RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Politolog: To było oszustwo. Niemcy straciły wiarygodność

Według niektórych europosłów porozumienie ws. weta budżetu UE z prezydencją niemiecką będzie trudne, a nawet niemożliwe (fot. Andreas Gora - Pool via Getty Images)

W sytuacji, kiedy następuje oszustwo negocjacyjne traci się zaufanie do partnera w tych negocjacjach – mówi w rozmowie z portalem tvp.info prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski. Politolog m.in. ocenia wiarygodność i możliwości porozumienia z Niemcami, Węgrami, Słowenią czy Portugalią podczas rozmów ws. weta wobec wiązania budżetu UE z praworządnością.

Sławomir Cedzyński: Polska opozycja od Lewicy po Konfederację zarzuca premierowi Morawieckiemu, że zgodził się na powiązanie praworządności z budżetem UE już w lipcu podczas nadzwyczajnego szczytu Rady Europejskiej, a teraz próbuje nadrobić swoją pomyłkę i szantażować Europę wetowaniem budżetu. Mają rację?

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski: Nie, ponieważ ustalenia dotyczące kontroli praworządności dotyczyły kwestii kontroli antykorupcyjnej. Natomiast zgodnie z porozumieniem lipcowego szczytu kwestie niedookreślonej praworządności miały być zaproponowane przez Komisję i określone jednomyślnie w Radzie Europejskiej. Taka też była obietnica prezydencji niemieckiej. W sytuacji, kiedy następuje oszustwo negocjacyjne, które się zdarza, traci się zaufanie do partnera w tych negocjacjach.

Europoseł Jacek Saryusz-Wolski, powiedział, że właściwie nie ma już o czym z prezydencją niemiecką rozmawiać. Nie ma szans na porozumienie?

Albo składane obietnice są wiążące, albo traci się wiarygodność i właśnie w tej sytuacji jesteśmy.

Myśli pan, że zrozumiał to w ten sam sposób premier Słowenii Janez Janša, nawołując do „sprawiedliwego i zbalansowanego kompromisu”, tj. powrotu do prawdziwych ustaleń lipcowego szczytu?

Tego należało się spodziewać, bo premier Janša od dawna współpracuje z Fideszem i premierem Wiktorem Orbanem. Ostrzegał on też wcześniej, że ten mechanizm jest nie do przyjęcia. Premier Słowenii znalazł się oficjalnie w obozie sprzeciwu. Natomiast mamy też grupę państw o niewielkim potencjale, które nie chcą ponosić kosztów starcia z Niemcami czy z Francją i kraje te będą nam jedynie kibicowały. Jest jeszcze kwestia całego południa Europy, głęboko pogrążonego w długach, wyjątkowo pilnie potrzebującego pieniędzy.

Słowenia z pewnością nam kibicuje, choć w głosowaniu Komitetu Stałych Przedstawicieli krajów UE, którego wynik brzmiał 25 do 2 głosów Polski i Węgier, stanęła po stronie większości. Dopiero kilka dni temu zaproponowała, by wrócić do postanowień faktycznego porozumienia z lipcowego szczytu.

Uważam jednak, że Słowenia jest naszym oficjalnym sojusznikiem. To państwo reaguje po prostu na sytuację, a miarodajnym wskaźnikiem jej postawy jest ostatni list premiera rządu Janeza Janšy, a nie deklaracja ambasadora przy UE. Stanowisko późniejsze i zadeklarowane przez zwierzchnika jest ostatecznie zobowiązujące.

Mówił pan o braku sensu dalszych negocjacji z Niemcami, niemniej szef niemieckiego MSZ Heiko Maas jest nastawiony optymistycznie. Przynajmniej tak mówi, a według niego porozumienie wkrótce uda się osiągnąć. Jak Niemcy będą chciały przekonać Polskę i Węgry?

To co można przewidzieć i od razu zdezawuować to jakaś forma kompromisu z Joaniny z połowy lat 90 przed rozszerzeniem Unii, polegającego na dopuszczeniu bieżącego systemu przez jakiś czas, pod warunkiem, że wkrótce zostanie przyjęty inny. Na coś takiego zgodzić się nie możemy, bo nie chodzi o to, żeby proponowany mechanizm nie pozbawił nas suwerenności na jakiś czas, tylko, żeby nas jej w ogóle nie pozbawił.

Mówi się już przekazanie sprawy do TSUE, co odsunęłoby sprawę na jakieś dwa lata.

Moim zdaniem to zły pomysł, bo decydują się teraz ramy budżetowe i Polska ma możliwość jego zablokowania, a za dwa lata, gdy zostaną przyjęte, będą mogli tylko bezsilnie protestować.

Jakim wynikiem powinien się kierować rząd Polski, czy tym z unijnego głosowania 25:2, czy sondażem sprzed kilku dni, przeprowadzonym w Polsce, który wskazuje przewagę zwolenników weta w proporcji 57:20?

Myślę, że państwo polskie powinno być rządzone zgodnie z wolą obywateli polskich, a nie jakiejkolwiek innej instytucji. Polska istnieje na mocy danej od polskich obywateli, a nie jakiegokolwiek innego państwa, czy grupy państw. Zwłaszcza, gdy chce się to zrobić wbrew obowiązującym traktatom.

W niemieckich mediach pojawiły się spekulacje, że Węgry prędzej czy później się złamią i opuszczą Polskę, ponieważ ich interesy są powiązane z największymi niemieckimi koncernami.

Jest dokładnie odwrotnie. Silna partia bawarska CSU promuje kontrakty rządowe na Węgrzech i ma swój interes w tym, by Węgrów nie naciskać, bo mogą te kontrakty stracić. CSU będąca składnikiem rządu zaprasza Orbana na swoje zjazdy, by się uwiarygodnić w oczach antyimigracyjnych wyborców. Sytuacja jest więc odwrotna, to Węgry mają dźwignię m.in. na Bawarię, co się przekłada na całe Niemcy. Oczywiście Bawaria nie rządzi Niemcami, ale jest jednym z ważniejszych państw związkowych.

A jakie będzie stanowisko Portugalii w tej sprawie, która obejmuje zaraz prezydencję w UE

Zadłużenie Portugalii sięga 120 proc. i nie zaciągnie ona taniego kredytu, dlatego w interesie narodowym Portugalii jest jak najszybsze odblokowanie tego pata negocjacyjnego. A kto odblokuje, to akurat dla Portugalii nie jest specjalnie istotne. W związku z tym, jeśli Lizbona będzie przekonana, że Warszawa i Budapeszt nie ustąpią, a nie ustąpią, to tak Portugalia, jak i Hiszpania czy Włochy będą zainteresowane, żeby rozdzielić budżet od mechanizmu praworządności.

Czy uważa pan za realne powiązanie europejskich funduszy ze sprawą obowiązkowych przyjęć uchodźców?.

To bardzo prawdopodobne, z funduszami można powiązać praktycznie wszystko. Może się okazać, że kraje popierające amerykańskie sankcje na Nord Stream 2 też łamią praworządność europejską i też podlegają ukaraniu. W wypadku jakiegokolwiek sporu zaistniałego między rdzeniem Unii a innymi państwami, ten mechanizm może być uruchomiony, dlaczego nie?

źródło:
Zobacz więcej