RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Przedwczesna euforia lewicy. Biden wygrał bitwę, Trump nie zakończył wojny

Trump domaga się ponownego przeliczenia głosów (fot. Pavlo Conchar/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)

Po ogłoszeniu przez część amerykańskich mediów, że to Joe Biden został zwycięzcą wyborów prezydenckich światowa lewica dała się ponieść fali euforii. Na ulice amerykańskich miast, pomimo tego, że koronawirus wciąż zbiera tam śmiertelne żniwo, wyszły tłumy, a w social mediach królowały niewybredne komentarze dotyczące „pożegnania” Donalda Trumpa. Głęboką ulgę słychać było też w Berlinie, Paryżu i Brukseli, mających do tej pory nie po drodze z Republikaninem. Dyskretnie zachowują się wciąż Moskwa i Pekin, których głównym kandydatem za oceanem jest Pan Chaos – i to trwania jego rządów chcą jak najdłużej. Biden chciałby odpowiedzialność za to zrzucić na Trumpa, który domaga się śledztw i powtórnego liczenia głosów, jednak scena polityczna jest w tej sprawie podzielona według partyjnych barw.

Prezydent Trump: Robimy duży postęp, wygramy wybory

Zwyciężymy, robimy duży postęp – zapewnił na Twitterze prezydent Donald Trump. Jego obóz składa wyborcze pozwy; większość mediów, bazując na niemal...

zobacz więcej

Apele o potrzebę ponownego przeliczenia głosów w kluczowych tzw. wahających się stanach i oskarżenia o fałszerstwa wyborcze formułowane są nie tylko przez Donalda Trumpa, ale przez całą Partię Republikańską, co pokazuje, że skala problemów wynikających z głosowania, przede wszystkim korespondencyjnego, może być rzeczywiście potężnych rozmiarów. Na tyle potężnych, że mogą one wpłynąć na wynik głosowania.

O zwartości środowiska Republikanów w tej kwestii świadczy też to, że tylko pojedynczy jego przedstawiciele – jak zwaśniony z Trumpem – Mitt Romney (a także Lisa Murkowski z Alaski, Susan Collins z Maine oraz Ben Sasse z Nebraski) pospieszyli ze złożeniem gratulacji Bidenowi.

Amerykańska prawica utrzymuje jednak, że podczas wyborów doszło do nadużyć i fałszerstw. Zdaniem jej przedstawicieli miało miejsce fabrykowanie na masową skalę kart do głosowania, dochodziło do głosowania w imieniu zmarłych i do fałszowania dat, tak aby nie przekroczyć obowiązującego terminu ich dostarczenia, miało też dochodzić do przypadków kilkukrotnego głosowania tych samych osób, a także niesprawdzana miała być autentyczność podpisów wyborców głosujących korespondencyjnie.

W dyskusji przewija się również zarzut unieważniania i niszczenia głosów oddanych na Trumpa.

W Fox News prawnik Sidney Powell powiedziała, że Republikanie zidentyfikowali w kluczowych stanach co najmniej 450 tysięcy głosów, na których „w cudowny sposób zaznaczony jest tylko Joe Biden, ale nie ma innych kandydatów”. Chodzi konkretnie o 90 tysięcy takich kart w Pensylwanii, 80-90 tysięcy w Georgii, 42 tysięcy w Arizonie, 69-115 tysięcy w Michigan i 62 tysięcy w Wisconsin.

Biden: To żenujące, że Trump nie uznał swojej porażki

To, że Donald Trump nie uznał wyborczej porażki, jest żenujące – ocenił kandydat Demokratów w wyborach w USA Joe Biden. Dodał, że nie powstrzymuje...

zobacz więcej

Również w social mediach pojawia się wiele zarzutów dotyczących fałszerstw wyborczych, także tych formułowanych przez ważnych przedstawicieli Partii Republikańskiej.

Dochodzą też informacje, które w złym świetle stawiają sam proces wyborczy – związany z wyborami korespondencyjnymi. Tym bardziej, że organizatorami wyborów są same stany – a mają one własne, często różniące się przepisy.

Dlatego też np. w Pensylwanii, z powodu dużej liczby głosów przesłanych pocztą, tamtejsza legislatura dopuściła możliwość niesprawdzania autentyczności podpisów na wysłanych kartach. Decyzję taką podjęła – jak tłumaczono – by nie opóźniać ich obliczania. Odrzucane były jedynie głosy, które nie miały podpisu.

Demokraci jednak, jak i cała lewa strona amerykańskiej sceny politycznej, bagatelizuje zarzuty Republikanów i przekonują, że wynikają one z niechęci do przyznania się do porażki. Coraz częściej też przypuszcza się, że ostateczną decyzję w sporze podejmie Sąd Najwyższy USA, w którym większość mają konserwatywni sędziowie mianowani przez republikańskich prezydentów.

To, co już wiadomo, to to, że ponowne przeliczenie głosów odbędzie się w Georgii, będącej tradycyjnie republikańskim stanem. Tam przewaga Bidena wynosi 12 tysięcy głosów, czyli mniej niż 0,5 punktu procentowego. Zarzuty dotyczące fałszerstw odrzucił jednak republikański sekretarz stanu Georgii Brad Raffensperger, który zapewnił, że zarówno głosowanie, jak i liczenie głosów były przejrzyste.

Wybory w USA. Mała różnica głosów między kandydatami w stanach wahających się

W tzw. stanach wahających się różnica głosów między kandydatami na prezydenta USA jest minimalna. Najmniejszą zanotowano w Georgii, a największą w...

zobacz więcej

Do procesu ponownego liczenia głosów może dojść też w innych stanach.

Jest to tym bardziej prawdopodobne, że prokurator generalny USA William Barr zezwolił prokuratorom federalnym wszczynanie dochodzeń w przypadku znaczących zarzutów w sprawie nieprawidłowości przy głosowaniu i zliczaniu głosów.

Komunikat ten wystosował po spotkaniu z liderem republikańskiej większości w Senacie Mitchem McConnellem, który poparł prezydenta w jego apelach o przyjrzenie się zarzutom dotyczącym oszustw wyborczych.

Sam Mitch McConnell podczas przemówienia w Senacie podkreślił, że żaden stan nie zatwierdził swojego rezultatu wyborczego. Nie pogratulował on też, ogłoszonego wcześniej przez media, wyborczego zwycięstwa Joe Bidenowi.

– Mamy co najmniej jeden lub dwa stany, które są na drodze na ponownego przeliczenia głosów i wierzę, że prezydent może mieć toczące się postępowania prawne w co najmniej pięciu – zaznaczył w Senacie. Powiedział przy tym, że należy zliczyć wszystkie legalnie oddane głosy, a nielegalne nie, tak żeby proces wyborczy był transparentny.

Zwrócił się przy tym z apelem do Demokratów, który powinna wobec siebie zastosować i lewica w innych krajach świata, nienawidząca Trumpa od pierwszego dnia jego prezydentury.

– Żadnych wykładów, żadnego pouczania o tym, jak prezydent powinien od razu i z radością przyjąć wstępne wyniki wyborów od osób, które przez cztery lata odmawiały uznania ważności ostatnich wyborów – podkreślił Mitch McConnell.

W podobnym tonie odpowiedział pytany na konferencji prasowej szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo o to, czy Departament Stanu jest gotowy kontaktować się z obozem Bidena, by zapewnić uporządkowane przeniesienie władzy – Pompeo zaznaczył bowiem, że „będzie gładkie przejście do drugiej administracji Trumpa”.

Trump odwiedzi cmentarz. Pierwsze publiczne wystąpienie odkąd Biden ogłosił zwycięstwo

Prezydent USA Donald Trump odwiedzi w środę Cmentarz Narodowy w Arlington – poinformował Biały Dom. Ma to być pierwsze publiczne pojawienie się...

zobacz więcej

– Świat patrzy na to, co się dzieje. Zliczymy wszystkie głosy. Gdy proces się zakończy, będą wybrani elektorzy. To jest proces, konstytucja mówi o tym dość jasno - oświadczył Mike Pompeo.

Sztab wyborczy Trumpa nie próżnuje i składa kolejne pozwy wyborcze. Uważa on m.in. że w Pensylwanii poprzez rozszerzenie głosowania korespondencyjnego stworzono – niezgodnie z konstytucją – dwa różne systemy, z różnymi zabezpieczeniami weryfikacji wyborców.

Oskarżył on również władze Pensylwanii o uniemożliwianie obserwowania większej części liczenia głosów.

W Michigan prawnicy Trumpa uważają zaś, że miało miejsce uznanie nieważnych głosów i wykluczenie obserwatorów z procesu liczenia kart wyborczych. W Nevadzie zaś Republikanie zwrócili się o zbadanie legalności 3 tysięcy głosów oddanych przez rezydentów innych stanów.

Joe Biden i wspierające go lewicowo-liberalne media są jednak pełne oburzenia na to, że Trump i Republikanie z miejsca nie przyznali się do porażki i nie pogratulowali mu zwycięstwa.

Wszystko wskazuje jednak, że Amerykanie będą musieli jeszcze trochę uzbroić się w cierpliwość. Tym bardziej, że agencja GSA (General Services Administration) odmówiła Bidenowi uznania go już teraz za zwycięzcę wyborów, powołując się na precedens z listopada 2000, gdy określiła, że najpierw sądy muszą zakończyć rozpatrywanie wniosków ekipy Demokraty Ala Gore'a.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej