RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Atak za atakiem – Francja w narożniku. Czas oddać islamistom sierpowym

Marzenia europejskiej lewicy o zlaicyzowaniu „swoich” muzułmanów, okazały się płonne (fot. PAP/EPA/SHAHZAIB AKBER)
Marzenia europejskiej lewicy o zlaicyzowaniu „swoich” muzułmanów, okazały się płonne (fot. PAP/EPA/SHAHZAIB AKBER)

Kolejne ataki terrorystów islamskich we Francji i Austrii przywołały zagrożenie, które w dobie pandemii koronawirusa, zeszło na drugi plan. Makabryczność zamachów – związana z obcinaniem głów ofiarom przez młodych zbrodniarzy – dowodzi siły nienawiści sączonej im do głów. Dotychczasowe przyzwolenie na działalność radykałów islamskich na terenie Europy Zachodniej obraca się przeciwko jej społeczeństwom. Plany francuskiego rządu dotyczące zwalczania islamistycznych środowisk spotykają się zaś z potępieniem świata islamskiego. Obecna sytuacja dowodzi, że marzenia europejskiej lewicy o zlaicyzowaniu „swoich” muzułmanów, okazały się płonne.

Wybory w USA na ostatniej prostej. Trump znów z tyłu, ale Biden nie może spać spokojnie

Jeśliby patrzeć przez pryzmat sondaży, to wybory z kilkuprocentową przewagą powinien wygrać Joe Biden, a jeśliby brać pod uwagę oczekiwania...

zobacz więcej

Atak w bazylice w Nicei, zabójstwo nauczyciela Samuela Paty’ego, postrzelenie prawosławnego duchownego w Lyonie, atak w pobliżu dawnej redakcji Charlie Hebdo, kolejne zatrzymania w środowiskach islamskich radykałów, zapewnienia, że rząd będzie realizował wcześniej zapowiedziany plan zwalczania islamistycznych radykałów, zamknięcie meczetu w Pantin, debaty na temat postawy części francuskich muzułmanów, sympatyzujących z atakami – w ostatnim czasie, Francja ma na głowie o wiele więcej problemów, niż jedynie te związane z pandemią koronawirusa i obostrzeniami.

Politycy, w tym nawet prezydent Emmanuel Macron, już nie uciekają od mówienia, że mamy do czynienia z terroryzmem o rodowodzie islamskim. Oczywiście, nie oznacza to oskarżenia wszystkich muzułmanów, ale jednak stawia się już pytanie, jak walczyć w tym środowisku z radykałami. I gdzie popełniono błędy.

Jeden – kardynalny – wciąż jednak nie dociera do zdominowanego przez lewicowe myślenie mainstreamu. Mainstreamu, który wciąż promuje multikulti, otwarte granice, zwalcza religię chrześcijańską, tradycję i ideę narodową. I za wszelką cenę nie chce przyznać, że mylił się wierząc, że przybywający z różnych części świata ludzie szybko – pod wpływem wartości zlaicyzowanego Zachodu – porzucą swoje wierzenia, system wartości i przyjmą styl życia i myślenia lokalnych społeczeństw.

Tak się jednak nie stało i tak się nie stanie. Wysoki procent muzułmanów przedkłada wartości wywodzące się z ich religii nad prawo państw, w których mieszkają. Wielu z nich jest też do tych państw nastawionych wrogo.

Co więcej, nawet w mocno zlaicyzowanych rodzinach muzułmańskich, wyrosłe na Zachodzie dzieci – też mogą, w zetknięciu z radykalną islamską interpretacją świata – przyjąć ją za własną. Ulec jej i stać się realizatorami chorych wizji dżihadystów.

To, co na Zachodzie ciężko przechodzi politykom przez usta, to w Europie Środkowo-Wschodniej, tak mocno doświadczonej przez komunizm i ograniczenie wszelkiej wolności – potrafi być wypowiadane wprost i dobitnie, jak to zrobił niedawno wiceprezydent Węgier Zsolt Semjen, który w rozmowie z pismem „Demokrata” powiedział, że obecne pokolenie może być ostatnim, które jeszcze żyje na francuską modłę.

Aborcji! Więcej aborcji! Tak lewica walczy o prawa człowieka

Kolejne kraje liberalizują prawo aborcyjne. Pandemia koronawirusa tylko przyspieszyła ten proces. Zwolennicy zabijania dzieci nienarodzonych coraz...

zobacz więcej

„Tam, gdzie krytyczny odsetek społeczeństwa stanowią muzułmanie, w dodatku z taką demografią i z taką imigracją, tam szariat zostanie wprowadzony najpierw w równoległym społeczeństwie islamskim, a potem wcześniej czy później także w niemuzułmańskim. Będą żyć w cieniu szariatu i dżihadu” – ocenił Zsolt Semjen.

Warto też podkreślić, że za wszystkie decyzje laickiego państwa, broniącego prawa do karykatur – będących, nie ukrywajmy, często formą nawet nie kpiny, krytyki, ale po prostu szyderstwa, obrazoburstwa – konsekwencje będą w dużym stopniu ponosić katolicy i Kościół.

