RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Biden też może zostać Trumpem. Niemcy i Rosja szykują dla niego marchewkę i kij

Berlin i Moskwa liczą, że Biden będzie prowadził politykę ustępstw (fot. REUTERS/Jim Bourg)
Berlin i Moskwa liczą, że Biden będzie prowadził politykę ustępstw (fot. REUTERS/Jim Bourg)

Berlin, Bruksela, Paryż, Moskwa i Pekin czekały cztery lata, by ze stanowiska prezydenta USA odszedł znienawidzony przez światową lewicę Donald Trump i zastąpił go ktoś, kto znów będzie „respektował zasady gry”. Chociaż wyniki wyborów w USA nie zostały jeszcze oficjalnie rozstrzygnięte, to światowi decydenci już pracują nad tym, jak wygodnie dla swoich interesów ustawić sobie nowego amerykańskiego lidera. Jeśli Joe Biden nie spełni ich oczekiwań, to musi się liczyć, że z miejsca zostanie porównany do Trumpa – co jest dla niego i jego otoczenia największą obelgą i straszakiem zarazem.

Wybory w USA na ostatniej prostej. Trump znów z tyłu, ale Biden nie może spać spokojnie

Jeśliby patrzeć przez pryzmat sondaży, to wybory z kilkuprocentową przewagą powinien wygrać Joe Biden, a jeśliby brać pod uwagę oczekiwania...

zobacz więcej

W przeciwieństwie do licznych państw zachodnich, które nieraz na wyścigi wystosowywały listy gratulacyjne dla Joe Bidena, gdy część mediów amerykańskich uznała go za zwycięzcę wyborów prezydenckich, Rosja pozostała milcząca. Dla części środowisk lewicowo-liberalnych mogło to być interpretowane tylko w jeden sposób – przegrał agent Kremla, dlatego taki smutek tam panuje, niech żyje Biden, który teraz dokopie Putinowi.

W rzeczywistości, prawda wygląda dokładnie odwrotnie. Nie dość, że Trumpowi, któremu przez całą kadencję przypinano łatkę „marionetki Moskwy”, człowieka albo przez nią opłacanego albo na którego Kreml ma haki (nigdy nic takiego nie udowodniono) to jeszcze w ciągu czterech lat jego prezydentury, wielokrotnie dawał się Putinowi we znaki.

Kolejne surowe sankcje za agresywną postawę wobec Ukrainy i wsparcie, także militarne, dla Kijowa, krytyka zabójstw na zlecenie Kremla za pomocą trucizn i prześladowania własnego społeczeństwa, uderzenie w Nord Stream 2, wzmocnienie bezpieczeństwa krajów Europy Środowo-Wschodniej, wyrwanie ich spod monopolu energetycznego – to część decyzji administracji Trumpa, które najmocniej uderzyły w Putina i jego ludzie.

To były ciężkie cztery lata dla Kremla. Wszelkie metody, by wpłynąć na złagodzenie relacji z Waszyngtonem spełzły na niczym. Efektów nie przyniosły ani prośby ani groźby ani kolejne prowokacje.

Teraz to ma się zmienić.

Oficjalnie rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow powiedział to, czego można się było spodziewać. Kreml chciałby, by pod rządami Joe Bidena polityka zagraniczna USA była podobna do tej, jaką prowadził prezydent Barack Obama i - uwaga – zwłaszcza jeśli chodzi o Iran i zmiany klimatu.

Przedwczesna euforia lewicy. Biden wygrał bitwę, Trump nie zakończył wojny

Po ogłoszeniu przez część amerykańskich mediów, że to Joe Biden został zwycięzcą wyborów prezydenckich światowa lewica dała się ponieść fali...

zobacz więcej

Tak jakby dla Kremla tematy te znajdowały się na szczycie agendy.

Chociaż Trump był dla Kremla bardzo złym partnerem, to nie oznacza to, że Biden jest dla niego idealnym. Takiego dopiero Moskwa będzie chciała z niego stworzyć.

