RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Tłumy w metrze i kościołach. Prof. Gut ostrzega przed niebezpiecznym zjawiskiem

Koronawirus. Tłumy o poranku w warszawskim metrze (fot. TT/Michał Greloch)

– W sprawie koronawirusa widzimy taką regułę, że gdy zaczyna pojawiać się poprawa w wynikach, ludzie czują rozprężenie i bagatelizują część obostrzeń – mówi w rozmowie z portalem tvp.info wirusolog prof. Włodzimierz Gut. Pytany przez nas o liczbę robionych testów podkreśla, że przeprowadzenie badania na obecność COVID-19 ma sens tylko wtedy, gdy jest podejrzenie zakażenia. – Test musi mieć sens – podkreśla.

Jednego dnia zmarło trzech księży z diecezji. Mieli COVID-19

Diecezja opolska poinformowała o śmierci trzech księży – Ryszarda Michalika, Zygmunta Nabzdyka i Józefa Wojtaska. Zmarli tego samego dnia – w...

zobacz więcej

Koronawirus w Polsce spowolnił? W ostatnich dniach ministerstwo zdrowia informuje o stabilizacji liczby zakażeń. Po codziennych wzrostach i dojściu do ponad 20 tys. nowych przypadków dziennie, teraz niepokojąca tendencja wyhamowała i nie rośnie.

Przekłada się to na postawę w społeczeństwie. W sklepach, komunikacji miejskiej czy kościołach widać, że zalecenia o dystansie społecznym nie są przestrzegane. O ile w świątyniach Polacy pokornie noszą przynajmniej maseczki, w warszawskim metrze czy na ulicach stolicy zaobserwowaliśmy wiele osób bez zasłoniętych ust i nosa.

Prof. Włodzimierz Gut przyznaje, że poprawa wyników ws. nowych przypadków niestety niekorzystnie działa na część osób. – Czują rozprężenie i bagatelizują niektóre z obostrzeń – przyznaje.

Znanego wirusologa pytamy więc, czy widząc niższą liczbę zakażonych, cieszy się z wyniku, czy obawia społecznej reakcji.

„Ciężko powiedzieć, czym się skończy ta zabawa”


– Zawsze mam nadzieję, że ludzie nie zaczną bagatelizować sytuacji. Ciężko jednak powiedzieć, czym się skończy ta zabawa. Ostatnio dane są nieco bardziej pozytywne. Jeżeli przyszło jakieś rozluźnienie, to efekty tego zobaczymy za około tydzień – podkreśla.

Koronawirus i kontrowersje ws. testów

Na skoczni w Willingen zostanie odprawiona wigilijna msza

Skocznia narciarska w niemieckim Willingen będzie w tym roku wykorzystana do wyjątkowego wydarzenia. W wieczór wigilijny zostanie odprawiona na...

zobacz więcej

Oprócz spadku liczby zakażonych widzimy też mniejszą niż tydzień czy dwa tygodnie temu liczbę testów. Internauci sugerują, że może być to wynik decyzji rządu. Inni wskazują, że to sami obywatele mniej chętnie zgłaszają się na badania.

KORONAWIRUS – RAPORT

– Na pewno działa ten drugi mechanizm, że część ludzi stara się uniknąć kwarantanny, wizyt policji, czy innych spraw urzędowych. Niestety zawsze tak było, chociaż może ta grupa rośnie. Ale pamiętajmy, że liczba testów jest zależna od liczby podejrzeń. Gdyby podejrzeń COVIDU-19 nie było w ogóle, liczba testów spadłaby do około zera – wyjaśnia prof. Gut.

Ekspert przekonuje, że „marzyciele mogą testować Polaków dla samego testowania i pokazywać, że robią świetną pracę”. – Ale jeśli działa się solidnie, testy są tam, gdzie podejrzenia zakażeń. Test musi mieć sens. Inaczej testowalibyśmy 24 godziny na dobę i na wszystko, na co tylko się da – stwierdza.

Koronawirus w Polsce. Kiedy szczepionka?

Poseł chce obciążyć aktywistkę kosztami akcji ratowników. Przykleiła się do bramy MEN

Aktywistka Anita Sobiechowska, chcąc blokować budynek ministerstwa edukacji przykleiła sobie rękę do bramy. Poseł PiS Jan Mosiński jest oburzony. W...

zobacz więcej

Wirusologa pytamy również o podnoszony ostatnio temat szczepionek. Część ekspertów twierdzi, że trafią one do nas już w styczniu. Czy rzeczywiście będą tak szybko?

– Wyścig firm jest bardzo ostry. One nie żyją z dobroczynności. Ta, która uzyska najlepsze efekty, zdobędzie najwyższe dochody. Do tego dochodzi jeszcze efekt giełdy, bo każdy sukces mocno odbija się tam w wynikach. Już ślad sukcesu będzie ogłaszany jako sukces, dlatego trzeba do tego podchodzić ostrożnie – mówi Włodzimierz Gut.

Jako pocieszający wskazuje fakt, że jeżeli jakaś firma wykazała już, że szczepionka działa, „inne firmy nie muszą wydawać aż takich pieniędzy, bo wiadomo już, że efekt da się osiągnąć”.

Wirusolog zaznacza jednak, że każda ze szczepionek ma inne wymagania.

– Kupienie i sprowadzenie ich do kraju to jeszcze nie koniec. Szczepionki wymagające przechowywania w minus 70 stopniach potrzebują wielkiej akcji logistycznej. Co, jeśli zakupimy takie szczepionki, a w punktach będzie brakowało odpowiedniego zabezpieczenia? To ogromne zadanie, chociaż dobrze, że szansa na uodpornienie jest coraz bliżej – podkreśla.

źródło:
Zobacz więcej