RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Wałęsa. Człowiek z nadziei… Klementyny Suchanow

Lech Wałęsa i agitatorka Klementyna Suchanow chcą rewolucji. Cena nie gra roli (fot. Omar Marques/Getty Images; PAP/Mateusz Marek)

Lech Wałęsa miał swoje wzloty i upadki, jednak nigdy chyba nie spadł tak nisko jak teraz. Jego wizje nie dadzą rady wznieść go na poziom męża stanu, za to swobodnie dorównują psychopatycznym marzeniom agitatorki Klementyny Suchanow, śniącej o rzucaniu koktajli Mołotowa.

Flirt Hołowni z Lempart. Wszystko dla wspólnego wroga

Szymon Hołownia szykuje się do przejęcia władzy już wiosną. – Jesteśmy świeży, mamy charyzmatycznego lidera. Polacy nie chcą ekstremów, szukają...

zobacz więcej

W 1983 r. w kolekcji Poczty Podziemnej ukazał się znaczek, który składał się z trzech części obrazujących Jana Pawła II, Józefa Piłsudskiego i Lecha Wałęsę. Nikt wówczas nie wątpił, że trybunowi ludu należy się symboliczne miejsce u boku marszałka. Problem w tym, że późniejszy prezydent uznał to sąsiedztwo za naturalne i przyznane raz na zawsze.

Dziś takie zestawienie u wielu budziłoby w najlepszym przypadku zdumienie, bo przecież różnice są aż nazbyt widoczne. Pomijając możliwości intelektualne, obydwóm postaciom przyświecały całkiem odmienne motywacje.

W uproszczeniu – Piłsudski porzucił lewicę, by walczyć o suwerenność Polski, Wałęsa porzuca suwerenność, by wspierać lewicę; naczelnik walczył z komunistami, Wałęsa zawiera z nimi sojusz, według słów przypisywanych Piłsudskiemu wysiadł on z „czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość”, a Wałęsa właśnie do tego tramwaju wsiadł i nabiera tempa.

Czuje się w nim dobrze, znalazł nawet towarzyszy, którzy myślą równie przebiegle jak on. Jedna z feministycznych myślicielek, prof. Magdalena Środa, uważa nawet, że Marta Lempart z tzw. Strajku Kobiet to Wałęsa naszych czasów. Wielu oburzyło się po wysłuchaniu tej rewelacji lub parsknęło śmiechem.

Niesłusznie. Lempart ze swoim wdziękiem to dokładnie taki Wałęsa, jakiego znamy z dzisiejszych czasów. Nie wiadomo, czy feministce-filozofce chodziło właśnie o ten przekaz, ale trafiła w punkt.

Stalinowskimi metodami w Kaczyńskiego


Były prezydent nigdy nie krył swoich metod i jeszcze za rządów Donalda Tuska chętnie podpowiadał premierowi, by spałował związkowców protestujących przed Sejmem. Sam chciał pałować Piotra Dudę, przewodniczącego Solidarności.

Gadżety w postaci medalu pokojowej nagrody Nobla, koszulki z „konstytucją” czy Matki Boskiej w klapie marynarki wcale nie przeszkadzały Wałęsie w groźbach użycia broni wobec każdego, kto stanie mu na drodze, w pogróżkach o wyrzucaniu przez okno czy w krotochwilnych żartach o karmieniu w celi Kaczyńskiego solonymi śledziami i niepodawaniu wody (to metoda popularna w stalinowskich więzieniach).

Opozycja realizuje program Urbana: „Popieram demolkę! Dop***lajcie biało-czerwonym!”

Opozycja totalna znowu wzywa do rewolucji. Problem w tym, że jej politycy od samego początku tracą kontrolę nad swoim dziełem. Chcąc dojść do...

zobacz więcej

Z pałami i kastetami na ulice


No dobrze, doceniliśmy poczucie humoru byłego prezydenta, ale żarty na bok, bo kilka dni temu Wałęsa w sympatycznej pogawędce z Tomaszem Lisem wskazywał konieczne metody działania, zapowiadając, że prędzej czy później ludzie wyjdą na ulice z „pałami i kastetami”. Jednocześnie rozgrzeszył potencjalnego przestępcę, który po prostu „nie wytrzyma” i … „pchnie tego przebranego policjanta nożem”.

– I rozpocznie się wojna domowa, którą przewidywałem, bo inaczej ci ludzie nie odejdą od koryta – agitował.

W tym samym czasie opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie z koktajlem Mołotowa, usprawiedliwiając jego użycie wyższą potrzebą.

Nic dziwnego, że właściciel koszulki z „konstytucją” i świętym obrazkiem cieszy się estymą Marty Lempart, która nazywa go „postacią wybitną”. Wałęsa i agitatorki ze Strajku nie ograniczają się do wzajemnego zaspokajania próżności, lecz inspirują się i stymulują do działań. W końcu płonących butelek z benzyną, jako lekarstwa na uzdrowienie demokracji, nie wymyślił Wałęsa. Od dawna taką ideą żyje inna feministyczna działaczka, skądinąd pisarka – Klementyna Suchanow.

Przyłapana na rzucaniu jajkami w rządowe limuzyny, przyznała się, że śniły jej się koktajle Mołotowa. Na razie zwolennicy „spacerów” rzucają butelkami bez zapalników, ale wygląda na to, że i Wałęsa, i Suchanow czują niedosyt.

Własne media, czyli porządek musi być


Były prezydent i agitatorki są też zgodni co do alibi w razie pożądanego rozlewu krwi. Planują wszystko zgonić na rząd. To nieodzowny element strategii. Oczywiście potrzebują do tego odpowiedniej narracji, przekazanej przez właściwe media. Jak wiadomo na „prowokatorów z TVPiS” nie mają co liczyć, bo to, jak zaznaczają, „psy i funkcjonariusze”. Ale nic nie szkodzi, bo działaczki wychowują sobie już swoich funkcjonariuszy, którym w zwartych komendach przekazują, co pisać i na kogo skierować obiektyw.

Znikający tekst, czyli kto rządzi w „Gazecie Wyborczej”

Piątkowy tekst Piotra Głuchowskiego pt. „Idźmy dalej: Piotrków wolny od Żydów, a skatepark od niepełnosprawnych” wywołał wściekłość w środowiskach...

zobacz więcej

Ciężko zapomnieć konferencję agitatorek na świeżym powietrzu w Gryficach, kiedy po zainteresowaniu mediów odmiennym głosem z publiki, szefowa Lempart strofowała operatorów kamer, by na drugi raz nie pokazywali wrażych prowokatorów, tylko ją i jej koleżanki. Ale czy można dzisiaj komukolwiek zaufać… Dlatego kolejne konferencje Lempart organizuje już w zamkniętych pomieszczeniach, a przy drzwiach stawia „bramkarza”, który selekcjonuje wchodzących dziennikarzy. To tak dla dobra dyskusji.

Lech Wałęsa podziela takie podejście do żurnalistów. Doświadczyło tego kilku z nich. Nieszczęśnicy cieszyli się jasną myślą laureata Nobla, dopóki nie zadali jakiegoś nie do końca – zdaniem rozmówcy – stosownego pytania. Wówczas wścibski pismak zwykle słyszał, że jest niekompetentny i działa na zlecenie polityczne. Przekonała się o tym nawet Monika Olejnik, która w programie na żywo usłyszała nagle: - Co pani pieprzy?! I nawet nie doczekała się przeprosin…

Cyngiel potrzebny od zaraz


Czy przy użyciu wyśnionych przez agitatorki koktajli Mołotowa da się przejąć władzę? Koleżanki ideowe Wałęsy wierzą, że to może być początek prawdziwej rewolucji, która obali tyranię. Były prezydent przyznaje jednak, że same „spacery” manifestantek nie wywrócą rządu. Ma ku temu podstawy. Nie zapomniał jak kilka lat temu przyjechał po swoim apelu do Warszawy, gotowy stanąć na czele dwóch milionów wściekłych obywateli, a zastał grupkę klaszczących rachitycznie zwolenników i turystów.

Wałęsa wie już, że jego wezwania gromadzą tłumy, mogące się swobodnie pomieścić w ogrodzie przed jego willą w Gdańsku. Jednak na razie nie potrzebuje tłumów, jemu potrzebny jest jeden człowiek. Cyngiel, który zrobi coś, co doprowadzi do upragnionej krwawej rewolucji.

Pozostaje tylko pytanie: jeśli ktoś przejąłby w ten sposób władzę, to jakich środków będzie używał, by ją utrzymać?

źródło:
Zobacz więcej