To właśnie w tę grupę najczęściej wymierzane są „odwety” zarówno we Francji, jak i przede wszystkim w krajach muzułmańskich, gdzie i tak społeczność chrześcijańska traktowana jest jak obywatele drugiej kategorii.

Kolejną kwestią jest postawa Turcji. Od lat, pod rządami prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana oddala się ona od Europy, wchodzi z nią w coraz większe zatargi, łamie kolejne zasady systemu demokratycznego.

Celem władz w Ankarze jest liderowanie państwom islamskim, chociaż jest to o tyle utrudnione, że nie jest to państwo arabskie, a ten sam cel stawiają sobie również zwalczające się wzajemnie Iran i Arabia Saudyjska.

Erdogan stara się poszerzać swoje wpływy i znaczenie szantażując zachodnią Europę, że zerwie umowę dotyczącą migrantów i przepuści ich przez granice. Wchodzi też w bliskie relacje z Władimirem Putinem. Chociaż Turcja jest członkiem NATO, to kupuje nowoczesne uzbrojenie od Rosji. Jej działania zaś podsycają konflikty m.in w Syrii, Libii i Górskim Karabachu.

Także jej ostatnie działania na wodach Morza Śródziemnego, należących do Cypru i Grecji, stały się przyczynkiem do europejskiej krytyki. Francja zaś, zaangażowana w tym regionie, wzięła na siebie odpowiedzialność i zagroziła Turcji unijnymi sankcjami.

Erdogan tymczasem nie zatrzymuje się w słowach potępienia pod adresem Paryża – krytykując prace francuskich władz nad ustawą zwalczającą propagandę islamistyczną w tym kraju i jego reakcje na niedawne zamachy.

Biden chce wejść w buty Obamy. Polska ma prawo do obaw

Niepochlebne epitety Joe Bidena pod adresem Polski i Polaków, które zdarzało mu się wygłaszać podczas kampanii wyborczej, nie są jedynie...

zobacz więcej

Oburzenie budzi również sama forma wypowiedzi prezydenta Turcji, który obrzuca swojego francuskiego odpowiednika knajackimi epitetami i wysyła go do psychiatry.

Tureckie władze burzą się też, w związku ze zdelegalizowaniem przez władze Francji radykalnej tureckiej grupy Szare Wilki. Wszystko wskazuje, że na linii Ankara – Paryż będziemy mieć do czynienia z nieustannymi zatargami. Turcja będzie bowiem chciała w dalszym ciągu pełnić – podobnie jak to robi w Niemczech – rolę obrońcy społeczności muzułmańskiej.

Taka postawa zjednuje jej sympatię w świecie islamskim. A że antyeuropejska postawa jest tam niezwykle silna, pokazują też masowe wybuchy radości po tychże zamachach, do których dochodziło w części krajów muzułmańskich, a także groźby bojkotu francuskich wyrobów, jako formy niezgody na reakcje władz w Paryżu na nie.

To zaś pokazuje, że gdy tylko europejski rząd chce podjąć zdecydowane działania przeciwko muzułmańskim radykałom, to wzbudza to sprzeciw nie tylko organizacji terrorystycznych, ale rządów państw muzułmańskich i ich społeczeństw. Pytanie o to, jak w takim razie współpracować z takimi „partnerami”, pozostaje otwarte.

Wykorzystując do granic absurdu, krępującą zdrowy rozsądek na Zachodzie polityczną poprawność – islamscy radykałowie potrafią pozostawać bezkarni – i szerzyć swoją zbrodniczą ideologię. Wykorzystują w tym celu zarówno meczety, organizacje pomocowe, sportowe, kulturowe, jak i internet.

Nie tylko bowiem brutalność zbrodni przeraża w ostatnich atakach. Przeraża również wiek napastników, jak i to, jak duża jest skala poparcia dla tychże ataków w sieci wśród francuskich muzułmanów.

O skali problemu bez ogródek mówił – w kontekście kilkudziesięciu zatrzymań osób, które wyrażały swoje poparcie dla zbrodni dokonanej na Samuela Patym – szef MSW Gerard Darmanin, zwracając uwagę, że dotyczą one młodych ludzi w wieku od 12 do 16 lat, którzy „używają wyjątkowo mocnych słów, a ich działania są inspirowane przez Państwo Islamskie”.

Czy zapowiadana ustawa zaostrzająca zasady wobec separatyzmu islamskiego, która ma zostać przedstawiona 9 grudnia – zakładająca m.in. wprowadzenie ograniczeń w nauczaniu religijnym w językach innych niż francuski, obowiązkowe nauczanie w placówkach oświatowych od trzeciego roku życia, ostrzejsze kontrole stowarzyszeń, będących często przykrywką dla indoktrynacji islamskiej, podpisywanie przez nie tzw. kart laicyzmu - może zmienić ten stan rzeczy?

Takie pytanie zadają sobie przerażeni obywatele, a także obawiający się o swoją wiarygodność politycy.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej