RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Praworządność” wg UE. Hiszpański ekspert: To powinno niepokoić nie tylko Węgry i Polskę

Tak zwany mechanizm praworządności forsują głównie Niemcy, sprawujący półroczną prezydencję w Unii Europejskiej (fot. Andreas Gora – Pool/Getty Images)

W „praworządności” nie chodzi tylko o „wartości UE”, ale o to, kto może interpretować ich znaczenie i czy można to wykorzystać jako polityczną pałkę. I to właśnie powinno niepokoić nie tylko Warszawę i Budapeszt, bo co ma powstrzymać unijnych przywódców przed zastosowaniem tego samego manewru przeciwko innym państwom w przyszłości? – mówi Jorge González-Gallarza, hiszpański ekspert Foundation Civismo. W wywiadzie dla portalu tvp.info wskazuje, że liberalno-federalistyczna biurokracja w Brukseli wyrwała się spod kontroli, uderzając w nielubiany rząd w Polsce na wezwanie krajowej opozycji. Czy wszelkie argumenty można zbić „rosyjską kartą strategii osłabiania Unii”?

„Newsweek” o szantażach i łamaniu zasad przez UE wobec Polski i Węgier

Niejasność pojęcia „rządów prawa” i kryteriów jego oceny zostały wykorzystane do stworzenia pałki przeciwko krajom, które nie zawiniły prawnie, ale...

zobacz więcej

Portal tvp.info: Napięcie w UE jest duże, bo rzekomo nikt nie chciał impasu budżetowego. Pan twierdzi inaczej i mówi o tym, że to „pałka, mająca raz na zawsze nagiąć Polskę i Węgry”. Co z krajami takimi jak Słowenia czy z południa Europy, które rzeczywiście nie chcą konfliktu o pieniądze i eskalacji napięcia?

Jorge González-Gallarza: To zasadnicza kwestia na początek – tak zwany „mechanizm praworządności”, który został powiązany z porozumieniem budżetowym UE, w żadnym wypadku nie jest wynikiem jakiegokolwiek jednomyślnego porozumienia pomiędzy 27 państwami członkowskimi. Wręcz przeciwnie, to niewielka frakcja krajów (przede wszystkim Niemcy i Holandia – chociaż ich strategia w Radzie Europejskiej ma szerokie poparcie wśród europosłów liberalnych, EPL i S&D, a także wśród biurokratów Komisji Europejskiej) bierze całe wynegocjowane porozumienie budżetowe jako zakładnika – od którego zależy bezpieczeństwo finansowe wszystkich Europejczyków i którego dopięcie wiązało się z ogromnymi wysiłkami w ostatnich miesiącach.

Dążą do tego po to, aby odnieść partyzanckie zwycięstwo nad dwoma państwami członkowskimi, mając jednocześnie nadzieję, że żaden inny kraj, który utknął wewnątrz tego zatargu, nie odważy się stanąć po stronie Polaków i Węgrów.

„A co jeśli zrobią to samo z moim krajem?”. B. szef MSZ Portugalii ze zrozumieniem o Polsce i Węgrzech

– Zdaniem Warszawy i Budapesztu, i jest to uprawniony pogląd, działania, które odbywają się w Parlamencie Europejskim, są wynikiem starań ich...

zobacz więcej

Ten nieprzejrzysty, rozgrywany w ostatniej chwili hazard nie powinien koncentrować się tylko na rządach Polski i Węgier, ale wszystkich państwach członkowskich. Jak próbowałem wyjaśnić w swoim artykule, ci którzy w ten sposób działali, chcieliby, abyśmy wierzyli, że „praworządność” jest sama w sobie klarownym kryterium i że rządy Polski i Węgier świadomie zdecydowały się przekroczyć tę niepodlegającą negocjacjom granicę. W rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca.

Wręcz przeciwnie: to, co rozpoczęło się jako stronniczy spór o próg legitymizacji do powołania nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego między polskim rządem a opozycją, szybko przekształciło się w ogólnounijną krucjatę, w ramach której biurokraci z Komisji Europejskiej i ich sojusznicy z Europarlamentu bronili swojej stronniczej retoryki „praworządności”, mającej na celu zdyskredytowanie rządu PiS.

Co do samej zasady praworządności. Czy ten mechanizm może być wykorzystany w przyszłości i stać się pewnego rodzaju precedensem?

Każdy trzeźwo myślący Polak czy Europejczyk, bardziej zainteresowany faktami niż tą liberalną krucjatą, jest w stanie dostrzec przesadność tej strategii. „Praworządność” rozumiana przez rządy republikańskie jako oparta na jasno określonych normach konstytucyjnych i możliwości kwestionowania arbitralnych decyzji nie jest poważnie zagrożona – ani na Węgrzech, ani w Polsce.

„»Praworządność« ma znaczenie tylko wtedy, gdy rządy, o których mowa, mają określone przekonanie polityczne. Polska i Węgry znalazły się w centrum uwagi tylko dlatego, że odważyły sprzeciwić się konsensusowi UE w sprawie bezpieczeństwa granic, niekontrolowanej migracji i hiperliberalizmu społecznego”.

W zamian koalicja liberalnej mniejszości w Polsce i jej sojusznicy w Brukseli wykorzystują tą niejasną koncepcję, aby podważyć konserwatywny rząd wybrany drogą demokratycznych wyborów.

Politolog: To było oszustwo. Niemcy straciły wiarygodność

W sytuacji, kiedy następuje oszustwo negocjacyjne traci się zaufanie do partnera w tych negocjacjach – mówi w rozmowie z portalem tvp.info prof....

zobacz więcej

Jako Europejczycy wszyscy wierzymy w praworządność, ale nie chcemy, aby liderzy, którzy nie zostali wybrani, interpretowali to pojęcie za nas. I być może właśnie dlatego idea ta nie jest wyraźnie skodyfikowana w traktatach UE. Jak argumentował ostatnio prof. Zdzisław Krasnodębski na posiedzeniu plenarnym Parlamentu Europejskiego, nie chodzi o „wartości UE”, ale o to, kto może interpretować ich znaczenie i czy można je wykorzystać jako polityczną pałkę.

I właśnie to powinno niepokoić nie tylko Warszawę i Budapeszt, bo co ma powstrzymać przywódców UE przed zastosowaniem tego samego manewru przeciwko innym w przyszłości? Ustanowiono precedens wykorzystywania „praworządności” do realizowania agendy, która niewiele ma z „praworządnością” wspólnego. A to oznacza, że inne rządy, które mogą przekroczyć granicę ustanowioną przez Brukselę – we wszystkim, od kwestii społecznych, po migrację – mogą znaleźć się w przyszłości pod ostrzałem krytyki.

Czy powiązanie mechanizmu praworządności z unijnymi funduszami nie wywoła efektu „kuli śnieżnej”? Liberalna większość – lub jakakolwiek inna w przyszłości – mogłaby karać jednych za dowolnie rozumianą „praworządność”, kolejnych za surowe prawo aborcyjne, jak Maltę, u innych znaleźć nowy powód.

Saryusz-Wolski pokazuje wykresy i obala mit opozycji. Kto najwięcej zyskuje w UE?

– Najwięcej na członkostwie w UE zyskują najbogatsi – podkreśla w rozmowie z portalem tvp.info europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Polityk cytuje...

zobacz więcej

Istnieje realne ryzyko efektu kuli śnieżnej w stronę mechanizmu przymusu, który ma być użyty przeciwko rządom, które – aby wybrać tylko kilka przykładów – zdecydują się choćby na ograniczenie dostępu do aborcji czy działania mające chronić ich granice.

Dziś są to Polska i Węgry, jutro może to być Hiszpania, Włochy lub Francja.

Podam przykład z Hiszpanii, żeby podkreślić, jak bardzo ten partyzancki manewr okazał się być daleki od jakiejkolwiek neutralnej definicji „rządów prawa”. Rząd mojego własnego kraju, koalicja socjaldemokratycznej PSOE i skrajnie lewicowego Podemos, prowadzi otwartą kampanię na rzecz przekształcenia hiszpańskiego wymiaru sprawiedliwości, w szczególności poprzez zmianę sposobu wybierania sędziów do składu orzekającego, który nadzoruje całe nasze sądownictwo – tak zwany Consejo General del Poder Judicial (Rada Generalna Sądownictwa, powołująca sędziów Sądu Najwyższego – przyp. red.).

W przeciwieństwie do Polski, gdzie wasze spory wynikają z dyletanckich utarczek i niezdolności lewicy do zaakceptowania porażki w wyborach, rząd Hiszpanii naprawdę ma nadzieję, że ograniczy kontrolę prawną nad prowadzoną przez siebie polityką i nigdy nie starał się włączyć opozycji w reformę sądownictwa. Ponownie – każdy, kto rzeczywiście ma neutralny interes w ochronie „praworządności”, powinien być zaniepokojony tymi posunięciami, ale dlaczego nie widzimy potępienia Hiszpanii ze strony UE? Ponieważ „praworządność” ma znaczenie tylko wtedy, gdy rządy, o których mowa, mają określone przekonanie polityczne.

Debata nad mechanizmem praworządności. Mocne wystąpienie Beaty Szydło w PE

W unijnych traktatach nie ma zapisów o powiązaniu funduszy UE, budżetu UE z praworządnością. Jest to próba narzucenia przez większość będącą w PE...

zobacz więcej

Polska i Węgry znalazły się w centrum uwagi tylko dlatego, że odważyły sprzeciwić się konsensusowi UE w sprawie bezpieczeństwa granic, niekontrolowanej migracji i hiperliberalizmu społecznego.

Może to krótkowzroczność unijnych liberałów? Wyobraźmy sobie – teoretyczną sytuację – że pewnego dnia lewica w UE traci władzę, a mechanizm praworządności zostaje wykorzystany, aby jej zagrozić.

To absolutnie słuszna racja – nie rób drugiemu, co tobie niemiłe powinno być przewodnią zasadą w każdej instytucji opartej na współpracy, takiej jak Unia Europejska. Tyle tylko, że jedną z rzeczy, które unaocznił ten kryzys – o ile były jeszcze potrzebne dalsze dowody – jest to, że UE przestała być instytucją skłonną do współpracy, opartą na dobrowolnym porozumieniu państw członkowskich i wzajemnym interesie.

Wyrwanie się federalnej biurokracji w Brukseli spod kontroli, wraz z ekspansją liberalno-federalistycznej idei – która jest zarówno jej przyczyną, jak i skutkiem – sprawiają, że Unia Europejska jest bardziej zbliżona do imperium gotowego dyktować uniwersalne polityczne rozwiązania wszystkim podległym państwom.

Mówiła o „zagłodzeniu” Polski i Węgier. PE broni Barley

Konferencja Przewodniczących PE podjęła decyzję o odrzuceniu wniosku PiS i nie włączeniu do porządku sesji plenarnej głosowania ws. wszczęcia...

zobacz więcej

W tym sensie – chociaż z pewnością zgadzam się z przesłanką, że pewnego dnia lekkomyślne wykorzystywanie przez liberałów środków unijnych i „retoryki praworządności” jako pałki przeciwko rządom, których nie lubią, może obrócić się przeciwko nim – myślę ze smutkiem, że ta gotowość do współpracy maleje, a przez to gruntowna reforma procesów decyzyjnych UE w kierunku większego nacisku na międzyrządowość jest jeszcze bardziej konieczna.

Czy uderzenie w nielubiany rząd konserwatywny w Warszawie możemy odczytywać jako jawną pomoc polskiej opozycji w kraju?

Myślę, że jest w tym wiele prawdy i powinno to również zainteresować Europejczyków jako całości: że mniejszości frakcyjne w państwach członkowskich są w stanie w jakiś sposób obejść krajowe, demokratyczne mechanizmy, angażując w wewnętrzne partyzanckie spory pomoc unijnych biurokratów, głowy innych państw czy koalicyjne grupy posłów do PE.

Ale w innym sensie to także zaproszenie dla konserwatywnych Polaków do budowania mocniejszej koalicji oraz przeciwdziałania napływowi propagandy i dezinformacji, które wyzwalają przeciwko nim polscy liberałowie. Co było wielką motywacją dla mojego artykułu w „Newsweeku”.

„Polska i Węgry stanowią bastion przeciwko rosyjskiej ingerencji i dezinformacji, która, niestety, znajduje zbyt łagodnego przeciwnika w Europie, której przewodzą Niemcy”.

Brukselscy urzędnicy grzmią, że weto Węgier i Polski grozi destabilizacją całej UE i może wywołać długotrwałe zamieszanie podobne do brexitowego. Mają w tym rację?

Widzę tego rodzaju słabo skrywane groźby jako kolejną desperacką próbę nagięcia rządów, na które ci ludzie patrzą z podejrzeniem. W rzeczywistości nie jest to już groźba rzucana przeciwko Polsce i Węgrom, a coraz częściej pojawiająca się perspektywa, o której obóz liberalno-federalistyczny lubi dyskutować między sobą.

Premier: Potwierdziłem kanclerz Niemiec gotowość do zawetowania nowego budżetu UE

Oświadczyłem dziś kanclerz Niemiec Angeli Merkel, że Polska oczekuje dalszych prac pozwalających na znalezienie rozwiązania, które zagwarantuje...

zobacz więcej

Prof. Tom Theuns z Uniwersytetu w Leiden w Holandii ostatnio przekonywał EUobserver.com, że Unia powinna „budować Wspólnotę od nowa bez Węgier i Polski”. Co jeszcze bardziej niepokojące, po prostu powtórzył uwagę wygłoszoną kilka dni wcześniej w holenderskim parlamencie przez swojego premiera Marka Rutte, który stał się chorążym sezonu łowieckiego przeciwko Polsce i Węgrom.

Słyszeliśmy przez lata o pomyśle „Europy dwóch prędkości”. Dotąd chodziło jedynie o aspekt gospodarczy, związany choćby z oddzielnym budżetem dla strefy euro. Czy nie mamy teraz do czynienia z powrotem do tego pomysłu, ale pod względem politycznym?

Wraz z upadkiem ZSRR Unia Europejska nabrała zupełnie nowego wymiaru: od bycia wyselekcjonowaną grupą krajów Europy Zachodniej i Skandynawii, która opierała się przede wszystkim na harmonizacji gospodarczej, w spójny geopolityczny blok z bardziej jednoznacznym głosem – na przykład w sprawach międzynarodowych.

Było to szczególnie istotne, ponieważ wiązało się z wchłonięciem kilku byłych republik radzieckich. A jeśli UE okaże się niezdolna do dostosowania się do konkretnych doświadczeń historycznych i wrażliwości tych krajów – ich traumatyzowanej pamięci o komunizmie, który wywołał głęboką niechęć do poddania się scentralizowanej władzy z zagranicy – wówczas cały pozimnowojenny europejski eksperyment się rozpada.

Przy pustej sali, bez kompetencji traktatowych. Brukselska debata o aborcji w Polsce

Kompetencje Unii Europejskiej określają traktaty, kwestia aborcji do nich nie należy – mówiła w Parlamencie Europejskim deputowana Prawa i...

zobacz więcej

Dlaczego na przykład Bałkany Zachodnie miałyby się skusić, by dołączyć do Unii, która postępuje w ten sposób?

Oponenci Polski i Węgier oraz liberalno-lewicowe media argumentują, że polaryzacja w UE jest wpisywaniem się w rosyjską strategię rozbijania Unii. Takim argumentem można zbić każdą niemal krytykę – ale czy to oznacza, że europejscy liderzy są nieomylni?

To chyba najbardziej obraźliwe, podstępne argumenty, jakie można wysunąć przeciwko Polsce i Węgrom. Jeśli już, to rządy te stanowią bastion przeciwko rosyjskiej ingerencji i dezinformacji, która, niestety, znajduje zbyt łagodnego przeciwnika w Europie, której przewodzą Niemcy.

Mówi się, że „Unia Europejska będzie niemiecka albo nie będzie jej wcale”.

Czy to nie ironia losu, kiedy unijni liberałowie oskarżają nas o bycie pionkami Rosji, kiedy to Niemcy Angeli Merkel jeszcze nie odwołały Nord Stream II w związku z próbą otrucia Aleksieja Nawalnego? Myślę, że jeśli jedynym argumentem, jaki został liberalnym federalistom przeciwko Polsce, jest oskarżanie jej o ocieplanie relacji z Moskwą, to wiele o tym kraju im umyka.

***

Jorge González-Gallarza (@JorgeGGallarza) jest współgospodarzem podcastu Uncommon Decency na tematy europejskie (@UnDecencyPod) i współpracownikiem naukowym Fundación Civismo w Madrycie.

źródło:
Zobacz więcej