” ...

zobacz więcej

Długi pochód Żydów trafił za mury, drut kolczasty i pod celowniki karabinów maszynowych. Pomimo młodego wieku, Pisar doskonale zapamiętał atmosferę niemieckiego terroru, wymuszeń, morderstw i prowokacji. Pamięta też sąsiada, wspomnianego dozorcę Antona, który każdej niedzieli pojawiał się za płotem getta, w milczeniu żegnając się znakiem krzyża. Podczas swojej konfirmacji Pisar wskazał na mur i powiedział – nasza ściana płaczu jest tutaj.

Polaków we wspomnieniach Samuela Pisara jest niewielu, jednak paradoksalnie pojawiają się właśnie wtedy, we wspomnieniach z getta. Ojciec Pisara pracował na zewnątrz, przy samochodach Niemców. To – jak czytamy – pozwalało mu wywozić z getta ukryte w ciężarówce żydowskie dzieci, które trafiały do chłopskich rodzin z okolicznych wiosek. Samuel Pisar wspomina, że sam bał się, czy i jego nie spotka taki los – rozłąka z rodzicami. Niestety, ta i tak była nieuchronna. Ojciec zniknął bezpowrotnie pewnego dnia, zatrzymany i rozstrzelany w lesie za miastem , został pochowany w lesie pod Nowosiółkami.

Niemcy zabrali także babkę Pisara i jej syna, doskonale wysportowanego wuja Memla, który dobrowolnie poszedł na śmierć za matką. Zniknął Ben, najlepszy przyjaciel chłopca. W smutnym mieszkanku przy ulicy Czystej 5 został sam z matką i siostrą.

„Sprawcami byli zwykli ludzie”. Nieopodal Auschwitz zbudowano kurort dla esesmanów

„Wyzwaniem jest zrozumienie, że sprawcami nie były potwory, ale zwykli ludzie, którzy zaakceptowali ideologię nienawiści i podążali za nią oraz...

zobacz więcej

16 sierpnia 1943 roku w białostockim getcie wybuchło powstanie. Pisar nie opisuje ze szczegółami tego, jak heroiczna, skazana na zagładę garstka żydowskich powstańców przez kilka dni broniła się przed niemieckimi ludobójcami. Pamięta za to Ichoka Malmeda, jednego z bojowników, powieszonego po nieludzkich torturach w bramie judenratu. Malmed wcześniej oblał kwasem solnym jednego z SS-manów, który w oślepłym szale zastrzelił swego niemieckiego towarzysza. To wywołało brutalny odwet. By go powstrzymać, Malmed sam zgłosił się do Niemców. Pomimo tortur do końca ich przeklinał.

Kres nadszedł, gdy młodego Pisara rozdzielono z matką i siostrą – Helena i Frieda odeszły na zawsze w milczącym pochodzie straceńców. Chłopca uratowały założone mu przez przezorną matkę długie spodnie, które sprawiły, że został skierowany do pracy wraz z innymi mężczyznami. Jak wspomina, szedł gasząc łzy i przeklinając Wszechmogącego słowami: „Potworze, jak śmiesz”.

Gest i decyzja wzbudzające szacunek – Deklaracja Bundestagu o polsko-niemieckiej historii

30 października Bundestag przyjął uchwałę o „stworzeniu w godnym miejscu w Berlinie miejsca poświęconego polskim ofiarom II wojny światowej i...

zobacz więcej

Droga przez piekło


W bydlęcym wagonie, w strachu i „zanikającym poczuciu wstydu, mając jako jedyne wspomnienie zewnętrznego świata głuche kroki wartowników” trafił do Treblinki, Majdanka, Oświęcimia, w pasmo walki o przetrwanie i tragedii przeplatanych cudami, jak wówczas, gdy odnalazł się Ben, jego zaginiony przyjaciel. To z nim podpisali pakt, że „muszą żyć”.

Przeżyli, choć nim niemiecka machina śmierci na dobre się zacięła, chłopiec był przez nią rzucany jak przedmiot: do Oranienburga, do Sachsenhausen, do Dachau. Wreszcie do Leonbergu, gdzie w podziemnej fabryce przez długie miesiące instaluje sworznie na śmigłach bombowców Heinkel. To w tych okolicach, podczas wielogodzinnego marszu do Dachau, wraz z przyjaciółmi ucieka w stronę frontu. Gdy na swojej drodze spotykają czołg z białą gwiazdą ,Pisar krzyczy głośno słowa matki: „God Bless America”.

36 lat temu była w Polsce wojna. Nie wolno o niej zapomnieć ani myśleć o nowej

„Całe ciało było pokryte sińcami (...). Twarz – pożółkła, oczodoły poczerniałe, palce u rąk i nóg koloru szaro-brązowego, przeżarte wodą” - to...

zobacz więcej

Rozpoczyna się – cytując Edgara Faure – trzeci życiorys Samuela Pisara. Przeżarty przez zło („byłem dziki” – wspomina), zostaje odnaleziony w Niemczech przez rodzinę z Francji. Wyrwany z buntu wobec świata, trafia do Australii, studiuje w Melbourne, na Harvardzie i Sorbonie. Do Auschwitz po raz pierwszy wraca „za Gierka”, w 1975 r. Staje między nim a Charlesem De Gaullem w miejscu, gdzie jak pisze: „Eichmann zaćmił piekło Dantego”.

Długa i kręta droga z ulicy Dąbrowskiego 20 w Białymstoku, o którym pisał w 1979 r., że jest „nieco więcej niż cmentarzem bez grobów” prowadzi Samuela Pisara aż na szczyty amerykańskiej polityki – przyjaźni się z Johnem F. Kennedym, jest członkiem jego komisji doradczej do spraw polityki zagranicznej i gospodarczej. Z usług kancelarii prawniczej Pisara korzystali, m.in. Henry Ford, Elizabeth Taylor, ale także kontrowersyjny magnat medialny Robert Maxwell. Jedna z teorii mówi, że Pisar był ostatnią osobą, z którą rozmawiał Maxwell przed swoja zagadkową śmiercią (wypadł z jachtu) w 1991 r.

Pisar był współzałożycielem instytutu Yad Vashem, walczył o prawa dysydentów – m.in. Aleksandra Sołżenicyna, którego opowieść o gułagach głęboko go poruszyła. Za walkę o prawa człowieka w 1973 r. był nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Zmarł w 2015 r. Antony Blinken, dzisiejszy kandydat na sekretarza stanu jest synem jego drugiej żony, zjawiskowo pięknej Judith.

Hołd złożony ambasadorowi. Wg lewicy jesteśmy gorszymi sprawcami Holokaustu niż Niemcy

Tak samo jak za niemieckie zbrodnie przeprosił nowy ambasador Niemiec, tak samo powinni przeprosić Polacy - takie fałszywe i okrutnie krzywdzące...

zobacz więcej

Słowo do Polaków


W dopisanym do polskiego wydania epilogu „Z krwi i nadziei” Pisar opowiada, jaką Warszawę ujrzał 1 września 1989 roku, podczas obchodów 50. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Pisze, że „Polska, taka ponura i wymarła po zdeptaniu jej przez obcych wrogów, stała się wrzącym tyglem nadziei”, a „jej nowe postkomunistyczne kierownictwo, przy wsparciu doradców z Uniwersytetu Harwarda i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, podjęło desperacki wysiłek stworzenia fundamentów gospodarki rynkowej i demokratycznego społeczeństwa”.

– Lata społecznego niepokoju i powstanie ruchu „Solidarności”, które stały się zarówno częścią i przyczyną zadziwiającego efektu domina, pociągają za sobą upadek anachronicznych podziałów kontynentu, które Stalin, Roosevelt i Churchill ustanowili w Jałcie. (…) gwałtowne wichry wolności zmiotły komunistyczny świat – wspomina.

W oknie prezydenckim zapłonęła świeca. Uczczono pamięć ofiar Wielkiego Głodu

W oknie Pałacu Prezydenckiego zapłonęła świeca dla uczczenia pamięci ofiar Wielkiego Głodu z lat 1932-1933 na Ukrainie. Na stronie Kancelarii...

zobacz więcej

Pisar wspomina także Tadeusza Mazowieckiego , jako „nowego premiera z wymizerowaną twarzą nałogowego palacza”. – Obok stał człowiek, który niegdyś go uwięził – prezydent Wojciech Jaruzelski z oczyma ukrytymi za ciemnymi szkłami – wspomina. Czy Pisar wiedział, że taki układ jest więcej niż niemoralny? Był amerykańskim dyplomatą, w 1992 r. nic o tym do Polaków nie pisze.

Pisze za to, jak zdumiony był, gdy okazało się, że fragment jego historii, ten ze słowami „God Bless America,” nie został przetłumaczony w sowieckiej wersji transmisji z Warszawy. – Musiałem opanować złość. A więc nożyce cenzorskie nadal są w użyciu. KGB w dalszym ciągu sprawuje władzę. Jeszcze nie zakończyły się urazy – wspomina tamte emocje. –Po wszystkim, zrozumiałem, że Armia Czerwona także odegrała rolę w moim wybawieniu podczas II wojny światowej. A w Polsce również nie ma sensu szydzić z rannego rosyjskiego niedźwiedzia, kiedy ten wycofał się ze swojego legowiska – pisze w zastanawiający sposób, by dodać: „Ideologie, iluzje i nienawiści roztrwoniły pasję i energię tych, którzy wierzyli i nie przyniosły ze sobą niczego prócz klęsk. Teraz leżą skompromitowane i zużyte u progu trzeciego Millenium. Ale historia trwa nadal”.

***

Niestety życiorys Samuela Pisara, posłużył już niektórym polskim mediom do tworzenia fantastycznych teorii: „Ojczym Blinkena pochodzi z Polski. Koligacje rodzinne sprawiają, że specyfika naszego kraju nie jest dyplomacie obca. Dla rodzimych władz państwowych często oznacza to trudniejszego partnera. Wiele wskazuje na to, że podobnie może być także i tym razem” – czytamy w serwisie onet.pl.

Czym jest owo „wiele” i na co wskazuje? Nie wiadomo. Wiadomo tyle, że srogo się zawiodą ci, którzy oczekują od ojczyma amerykańskiego sekretarza stanu in spe opowieści o „polskim antysemityzmie” czy „ciemnym okresie II RP”. W historii Samuela Pisara obok osobistych „trzech życiorysów” jest także kronika Polski XX w. Polski, gdzie pokojowo żyli obok siebie obywatele wielu narodowości. Polski, która została zaatakowana przez dwóch odwiecznych wrogów, i której patrioci jak ojciec Samuela Pisara, walczyli, choć mogli uciekać. Polski, w której biedni chłopi pomagali stłoczonym na śmierć w getcie sąsiadom. Wreszcie Polski, która w 1989 r. wciąż była w cieniu, który położył się na niej pół wieku wcześniej.

W trakcie pisania tekstu korzystałem z książki S. Pisara „Z krwi i nadziei”, opublikowanej przez Reklamowo-Wydawniczą Agencję Dziennikarzy AG-red, Białystok, 1992 r.

źródło:
Zobacz więcej