RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Die Welt: Europejskie slogany maskują niemiecki nacjonalizm

Kanclerz Angela Merkel (P) i minister finansów Olaf Scholz (L) (fot. PAP/EPA/HENNING SCHACHT / POOL)
Kanclerz Angela Merkel (P) i minister finansów Olaf Scholz (L) (fot. PAP/EPA/HENNING SCHACHT / POOL)

Niemcy udają prymusa multilateralizmu i wygłaszają peany na cześć Europy, ale w rzeczywistości rząd w Berlinie, tak jak prezydent USA Trump, kieruje się przesłankami narodowymi – pisze Jacques Schuster w „Die Welt”.

Zamieszki w Niemczech. Lewicowi ekstremiści zaatakowali policjantów w Jenie

W środę wieczorem w centrum Jeny w kraju związkowym Turyngia w środkowych Niemczech doszło do zamieszek; gdy demonstranci należący do lewicowej...

zobacz więcej

Jacques Schuster na łamach „Die Welt” zauważa, że tradycją w Niemczech stało się piętnowanie Donalda Trumpa jako niszczyciela Zachodu. Tymczasem, gdy amerykański prezydent myśli wyłącznie o swoich wyborcach, Niemcy uważają się za prymusów multilateralizmu – „mają zawsze na uwadze dobro wspólne świata, a Europę w sercu, zaś realizowanie własnych interesów potępiają jako diabelskie zajęcie” – pisze Schuster.

To „samooszukiwanie się” obserwujemy niemal codziennie – podkreśla. Zarzuca przy tym kanclerz Angeli Merkel „pouczający ton”, „charakterystyczny dla przedszkolanek, kaznodziei i agentów ubezpieczeniowych”. Niemal wszyscy rodacy Angeli Merkel przyjmują za pewnik, że Niemcy myślą o całym zachodnim świecie i działają w imię Europy.

Własne potrzeby na pierwszym miejscu

W rzeczywistości poczucie odpowiedzialności za całość zanika natychmiast, gdy chodzi o własne potrzeby, a więc wtedy, gdy trzeba spełnić obietnicę zwiększenia budżetu na obronność, w walce o gazociąg Nord Stream 2 czy w sporach z Londynem i Paryżem o wspólne projekty wojskowe – pisze Schuster.

Jego zdaniem innym przykładem jest polityka uchodźcza. Niemiecki rząd wbrew woli wszystkich sąsiadów dokonał zwrotu w polityce migracyjnej, uznając w dodatku wszystkich, którzy krytykują władze w Berlinie, za antyeuropejczyków. We wszystkich tych przypadkach „zza maski moralnej wielkości wyziera niemiecki nacjonalizm” – zaznacza Schuster.

USA: Międzypartyjna grupa kongresmenów apeluje o sankcje na Nord Stream 2

Grupa amerykańskich kongresmenów z partii Republikańskiej i Demokratycznej zaapelowała do szefów swoich klubów w Kongresie o zawarcie sankcji na...

zobacz więcej

Coraz mniejsze nakłady na wzmocnienie NATO

Komentator ostrzega, że jeśli w przyszłości dojdzie do rozpadu NATO, rola grabarza zostanie przypisana Donaldowi Trumpowi i Niemcom. Trump publicznie mówi, co sądzi o sojusznikach i NATO, a Niemcy będąc najsilniejszym mocarstwem na kontynencie, nie robią niemal nic, by wzmocnić Sojusz – tłumaczy autor komentarza.

„Die Welt” przypomina, że na szczycie NATO w Walii w 2014 roku Niemcy zobowiązały się do przeznaczenia 2 proc. PKB na obronność. Od pewnego czasu mowa jest o 1,5 proc. PKB. Jeśli wierzyć plotkom, minister finansów Olaf Scholz, przy biernej postawie pani kanclerz, chce tak obciąć budżet, że za dwa lata Niemcy wydadzą na wojsko zaledwie 1,35 proc. PKB.

Nord Stream 2 osłabi UE

Schuster określa członków niemieckiego rządu „zawodnikami wagi muszej” w polityce sojuszniczej oraz nacjonalistami, którzy „mają w głowie wszystko oprócz współpracy transatlantyckiej i UE”.

Jak zauważa, gdyby Niemcy traktowali UE poważnie, zrezygnowaliby z budowy Nord Stream 2, która jego zdaniem jest „zgodna z niemieckimi potrzebami”. Zarzuca rządowi, że nie przejmuje się tym, że gazociąg uniemożliwi europejską politykę wobec Rosji i da Moskwie możliwość szantażu, a co za tym idzie, osłabi UE.

Berlin nie dostrzega, że posuwa się w stronę, gdzie ze względu na historię nigdy nie chciał być – na specyficznych niemieckich ścieżkach – twierdzi Schuster. Ostrzega, że w ten sposób na dłuższą metę Niemcy osłabią Zachód, NATO i UE, a tym samym siebie samych.

źródło:
Zobacz więcej