Jeśli Demokrata zostanie oficjalnie uznany za zwycięzcę wyborów prezydenckich, to będzie on już piątym amerykańskim liderem w czasach rządów Putina. To tylko pokazuje, jak wielkim doświadczeniem dysponuje w zwalczaniu Waszyngtonu były pułkownik KGB.

Joe Bidena na pewno dobrze zapamiętał – jako wiceprezydenta u boku jednego z najbardziej naiwnych prezydentów amerykańskich w relacjach z Rosją – Baracka Obamy. Obaj bowiem mieli duże nadzieje co do Dmitrija Miedwiediewa i dali się nabrać na kremlowską bajeczkę o liberale, który zaraz zasiądzie na moskiewskim tronie, dogada się z Zachodem i wszyscy będą szczęśliwi.

Rosja szanuje jedynie silnych. Słabymi, godzącymi się na ustępstwa – gardzi. Tak jak gardziła administracją Obamy i Bidena, gdy ta m.in. obawiała się przyjęcia przez Kongres tzw. ustawy Magnickiego, wykazywała się brakiem zdecydowania wobec używającego broni chemicznej wobec własnych rodaków Baszara al-Assada, czy też, gdy zachowywała bierność, gdy rosyjskie siły anektowały Krym i wywoływały konflikt na wschodniej Ukrainie.

Tak, takiego Bidena Rosji dziś potrzeba. Ustępliwego, deklarującego szczytne idee i ich nie realizującego, szukającego wsparcia wśród europejskich sojuszników – jak Berlin czy Paryż – którzy nie mają najmniejszej ochoty na wchodzenie z Moskwą w konflikty szkodzące ich interesom, wierzącego w siłę międzynarodowych instytucji, które nic nie mogą, nikt się z nimi nie liczy i ograniczają się jedynie do deklarowania swojego „zaniepokojenia” i wzywania do „pokojowego rozwiązania sporu”.

Mają Trumpa za marionetkę Putina. Sami zaś marzą o resecie z Rosją

Amerykańska lewica od samego początku prezydentury Donalda Trumpa oskarżała go o bycie rosyjskim agentem. Zarzuty te nigdy nie zostały...

zobacz więcej

O tym, czy duet Biden-Harris będzie twardy wobec Rosji – czego wymaga jej nieugięta postawa w kwestii braku respektowania prawa międzynarodowego – czy też bezpośrednio nawiąże do czasów ośmiu – kapitulanckich lat Obamy – przekonamy się już niedługo.

Waszyngton będzie musiał nawiązać z Moskwą kontakt w sprawie rozmów o nowym traktacie o strategicznej broni ofensywnej, który zastąpi porozumienie START 3. Bidena czeka nie lata zadanie, gdyż administracja Trumpa chciała, by była to umowa zawarta także z Chinami, które w szybkim tempie rozbudowują swój arsenał nuklearny. Putin zaś może sobie zażyczyć wiele za to, by namówić do tego porozumienia swojego ideologicznego partnera Xi Jinpinga.

Punktów spornych Amerykanie mają z Rosją mnóstwo – większość z nich pojawiłaby się niezależnie od tego, czy na stanowisku prezydenta przez cztery lata byłby Trump czy też ktoś inny.

Jak Biden reagować będzie na pogarszającą się sytuację na Białorusi, gdzie wspierany przez Moskwę reżim Alaksandra Łukaszenki przygotowuje się do ostatecznej rozprawy z opozycją? Co Kamala Harris powie zapytana o reakcje USA na otrucie Aleksieja Nawalnego czy też Nord Stream 2?

Co usłyszymy z Białego Domu, gdy po raz kolejny Moskwa grozić będzie Kijowowi najazdem lub gdy będzie intensyfikować swoje praktyki dezinformacyjne, cyberataki, czy też przeprowadzać będzie agresywne manewry w pobliżu państw naszego regionu?

To są konkretne dylematy, które jak na razie nie zaprzątają uwagi większości mainstreamowych mediów, które wciąż trwają w euforii po prawdopodobnym zwycięstwie Bidena w wyborach.

Atak za atakiem – Francja w narożniku. Czas oddać islamistom sierpowym

Kolejne ataki terrorystów islamskich we Francji i Austrii przywołały zagrożenie, które w dobie pandemii koronawirusa, zeszło na drugi plan....

zobacz więcej

Warto jednak przyjrzeć się rozważaniom na temat Demokraty mediów i polityków niemieckich. To bowiem ten kraj należał do najbardziej krytykowanych przez Trumpa, przede wszystkim za budowę wspólnego z Rosją gazociągu i brak przeznaczania umówionych w ramach NATO – 2 procent PKB na armię.

Berlin umiał w ciągu czerech ostatnich latach rozmawiać z Rosją, Chinami czy Iranem, a nie potrafił w żaden sposób porozumieć się z Trumpem. Nawet nie próbował.

Dziś Niemcy liczą, podobnie jak Moskwa, że Biden nawiąże do polityki Obamy i pozostawi im zarządzanie Europą. To zaś, na pewno oznacza domaganie się ustępstw w kontekście NS2, chociaż, przypomnijmy, Demokraci są również za tym, by projekt ten nie wszedł w życie.

Berlin nie życzy sobie jednak od Bidena żadnych pouczeń, a także wspierania Europy Środkowo-Wschodniej w jej ambicjach upodmiotowienia się zarówno wobec Niemiec i UE, jak i wobec Rosji.

Każdy ruch Demokraty, wspierający Warszawę czy Budapeszt w obronie interesów regionu, będzie surowo piętnowany – a porównania do Trumpa, będą zapewne najczęściej stosowanymi wobec niego epitetami.

Nie można mieć też wielkich złudzeń, co do zaangażowania Niemiec we wsparcie USA na arenie międzynarodowej – choćby przeciwko Rosji czy Chinom. Kanclerz Angela Merkel już wielokrotnie w przeszłości udowodniła, że poza interesem jej kraju – choćby był on rażąco sprzeczny z planami jej sojuszników – nic innego ją nie obchodzi.

A z obydwoma tymi rządzonymi dyktatorsko państwami chce mieć ona jak najlepsze relacje. Ochrania bowiem dzięki temu działający tam niemiecki biznes i eksport.

Biden chce wejść w buty Obamy. Polska ma prawo do obaw

Niepochlebne epitety Joe Bidena pod adresem Polski i Polaków, które zdarzało mu się wygłaszać podczas kampanii wyborczej, nie są jedynie...

zobacz więcej

To zaś oznacza, że Biden, żeby być Bidenem – wspieranym przez maistreamowe media, śmietankę polityczną i rzesze lewicowo-liberalnych sympatyków na całym świecie – nie może zbyt wiele wymagać ani od Brukseli, ani od Berlina, ani od Paryża, ani od Moskwy ani od Pekinu.

Jakakolwiek polityka prowadzona przez Waszyngton, która będzie nie na rękę wobec tych ośrodków, zostanie z miejsca skrytykowana i uznana za kontynuację „szaleństw” Trumpa. Zamiast tego, Biden będzie mógł do woli mówić o demokracji, współpracy, dialogu, czy też, jak to robił już w kampanii, powoływać się na fake newsy dotyczące rzekomych „stref wolnych od LGBT” w Polsce, czy też porównywać nasz kraj do Białorusi.

W takich momentach nowy – najprawdopodobniej – prezydent USA będzie mógł być „szeryfem”, wtedy będzie mógł pokazać swoją odwagę i twardość, zyskując na pewno poklask tłumów i salonów, a może – podobnie jak jego mentor – nagrodę Nobla.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej