RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Petrović: Rosja żywi się konfliktami. Rozejm w Górskim Karabachu to ostrzeżenie dla Zachodu

Armenia wciąż nie może otrząsnąć się z porażek, jakie doznawała na froncie w Górskim Karabachu  (fot. PAP/EPA/RUSSIAN DEFENCE MINISTRY/HANDOUT)
Armenia wciąż nie może otrząsnąć się z porażek, jakie doznawała na froncie w Górskim Karabachu (fot. PAP/EPA/RUSSIAN DEFENCE MINISTRY/HANDOUT)

Porozumienie kończące walki w Górskim Karabachu jest sukcesem Azerbejdżanu i porażką Armenii. Jednak głównym zwycięzcą jest Rosja, która pokazała Zachodowi, że wciąż potrafi wykorzystać lokalne konflikty do powiększania swoich wpływów.

„W wojnie o Górski Karabach zwyciężyły Rosja i Turcja”

Prawdziwe zwycięstwo w wojnie o Górski Karabach jest rosyjskie i tureckie – piszą i mówią francuscy komentatorzy, ubolewając nad tym, że oprócz...

zobacz więcej

Armenia wciąż nie może otrząsnąć się z porażek, jakie doznawała na froncie w Górskim Karabachu. W wyniku walk z o wiele nowocześniejszą i lepiej wyposażoną amią Azerbejdżanu, wspieraną ostentacyjnie przez Turcję – przypomnijmy, kraj będący członkiem NATO – Armenia utraciła, akceptując porozumienie, większość terenów zajętych na początku lat 90.

Sukces Rosji jest niewspółmierny do środków, jakie tam zastosowała. Koniec końców rozmieszcza w tym rejonie kontyngent sił mających pilnować przestrzegania rozejmu. Oczywiście, dzięki temu uda się utrzymać zawieszenie broni, gdyż żadna ze stron nie ośmieli się doprowadzić do zbrojnej konfrontacji z wojskami podległymi Moskwie.

Kreml umacnia w ten sposób swoją obecność w rejonie i pokazuje wszystkim wokół, że to jego rewir, że trzeba się z nim liczyć, że próby zbliżenia z Zachodem na nic się przydadzą, gdyż on jest bliżej i potrafi zdecydowanie reagować.

Jego siły mają tu stacjonować przez pięć lat, a pewnie będą i drugie pięć, na co zapewne zgodzą się obie strony konfliktu. Rosjanie oprócz wzrostu wpływów, pokazują zarówno okolicznym krajom, jak i Turcji, że są niezbędnym czynnikiem stabilizującym sytuację.

Taki sygnał wysyłają również Zachodowi – uwaga, musicie się z nami liczyć, zobaczcie, jak kruchy jest pokój czy tu, czy w Naddniestrzu, czy na Białorusi, czy w Kosowie, czy na Ukrainie.

Teraz, dzięki rozmieszczeniu swojego kontyngentu, Moskwa będzie sprawować kontrolę nad ważnymi połączeniami dla obu stron. Nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo wzmacnia to znaczenie czynnika rosyjskiego w polityce obu państw.

Koniec wojny w Górskim Karabachu. Premier Armenii: to bolesne porozumienie

Premier Armenii Nikol Paszynian poinformował w poniedziałek wieczorem o podpisaniu deklaracji o zakończeniu od wtorku działań wojennych w Górskim...

zobacz więcej

Dodatkowo Putin kolejny raz prezentuje się jako wielki obrońca chrześcijaństwa. W rozmowie telefonicznej z prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem, powiedział mu o konieczności zachowania chrześcijańskich świątyń i klasztorów, a także ich normalnego funkcjonowania.

W Syrii również władca Kremla chciał, żeby mocno wybrzmiało, że jest on politykiem, któremu losy tamtejszych chrześcijan leżą na sercu, co nie przeszkadzało mu w tym samym czasie popierać zbrodniczych nalotów lotnictwa rosyjskiego na cele cywilne – w tym szpitale i szkoły.

Kreml pokazał też, gdzie jest miejsce w szeregu Ankary. Prezydent Recep Tayyip Erdogan musi teraz robić dobrą minę do złej gry, po tym, jak Rosjanie właściwie nie przewidzieli dla Turcji żadnego miejsca w układance negocjacyjnej. Co prawda, sukces Azerbejdżanu w walce z Armenią jest zwycięstwem interesów tureckich i wzmacnia wpływy Ankary w tym państwie, ale co z tego, skoro niewspółmiernie do tego umocniły się rosyjskie.

Jak pisze Wojciech Górecki w analizie Ośrodka Studiów Wschodnich, wiele wskazuje, że Kreml do ostatniej chwili utrzymywał Turcję w przeświadczeniu, że weźmie ona udział w nowym formacie pokojowym. Ostatecznie nic takiego nie miało miejsca. Nie licząc, oczywiście, kurtuazyjnych podziękowań dla Turcji wygłoszonych przez prezydenta Azerbejdżanu.

Osiągnięty rozejm będzie miał poważny wpływ na sytuację wewnętrzną w Azerbejdżanie i Armenii. W pierwszym kraju umocniona została władza Alijewa, w Armenii warunki rozejmu uznano za katastrofę.

Górski Karabach: Rosja rozmieszcza żołnierzy

Pierwsze rosyjskie siły pokojowe zostały rozmieszczone w regionie Górskiego Karabachu – informuje rosyjski Sztab Generalny. To efekt porozumienia...

zobacz więcej

Witod Repetowicz przekonuje zaś w analizie dla Defence24, że dla Rosji korzystne było pogarszanie się sytuacji obronnej sił Górskiego Karabachu – gdyż prowadziło to do wzrostu poparcia w Armenii dla idei wprowadzenia w rejon walk rosyjskich wojsk, na czym od samego początku zależało Rosji.

„Rosja bowiem wiedziała doskonale, że w ten sposób utrzyma kontrolę nad sytuacją, a kontrola ta zaczęła jej się ostatnio wymykać z rąk. Po rewolucji 2018 r. w Armenii kraj ten pod przywództwem Paszyniana ostrożnie, ale w sposób wyraźny zaczął próbować dywersyfikować swoje relacje zagraniczne intensyfikując swoją współpracę z Europą” – przekonuje Repetowicz.

Zaznaczył on przy tym, Armenia zaczęła też podejmować kroki w kierunku ocieplenia swoich relacji z Gruzją.

Repetowicz ocenia, że przed podpisaniem porozumienia doszło do szeregu zdarzeń, jak zaskakująca ewakuacja Stepanakertu, która prawdopodobnie nie była konieczna. Przekonuje on również, że chociaż sytuacja Ormian na froncie pogarszała się, to nie na tyle, by uznać ją za zapowiedź szybkiej porażki.

Pisze on także o silnej kampanii dezinformacyjnej, wyolbrzymiającej sukcesy armii azerskiej – np. informacje o zajęciu korytarza laczinskiego, czyli południowej drogi łączącej Stepanakert z Armenią okazały się być nieprawdziwe. Później pojawiały się też informacje o utracie ważnego strategicznie miasta Szuszi, które również okazały się nieprawdziwymi – to zaś doprowadziło do ataków prorosyjskiej opozycji na premiera Paszaniana.

„Logika oskarżeń w stosunku do Paszyniana opiera się na sugestii, że jego prozachodnia polityka doprowadziła do skonfliktowania się z Rosją i w rezultacie pozbawiła Armenię ochrony przed atakiem turecko-azerskim” – zaznacza Repetowicz.

Krwawy bilans walk o Górski Karabach. Ofiar są tysiące

Armenia poinformowała w sobotę, że co najmniej 2300 jej żołnierzy zginęło w walkach o Górski Karabach, które trwały od 27 września do 9 listopada....

zobacz więcej

„Wniosek lansowany na podstawie tej tezy jest następujący: Armenią muszą rządzić politycy prorosyjscy, bo tylko Rosja gwarantuje bezpieczeństwo Armenii i jakakolwiek samodzielna polityka Armenii zagraża jej bezpieczeństwu” – podkreśla ekspert w analizie.

Na wieść o zawarciu porozumienia, na ulice Erewania wyszedł tłum, który żądał dymisji Paszyniana. Chociaż ten starał się przekonywać, że władze nie mogły podjąć lepszej decyzji i że i tak udało się obronić część terenów, w tym Stepanakert, a także, że przyczyną porażki było wsparcie, jakie Azerbejdżan uzyskał ze strony Turcji, że zatrzymana została wojna, która zmierzała w jeszcze gorszym kierunku. To jednak nie uspokoiło dużej części społeczeństwa i demonstrantów.

O napiętej sytuacji świadczy też informacja podana przed kilkoma dniami przez Służbę Bezpieczeństwa Narodowego (SNB) Armenii, o udaremnionym zamachu na życie szefa rządu. Grupa osób miała planować przejęcie władzy w kraju i nielegalnie zakupiła i przechowywała broń, amunicję i materiały wybuchowe.

O skali strat poniesionych przez stronę ormiańską świadczą oficjalne dane przedstawione przez władze w Erewaniu, które podały, że w walkach o Górski Karabach zginęło co najmniej 2300 jej żołnierzy i 50 cywilów. Azerbejdżan zaś nie podał liczby swoich zabitych żołnierzy i poinformował jedynie o 93 cywilach ofiarach śmiertelnych.

Jak zaznacza w analizie dla PISM Arkadiusz Legieć podważanie porozumienia stanie się podstawą armeńskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej, gdyż nie kończy ono konfliktu ormiańsko-azerskiego, którego podstawą jest zarówno spór o przynależność Górskiego Karabachu, jak i uwarunkowania etniczne.

„Armenia nie będzie jednak w stanie wznowić działań wojennych i zmienić nowego status quo na swoją korzyść z uwagi na przewagę militarną Azerbejdżanu oraz obecność rosyjskich sił rozjemczych w Górskim Karabachu” – zaznacza ekspert.

Szczególne zaniepokojenie sukces Rosji budzi na Ukrainie. Niedawno tamtejsze ministerstwo obrony podało, że Moskwa prowadzi akcję werbunkową wśród bojowników z rosyjskimi paszportami w kontrolowanych przez separatystów republikach w Donbasie, którzy mieliby zostać wysłani do Górskiego Karabachu w ramach „sił pokojowy”.

Armenia: protesty przeciwko porozumieniu ws. Górskiego Karabachu

Armeńska policja aresztowała w Erewaniu lidera opozycji Gagika Carukjaniego i kilku innych, którzy próbowali zorganizować wiec, żądając od premiera...

zobacz więcej

Podstawą rosyjskiego kontyngentu ma być 15. Samodzielna Brygada Zmechanizowana (Pokojowa) Centralnego Okręgu Wojskowego, która, jak podają ukraińskie media, brała udział w aneksji Krymu, a następnie w działaniach bojowych w Donbasie.

Dowódcą rosyjskiego „kontyngentu pokojowego” jest zaś pochodzący z Dagestanu gen. Rustam Muradow, który walczył w Czeczenii, a w Syrii w charakterze doradcy wojskowego – dowodził rosyjskimi wojskami w rejonie Dajr az-Zaur, za co Władimir Putin przyznał mu gwiazdkę Bohatera Rosji.

Jak ocenia Anders Aslund z amerykańskiego think tanku Atlantic Council – Kijów ma rzeczywiste powody do obaw. Putin zwiększył obecność wojskową w tym regionie i swoje wpływy w obu skłóconych państwach bez sprzeciwu Zachodu. Jego zdaniem Armenia stała się teraz jeszcze bardziej zależna od Moskwy i „wygląda jak rosyjski protektorat”.

Zwraca też uwagę, że porozumienie o rozejmie osiągnięto za pomocą siły, a nie dyplomacji, co źle wróży na przyszłość w kwestii rozwiązywania sporów w regionie.

Z kolei ukraiński komentator polityczny Witalij Portnikow, że Putin zamroził konflikt w Górskim Karabachu, a podległe mu siły pozostaną tam dopóty, dopóki będzie on prezydentem Rosji.

– Pytanie teraz nie polega na tym, czy Kreml inspirował kolejną falę niestabilności na Kaukazie albo po prostu wykorzystał azerbejdżańską operację specjalną. Pytanie, co Putin osiągnął w rezultacie tej krwawej wojny. A osiągnął bezprecedensowe wzmocnienie wpływu na Armenię i przywrócenie rosyjskich wojsk w Azerbejdżanie – zaznaczył ekspert.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej