RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Jest źle, może być gorzej. Łukaszenka szykuje się na zadanie ostatecznego ciosu opozycji

Protesty na Białorusi trwają już od trzech miesięcy (fot. PAP/EPA/STRINGER)
Protesty na Białorusi trwają już od trzech miesięcy (fot. PAP/EPA/STRINGER)

Mijają trzy miesiące od wyborów prezydenckich i rozpoczęcia powyborczych demonstracji białoruskiej opozycji. Protesty słabną, są mniej liczne, a część przeciwników reżimu przestaje wierzyć w możliwość odniesienia zwycięstwa. Alaksandr Łukaszenka chce ostatecznie zdusić protesty, dlatego przyzwala na coraz ostrzejsze traktowanie demonstrantów. Działania te spotykają się ze zdecydowanym sprzeciwem Polski, która nieustannie podnosi walkę białoruskiej opozycji na arenie międzynarodowej.

Łukaszenka: Nie pozwolę zrobić z Białorusi prowincji Polski albo Litwy

Prezydent Alaksandr Łukaszenka ponownie w ostrych słowach zaatakował Polskę. – Jeśli ktoś chce zrobić z Białorusi prowincje Polski czy Litwy, to...

zobacz więcej

O skali prześladowań opozycji świadczą dane centrum praw człowieka Wiasna, które poinformowało, że w ciągu ostatniego półrocza, które minęło od początku kampanii przed wyborami prezydenckimi 9 sierpnia, wszczęto ponad 900 spraw wobec przeciwników Łukaszenki.

Uczestnicy kampanii wyborczej, działacze sztabów, a także uczestnicy pokojowych akcji protestacyjnych najczęściej są oskarżani z artykułów dotyczących udziału w masowych zamieszkach i naruszaniu porządku publicznego. Części z nich zarzucono stawianie oporu wobec funkcjonariuszy, stosowanie wobec nich przemocy i gróźb.

Do tej pory demonstranci karani byli głównie kilkunastodniowym aresztem lub grzywną. Część z nich zaś wypuszczano z aresztu bez żadnych następstw prawnych.

Do tego dochodzi wzrost przemocy wobec protestujących. Za punkt zwrotny można uznać rozpędzenie w ub. niedzielę manifestantów w Mińsku zanim jeszcze doszło do zgromadzenia się większych grup. Zatrzymano wtedy ponad tysiąc osób; miało miejsce brutalne bicie przeciwników reżimu, a na miejsce zwieziono posiłki policyjne z regionów.

Wobec 231 uczestników protestu wszczęto postępowanie karne z art. 342 kk dotyczącego organizacji i aktywnego udziału w czynach poważnie naruszających porządek publiczny - co jest zagrożone karą pozbawienia wolności do trzech lat.

Jedną z przyczyn tak ostrych działań Łukaszenki jest wygasanie protestu w wielu miastach poza Mińskiem, co spowodowane jest przede wszystkim znużeniem opozycjonistów, wynikającym z braku efektów trzymiesięcznych działań. To zaś pozwala na przerzucenie większych sił milicyjnych do stolicy.

Do tego dochodzi rosnąca irytacja na szczeblach władzy i wśród funkcjonariuszy MSW, którzy chcą już wrócić do „normalności”, a nie użerać się z protestującymi. Istotnym, jeśli nie kluczowym czynnikiem jest też Moskwa, która uważa, że najwyższy już czas zaprowadzić na Białorusi „spokój”.

Białoruś: Ponad 800 zatrzymanych podczas protestów przeciw Łukaszence

Ponad 800 osób zostało zatrzymanych w niedzielę na Białorusi podczas protestów przeciwko Alaksandrowi Łukaszence – poinformowało centrum praw...

zobacz więcej

Kolejną falę represji zapowiada też wtorkowe żądanie Łukaszenki, wystosowane do prywatnych przedsiębiorstw, dotyczące utworzenia oficjalnych związków zawodowych. Po sfałszowanych wyborach część pracowników w dużych prywatnych przedsiębiorstwach opuściła oficjalne związki zawodowe, wybierając czasem niezależne związki.

Brak wykonania tego polecenia do końca roku ma spowodować ich likwidację. – Widzimy, jak niektórzy się zachowują i wzięli kurs na zniszczenie państwa i państwowości w naszym kraju – wyjaśniał Łukaszenka.

Dyktator uderzył też w środowiska lekarzy – z których większość popiera opozycję – i zagroził im, że jeśli wyjadą do pracy za granicę, to nie będą już mieli możliwości powrotu do pracy w służbie zdrowia.

Łukaszenka wciąż bije też w narodowy bębenek, chcąc się przedstawiać jako obrońca białoruskiej racji stanu i niepodległości. Kolejnym do tego przyczynkiem stało się ratyfikowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę polsko-amerykańskiej umowy o wzmocnionej współpracy obronnej, która przewiduje dalsze zwiększanie liczebności wojsk USA stacjonujących w Polsce.

Łukaszenka zaś w swoim stylu skomentował to wydarzenie: „jeśli ktoś chce zrobić z Białorusi prowincję Polski czy Litwy, to tylko po moim trupie”.

Tak mówił we wtorek. Dzień później zaś, w polskie Święto Niepodległości, białoruski dyktator pozdrowił prezydenta Andrzeja Dudę i cały polski naród. Zaprosił też nasz kraj do dialogu na temat przyszłości relacji.

„Tylko pracując wspólnie, możemy zachować znaczące osiągnięcia w handlu, kooperacji przemysłowej, nauce, edukacji i innych sferach. Odpowiada to zarówno interesom narodowym obu państw, jak i pragnieniom milionów mieszkańców naszych krajów” – napisał.

Łukaszenka: Lekarze, którzy pojadą do Polski, nie będą mogli wrócić

Alaksandr Łukaszenka ostrzegł miejscowych lekarzy, że po wyjeździe do pracy do Polski będą mieli zamknięty powrót na Białoruś. Prezydent Białorusi...

zobacz więcej

Wcześniej zaś - 7 listopada - podczas ceremonii otwarcia pierwszego bloku elektrowni jądrowej w Ostrowcu, białoruski polityk skierował do Litwy i Polski propozycję porzucenia „konfrontacyjnej retoryki” i nawiązania dialogu, który wykluczałby jednak „ingerowanie w wewnętrzne sprawy Białorusi”.

Na to jednak nie ma szans. Polska należy bowiem do krajów, które najmocniej domagają się wsparcia dla białoruskiej opozycji, a także jak najostrzejszych sankcji dla reżimu w Mińsku.

Postawa Polski i Litwy może liczyć na wsparcie szefa Rady Europejskiej Charles'a Michela, który zadeklarował w poniedziałek dalsze wsparcie dla tych państw w działaniach wobec Białorusi. Dotyczy to także działań administracji białoruskiej wymierzonych w polską ambasadę w tym kraju i polskich dyplomatów.

Polskie MSZ informowało w zeszłym miesiącu o opuszczeniu, na żądanie władz w Mińsku, przez ponad 30 polskich dyplomatów terytorium Białorusi. MSZ Litwy poinformowało, że dowołuje z tego kraju pięciu dyplomatów. Ostatnio władze białoruskie wydaliły też z Mińska dwóch brytyjskich dyplomatów.

„Źródłem kryzysu w Białorusi nie jest społeczność międzynarodowa. Wyrzucanie dyplomatów go nie zakończy. Jedyne wyjście wiedzie przez zwolnienie więźniów politycznych, zatrzymanie przemocy, poszanowanie praw człowieka, dialog i demokratyczną transformację” - napisał we wtorek na Twitterze szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau.

W zeszłym tygodniu weszła w życie druga lista sankcji UE – będąca karą za sfałszowanie wyborów prezydenckich i przemoc wobec protestujących – dotycząca przedstawicieli władz Białorusi, w tym Łukaszenki.

Łukaszenka do władz Polski i Litwy: Zacznijmy żyć w przyjaźni i współpracujmy

Chcę jeszcze raz zaapelować z tego miejsca, tj. z Białoruskiej Elektrowni Atomowej: zacznijmy żyć w przyjaźni, zacznijmy współpracować – zwrócił...

zobacz więcej

Jak ocenia Kamil Kłysiński w analizie Ośrodka Studiów Wschodnich, nawet jeśli będzie dochodzić do wygaszania działań opozycji, to utrzymujące się wciąż duże niezadowolenie społeczne nie pozwoli władzom na odzyskanie pełnej kontroli nad sytuacją wewnętrzną.

Aktywność przeciwników reżimu w większym stopniu skoncentruje się zaś w Internecie, a także w małych wspólnotach lokalnych w domach lub dzielnicach miast.

Podkreśla on jednak, że „w najbliższych tygodniach należy spodziewać się dalszej eskalacji przemocy wobec demonstrantów (z pacyfikacją włącznie), czemu towarzyszyć będą wzmożone ataki ze strony państwowej propagandy”.

To zaś pokazuje po raz kolejny, że sankcje nie powinny dotyczyć jedynie Moskwy, ale również decydentów na Kremlu, którzy popierają Łukaszenkę i uniemożliwiają Białorusinom cieszenie się wolnością we własnym kraju.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej