RAPORT

CELEBRYCI, POLITYCY I WŁADZE TVN WZIĘŁY SZCZEPIONKI MEDYKÓW

Mleko ozdrowieńców – nowy pomysł na terapię COVID-19?

Badanie przeprowadzili naukowcy z Nowego Jorku (fot. Shutterstock/New Africa)

Badanie przeprowadzone przez uczonych z Nowego Jorku wskazuje, że w mleku kobiet, które przeszły COVID-19, znajduje się sporo przeciwciał skierowanych na neutralizację wirusa SARS-CoV-2.

Ograniczenia w podróżach. Ośmiolatek pisze do premiera: czy przyjedzie Mikołaj?

Brytyjski premier Boris Johnson zapewnił dzieci, że mimo wprowadzonych z powodu epidemii koronawirusa restrykcji w podróżowaniu, św. Mikołaj będzie...

zobacz więcej

To nie tylko wspaniała wiadomość dla neonatologów i położników – noworodki karmione mlekiem mamy są prawdopodobnie zabezpieczane przed zakażeniem lub ciężkim przebiegiem choroby. Co więcej, takie przeciwciała daje się oczyszczać i można by je podawać osobom chorym tak, jak osocze ozdrowieńców.

W stanowisku WHO dotyczącym zagadnień ciąży i połogu oraz opieki nad noworodkiem przez kobiety zakażone wirusem SARS-CoV-2 możemy przeczytać tutaj, że „nadal nie wiemy, czy kobieta w ciąży z COVID-19 może przekazać wirusa swojemu płodowi lub dziecku podczas ciąży lub porodu. Jak dotąd aktywnego wirusa nie wykryto w próbkach płynów otaczających dziecko w łonie matki ani w mleku matki”.

Nie ma też w tym dokumencie obligatoryjnego wskazania do cesarskiego cięcia ani tym bardziej do ograniczenia bezpośredniej opieki nad noworodkiem czy niemowlęciem przez kobiety zakażone wirusem SARS-CoV-2.

Maseczka przeszkadza w kontakcie matki z niemowlęciem


Możemy tam przeczytać, że kobiety zakażone nie tylko mogą, ale powinny dotykać swego dziecka, bo „bliski kontakt i wczesne, wyłączne karmienie piersią pomaga dziecku dobrze się rozwijać.” To nie są wymysły, że te pierwsze sześć miesięcy życia w prawidłowym kontakcie z matką zasadniczo konstytuuje psychikę dziecka. Jest i tak wystarczającym zaburzeniem dla owego rozwoju, że dziecko – kontaktując się z matką w maseczce, a to jest wymagane i zalecane przez WHO, podobnie jak mycie rąk przed każdym kontaktem z dzieckiem i po takim zetknięciu – jest skazane na budowanie wzajemnej relacji tylko w oparciu o reakcje oczu matki, a nie całej jej twarzy. Kobiety będą się musiały nauczyć uśmiechać bardzo szeroko oczami, a czasami sugestywnie zmarszczyć brwi.

Koronawirus. Ministerstwo Zdrowia podaje nowe dane. Ponad pół tysiąca zgonów

Koronawirus w Polsce. Ministerstwo Zdrowia poinformowało w czwartek w raporcie o kolejnych 16 687 przypadkach zakażenia. Z danych resortu wynika,...

zobacz więcej

Z frontu walki o zrozumienie choroby COVID-19 także w trakcie ciąży i połogu wynika, że – jakże szczęśliwie – realnie maleńkie dzieci nie zakażają się, a nawet jeśli, to nie chorują ciężko. Nadal jest tajemnicą, z czego wynika odporność dzieci na COVID-19.

Najnowsze badania opublikowane na łamach czasopisma „Nature Communications” przez badaczy australijskich wskazywałyby, że u małych dzieci chorych objawowo rodziców, mimo braku izolacji, po tygodniu od potencjalnego zakażenia nie udaje się wykryć wirusa w miejscu wejścia do organizmu (nosogardziel).

Mimo to, mają one w pełni rozwiniętą odpowiedź anty-SARS-CoV-2,na poziomie stosownych przeciwciał różnych klas i, co istotniejsze, odpowiedź komórkową, czyli związaną z aktywacją limfocytów T. Pozostaje kwestią dalszych badań, bo na razie jest to wnikliwa obserwacja jednej rodziny, czy takie zachowanie się układów odporności małych pacjentów to norma. Jednak dane statystyczne o zachorowaniach dzieci i młodzieży zdają się to potwierdzać.

Dziecięce wirusy potrafią zabijać


Pozostaje też kwestia, dlaczego właśnie COVID-19, w przeciwieństwie do chociażby grypy hiszpanki sprzed stu lat, z dziećmi obchodzi się najczęściej łagodnie. Czyli dlaczego tak elegancko potrafią zbudować odpowiedź układu odporności na tego akurat wirusa, gdy tymczasem inne wirusy chorób wieku dziecięcego (świnka, odra, różyczka, ospa wietrzna) potrafią je skutecznie zakażać, a nierzadko zabijać. Nie znaczy to, że powinniśmy dać dzieciom się swobodnie zarażać COVID-19 i zupełnie się nie przejmować. Jest problemem sygnalizowanym przez pediatrów, że przybywa dzieci z PIMS-TS, czyli dotykającym 1 na 1000 dzieci, które przeszły (nawet bezobjawowo) zakażenie SARS-CoV-2, wieloukładowym zespołem zapalnym, charakteryzującym się głównie niewydolnością serca. Gdy zakażonych nowym koronawirusem jest milion dzieci, łatwo policzyć, że potencjalnie dotknie to tysiąca.

„Kryteria przyjęcia pacjentów będą czytelniejsze dla lekarzy kierujących”

Zmiany w zasadach przyjmowania pacjentów do szpitali tymczasowych uogólniają kryteria, dzięki czemu będą one czytelniejsze dla lekarzy kierujących...

zobacz więcej

Kolejnym zagadnieniem ściśle tu związanym jest kwestia karmienia ich mlekiem matki, która może być w danym momencie zakażona, chora objawowo, ale nie ciężko lub być ozdrowieńcem po przechorowaniu COVID-19 w niedawnej przeszłości, czyli jeszcze podczas ciąży. Istotna tu jest bowiem nie tylko kwestia kontaktu niemowlęcia z matką, o których słusznie troszczy się WHO, ale także znany od dawna fakt, że dla takich maluchów to właśnie mleko matki jest źródłem wszelkiej odporności na wiele chorób.

Mleko kobiet zawiera w sobie m.in. przeciwciała ludzkie tzw. klasy IgA, skierowane przeciw drobnoustrojom chorobotwórczym, które w danym momencie ja trapią lub zakażały wcześniej. Oznacza to w przypadku COVID-19, że ważne, by sprawdzić, czy są w nim przeciwciała przeciwko koronawirusowi.

Badacze amerykańscy z Icahn School of Medicine at Mount Sinai w Nowym Jorku pod kierunkiem Rebecci L. Powell postanowili zbadać ten temat, a swe wyniki zaprezentowali w najnowszym numerze czasopisma „iScience”.

Mimo epidemii park Yellowstone z rekordem odwiedzin

Ponad 360 tys. gości odwiedziło w październiku amerykański Park Narodowy Yellowstone. To najlepszy wynik tego miesiąca w historii rezerwatu. W...

zobacz więcej

Po przebadaniu próbek mleka od ośmiu kobiet zakażonych SARS-CoV-2 i siedmiu podejrzanych o zachorowanie wcześniej, a będących dawcami mleka do banków mleka dla wcześniaków okazało się, że wszystkie próbki zawierają przeciwciała klasy IgA specyficzne wobec białka Spike pandemicznego koronawirusa. A nawet specyficzne wobec jego domeny wiążącej nasz komórkowy receptor Ace2, umożliwiający wirusowi atakowanie skutecznie naszych komórek nabłonkowych. A zatem potencjalnie ochronne.

Co więcej, owe przeciwciała występowały w mleku obficie i miały charakter cząsteczek wydzielniczych. A zatem mogą być z tym mlekiem zjedzone przez noworodka czy niemowlę i być dla niego ochronne.

Mogą one także… być z owego mleka preparowane, oczyszczane i podawane osobom cierpiącym na COVID-19 dokładnie tak, jak się to dziś robi z osoczem ozdrowieńców. Tylko sam proces pozyskiwania i oczyszczania jest zasadniczo prostszy. Występuje też zasadnicza zgodność takich preparatów z wszystkimi ludźmi z wyjątkiem osób bardzo ciężko uczulonych na mleko.

Nie dziwi zatem, że badacze laktacji z Mount Sinai już podjęli współpracę z zainteresowaną firmą biotechenologiczną, która chciałaby wdrożyć produkcje takich przeciwciał z mleka kobiet-ozdrowieńców. Mleko kobiet, które przechorowały COVID-19, mogłoby zatem mieć poważne znaczenie terapeutyczne, a przede wszystkim ochronne dla ich własnych dzieci i dzieci, które otrzymują ich mleko z banku, np. wcześniaków.

Mleko mamy najlepsze dla maluchów


IgA to szczególna klasa przeciwciał. Zasadniczo walczy z drobnoustrojami atakującymi błony śluzowe, czyli np. nabłonek jelitowy czy też nabłonki płucne. IgA mające charakter wydzielniczy są w błonach śluzowych na ogół bardzo trwale, nie ulegają szybkiej degradacji. Po raz kolejny okazuje się, że niczego zdrowszego niż mleko mamy natura dla malutkich dzieci nie wymyśliła.

źródło:
Zobacz więcej