RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Marsz Niepodległości. W Warszawie doszło do incydentów

Marsz Niepodległości w Warszawie zakończył się około godz. 17. Ulicami stolicy przeszło i przejechało samochodami kilka tysięcy osób. Doszło do kilku incydentów. Nagrania w sieci pokazują, jak grupka chuliganów przedarła się przez Straż Marszu Niepodległości i zaatakowała policję. Sytuacja szybko została opanowana dzięki zdecydowanej akcji policji, a większość uczestników ominęła zadymiarzy idąc dalej.

Narodowe Święto Niepodległości. 102. rocznica – inna niż wszystkie [RELACJA]

Pandemia to czas podejmowania trudnych, niepopularnych decyzji; dziękuję wszystkim, którzy przestrzegają zaleceń, nie narażają siebie i innych;...

zobacz więcej

W związku z epidemią Marsz Niepodległości był inny niż zwykle. Organizatorzy od kilku dni apelowali, by na Rondzie Dmowskiego w Warszawie pojawić się samochodami. Tysiące Polaków dostosowało się do próśb w tej sprawie. Byli jednak i tacy, którzy być może posłuchali niektórych polityków Konfederacji krytykujących walkę rządu z pandemią. Samochodów było tak wiele, że policja zaczęła wstrzymywać przejazd części kierowców - jak później poinformowała policja - ze względu na bezpieczeństwo ruchu. Gdy o godz. 14 czoło Marszu ruszyło w kierunku Stadionu Narodowego, setki aut były blokowane, a kierowcy stojący na okolicznych ulicach nie mieli możliwości dołączenia do manifestacji.

Organizatorzy Marszu również podkreślają już w sieci, że trasę pokonała tylko część pojazdów, które szykowały się na przejazd na linii rondo Dmowskiego - rondo Waszyngtona i z powrotem do centrum miasta.

– Uczestnicy zostali poproszeni o symboliczny przejazd przez rondo Wiatraczna – poinformował rzecznik Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Damian Kita. Planowo uczestnicy mieli zawrócić na rondzie Waszyngtona oraz wrócić do centrum miasta, gdzie wydarzenie miało zostać zakończone.

Prezydent: Podstawą budowy świata solidarnego jest poszanowanie życia

Solidarność między narodami i pokoleniami pozwoli zbudować bardziej zrównoważone systemy gospodarcze; podstawą budowy świata solidarnego jest...

zobacz więcej

W wydarzeniu obok pojazdów brała także udział grupa osób maszerujących z biało–czerwonymi flagami. W rejonie ronda Charlesa de Gaulle`a doszło do starć z policją. Nagrania, które krążą już w sieci pokazują grupkę chuliganów, którzy zaatakowali Straż Marszu Niepodległości.

Napastnicy przedarli się przez kordon współpracujących z organizatorami osób i zaczęli atakować policję. Funkcjonariusze użyli siły: wykorzystali m.in. gaz i broń gładkolufową. Ponieważ zdecydowana większość demonstrantów omijała zadymiarzy i szła dalej w kierunku Mostu Poniatowskiego, sytuacja szybko została opanowana.

Na trasie Marszu Niepodległości doszło również do podpalenia mieszkania przy alei 3 maja. Rzucona w stronę budynku raca rozbiła szybę i wpadła do środka, powodując krótkotrwały pożar. Sytuacja została opanowana, a straż pożarna szybko przekazała, że nikt nie ucierpiał.

„Ludzie, którzy obrzucają racami balkony innych ludzi, to taka sama dzicz, jak ludzie atakujący świątynie innych ludzi” – skomentował w sieci poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk.

Podpalenie balkonu jest ostro krytykowane. Filmiki pokazują, jak po zdarzeniu na miejscu pojawił się Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. „Proszę was, idźcie stąd! Po co wy się dajecie prowokować w tak prosty sposób?” – krzyczał do zebranych w pobliżu osób. „Nie możemy się tak dawać tanio prowokować” – apelował.

Na Twitterze Bąkiewicz dodał później: „Palące się mieszkanie było najprawdopodobniej pustostanem, nad którym wisiały emblematy ze strajku kobiet”. Na balkonach wyżej faktycznie wisiały banery zwolenników aborcji, ale jak się okazało, podpalone przez chuliganów mieszkanie nie jest pustostanem. Media podają, że jest ono wykorzystywane jako pracownia artystyczna.

Premier: Dzień radości i dumy z odrodzonej Rzeczypospolitej

Szef rządu odniósł się do Święta Niepodległości na Twitterze. „Narodowe Święto Niepodległości łączy wszystkich Polaków. I chociaż w tym roku...

zobacz więcej

Z kolei Witold Tumanowicz ze Stowarzyszenia Marsz Niepodległości oświadczył w rozmowie z PAP, że potępia wszelkie akty wandalizmu.

– Musimy powiedzieć też uczciwie, że dużo łatwiej byłoby nam organizować Marsz Niepodległości, gdybyśmy mogli być jego formalnym organizatorami. Bo akurat to nie ułatwia, że nie możemy formalnie tego Marszu Niepodległości zorganizować w taki sposób, jakbyśmy chcieli. My odpowiadamy w tym momencie za przejazd samochodowy – stwierdził.

– Ci, którzy spontanicznie przyszli, a my nie nawoływaliśmy do tego, to są tutaj zupełnie prywatnie i mogli z nami spontanicznie pospacerować, co nie zmienia faktu, że potępiamy wszelkie akty wandalizmu i łamania prawa – podkreślił.

Ostatnie incydenty miały miejsce w okolicach Stadionu Narodowego. Tam znów w kierunku funkcjonariuszy poleciały kamienie. "W pobliżu Stadionu Narodowego, w którym działa szpital tymczasowy dla chorych na Covid 19, policjanci musieli działać zdecydowanie, aby udrażniać blokowane przez chuliganów drogi przejazdu dla karetek pogotowia i aut zaopatrzenia wiozących respiratory" - poinformowała na Twitterze Komenda Stołeczna Policji.

– Działania policjantów były zdecydowane i takie miały być. Będziemy je podsumowywać podczas czwartkowego briefingu – mówił rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak po Marszu Niepodległości. Zarzucił też organizatorom, że mówienie z ich strony o zapewnieniu bezpieczeństwa należy traktować jako bajki.

Mówił, że przy rozpoczęciu interwencji policjantów doszło do rzucania w ich kierunku kamieniami. – Wydaje mi się, że mówienie tutaj o odpowiedzialności, mówienie o świadomości i zapewnieniu bezpieczeństwa raczej możemy potraktować jako bajka ze strony osoby, która takie osoby wygłasza – ocenił.

W sumie w wydarzeniu wzięło udział kilka tysięcy osób. Frekwencja była więc kilkukrotnie mniejsza niż w ubiegłych latach, gdy organizatorzy informowali nawet o ponad 100 tys. osób.

źródło:
Zobacz więcej