RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Krzysztof Karnkowski: Opozycja znowu pomaga rządzącym

Platforma Obywatelska przez całe lata balansowała między coraz bardziej bezobjawowym konserwatyzmem a radykalnymi postulatami lewicy – ocenia autor (fot. PAP/Rafał Guz)

Kiedy przed laty pod patronatem Aleksandra Kwaśniewskiego podjęto próbę stworzenia nowej centrolewicowej siły politycznej, współtworzącemu ją Januszowi Palikotowi wyrwało się, że Polacy muszą zrezygnować ze swojej polskości. Bardziej doświadczony Kwaśniewski zaczął swego towarzysza uspokajać – na podobne postulaty było o wiele za wcześnie. Dziś liderek protestów i polityków lewicy już nikt nie jest w stanie uspokoić. Kto spróbuje, jak ostatnio Grzegorz Schetyna, od razu stanie się „boomerem”, „dziadersem”, ba!, zapisze się go nawet do PiS. W ten jednak sposób społeczne poruszenie, które najpoważniej mogło PiS zaszkodzić, paradoksalnie może partię Jarosława Kaczyńskiego uratować. Równocześnie koło ratunkowe rzucają jej politycy opozycji, walczący z polskim wetem wobec uzależnienia wypłat z budżetu Unii Europejskiej od tzw. praworządności.

Święto mało świąteczne. Co stało się 11 listopada?

To nie będzie najlepiej wspominany przez wszystkich 11 listopada. W wybitnie niesprzyjających radosnym i godnym obchodom warunkach zobaczyliśmy...

zobacz więcej

Platforma Obywatelska przez całe lata balansowała między coraz bardziej bezobjawowym konserwatyzmem a radykalnymi postulatami lewicy, z którą nawiązywała coraz mocniejsze relacje. Trwało do wyborów do Europarlamentu, po których wzmocnieni nowymi frakcjami postkomuniści złapali oddech i powrócili do politycznej pierwszej ligi na plecach Grzegorza Schetyny. Ten nie za bardzo mógł już mówić o „konserwatywnej kotwicy”, szybko zresztą stracił partyjne przywództwo na rzecz jeszcze mniej skutecznego Borysa Budki.

Ostatni wybuch społecznego niezadowolenia po decyzji Trybunału Konstytucyjnego wymusił na PO deklarację poparcia. Oto bowiem pojawiła się zdeterminowana siła społeczna i Platforma stanęła przed wyborem, mogąc przyjąć do wiadomości, że jest dla niej praktycznie tak samo obca jak PiS lub próbować stać się jej głosem w mainstreamie. Politycy częściej wybierają tę drugą opcję, czasem tylko próbując odwoływać się do swojej dawnej tożsamości partyjnej.

Tak jak Michał Szczerba, który patronował wyczyszczeniu zniszczonego pomnika Ronalda Reagana przez co chyba pierwszy raz wyzwisk przeczytał więcej od „swoich”, niż najzagorzalszych politycznych oponentów. Sympatycy „Strajku Kobiet” wiele razy zdążyli wypomnieć politykom Platformy z Rafałem Trzaskowskim włącznie, że ich deklaracje wsparcia dla bardziej liberalnych postulatów nie mają żadnych realnych skutków, ograniczając się, jak choćby w zarządzanej przez Trzaskowskiego Warszawie, do sfery symbolicznej. Tym razem, za sprawą zgłoszonej przez Roberta Biedronia rezolucji, którą przyjął Parlament Europejski, PO znalazła się właściwie pod ścianą. Próbowała wybrnąć z sytuacji, łagodząc brzmienie uchwały tak, by nie była ona jednoznacznym poparciem aborcji na żądanie, jednak ryzykować, że za chwile już wprost usłyszy ten sam wyraz, który dotąd skandowała razem z Martą Lempart, raczej nie zamierza.

Wściekłość, ambicje i podziały

Wreszcie wielkie społeczne przebudzenie, potężny zryw, który za chwilę skoryguje wyniki kilku kolejnych wyborów! Przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego...

zobacz więcej

Wspomniany już Grzegorz Schetyna wzywa do powrotu do jakiejś unowocześnionej (cokolwiek miałoby to znaczyć) wersji kompromisu aborcyjnego, lecz spotyka się to z ostrą reakcją części kolegów. Anonimowy działacz, cytowany przez wp.pl, miał powiedzieć, że „Schetyna nie chodzi na protesty, a my zasuwamy dzień i noc. Gdy staramy się dogadać z Lewicą i budować poparcie wśród kobiet i młodych, Grzegorz wyjeżdża z »kompromisem« twardogłowych prawicowców z lat 90. I próbuje stworzyć wrażenie, że to jest stanowisko Platformy . No nie, nie jest. Partia się zmieniła. A Schetyna gra przeciwko kierownictwu PO celowo”.

Partia się zmieniła, ostre stanowisko lewicy poparła i tak skończyło się kilkanaście (licząc od, plus minus, momentu, gdy nie powstała koalicja rządowa z PiS) lat lawirowania. Tyle że ci, do których jest to komunikat, raczej i tak już Platformie nie zaufają, zwłaszcza że zapewne przy kolejnej okazji znów zmieni zdanie lub pochwali się „konserwatywną kotwicą”. Być może zdąży czymś zaskoczyć nas szybciej niż ten komentarz trafi na portal.

Spór o praworządność


Równolegle rozgrywa się kolejny spór pomiędzy rządem Polski a Unią Europejską i opozycją, tym razem dotyczący kwestii powiązania wypłat z unijnego budżetu z tzw. praworządnością. O szerszym niż tylko partyjny wymiarze tego konfliktu napisano już wiele. Dla jednych – i ja się ku tej opinii przychylam – jest to obrona naszej suwerenności przed nieujętą żadnymi traktatami próbą ingerencji ze strony silniejszych unijnych graczy. Dla opozycji to tylko awantura i rezygnacja z pieniędzy, dla których poświęcić warto wiele. Ta wojenka wpłynie jednak również na politykę krajową i to niekoniecznie tak, jak zapewne wymyślił sobie nazywający działania PiS „zdradą” Borys Budka.

Krzysztof Karnkowski: Praworządność, traktaty i weto

Doczekaliśmy prawdziwego cudu – opozycja chce pomóc rządowi, zgłaszając w tym celu projekt uchwały sejmowej. Tyle można by zrozumieć ze słów Borysa...

zobacz więcej

Kiedy partia rządząca słabnie z sondażach, okazja, by twardo stanąć po stronie polskiej racji stanu spada jej wręcz z nieba, z powrotem mobilizuje jej zdezorientowany częścią działań elektorat i ustawia oś politycznego sporu w bardzo dogodnym dla PiS miejscu. Jak na polemikę polskiego rządu z unijną uzurpacją reaguje bowiem opozycja? Ot, choćby zapowiedzią protestu w postaci gaszenia w zarządzanych przez siebie miastach lamp ulicznych i bezwarunkowym poparciem stanowiska naszych negocjacyjnych przeciwników.

Sposoby Platformy na pobieranie pieniędzy

Platformerskie samorządy patrzą już, jak pieniądze pobierać z pominięciem rządu, a w tym samym czasie jedno z takich miast, czyli Szczecin, podejmuje działania mające uderzyć w polskiego dostawcę energii, uzależniając miasto od hojnie przez nie sponsorowaną firmy z Niemiec. Ta pozornie nieistotna w skali kraju sprawa pokazuje jednak, gdzie przynajmniej część polityków z tej strony sceny politycznej lokuje swoją lojalność i z kim woli robić interesy, choćby kosztem miejsc pracy i komfortu mieszkańców . Na to wszystko nakładają się jeszcze potworne kompleksy, które najmocniej wybrzmiały chyba w twitterowym wpisie Kamili Gasiuk-Pihowicz, który wielu użytkowników w pierwszej chwili wzięło za kolejną znakomitą parodię jednego z kilku parodystów z wyrobioną już marką. Niestety – nie tym razem.

„Porównywanie groźby weta Holandii do groźby polskiego weta to żart. Holandia płaci, więc wymaga. Nasz kraj z unijnej kasy więcej bierze niż dokłada – więc weto to nie jest zajmowanie stanowiska negocjacyjnego, ale strzał we własne kolano...” – argumentacja, która da się streścić słowami „bogatemu wolno więcej” nie jest może niczym nowym, jednak użyta przez polską parlamentarzystkę w celu strofowania własnego rządu robi wrażenie nawet przy obecnych standardach opozycji.

Krzysztof Karnkowski: Ameryka się sypie?

W 1997 roku, a więc już 23 lata temu, przez polskie listy przebojów przemknął chyba największy przebój Kazika „12 groszy”, zapowiadający płytę pod...

zobacz więcej

Pierwszą ofiarą rozgrywki o unijny budżet nie jest jednak ani PiS, ani Platforma, a Koalicja Polska. Dziwić można się zresztą, że twór ten rozumiany jako koalicja PSL z Kukiz’15 przetrwał tak długo. Rację bytu stracił on bowiem tak naprawdę już w chwili powstania. Kiedy bowiem Paweł Kukiz wraz ze współpracownikami ostatecznie przyjmował propozycję Władysława Kosiniaka-Kamysza, Polskie Stronnictwo Ludowe było już inną partią niż w chwili, gdy po raz pierwszy padł pomysł połączenia sił.

Konserwatywny zwrot ludowców tak naprawdę zakończył się jeszcze przed wyborami, i choć mimo wszystko zapewnił on partii uratowanie miejsc w parlamencie, a nawet całkiem dobry wynik, przestał być potrzebny. Stronnictwo wróciło praktycznie do czasów „tęczowej koalicji”, czego echa słychać było w nijakiej i okupionej fatalnym wynikiem kampanii prezydenckiej Kosiniaka-Kamysza, w której Kukiza i jego ludzi właściwie nie było. Dziś nie ma ich również, decyzją silniejszego koalicjanta, w Koalicji Polskiej. „(…) odcinanie przez PSL prawej nogi w chwili kryzysu PiS, od którego wyborcy nie mają za bardzo dokąd odpływać , i powrót do retoryki i pozycji Koalicji Europejskiej, to jest kosmos” – zauważa szef Klubu Jagiellońskiego Piotr Trudnowski.

„Piątka dla zwierząt”


Warto dodać, że Jan Krzysztof Ardanowski , którego odejście mogłoby przypieczętować utratę części elektoratu chłopskiego, finalnie pozostaje w partii Jarosława Kaczyńskiego, a „piątka dla zwierząt” nieprędko wróci do jej agendy. Szanse na odrobienie strat przynajmniej w tym segmencie wyborców są więc spore, a dzięki zachowaniu PSL jeszcze większe. Warto dodać, że podczas debaty uczestniczek „Strajku Kobiet” nad postulatami organizacji pojawiały się takie pomysły, jak całkowita likwidacja hodowli zwierząt do 2050 roku. Na razie nie weszły one do puli oficjalnych żądań, zdążyły jednak zaniepokoić rolników, między innymi z widzącej przez chwilę w protestujących feministkach sojusznika Agrounii. I tak konserwatywny (niekoniecznie nawet w sensie obyczajowym, a po prostu chcący spokoju) wyborca traci alternatywy dla partii rządzącej.

źródło:
Zobacz więcej