RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Sprawcami byli zwykli ludzie”. Nieopodal Auschwitz zbudowano kurort dla esesmanów

Jednym z bywalców ośrodka był niesławny Josef Mengele (fot.TT/Auschwitz Memorial)

„Wyzwaniem jest zrozumienie, że sprawcami nie były potwory, ale zwykli ludzie, którzy zaakceptowali ideologię nienawiści i podążali za nią oraz robili potworne rzeczy w jej imieniu” – napisano na oficjalnym profilu Muzeum Auschwitz na Twitterze. Do wpisu dołączono zdjęcia załogi obozowej w ośrodku wypoczynkowym Solahütte. Warto przypomnieć tę historię, szczególnie że przy pracach nad budową letniska dla esesmanów Niemcy wykorzystywali więźniów obozu. Jednym z nich był słynny polski przedwojenny bokser Tadeusz Pietrzykowski.

Strzał w tył głowy. Tak Niemcy „świętowali” 11 listopada w Auschwitz

11 listopada 1941 roku odbyła się pierwsza masowa egzekucja w niemieckim obozie zagłady Auschwitz. W rocznicę odzyskania przez...

zobacz więcej

W 2007 r. jeden z amerykańskich żołnierzy przekazał Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie album z nieznanymi dotąd zdjęciami załogi obozu Auschwitz. 30 ze 116 fotografii zostało wykonanych w 1944 r. w ośrodku wczasowym Solahütte (pol. „Chacie nad Sołą”).

Letnisko, w którym wypoczywali obozowi kaci i ich rodziny wybudowano w Międzybrodziu Bialskim, niewielkiej wsi położonej nad malowniczą rzeką w woj. śląskim. Ośrodek znajdował się zaledwie 32 km na południe od Auschwitz. Wśród bywalców Solahütte znaleźli się m.in. niesławny „Anioł Śmierci” Josef Mengele, komendant Birkenau Josef Kramer oraz kierownik krematorium Otto Moll.

Album fotograficzny odnaleziony w opuszczonym domu we Frankfurcie pierwotnie należał prawdopodobnie do adiutanta komendanta Auschwitz Karla Höckera.

Solahütte – nagroda za „dobrą pracę”


Decyzja o budowie ośrodka wypoczynkowego mogła wynikać z obiekcji komendanta Auschwitz Rudolfa Hössa. Ponieważ wielu członków załogi obozowej mieszkało z dala od swoich rodzin, istniało ryzyko, że będą włóczyli się po okolicy. Do tego do komendanta dochodziły sygnały o pijaństwie niektórych esesmanów i urządzaniu przez nich libacji w oświęcimskich karczmach. Notowano też przypadki, że Niemcy gubili w stanie upojenia alkoholowego broń na mieście. Wybór lokalizacji na budowę kurortu dla esesmanów nie był przypadkowy – region był popularny wśród turystów jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Pierwsi wczasowicze zaczęli zjeżdżać w te strony na przełomie lata i jesieni 1940 r. Oficjalne otwarcie ośrodka nastąpiło natomiast na wiosnę 1941 r.

Niemiecki polityk złożył hołd ofiarom Auschwitz. Pominął Polaków

Upamiętniamy zamordowane Żydówki i Żydów, Sinti i Romów, osoby niepełnosprawne, osoby prześladowane politycznie, jeńców wojennych, osoby...

zobacz więcej

Początkowo Niemcy z załogi obozowej pojawiali się tutaj zwykle w soboty, urządzając imprezy integracyjne – tzw. Kameradschafty. Bawili w pensjonacie Solle Tall (pol. „Dolina Soły”), gdzie obsługiwali ich polscy więźniowie oraz byli niemieccy marynarze, również więźniowie obozu.

Najbardziej oszałamiający może być tutaj fakt, że nieraz urlop w ośrodku przydzielano strażnikom obozowym w uznaniu ich zasług. Jeden z takich przykładów przytacza historyk Danuta Czech w swoim monumentalnym dziele „Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz”. Jak czytamy, 18 sierpnia 1944 r. „szeregowiec SS Johann Antoni i esesman Hans Kartusch z 3. kompanii strażniczej Auschwitz II otrzymali ośmiodniowy urlop specjalny w ośrodku rekreacyjnym SS Solahütte w uznaniu za skuteczne użycie broni podczas ucieczki czterech więźniów pomimo zmroku”.

Wyczerpująca praca więźniów


Niekiedy można spotkać się ze stwierdzeniem, że w pewnym metaforycznym sensie Solahütte należy postrzegać jako swego rodzaju mały podobóz Auschwitz. Do budowy ośrodka powołano bowiem specjalne komando złożone z więźniów obozu, podlegających SS-Oberscharführerowi Franzowi Hösslerowi. Część więźniów zajmowała się też obsługą gości oraz pracami porządkowymi.

Powojenne relacje osób wykorzystywanych przy budowie Solahütte znajdują się w zbiorach Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Wyłania się z nich obraz bardzo wyczerpującej pracy, polegającej m.in. na noszeniu ciężkich materiałów po stromym i skalistym terenie.

Jeden z członków komanda, inżynier Józef Plaskura wspominał po wojnie, że „wszystkie materiały potrzebne do budowy nosili więźniowie 300 m w górę na plecach”, jednak jego zdaniem w Solahütte było bezpieczniej niż w Auschwitz. Przy budowie ośrodka brał udział także słynny przedwojenny polski bokser Tadeusz Pietrzykowski. Według jego relacji wielu członków komanda zmarło z wycieńczenia.

Muzeum Auschwitz z nagrodą Europa Nostra 2020

Dziś wręczono Nagrody Dziedzictwa Europejskiego – Nagrody Europa Nostra 2020. Grand Prix otrzymała wystawa „Auschwitz. Nie tak dawno. Nie tak...

zobacz więcej

Pięściarz pracował w grupie więźniów, którzy wynosili na plecach 50-kilogramowe worki z cementem. „Już ten fakt może dać wyobrażenie o ogromie wysiłku, (…) uwzględniając nasze niedożywienie i w szybkim stopniu postępujące wyczerpanie” – wspominał. Dość wspomnieć, że po kilku miesiącach pobytu w Auschwitz Pietrzykowski ważył zaledwie 40 kg.

Wiedząc, że niezdolni do pracy są wysyłani do obozowego szpitala, bokser upozorował wypadek, upuszczając na swoją nogę drewnianą belkę. Jak twierdził, gdyby nie trafił z powrotem do Auschwitz, prawdopodobnie nie dożyłby końca budowy Solahütte.

Ucieczka z Solahütte


Inny z członków komanda, Jan Baraniok wspominał, że 1 maja 1944 r. jednemu z więźniów zaangażowanych do pracy w ośrodku udało się uciec. „Nazwiska jego nie pamiętam, wiem tylko, że był z 25. bloku i pochodził z Nowego Sącza. Wyszedł na podwórze, przylegające do lasu, trzepać koce. Zeszedł z nim jeden SS-man. Po chwili SS-man zauważył, że więźnia nie ma” – wspominał.

Według jego relacji zarządzono zbiórkę, podczas której ponownie przeliczono więźniów, stwierdzając, że jednego brakuje. O ucieczce zawiadomiono obóz w Oświęcimiu. Następnie grupa Baranioka została załadowana do samochodu i odwieziona do Auschwitz.

Dalej Baraniok wspominał: „O naszym nastroju nie trzeba mówić – byliśmy wszyscy pewni jak najgorszych konsekwencji. Przyjechaliśmy do apelu. Ustawiono nas przed 24. blokiem. Po chwili nadszedł »Lagerührer« Hössler. Przemawiał do nas, krzyczał, każąc się w końcu rozejść, a kapie kazał zameldować się u siebie następnego dnia”. Ostatecznie konsekwencje miały dosięgnąć jedynie kapo. Według wiedzy Baranioka, Niemcom nie udało się schwytać więźnia, który uciekł.

Trauma żołnierza


Dzięki relacji wspomnianego wcześniej Józefa Plaskury możemy zapoznać się także z historią żołnierza Wehrmachtu, który przeżył traumę po konfrontacji z realiami obozowymi. Wojskowemu, który został ranny na froncie, przydzielono nadzór nad komandem w Solahütte.

Święta w Auschwitz. Pomimo represji Polacy śpiewali w obozie kolędy

W Wigilię 1940 r. na placu niemieckiego obozu Auschwitz postawiono dużą choinkę przystrojoną lampkami. Chwilę potem Niemcy ułożyli pod nią ciała...

zobacz więcej

„Ponieważ przyszedł z frontu nie znał warunków panujących w obozie, traktował nas bardzo łagodnie – dzielił się z nami jedzeniem i papierosami. Gdyśmy mu powiedzieli o okropnościach, jakie mają miejsce w Oświęcimiu – nie wierzył” – opisuje Plaskura.

Z dalszej części jego wspomnień dowiadujemy się, że zachowanie żołnierza nie podobało się odwiedzającemu ośrodek wraz z żoną esesmanowi Gerhardowi Palitzschowi: „(…) niejednokrotnie zwracał mu uwagę, że niewłaściwie z więźniami postępuje. Na tym tle dochodziło także do zatargów między żoną tego wehrmachtowca a żoną Palitzscha. Mimo wszelkich ostrzeżeń człowiek ten nie zmienił swego postępowania i po trzech miesiącach został z Międzybrodzia zabrany”.

Palitzsch, który uchodził za jednego z największych obozowych katów, najpewniej rozprawił się potem z niepokornym żołnierzem. Jak wspominał Plaskura: „Kiedy komando moje wróciło z Międzybrodzia do Oświęcimia – dowiedziałem się, gdzie ów wehrmachtowiec mieszka i poszedłem tam. Żona jego powiedziała mi, że znajduje się w szpitalu dla obłąkanych.Przerzucono go bowiem z tamtej pracy wprost do Brzezinki, gdzie został zatrudniony przy gazowaniu i spalaniu na stosach. Okropności, w które nie mógł uwierzyć, zobaczył na własne oczy. Skutek – choroba psychiczna” .

Duża popularność ośrodka


Solahütte szybko stał się popularnym ośrodkiem urlopowym wśród kadry obozowej. W pensjonacie mogło jednocześnie przebywać ok. 30 wczasowiczów. Z powodu dużego zainteresowania kurortem i ograniczonej liczby miejsc wydano zalecenie, aby osoby, które w ostatnim momencie zrezygnują z wyjazdu, zgłaszały to niezwłocznie swoim przełożonym.

Dodatkowo wiosną 1942 r. wypędzono z tych stron miejscowych, przekazując ich siedziby volksdeutschom. Chodziło o to, aby okolica stała się „bardziej przyjazna” dla Niemców. Ustalono także zasady przydzielania urlopów – w tygodniu w ośrodku mieli przebywać członkowie obozowego batalionu wartowniczego, a w weekendy – sztabu komendantury.

Po wojnie ośrodek przekształcono w dom wczasowy dla robotników z Zakładów Chemicznych w Oświęcimiu. Pensjonat rozebrano w 2011 r. Zostawiono jedynie stojącą nieopodal willę, w której – zdaniem niektórych – miał spędzać urlopy sam Rudolf Höss.

W przytoczonych fragmentach relacji świadków zachowano oryginalną pisownię. Wszystkie wspomnienia pochodzą ze zbiorów Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Przy pisaniu korzystałem też m.in. z pracy „Aussenkommando SS-Sola Hütte” („Zeszyty Oświęcimskie”, nr 25) Piotra Setkiewicza. .

źródło:
Zobacz więcej