RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Dla Platformy nikt by nie wyszedł na ulice

Często da się słyszeć: nie wychodziłyśmy na ulicę dla radykalnych feministek (fot.Getty Images/LightRocket/Attila Husejnow/SOPA Images)
Często da się słyszeć: nie wychodziłyśmy na ulicę dla radykalnych feministek (fot.Getty Images/LightRocket/Attila Husejnow/SOPA Images)

Znacznie zmniejszyła się skala protestów na polskich ulicach. Z drugiego, trzeciego szeregu Strajku Kobiet coraz głośniej niosą się szemrania. Zwykle skierowane przeciw Radzie Konsultacyjnej. Często da się słyszeć: nie wychodziłyśmy na ulicę dla radykalnych feministek. Ale słychać też coś więcej, szczególnie w najmłodszym pokoleniu protestujących: nie pójdziemy już na protest, bo mam swoje sprawy: „rzęsy do zrobienia”, „mieszkanie do remontu”, „opiekę nad dzieckiem do ogarnięcia”.

Chińczyk zjadł nietoperza, więc Lempart to Wałęsa

Obyś żył w ciekawych czasach – to chińskie przekleństwo aż nadto spełnia się na naszych oczach.

zobacz więcej

Można odnieść wrażenie, że tak gwałtowne protesty sprzed kilkunastu dni były czymś w rodzaju społecznej psychodramy. Pozwoliły wielu ludziom, szczególnie spoza rewolucyjnej awangardy, dać upust zupełnie zrozumiałym emocjom związanym z pandemią. Bo wielu ludziom życie dziś nie tyle się wywróciło, co wyszło z utartych kolein dobrych i złych nawyków. Wszystko, do czego byliśmy przyzwyczajeni – podobnie jak wiele milionów ludzi w innych krajach – z reguły zostało wzięte w nawias. I o ile trudno zaakceptować przeróżne plandemiczne teorie spiskowe, dotyczące COVID-19, o tyle nie sposób nie dziwić się ludzkim obawom, niepokojom i frustracji.

W publicystyce raz po raz pojawia się teza, że opozycja polityczna wygra na tych protestach. Najczęściej mówi się o Hołowni, widać jednak, że także politycy Platformy i Lewicy liczyli na to, że uda im się dla siebie coś wygrać. Czy tak się jednak stanie? Niekoniecznie. 2016 rok jest tu pewnym prognostykiem.

W 2016 roku (i jeszcze później) partie opozycyjne właściwie zostały zmiecione z debaty publicznej. Czarny Protest i to, co po nim przyszło, a także KOD i Obywatele RP zyskali popularność dzięki temu, że przynosiły efekt świeżości. Narracja była taka: to my, zwykli ludzie, sprzeciwiamy się PiS-owi, a nie skompromitowana Platforma.

„Stop bzdurom” do Trzaskowskiego: Ty też masz wypier****ć

Trzaskowski, ty też masz wypier****ć. Ten protest jest spowodowany tym, że przez lata waszych neoliberalnych rządów broniliście zastanego...

zobacz więcej

W pewnym stopniu to zagrało: opozycja polityczna raziła nie tylko swoją nieudolnością. Kojarzyła się z władzą, która z niczym się społeczeństwem nie dzieliła, żyła sobie bardzo dobrze i nie przejmowała się ani rosnącą zarobkową emigracją, ani dwucyfrowym bezrobociem, ani zwijaniem Polski, ani głodowymi pensjami znacznej części pracowników i pracownic.

Równocześnie w 2016 roku uliczne protesty miały efekt świeżości – ludzie nie kojarzyli mnóstwa osób, które pojawiły się wtedy na pierwszych stronach gazet. Dziś Rada Konsultacyjna sama zadbała o to, żeby zredukować niemal do zera ten efekt świeżości. Bo obecnie przeciętnym odbiorcom większość reprezentujących Radę ludzi w mniejszym lub większym stopniu kojarzy się z opozycją. I to tą jej częścią, która ma potężny elektorat negatywny, czyli Platformą Obywatelską – znamienny jest przykład Michała Boniego.

W dodatku im bardziej liberalne media starają się zachęcić ludzi do protestów, tym większej liczbie widzów przypominają, że one same stoją i stały właśnie po stronie Platformy. A to powoduje, że niemała część odbiorców zaczęło traktować protest jak jeszcze jedną odsłonę „wojny na górze”. Już nie jako protest przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego, ale kolejną odsłonę mocną już ogranych zwyczajowych ataków na PiS.

Hołownia zachwycony protestami ws. aborcji. Dziękuje uczestnikom

Lider ruchu Polska 2050 Szymon Hołownia podziękował za protesty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, dotyczącym aborcji. – Dziś naszym...

zobacz więcej

Wbrew częściom publicystycznych opinii, politykom opozycji ani nie udało się przejąć Strajku Kobiet, ani się pod niego podpiąć, ani silnie nań wpływać. Ani Borys Budka, ani Szymon Hołownia, ani Donald Tusk, ani Małgorzata Kidawa-Błońska nie są wiarygodni jako liderzy oddolnego, społecznego protestu.

W mediach społecznościowych bardzo dobrze yło widać, że próby zagrzewania ludzi do boju przez liderów PO, albo samozwańcze próby mediacji choćby między protestującymi a katolikami/Kościołem (casus Hołowni) czy podkręcanie anty-PiS-owskiej atmosfery często spotykało się z szyderstwami i kpinami. Mnóstwo kobiet i mężczyzn, którzy wyszli na ulice, przy całym swoim braku sympatii do PiS, wysyłało jasny komunikat politykom opozycji. Komunikat w swej formie i treści bardzo ostatnio prosty: „wyp***ać!”.

Banalna prawda jest taka, że dla Platformy nikt by nie wyszedł na ulice protestować. Nikt by nie wyszedł protestować dla Włodzimierza Czarzastego ani Szymona Hołowni. Wszyscy oni, oczywiście, traktują obecną sytuację jako szansę dla siebie. Gdy opadną nastroje społeczne, najpewniej się okaże, że dla PiS największym przeciwnikiem nie jest Rada Konsultacyjna Marty Lempart, ale pandemiczny kryzys.

Profanacje jak tezy Lutra? „Trzaskowski wykorzystuje rebelię dziecięcą” [WIDEO]

Prezydent Warszawy w kolejnych wywiadach wyraża solidarność z protestującymi zwolennikami aborcji, a na miejskich autobusach i tramwajach pojawiły...

zobacz więcej

Problemem opozycji jest i to, że właściwie nie ma ona niczego mądrzejszego niż PiS do zaproponowania w kwestii walki z pandemią. Przecież zarówno Platforma, jak i postkomunistyczna lewica przez dekady osłabiały te instytucje publiczne, które dziś znajdują się na pierwszym froncie walki z pandemią.a Gdyby prywatyzacja ochrony zdrowia poszła tak szerokim nurtem, jak chciała Platforma, dziś mielibyśmy i znacznie mniej szpitali, i znacznie większą liczbę polskiego personelu medycznego n emigracji. Jedynie Hołownia może liczyć na efekt świeżości – ale coraz częściej okazuje się, że i za jego plecami ukryło się mnóstwo ludzi z PO.

Dodajmy, że politycy Platformy nie mają właściwie niczego istotnego do powiedzenia o tym, co się dzieje w ochronie zdrowia i jak ją naprawiać. Oczywiście, są w tej komfortowej sytuacji, że pandemia zbiegła się z rządami PiS, który niestety nie kwapił się przez ostatnie lata do mocnego podniesienia nakładów na ochronę zdrowia. I nawet sztandarowy projekt PiS, związany z reformą polskiej psychiatrii, czyli Centra Zdrowia Psychicznego, dziś niestety znalazł się na marginesie debaty o ochronie zdrowia: bo najważniejsze jest gaszenie pożaru.

Najpewniej już dziś można zaryzykować tezę, że największy wpływ na nastroje społeczne w Polsce będzie miała nie rewolucja, a gospodarka. I mocne postawienie przez rząd na wzmocnienie ochrony zdrowia w 2021 roku.

Zobacz więcej